Saint Seiya Christmas
by Liliana Lemańczyk
***
Fanfik z "Saint Seiya"
Wracałam ze sklepu, musiałam zrobić ostatnie świąteczne zakupy. Obiecałam Shainie, że zajmę się przygotowaniami, bo raczej trudno, żeby chłopcy coś upiekli. Taak... Była czternasta, przechodziłam obok miejscowej górki, kiedy zobaczyłam Miho i dzieciaki z jej sierocińca. Promienie zimowego słońca rysowały piękne błyski na powierzchni grubego, puszystego śniegu. Miho była roześmiana, strącała z twarzy śniegowe płatki. I ten gałgan Seiya szedł obok niej! Nie wiem, ile bym dała, żeby być na miejscu Miho, tylko, że nie z Seiyem, ale z... sekret! Westchnęłam i skierowałam się w kierunku domu.
***
Przekręciłam klucz i wepchnąwszy wpierw przede mną dwie ogromne torby z zakupami skierowałam się do łazienki. Z małego pokoiku na strychu dobiegło mnie głośne kaszlenie. Na śmierć bym zapomniała! Biedny Shiryuu ciężko choruje na grypę, a ja zostawiłam go samego na tak długo. Zamiast do łazienki pobiegłam do kuchni. Chwyciłam szklankę i sięgnęłam po tabletki. Nagle szklanka wysunęła mi się z dłoni i stłukła się. Podniosłam oczy ku niebu. Fajna Wigilia się zapowiada, jak już teraz mi wszystko leci z rąk! Chwyciłam w pośpiechu drugą szklankę i nalałam do niej ciepłej wody. Usłyszałam ciężkie kroki na schodach. Po chwili do kuchni wszedł Shiryuu.
- Świętego spokoju w tym domu nie ma! - poskarżył mi się.
- Nie chciałam ci przeszkadzać. - wzruszyłam ramionami.
- Pozwól, że się nie wypowiem. - mruknął Shiryuu.
- Weź lekarstwa, stoją na górnej półce. Ja zajmę się kolacją wigilijną. - oznajmiłam mu.
Shiryuu spojrzał na mnie zdumiony.
- Ty? Przecież ty w ogóle nie umiesz gotować! - powiedział.
- To znaczy, że nie znasz mnie tak dobrze jak Shaina. - odcięłam mu się szperając w lodówce.
- Żeby tylko Saori wróciła prędko! Inaczej wszyscy się otrujemy. - westchnął Shiryuu i wydmuchał nos.
Z obrażoną miną wyjęłam słoik miodu i postawiłam na stole. Shiryuu pokręcił głową z politowaniem i poczłapał do pokoju chłopaków zanosząc się kaszlem. Chcąc nie chcąc zabrałam się do pierników. Znowu wszystko robiłam na ostatnią minutę! Ciasta powinny być gotowe na dobre parę dni przez Wigilią! Bardzo ciekawiło mnie, jak ja się z tym wszystkim wyrobię. Jedyne ocalenie widziałam w Saori i Shainie, które miały wrócić za godzinę lub dwie z Sanktuarium.
- Zabić się tylko. - mruknęłam stawiając miskę na stole.
Męczyłam się dobrą godzinę, zanim przygotowałam ciasto. Niestety miało ono raczej wygląd kleju, a nie puszystej masy, jaką w zeszłym roku bez problemów stworzyła Saori-san. Saori, wróć wreszcie, nie wytrzymam nerwowo! Siedzieć w kółko przy garach wysłuchując narzekań Shiryuu! Oj, za jakie grzechy... Na dodatek z moim ciastem zaczęło dziać się coś niedobrego. Było za miękkie, stanowczo za miękkie. Nie słyszałam kaszlu Shiryuu, pewnie zasnął. Współczuję mu trochę, mieć takie Boże Narodzenie... Nie dość, że ze mną trudno jest wytrzymać w jednym domu, a po drugie jeszcze ta jego grypa.
***
Za oknem zaczęło się ściemniać, padał śnieg. Seiya jeszcze nie wrócił, pewnie teraz siedzi przy ciepłym kominku w sierocińcu słuchając słodkiego szczebiotu Miho! Tak, zazdrość mnie zżerała. Hyoga i Shun mieli pojechać do miasta po prezenty, oni też wszystko robili na ostatnią minutę. Ciekawiło mnie, czy przyjdzie Ikki... Pragnęłam tego bardzo mocno, pytałam się o to wczoraj Shainy co najmniej dziesięć razy na dzień. Ta uśmiechała się tylko zagadkowo i robiła sobie ze mnie głupie żarty. Tak, ładna mi siostrzyczka! Tylko zrobić sobie harakiri. Z zawziętością miętosiłam nieszczęsne ciasto, swoim wyglądem błagające wprost o zmiłowanie. W zamku zgrzytnął klucz. Odetchnęłam z ulgą, pewnie Saori i Shaina wróciły. Wybiegłam na korytarz. Ulga!
- Cześć, Saori! - przywitałam się.
- Shaina wróci później, słuchaj, co ty masz taką minę? - zdziwiła się moja wybawicielka.
Musiałam rzeczywiście wyglądać bardzo rozczulająco, bo Saori zaczęła mi się przyglądać z troską.
- Ciasto! - jęknęłam żałośnie.
***
Saori trochę zaniepokojona weszła za mną do kuchni i podniosła oczy ku niebu jakby wzywając wszystkich świętych na świadków swoich nieszczęść ze mną związanych.
- Lepiej zajmij się czymś innym, tutaj nie jesteś na razie potrzebna. - westchnęła Saori zakasując rękawy i wsadzając ręce pod strumień zimnej wody płynący z kuchennego kranu.
***
Z poczuciem winy wywlokłam się do holu. Nie powinnam się na razie pokazywać Saori na oczy, Shaina i ona liczyły, że im pomogę, a jak tylko przysporzyłam im roboty. Przygnębiona narzuciłam na siebie kurtkę i owiązałam mocno szyję szalikiem. Jak już mam coś robić, to wolę się przejść po dworze.
***
Niebo było jasnogranatowe, śnieg padał dosyć mocno. Wiatr tylko lekko dmuchał od czasu do czasu. Było pięknie i cicho. Mieszkałam z Shainą na przedmieściu, z dala od miasta i zgiełku. Skierowałam się w stronę lasu. Zawsze, jak miałam chandrę, szłam do lasu. Przystanęłam na wzgórzu. Spojrzałam w dół, gdzie w dolinie stały inne domy. W każdym paliły się światła. Roztarłam ręce. Przez to wszystko zapomniałam wziąć rękawiczek. Wyciągnęłam dłoń i patrzałam, jak padają na nią delikatne śnieżynki. Misterne koroneczki topiły się szybko, szkoda... Są takie ładne... Za mną zieleniły się świerki i jodły, dalej stały nagie pnie drzew. Odwróciłam się w ich stronę. Podeszłam do pierwszego lepszego świerku i dotknęłam lekko jego igiełek. Pachniał ślicznie, tak przypominał mi święta. Spojrzałam na nasz dom, od którego oddaliłam się już dosyć mocno. W kuchni światło było zgaszone, na pięterku paliła się podręczna lampka. Pewnie Saori zrobiła sobie przerwę i poszła pogadać do Shiryuu. Ci to mają szczęście. Szłam dalej. Śnieg padał już umiarkowanie, nie było obawy, że się zagubię w śnieżycy. Znałam tą okolicę wspaniale, chociaż przenieśliśmy się tu z Shainą niedawno, dopiero po ostatniej walce z Julianem Solo. Nie, teraz nikogo nie chciałabym spotkać. Lubię taką samotność, sam na sam z przyrodą, zwłaszcza zimą. Zagłębiłam się bardziej w las. Po drodze gładziłam szorstkie pnie drzew strząsając z niektórych puchową kołderkę. Właśnie stałam przy jednym z nich, kiedy ktoś położył mi dłoń na ramieniu:
- Piękne, nieprawdaż?
Odwróciłam się zdumiona. Przeczucia nie myliły mnie, za mną stał Ikki. Uśmiechnęłam się. Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Nie chcieliśmy psuć tej pięknej ciszy. Po chwili Ikki ruszył w stronę naszego domu. Szłam obok niego. Ściemniło się, niebo było już granatowe. Zamigotała pierwsza gwiazdka.
- Teraz pewnie wszyscy siedzą już przy stole. Pospieszmy się. - ponagliłam Ikkiego wpatrującego się w tą gwiazdę.
- O ile znam Shainę i Saori, to nie zdążą z wszystkim na czas. Poza tym mamy do przejścia tylko trzy kilometry. Możemy jeszcze trochę poczekać. - wzruszył ramionami Ikki.
Dziwiło mnie to, że wpatruje się tak w tą małą gwiazdkę, świecącą jasnym blaskiem na tle granatowego nieba.
- Wiesz, Lilien-chan, kiedy zobaczyłem tą gwiazdkę, przyszła mi na myśl Esmeralda. - zwierzył mi się wkładając rękę do kieszeni kurtki.
Zagryzłam wargi. Jednak nie zapomniał o Esmeraldzie, a już tak chciałam, aby przestał myśleć o niej. Przecież już nigdy ją nie zobaczy, mógłby poszukać sobie innej dziewczyny. On spojrzał na moją czerwoną jak burak twarz i uśmiechnął się.
- Lilien-chan, znamy się od tak niedawna, a już ci się zwierzam. Nigdy tego nie robiłem po paru miesiącach znajomości. - powiedział patrząc na mnie.
Nie mogłam wyksztusić ani słowa, zatkało mnie zupełnie. Gdyby to widziała Shaina, nie zaznałabym aż do końca dnia spokoju. Ikki spojrzał na mnie trochę dziwnie.
- Gdybyś miała trochę dłuższe włosy... Wyglądałabyś zupełnie jak Esmeralda. - rzekł uśmiechając się miękko.
Odsunęłam się kawałek. Szliśmy dalej.
- Co sugerujesz? - spytałam nagle patrząc mu w oczy.
- Nie, nic. - zmieszał się nagle Ikki.
Spojrzał trochę w bok. Wtem usłyszeliśmy tłumiony chichot. Z bocznej dróżki wyszli Hyoga i Shun.
- No, Ikki, brzydko tak po nocy. - uśmiechnął się znacząco Hyoga.
- Odczep się. - odmruknął zawstydzony Ikki.
- My tylko spacerowaliśmy! - dodałam oburzona.
- Wiem o tym, Lilien-chan. Noc Wigilijna sprzyja... - zaczął Shun i nie dokończył, bowiem Ikki przyskoczył do niego i szarpnął za kurtkę.
- Czy ty nigdy nie potrafisz być cicho, kiedy cię o to proszą?! - zdenerwował się Ikki.
Ale pod maską głosu uśmiechał się. Shun też to dostrzegł i uśmiechnął się szeroko. Hyoga przerzucił sobie torbę sportową przez drugie ramię.
- No, chodźmy wreszcie, bo Saori się będzie czepiać. - powiedział przymykając oczy.
***
Hyoga wysunął się kawałek naprzód. Ikki nadal wyglądał na zawstydzonego, ale wyraźnie mu ulżyło. Przyspieszyliśmy kroku, aby dogonić Hyogę. Shun stanął między mną a Ikkim. Nie było to potrzebne, cokolwiek by się stało, po takim doświadczeniu Ikki podczas tej nocy za żadną cenę nie chwyciłby mnie za rękę. Podczas drogi Hyoga próbował zagajać, ale ani ja, ani Ikki nie mieliśmy ochoty do odpowiedzenia mu na cokolwiek. Przeanalizowawszy moje postępowania odkryłam, że postronny świadek naszą niewinną rozmowę rzeczywiście mógłby uznać za podrywanie. Niebo powoli robiło się czarne, śnieg nadal padał niestrudzenie. W półmroku dostrzegliśmy wzgórze, na którym mieszkałam. Przez okno wyglądała Saori. Rzuciliśmy się biegiem w stronę domu. Drzwi otworzyła nam Shaina.
- Nie ma co, pospieszyliście się. - zganiła nas.
- Rozgrzejcie się, bo siadamy do stołu. - ponagliła Saori zakasując rękawy i znikając w kuchni.
Kiedy Hyoga, Ikki i Shun rzucili się w stronę łazienki, ja przystanęłam przy Shainie.
- Nie gniewasz się? - spytałam.
- O co? - zdziwiła się z kolei Shaina.
- No o te ciasto, i wiesz... - jąkałam się dręczona wyrzutami sumienia.
- Co ty! I tak wiedziałam, że się nie wyrobisz. - uśmiechnęła się Shaina.
Widząc moją niezdecydowaną minę poklepała mnie po głowie. Nienawidziłam tego gestu, ale tym razem sprawił mi on przyjemność. Po chwili Shaina walnęła mnie w plecy.
- No, leć do łazienki, bo przy stole będziesz ostatnia! - ostrzegła śmiejąc się.
***
Przy stole rzeczywiście znalazłam się ostatnia. Siedzieliśmy w ósemkę cisnąc się jedno przy drugim. Poznawałam te uśmiechnięte twarze, wszystkie znałam bardzo dobrze. Więc była tam moja siostra Shaina, czcigodna Saori Kiddo, Seiya, Shiryuu z szyją obwiązaną szalikiem, Hyoga, Shun i Ikki. Wieczerza była urządzona dosyć skromnie, ale wyglądała smakowicie. Z uwagi na różnice wyznaniowe nie modliliśmy się, złożyliśmy sobie tylko najlepsze życzenia. Duża choinka stojąca obok stołu robiła imponujące wrażenie, a zwłaszcza to, co pod nią leżało... Saori po kolei wręczała nam prezenty. Każdy członek naszej grupki sprezentował choćby malutki upominek każdemu z nas. Przez chwilę byliśmy zajęci przeglądaniem prezentów, na parę sekund znowu staliśmy się dziećmi. Rozlegały się okrzyki zachwytu i podziękowania. Przez stół napotkałam spojrzenie Ikkiego. Uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. W ręce trzymaliśmy prezenty od siebie. Dotknęłam leciutko małej paczuszki od Ikkiego. Miała obły, a konkretniej owalny kształt. Wyglądała naprawdę ładniutko. Obiecałam sobie, że rozpakuję ją dopiero przed snem.
***
Kiedy szał związany z prezentami zaczął zanikać, zabraliśmy się za dzieła kulinarne Saori. Tylko talerz z piernikami stojący pośrodku stołu sprawiał dziwne wrażenie. Zdawało mi się, że go znam, że widziałam wcześniej te pierniki. Teraz jakaś szara klepka otworzyła się w moim umyśle, jęknęłam w duchu. Moje przypuszczenia sprawdziły się później. Saori oznajmiła nam, że te pierniki są upieczone przeze mnie. Nie dodała, że to ona zrobiła z tej kleistej masy coś w stylu pierników. Przy stole zapadła cisza. Wszyscy wiedzieli, jakie marne są moje zdolności kulinarne. Nagle Hyoga wziął jeden z pierników i nadgryzł go. Żuł go długo, długo..., aż wreszcie przełknął.
- Dobry wypiek, Lilien-chan! - uśmiechnął się do mnie.
Spojrzałam z wdzięczności na Atenę. Ona udała, że nie widzi, skromna dziewczyna. To jej zawdzięczałam, że Hyoga nie otruł się... No cóż... Fuksy się zdarzają. Kiedy stół zaczął świecić pustkami, Saori, Shaina i ja zerwałyśmy się i zaczęłyśmy wynosić brudne naczynia nie-po-ciastach. Ciast bowiem nie dotknęła jeszcze zbrodnicza ręka żarłocznych Brązowych Patronów. Z pieczywa zniknęły tylko moje pierniki. Czyżby były aż tak dobre? Eee... Jednak kiedy zabierałam talerze Shiryuu, on szepnął mi na ucho:
- Wiesz co, Lilien-chan? Ty to jesteś ukryty kulinarny talent!
Śmiać mi się chciało. Powinnam powiedzieć, że to dzięki wspaniałej Saori, ale ulotniłam się szybko z naczyniami. Dotąd nasza uczta odbywała się w milczeniu. Mieliśmy właśnie spożywać desery, ale Saori powstrzymała nas. Usiadła przed pianinem i zaintonowała "Bóg się rodzi". Z początku wszyscy byliśmy święcie zdziwieni. To prawda, że zamieszkiwaliśmy chwilowo w Polsce dla świętego spokoju od walk z Marine Shoguns pod wodzą Juliana Solo, ale w życiu nam by nie wpadło do głowy kultywować polskie tradycje. Mimo wszystko po chwili usiedliśmy obok Saori lub przycupnęliśmy przy pianinie i zaczęliśmy powoli śpiewać. Ikki chwycił mnie za rękę. Nie broniłam się. Śpiewając wkładałam w tą kolędę całe moje serce. Czułam, że przy mnie stoi Ikki. Byłam naprawdę szczęśliwa. W całym pokoju było ciemno, paliły się tylko lampki choinkowe. Wtem wiedziona przeczuciem spojrzałam za okno. Wśród gwiazd zamajaczyła mi się twarz Aiolosa. Uśmiechniętego, zadowolonego. Mrugnęłam oczami, ale to nie było przewidzenie. Inni też dostrzegli tą wizję. Za oknami zaczął leciutko padać śnieg. Za drugą rękę chwyciła mnie Shaina. Byłam wśród bliskich mi, dobrze znanych osób, nie mogłam powstrzymać w sobie wspaniałego uczucia ciepła i wspólnoty. Delikatnie zanuciliśmy w ślad za Saori: "...wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje..."... Na dworze nadal padał śnieg...

KONIEC

Wróć do strony głównej moich opowiadań
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk