Epizod 108
La vendetta di Abadir
(Zemsta Abadira)
Epizod rozpoczyna się od tego, że Ikki powoli odchodzi od miejsca porażki Wojowników Ateny oznajmiając, że wspomnieni wojownicy nie zasługują na przywdziewanie swoich Materii. Kiedy Feniks odwrócony twarzą od Kikiego i pozostałych zmierza ku Świątyni Poseidona, nagle zostaje zatrzymany przez głos Hyogi, który właśnie odzyskał przytomność. Hyoga mówi, że Ikki ma rację, że to przez własne słabości Wojownicy Ateny ponieśli porażkę. Ikki nie odwraca się, nic też nie mówi. W pewnej chwili po prostu zaczyna biec, aby jak najprędzej dotrzeć do Poseidona. Myśli, że towarzysze go rozumieją i wybaczą mu ten pośpiech, wszak życie Ateny jest najważniejsze... Tymczasem Hyoga nie mogąc utrzymać się na kolanach - klęczy. W duchu dziękuje Ikkiemu, że nic nie mówił, wszak miał prawo powiedzieć Hyodze prosto w oczy, co o nim sądzi. Cygnus rozumie teraz, co chciał powiedzieć mu Camus (w postaci Kaysy) zstępując z niebios. Hyoga jest za słaby, aby walczyć w obronie bogini, nie zasługuje na zaszczyt, jakim jest przywdziewanie Materii Cygnusa... "Tak się staram, a wciąż mi się nie udaje..." - myśli Hyoga roniąc łzy na dłoń. W pewnej chwili jednak wstaje. Wie, że ma jeszcze szansę, aby naprawić swój błąd, że nie wszystko stracone. Musi tylko zabić kolejnego przeciwnika... aby i przed sobą, i przed innymi udowodnić swoją siłę. Nie ma czasu do stracenia. Szybkim, zdecydowanym ruchem Cygnus odszarpuje kawałek materiału ze swojej Materii i obwiązuje sobie nim szyję. Zaskoczony Kiki śledzi te przygotowania pytając się wreszcie, gdzie Hyoga się wybiera. Odpowiedź nadchodzi szybko. Otóż Patron Łabędzia ma zamiar rozprawić się właśnie ze strażnikiem Filaru Oceanu Arktycznego. Kiki na próżno perswaduje - nic nie działa. Wola Hyogi jest nieubłagana - tu chodzi o honor Wojowników Ateny i życie bogini.
***
Hyoga biegnie przez lody, robi się coraz zimniej. W pewnym momencie Patron osiąga swój cel - dwie złączone dziwnym pierścieniem kolumny. Wokół panuje jakiś dziwny zapach, zapach, który Hyoga zna, ale nie może sobie przypomnieć skąd... "To było bardzo dawno..." - szepcze Patron. Wtem naprzeciwko siebie dostrzega zielonowłosego chłopaka patrzącego na niego z nienawiścią i swoistą pogardą. Lewe oko przybyłego wojownika pokrywa okropna blizna, ciągnąca się przez cały policzek. "Isaac!" - woła Hyoga spostrzegając Patrona. No i natychmiast się rozrzewnia, pamięta bowiem, jak Isaac uratował go z morskich głębin. Cygnus pada więc na klęczki i pyta się, co może zrobić dla przyjaciela, który uratował mu życie. Isaac nic nie mówiąc podchodzi do Hyogi i gwałtownym kopnięciem odrzuca go od siebie. Oznajmia, że nie wie, czy Hyoga wie, ale są teraz wrogami, gdyż to właśnie Isaac jest strażnikiem Filaru Oceanu Arktycznego, a przywdziewa Materię Krakena. Tak więc obaj muszą ze sobą walczyć. Hyoga nic nie rozumie, jak to możliwe, że teraz przyszło mu walczyć z najdroższym przyjacielem z dzieciństwa. Wtedy jednak dostrzega bliznę Wojownika Krakena. Jest przerażony i zdumiony, serdecznie żałuje Isaaca. Podsuwa też przypuszczenie, czy ta blizna to wina Hyogi. "Zgadłeś." - uśmiecha się Isaac. Z jego oczu bije nienawiść, wyraźna aż za bardzo. Jednak Cygnus nie zwraca na to uwagi, wciąż widzi w Isaacu tylko ukochanego towarzysza dziecięcych zabaw. Oznajmia, że to nie fair, iż Isaac nie widzi na oko, a winny temu Hyoga widzi. Tak więc prosi Isaaca, aby ów wyłupił mu lewe oko. Kraken oznajmia, że jeżeli Hyodze tak bardzo na tym zależy, to nie ma wielkich problemów, aby jego życzeniu stało się zadość. "Przygotuj się!" - wykrzykuje Isaac i palcem zamierza się na szeroko rozwarte, błękitne oko Hyogi... Trzask i po chwili Cygnus trzyma już dłoń przy oku. Przez palce ściekają mu strużki krwi. Jedyne, pozostałe po ataku oko Cygnus ma przymknięte. Hyoga pyta się Isaaca, czemu ów nie wykłuł mu obu oczu, przecież była ku temu świetna okazja. Wówczas Kraken ściska brwi i oznajmia, że to i tak się nie liczy wobec tego, że Hyoga za chwilę i tak będzie martwy. Cygnus nie może zrozumieć zachowania Isaaca, który był przecież dla niego tak dobry w dzieciństwie... Mieli wspólnego mistrza, Crystal Sainta. Obaj trenowali w pustkowiu, gdzie nie było żadnego człowieka poza nimi i ich sensei. Czyżby Kraken zapomniał o tym wszystkim, przez co razem przeszli?
***
Siedmioletni Hyoga stoi naprzeciwko swojego rówieśnika, ubranego na turkusowo Isaaca. Nad oboma chłopcami stoi Crystal Saint, przedstawiając Isaacowi Hyogę. Kraken z życzliwym uśmiechem wyciąga dłoń w stronę nowego przyjaciela oznajmiając: "Wreszcie jakaś nowa twarz!". Hyoga z początku waha się z odwzajemnieniem przywitania, ale po chwili dłonie obu chłopaków złączają się w braterskim uścisku. Isaac ostrzega Hyogę, że Crystal Saint jest bardzo surowy i najdzielniejszy uczeń wytrzymał tu tylko miesiąc. Kryształowy Patron zaczyna się śmiać i oznajmia, żeby Isaac nie wygadywał głupstw, bo wystraszy Hyogę. Jednak Isaac za wszelką cenę zarzeka się, że jego słowa są prawdą i dodaje: "Sam nieraz myślałem o ucieczce!". Wtem jednak przypomina sobie o obecności mistrza i zakrywa dłonią usta syknąwszy: "Ups... Ale gafa!". Jednak na szczęście nikt nie bierze pomyłki Isaaca na serio i zarówno mistrz, jak i uczniowie wybuchają śmiechem.
***
Nadal siedmioletni, a może już ośmioletni Hyoga trenuje z Isaacem. Na początek otrzymuje parę pomniejszych ciosów, a później kopnięcie z prawej nogi w podbródek. Biedny Cygnus leci na ziemię, ale po chwili nachyla się nad nim twarz Isaaca. "Bardzo bolało?" - pyta się z troską chłopiec podając koledze rękę. Hyoga uśmiecha się dzielnie i podciągnąwszy się na dłoni przyjaciela staje do kolejnych ćwiczeń w treningach.
***
Nieco już starsi niż poprzednio, ale nadal nie nastolatkowie: Hyoga i Isaac one more time. Crystal Saint zafundował im kolejny trening zrzucając ku nim setki lodowych skał. Trening polega oczywiście na tym, aby wspomnianych skałek unikać. A nie jest to bynajmniej łatwe... Pierwszy rozpoczyna Isaac. Spokojnie, z uwagą, ale niezwykle szybko wymija głazy wyskakując w powietrze tak, jakby miał wykonać skok przez tyczkę - grzbietem do podłogi skalnej, głową do dołu. Teraz kolej na Hyogę, który też dzielnie pokonuje postawione przed nim przeszkody. Wreszcie wykonuje klasyczny skok, bez żadnych przewrotów, ale równie efektowny.
***
Jednak po chwili wspomnień wracamy na pole walki. Hyoga leci w tył odrzucony przez potężną energię Isaaca. Kraken nie przestaje zapewniać Hyogę o niewątpliwie bliskiej już śmierci owego. Wtem jednak Hyoga oznajmia, że śmierć z ręki Isaaca to zaszczyt (Isaac był zawsze bardziej szlachetny i lepszy w sztukach walki, niż Cygnus). Przed śmiercią chce jeszcze jednak wiedzieć, czemu Kraken walczy po stronie Poseidona. Isaac ponownie uśmiecha się wyniośle i z pogardą. Swoją opowieść postanawia zacząć od historii o mitologicznym Krakenie. Kraken był bowiem ogromnym potworem niszczącym statki na morzach, ale niszczył tylko takie statki, na których znajdowała się choć jedna zła osoba (zwłaszcza statki pirackie). Za to statki przewożące osoby niewinne, Kraken oszczędzał...
***
Opowieści Isaaca ciąg dalszy. Hyoga i Isaac są już nastolatkami i teraz właśnie się pojedynkują. Isaac jest wściekły, gdyż Hyoga właśnie przed chwilą zwierzył mu się z celów, z powodu których postanowił stać się Patronem. Otóż Hyoga nie chce przywdziać Materię Cygnusa dla dobra ludzkości, chce po prostu odkopać wrak zaginionego statku, w którym pochowana jest jego matka. Zawne szukał w niej otuchy, to ona dodawała mu nadziei nawet wtedy, kiedy zginęła. Hyoga wie, że Isaaca mogą tylko śmieszyć jego uczucia do matki, ale dla Cygnusa mama jest rzeczą świętą. Isaac nie może zrozumieć przyjaciela, jest naprawdę zdenerwowany. To właśnie w tym momencie coś zaczęło się psuć w przyjaźni tych dwóch... Kraken opanowawszy trochę wściekłość odwraca się plecami do Hyogi i oznajmia, że w głębinach czychają na Cygnusa groźne wiry, które nie wypuszczają swoich ofiar już nigdy, jeżeli tylko ktoś dostanie się w ich fale... Są to słowa Crystal Sainta, które Isaac przytacza przyjacielowi, jednak bezskutecznie. Hyoga jest uparty...
***
Cygnus i Kraken znajdują się na skale, obserwując zachód słońca nad oceanem. Obaj są przykryci płachtami, wszak to koło polarne i nie jest tu ciepło. Hyoga siedzi, Isaac stoi. Znów są złączeni wspólną przyjaźnią i w milczeniu obserwują piękno natury. Hyoga żałuje, że jest słabszy od Isaaca i martwi się tym. Ale Kraken pociesza chłopaka, że w końcu przecież zawsze obaj niemal osiągnęli swój cel - przecież staną się Patronami, aby walczyć za słuszną sprawę. Isaac zwierza się Hyodze, że zawsze chciałby być taki, jak Kraken i posiadać jego siłę, aby niszczyć to, co istnieć nie powinno. Potwór morski nigdy nie oszczędzał grup ludzi, nawet jeżeli wśród nich znajdowała się choćby jedna osoba, która zasługiwała na życie. Hyoga zauważa, że przecież dość bezkompromisowe, ale Isaac zaciskając pięść i uśmiechając się oznajmia, że właśnie taki sposób wymierzania sprawiedliwości mu odpowiada. "Dlatego postanowiłem się stać silny fizycznie i psychicznie." - oznajmia Isaac. Nad jego głową przelatuje klucz białych łabędzi... Słońce jest już bardzo nisko nad horyzontem...
***
Nastoletni Hyoga stoi nad lodową połacią i w pewnym momencie rozpłatuje lód pięścią, tworząc przeręblę. Następnie wskakuje do chłodnej wody i zaczyna pruć ku głębinom. Już po niedługich poszukiwaniach odkrywa wrak. To musi być ten statek, nie ma innego w okolicy! Podniecony Hyoga nie zważa już na nic i za wszelką cenę stara się przyspieszyć, aby zobaczyć mamę. Nie zauważa nawet wiru, który nagle przybywa jakby znikąd i wciąga Cygnusa... Hyoga próbuje walczyć z prądem, ale fale są silniejsze... Isaac nadbiega nad brzeg przerębli i na myśl przychodzi mu tylko jedno - Hyoga wskoczył do wody na niebezpieczne tereny wirów. Isaac nie namyślając się wiele wskakuje do wody, aby pomóc przyjacielowi wydostać się na powierzchnię. Kraken szczęśliwie dopływa do statku i zauważa bezwładne ciało Hyogi wplątane w sieci niedaleko wraku. Isaac przybiera szczerze zmartwiony wyraz twarzy. Wie, że Hyoga musiał ciężko walczyć z prądem, zanim stracił przytomność. Nie ma czasu do stracenia, Kraken chwyta w ramiona ciało przyjaciela i rusza ku powierzchni. W miarę, jak chłopcy zbliżają się ku powierzchni wody, Hyoga zaczyna odzyskiwać przytomność. Kraken boi się wiru, ale postanawia zaigrać sobie trochę z losem. Postanawia, że będzie się martwił, jak wir zostanie napotkany. Gdyby wiedział nieszczęsny, jak słuszne są jego obawy... Już po chwili, kiedy wojownicy są niemal pod powierzchnią, nadpływa wir i zaczyna wciągać obu chłopaków. Isaac doskonale wie, że gdyby był sam, poradziłby sobie, ale jest z Hyogą... Hyoga rozumuje, że jest ciężarem i proponuje Isaacowi, aby ów go zostawił, jednak Isaac bynajmniej nie zamierza tego uczynić. Wir na chwilę popycha ich na głazy, Kraken nieszczęśliwie upada trafiając lewym okiem w wystający czubek skalny. Tryska krew. Isaac zaciska wargi, walka z żywiołem jest zbyt ważna, aby ją przegrać. Wszak tu chodzi o życie. Paroma szybkimi uderzeniami rokrusza lód skuwający powierzchnię morza i wyrzuca Hyogę na powierzchnię. Cygnus jest uratowany, ale Isaac...
***
Wszystko pod wodą ucichło, wir odpłynął. Ciało Isaaca dryfuje spokojnie pod powierzchnią wody. Kraken ma oczy przymknięte, z jednego oka spływa obficie krew... "Czy ja jestem martwy? Nic nie widzę i nic nie słyszę..." - myśli Isaac. Wtem w ciemności przysłaniającej mu oczy dostrzega dwa krągłe światełka, jakby czyjeś ślepia... tak podobne do mitologicznego potwora Krakena... Isaac opowiada, że nie wie, czy potwór był Krakenem, ale uratował mu życie...
***
Ponownie cisza i spokój. Isaac leży na kamiennej posadce w wymiarze Poseidona. Panujące wokół kolory to kremowa biel kolumn i błękit wody, w której stoi okazała świątynia. Isaac bez większych wątpliwości przywdziewa swoją Materię Krakena i już po chwili klęczy przed osobą z przysłoniętą twarzą - Poseidonem. Jest gotowy na wykonanie wszystkich rozkazów, nie tylko z wdzięczności za to, że jeszcze żyje. Chłopak jest także przepełniony buntem do Wojowników Ateny. W myślach rozważa to, że Hyoga, jego najbliższy przyjaciel, zabił Camusa i Crystal Sainta, dwie osoby bardzo cenne dla Isaaca. W dodatku tyle wojen stoczonych ku czci Ateny, a kończących się śmiercią setek wojowników... Isaac powoli zaczyna rozumować, że powszechnie chwaleni i czczeni Rycerze Zodiaku tylko zasiali chaos... "Nadal mogłem walczyć przeciw złu." - myśli Isaac. Wie, że jedynym sposobem na odkupienie swoich win jest służenie Poseidonowi...
***
Walk w głębinach ciąg dalszy, Hyoga nadal pojedynkuje się ze wzburzonym Isaacem. Cygnus błaga Krakena, aby go wysłuchał, chce wszystko wyjaśnić. Ale Isaac jest nieubłagany i już po chwili "Moce Poranka" sprawiają, że zakrwawiony Cygnus ląduje na ziemi. Kraken spogląda na bezwładne ciało przyjaciela częściowo ze smutkiem, ale częściowo i z wzgardą. Wtem dostrzega Kikiego i jego twarz rozjaśnia uśmiech. Kiki cofa się przestraszony widząc wroga, ale postanawia być dzielny. Kraken oznajmia, że misja Appendixa jest już skończona, Kiki może dać Krakenowi Materię Libry w tej chwili. Jednak Kiki, który przyniósł tą Materię Hyodze, nie ma najmniejszego zamiaru wykonać rozkazu Isaaca. Z przerażeniem spogląda na prawie martwego Hyogę, ale porażkę Cygnusa tłumaczy sobie tym, że Hyoga już przedtem był poważnie ranny. Po krótkiej i niezbyt zawziętej walce Isaac pokonuje Hyogę, ale wtem... słyszy za sobą głos Hyogi! On jeszcze żyje! Hyoga mija się z Isaacem nie zaszczycając owego ani jednym spojrzeniem i kieruje się w stronę Materii Libry, obok której leży na wpół żywy Kiki. Bez słowa staje obok Kikiego, naprzeciw Isaaca, i unosi dłonie do góry splatając je w charakterystycznym geście. Oczy Krakena rozszerzają się. Stara się od siebie odegnać tą myśl, ale wszystko wskazuje na to, że Hyoga ma zamiar zainicjować "Spełnienie Poranka"! Isaac wykrzykuje, że to tylko sztuczka, że Cygnus chce zmienić jego czujność atakując atakiem, którym posługiwał się w walce Camus... Jednak Hyoga najwyraźniej nie żartuje i wtem wokół niego zaczyna emanować tęczowa energia... W błyskawicznym tempie cały kosmos Hyogi, wzmożony gniewem na najdroższego przyjaciela, wyzwala się w jednym ataku, powalając Isaaca...
***
W czasie, kiedy Cygnus odbywa jeden ze swoich niewątpliwie najważniejszych pojedynków fizycznych i psychicznych - przenosimy się do Grecji, na tereny Dwunastu Sanktuariów. Niebo jest zasnute ciemnymi chmurami, pada mocny deszcz... Ale mimo to przed bramami jednej ze świątyń stoi dwóch Złotych Patronów - Mu i Aiolia. Obaj zastanawiają się nad tym, który został ich nowym mistrzem. Nikt go jeszcze nie widział... Ariesa intryguje jeszcze fakt, że nowy Papież nie chce, aby Złoci Patroni pomagali Atenie, ale żeby pozostali w Sanktuarium. Mu jest tym zaskoczony, ale zarazem i zasmucony. Dlaczego tak jest? Czyżby Papież zamierzał poświęcić życie Ateny w ostatecznej walce pomiędzy bogami? Zarówno Aiolia jak i Mu wiedzą, że ich przypuszczenia w dużym procencie mogą być prawdą. Ale dlaczego? Jaki cel postawił przez sobą Papież? W oczach Mu ukazują się łzy... "Wciąż zastanawiam się nad tym..." - oznajmia Patron cicho, spoglądając w stronę niebios...
***
Na terenach biegunu Isaac powoli odchodzi z tego świata. Hyoga na widok cierpień przyjaciela znacznie mięknie i podbiega do niego, wciąż nie mogąc oswoić się z faktem, że śmiertelnie ranił najdroższą mu (poza matką) osobę... Kiedy Cygnus klęka przy Isaacu i unosi delikatnie jego głowę, Kraken podnosi na Hyogę swój mętny wzrok. Oznajmia, że ma zamiar powiedzieć mu o czymś, co umożliwi Hyodze zwycięstwo w ostatecznej walce. Mówi, że Hyoga pewnie myśli, że to Poseidon jest sprawcą całego zamieszania, ale to nieprawda. Za tym wszystkim stoi kto inny... "Ktoś, kogo dobrze znasz, wcielenie najczystszego zła... To... to..." - szepcze Isaac w ostatnich minutach swojego życia. Wtem osuwa się z rąk Hyogi, ostatnia iskierka życia właśnie przestała się tlić w tym wspaniałym chłopaku... Biedny Isaac nie musiał kończyć swojej wypowiedzi, wszak Hyoga już doskonale wiedział, o kogo chodzi. Wiedział, że chodzi o ich pierwszego przeciwnika, który (jako bóg) jest zdolny do nieskończonych reinkarnacji. Że chodzi o wojownika, który ponownie ożył, aby siać zło, zniszczenie i cierpienie... Że chodzi o Aresa...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk