Epizod 102
Prima battaglia
(Pierwsza bitwa)
Seiya właśnie odbywa swoją pierwszą, ale jakże pechową bitwę z Marine Shoguns, jego przeciwnikiem jest potężny Baian. Seiya zdaje się mieć poważne problemy, gdyż każdy jego atak odbija się o niewidzialną tarczę Baiana, a ataki jego przeciwnika są bardzo mocne. Pegasus upada, z jego warg leci krew. Ale Seiya szybko ją ociera i oznajmia, że prędzej czy później rozgryzie jego technikę, o ile Baian go do tego czasu nie zabije... Ponowne "Meteory Pegaza" nie odnoszą skutku, ale Baian nie pozostaje dłużny i atakuje dwoma najpotężniejszymi atakami naraz. Seiya z przerażeniem obserwuje, jak moc potężnego Generała Seahorse wyrzuca go na powierzchnię wody. Na powierzchni wody szaleje burza, kropelki deszczu zraszają gęsto rozczochrane włosy na wpół przytomnego Pegasusa. Twarz chłopaka zanurzona jest w wodzie, ciało bezwładne. Czyżby już nie było żadnych szans, czyżby przeciwnik okazał się silniejszy od wojownika, który już dwukrotnie uratował Atenę od zguby? Czy ostateczna walka z góry miała okazać się walką przegraną? Seiya wie, że w tak ważnej chwili nie może się poddać. Ale z każdą chwilą czuje się coraz gorzej... Jego ciało powoli zaczyna tonąć, kiedy tuż pod powierzchnią wody rozbłyskuje potężne i ciepłe złote światło odbijające się od Materii Pegaza...
***
Shiryuu, Freya, Hilda i Kiki stoją na skale, wszyscy spoglądają w morskie odmęty. Nie ma wątpliwości, że to tam już właśnie walczą Wojownicy Ateny i Shiryuu wie, że musi do nich dołączyć, aby spełnić swój święty obowiązek. Zaniepokojona Hilda błaga wojownika, aby był ostrożny, wszak Marine Shoguns są równie potężni, jak Złoci Patroni... Shiryuu uśmiecha się kącikiem ust i prosi panienki, aby się o niego nie bały, przecież to nie jest pierwsza ryzykowna walka, jaką przyszło mu stoczyć w obronie pięknej bogini. Po chwili wskakuje do odmętów. Kiki próbując rozładować napiętą atmosferę oznajmia półżartem: "Mam nadzieję, że woda była ciepła!". Następnie idzie w ślady Patrona Smoka obiecując zatroskanym księżniczkom, że będzie je na bieżąco informował.
***
Głębiny. To tam właśnie biegną wśród różnych morskich roślinek Shiryuu i Kiki. Wtem Shiryuu przystaje próbując określić kierunek, ale po chwili znowu wznawia bieg. Nagle obaj napotykają pewną przeszkodę. Jest nią Thetis, która zgodnie z przewidywaniami oznajmia, że ich nie przepuści. Kiki i Shiryuu są przygotowani na taką możliwość i mimo tego, że Appendix jest jeszcze dzieciakiem, Shiryuu pozostawia tą walkę właśnie mu. Syrena za wszelką cenę usiłuje powstrzymać Patrona Smoka, lecz wtem spada na nią grad głazów. Zgrabna i gibka wojowniczka z wielkim trudem wymija odłamki, ale żaden z nich jej nawet nie drasnął. Kiki zaczyna się śmiać i oznajmia, że chociaż nie ma szans na zostanie Patronem, to jednak jakoś sobie radzi dzięki swoim zdolnościom telekinetycznym. Thetis jest kompletnie zaskoczona, po chwili dowiaduje się, że prawdziwe imię Kikiego brzmi Appendix i że jest on uczniem Mu. Shiryuu ze spokojnym sumieniem opuszcza w pośpiechu teren walki, wie, że Kiki nie powinien mieć prawie żadnych problemów. Fakt, Appendix znów atakuje głazami. Thetis rozzłoszczona raz jeszcze unika ataku i oznajmia, że nie sposób ją pokonać. Przy okazji zwraca się do Kikiego per "dzieciaku", co porządnie wkurza chłopca. Obraża się on mówiąc, że przecież Thetis to syrena, potwór morski, a mimo to on, Kiki, nie przezywa wojowniczki od potwora. Thetis zdaje się być kompletnie zgaszona. Chce zaatakować, ale w momencie, kiedy panience przychodzi ta myśl do głowy, Kiki zaczyna wytwarzać całkiem kawaii ilość głazów. Po chwili Kiki oznajmia, że jeżeli Thetis zrobi tylko krok, to on spuści na nią te wszystkie głazy. Syrena przystaje i ściska pięść w złości. Ale w pewnej sekundzie, zupełnie nieoczekiwanie dla Appendixa, Thetis rzuca się w jego stronę. Kiki zgodnie z zapowiedzią wywala w jej stronę wszystkie głazy, ale zdesperowana i chcąca utrzymać swój autorytet "tej starszej" Thetis wymija kamienie i przystaje za Kikim podnosząc go jedną ręką do góry. "I co, igramy z ogniem, uczniaku?" - pyta się kobieta z uśmiechem. Po chwili słodziutko oznajmia, że zamierza wysłać Kikiego do piekła... Appendix próbuje wyrwać się z silnych rąk Thetis, ale jego wysiłki nie odnoszą skutku...
***
W czasie, kiedy Kiki zmaga się z potężną Patronką Syreny, Shun dociera do jednego z siedmiu filarów. Jest zaciekawiony, który ocean czy morze podtrzymuje ta kolumna, ale raczej nie ma szansy się tego dowiedzieć. Wtem jego łańcuch zaczyna się niespokojnie poruszać natychmiast przywołując spojrzenie swojego właściciela. Shun ma dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje, a to wrażenie potwierdzają niespokojne ruchy łańcucha. Mimo wszystko jest jednak zupełnie cicho i spokojnie, wręcz pięknie... Wysoki filar koloru cielistego majestatycznie wyróżnia się na tle czystej, przezroczystej, błękitnawej wody. W oddali widać różne delikatne roślinki, porozrzucane w nieładzie, a jednak sprawiające wrażenie idealnej harmonii... Shun nie uspokaja się jednak i wciąż rozgląda się wokoło. Wtem przy filarze zaczyna coś jaśnieć i ukazuje się kształt spowity w woalkę. Shun z przyzwyczajenia wzywa swój łańcuch do ataku, ale wtem postać ukazuje się wyraźniej i zdziwiony Andromeda powstrzymuje atak. Okazuje się, że chciał zaatakować piękną, młodą kobietę. Kobieta ma przymknięte oczy, delikatne, różowe usteczka i gładziuchne policzki, jej figurę spowija leciutki, przezroczysty materiał podobny do niebieskawego muślinu. Shun przez dobrych parę sekund przygląda się panience, kiedy wtem ta znika... Ale Niebiański Łańcuch nadal nie daje za wygraną, Shun wie, że jego broń czuje dziwne wibracje... Wtem w jasnym świetle postać kobiety pojawia się raz jeszcze, a w tle jakiś nieznany Patronowi Andromedy głos oznajmia, że popełnił błąd nie zabijając modlącej się kobiety. Wtem kobieta przemienia się w czerwonawego, okropnie wyglądającego demona z wrzaskiem napędzając porządnego stracha biednemu Shunowi. Andromeda odruchowo się cofa, widzi wizje różnych bestii. Wtem wszystko cichnie, zaczyna błyszczeć niebieskawe światełko i po stopniach kolumny schodzi cicho wojownik. Mija chwila i Shun dostrzega jego twarz, Patron okazuje się być jednym z siedmiu generałów Poseidona - Scyllą Io. Rozpoczyna się pojedynek...
***
W tym samym czasie Baian z zadowoleniem zamierza opuścić pole bitwy. Przecież jego potężny atak niby już Seiya, a więc nie ma się czego obawiać... I tu się okazuje, że nasz generał się przeliczył. A mianowicie - do akcji wkracza Seiya, przywdziewając błyszczącą złotym światłem Materię. Atakuje. Atak nie chybia celu i tarcza obronna, o którą dotąd odbijały się wszystkie ataki Seiya - pęka! Baian jest zaskoczony, zupełnie nie rozumie, jak to możliwe, że zwykły Patron był zdolny go pokonać... Materia Pegasusa znów przybiera swój zwykły odcień. "Czyżbym zaczynał tracić rozum?" - zastanawia się przestraszony Baian. Jest dla niego niezrozumiałe to, że Materia Pegaza nie odniosła żadnego uszczerbku i nadal połyskiwała energią. Widząc zdziwienie przeciwnika Seiya wyjaśnia, że podczas walk w Sanktuarium i Asgardzie kosmos Wojowników Ateny wzmagał się przez cały czas, aż w końcu osiągnął niesamowitą moc, porównywalną tylko do mocy Złotych Patronów. A co do rozbicia tarczy - okazuje się, że to nie był tylko szczęśliwy traf dla Patrona Pegaza. Seiya bowiem odkrył taktykę swojego przeciwnika i teraz właśnie zamierza to wyjaśnić Baianowi. Oznajmia, że już kiedyś spotkał się z przeciwnikiem, który używał podobną technikę, był to Lacerta Misty, jeden ze Srebrnych Patronów. Misty chcąc się bronić wytwarzał niewidzialne pole energetyczne przesuwając swoje ręce. Podobnie wytwarzał swoją tarczę Baian i to właśnie dało Seiyowi do myślenia. A to, że technika obronna Baiana to niewidzialna tarcza? Okazuje się, że Seiya odkrył to dzięki panującej tu wilgotności. Każdy "Meteor Pegaza" odbijając się od tarczy pozostawiał bowiem niebieskie wklęśnięcie... Atakując kilka razy jedno miejsce Seiya był zdolny przebić całą tarczę i zaatakować wreszcie samego Baiana. Baian jest zaskoczony takim rozumowaniem, ale Seiya nie marnuje czasu i postanawia ukazać przeciwnikowi, iż nie gadał po próżnicy. Jego Materia znów zaczyna błyszczeć przechodząc transformację ze Srebrnej Materii w Złotą Materię. W tle ukazuje się wizja Aiolii, który oddając znaczną część swojej krwi przyczynił się do ocalenia Materii Pegaza. Pojawia się Hyoga, który poczuwszy wzrastającą kosmiczną energię Seiya przybiegł na miejsce walki. Szlachetny Cygnus chce pomóc Seiyowi, ale ów oznajmia, że sam upora się ze swoim przeciwnikiem. I nie są to bynajmniej przechwałki, Seiya doskonale wie, czego chce. Tak więc Pegaz wzywa "Kometę Pegaza" (swój najpotężniejszy atak) i rozbiwszy raz jeszcze tarczę Baiana sięga samego wojownika. Przerażony Baian daje się ponieść niezwykłej sile kosmosu Seiya i ląduje na ziemi krwawiąc przez usta. Po chwili jego oczy rozszerzają się w agonii... to już koniec... Seiya zwyciężył! Do przyjaciół dołącza Shiryuu, teraz cała trójka postanawia, że spotkają się ponownie przy głównym filarze. Nie mają czasu do stracenia, muszą walczyć, aby po raz kolejny ocalić dzielną Atenę chcącą przez swoje poświęcenie uratować ludzkość przed zagładą... Po zamienieniu paru słów Patron Smoka i Patron Łabędzia odbiegają, teraz przy filarze zostaje już tylko Seiya. Przygotowuje się do zniszczenia pierwszej kolumny, kolumny podtrzymującej północny Ocean Spokojny... Mimo, iż jego Materia ponownie powróciła do normalnego wyglądu (tzn. - przestała być złota), kosmos Seiya jest nadal ogromnie potężny. W tle za Pegasusem pojawia się mitologiczny skrzydlaty rumak oraz piękna bogini, dwie rzeczy będące najcenniejsze dla Patrona Pegaza...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk