|
Trochę o polskiej wersji
anime Saint
Sprawa wygląda tak, że od 1 października 1999 na RTL7 puszczana jest polska
wersja "Saint Seiya" (dane z 26 lutego 2000). Nie powiem, aby było źle
(przynajmniej nie aż TAK źle, jak w przypadku nieszczęsnych Czarodziejek).
Tłumaczenie polskie oparte jest bardzo starannie (bravo!), ale na wersji
francuskiej (która niestety różni się bardzo od tej japońskiej), co ciągnie
za sobą pewne konsekwencje...
***
A mianowicie: tytuł. Według Japanese brzmi on "Saint Seiya" (co można przetłumaczyć
jako "Patron Seiya", "Kapłan Seiya", a nawet "Święty Wojownik Seiya").
Zaś w wersji francuskiej przerobiono to na "Les Chevaliers du Zodiaque".
Nasi tłumacze tłumacząc wersję francuską nazwali anime "Rycerze Zodiaku",
co jest całkowicie zgodne z wersją francuską, zaś różni się znacznie od
tytułu japońskiego.
***
Ciąg dalszy - słownictwo. Słówko Saint (Patron, Kapłan) zastąpiono słówkiem
Rycerz (Chevalier), co jest dobrym tłumaczeniem, jeżeli chodzi o przełożenie
wersji francuskiej, zaś złym w stosunku do wersji japońskiej. Podobnie
jest ze słówkiem Cloth (Materia), co zostało przełożone jako Zbroja. Pope
(Papież) został mianowany Wielkim Mistrzem, a imię Seiya przerobiono na
Seiyar. Została też zniekształcona wymowa kilkunastu imion Patronów. Na
szczęście Saori została Saori, Shun - Shunem, a Ikki - Ikkim. :-) Czyli
nie jest źle, można się przyzwyczaić (chociaż jest to trudne, jeżeli człowiek
wychował się na japońskim dubbingu "StS").
***
Teraz rzecz kolejna, dokładniej mówiąc - openingi
i endingi (czołówki i piosenki kończące odcinek). I tu mam ochotę wbić
nóż w brzuch twórcom francuskiej wersji, którą zakupiło RTL7. W japońskiej
wersji serię "Sanctuary" otwiera "Pegasus Fantasy", czołówka z prześliczną
grafiką i dynamicznymi scenami. Seria "Asgard" i seria "Poseidon" mają
w oryginale JP tą samą melodię do czołówki ("Soldier Dream"), ale różną
grafikę. Zaś jeżeli chodzi o japońskie endingi, to "Sanctuary" kończy piosenka "Blue
Forever" (ujmująca grafika przy refrenie! - Atena z tarczą na tle błękitnego
nieba), a "Asgard" i "Poseidon" kończy "Blue Dream" (słodka melodyjka,
grafika trochę gorsza). Tak więc ja, która przyzwyczaiła się do japońskich
cudeniek, byłam "trochę" zszokowana, jak ujrzałam, co zrobiono z czołówkami
w naszej wersji. Jest bardzo źle. Do grafiki nie miałabym wiele zarzutów,
gdyby nie to, że ta sama czołówka (w dodatku przedstawiająca sceny i postacie
z "Asgardu") przewija się przez wszystkie serie (114 odcinków!), a jej
skrócona wersja jest zarazem endingiem. Ale muzyka jest o-krop-na! Niektórym
co prawda nie przeszkadza (mój brat nawet ją całkiem lubi), ale ja zawsze
wyłączam wtedy głos w TV. Jakby tego było mało (tutaj szpilka w polską
wersję), to lektor tłumaczy pierwszą zwrotkę, której treść jest moim skromnym
zdaniem o wiele bardziej płytka niż treść "Pegasus Fantasy". Uważam, że
jest to najgorszy minus naszej wersji językowej.
***
Co do reszty - nie jest najgorzej. Lektor (rodzaj
męski) ma fajny głos, dialogi się nie rwą (jak w przypadku czytania niektórych
tekstów w Czarodziejkach przez Danutę Stachyrę). Jak już mówiłam, tłumaczenie
jest wykonane starannie, więc zbyt nie razi odczytywanie tekstów, jak w
tle ma się francuski dubbing (przez to właśnie widać, jak staranne jest
tłumaczenie). Za to razi francuski dubbing. Bardzo lubiłam głos Ikkiego
w wersji japońskiej, Atena też miała normalny, miły, kobiecy głosik. A
w wersji francuskiej... Najbardziej dobija mnie głos Hyogi i nieszczęsnego
Phoenixa. We francuskim dubbingu postacie nie mówią z taką werwą i wczuciem,
jak w JP, a odgłosy w styku okrzyków bojowowych są mocno sztuczne.
***
Ale poza wymienionymi wadami nie ogląda się źle,
więc mam prawo przypuszczać, że jakość polskich wersji anime od czasu "Sailor
Moon" naprawdę wzrosła. W dodatku lepiej cieszyć się, że zakupiono dubbing
francuski, a nie włoski, bo wówczas zamiast o Saori usłyszelibyśmy o Lady
Isabel, Shiryuu nazywałby się wtedy Sirio, Shaina - Tisifone... Aż włosy
się jeżą na głowie... Ale wróćmy do wersji polskiej - jeżeli chodzi o większość
wad, to wypada raczej obwiniać tłumaczy i osoby dubbingujące z wersji francuskiej,
a nie nasz zespół polski, co?
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|