Lodowa Kraina
by Liliana Lemańczyk
Stałam sama, wokół mnie nie było niczego oprócz lodów i ciszy. I tego niewysłowionego piękna. Biło ono od wszystkiego, od śniegu, pochmurnego nieba, lodowych skałek w zatoce. Zeszłam trochę niżej. Uklękłam na jednej z wielu wysepek puszystego śniegu. Dotknęłam go najpierw palcem, później całą dłonią. Nie czułam wcale chłodu, przeciwnie, było mi ciepło i przyjemnie. Podniosłam oczy ku niebu przymykając oczy. Śnieżne płatki osiadały mi na twarzy, nie topiły się. Od zatoki przyleciał zimny wiatr. Zwiał płatki, misterne koroneczki natychmiast się rozpadły. Westchnęłam i wstałam. Szkoda, że nie potrwało to dłużej.
***
Na ziemię sprowadził mnie głos nauczycielki. Tak, nadal siedziałam w ławce czytając regułki z matematyki. Gdzie się podziały te wieczne lody? Chciałabym się tam znowu znaleźć. Nauczycielka zapytała mnie z materiału, była zdziwiona, że coś umiem. Ja zresztą też, wcale się przecież nie uczyłam. Za oknami padał deszcz ze śniegiem, było pochmurno i smutno. Och, jak wiele bym dała, aby znów popłynąć wśród mych marzeń... Gdybym stała się wiatrem, lekkim podmuchem powietrza... Byłabym lekka, mogłabym się unieść z daleka od nudnej matematyki, ku moim prawdziwym skarbom... Ciążyło mi własne ciało. Nie chcąc tracić czasu zagłębiłam się po uszy w równych rządkach liczb, cyferek i znaków. Nie lubiłam matematyki, chociaż uczyłam jej się dobrze. Przytłaczała mnie zawsze jej zwyczajność, prostota... Nie, zwyczajność i prostota nie. Przecież moje wymarzone lodowe przestrzenie też są niby zwyczajne i proste dla wszystkich, a dla mnie mają szczególny czar i urok...
***
Znowu wzleciałam ku niebu zasnutemu ciemnymi chmurami. Okręciłam się parę razy w powietrzu i odwróciłam twarz ku chmurom. Zaśmiałam się lekko, wspaniale jest tak sobie latać. Nagle opuściłam się ku ziemi i przysiadłam na śniegu. To wszystko było cudowne, żebym znowu nie straciła tego świata na rzecz codzienności. Rozum podpowiadał mi, że moja lodowa kraina jest tylko ucieczką od realnego świata, ale ja go nie słuchałam. To tylko w moim lodowym światku czułam, że istnieję. Czułam wówczas własną wartość, to, że jestem nieodłączną częścią wiecznych śniegów. Czy jestem sama? Nie... Moje marzenia są największym przyjacielem. To nie tylko marzenia... A z drugiej strony, czy takie piękno może naprawdę istnieć? Wiedziałam, że nie... Nie chciałam się nad tym dłużej zastanawiać, nie chciałam tracić marzeń, choćby nawet to było złudzenie i nieprawda... Nie... Chcę się nadal cieszyć moim małym światkiem, gdzie mogłam się schronić w potrzebie. Przytuliłam policzek do powierzchni śniegu. Było mi tak dobrze... Wtem zabrzmiał dzwonek. Wróciłam z powrotem do rzeczywistości.
***
Do domu szłam w deszczu, błocku i chlapie. Słyszałam złorzeczenia koleżanek i kolegów na pogodę, ale ja nie miałam nic przeciwko jesiennym pluchom. Deszcz zaczął kropić mocniej, wszyscy poznikali pod daszkami lub znaleźli inne schronienie. Zostałam sama, bez parasolki, bez kaptura... Ale nie czułam przygnębienia. Ten deszczyk był mi tak bliski... Jego leciuchne kropelki przypominały mi maleńkie płateczki śniegu z "mojego świata". Też uniesione mocniejszym podmuchem wiatru znikały z mojego pola widzenia na zawsze. Czy można zapamiętać każdy z nich? Eee... Chyba nie... To wszystko jest snem... Deszcz przestawał padać, zza chmur wyłoniło się powoli, jakby pytająco, słoneczko. Ośmielone trochę wysunęło się mocniej i zajaśniało w pełnej krasie na niebie odbijając figlarnie swoje promienie w kałużach i kropelkach pozostałych na liściach. Niebo wypogodziło się, chmury zaczęły odchodzić. Ja przypomniałam sobie, że mam zadane na jutro lekcje i muszę już wracać do domu. Osowiała, ciężkim krokiem skierowałam się w stronę boiska, po którym wracałam zawsze po skończonych lekcjach. Na chwilę przysiadłam jeszcze na ławce. Ogarnęły mnie śniegi i lody, poczułam leciutkie głaskanie północnego wiatru po twarzy. Śnieg nie padał, lecz jego gruba warstwa spoczywała na ziemi, gdzie go przedtem jeszcze nie było. Przenosiłam się znów do krainy, do której tylko ja miałam dostęp, którą ja władałam. Marzenia, rzeczywistość, złudzenie, realny świat... Co z tego, jak mnie to wszystko jedno...

Wróć do strony głównej moich opowiadań
Wróć do strony głównej
***
(C) 1999, Liliana Lemańczyk