Epizod 88 
Una scelta difficile
(Ciężki wybór)
Alberich właśnie uzgadnia z Seiyem warunki wypuszczenia Marin z Ametystowej Trumny (trumny pochłaniającej energię witalną ofiar)... a trzeba przyznać, że owe warunki nie należą do tych najłatwiejszych do spełnienia... Alberich chce bowiem, aby Seiya padł przed nim na kolana, przyrzekł mu posłuszeństwo, a na domiar złego - oddał szafir Tora! Pierwszego warunku Seiya nie może wypełnić choćby dlatego, że ma zamiar zachować swą godność, zaś drugi warunek to już nie tylko kwestia godności, ale i dowodu na wierność Atenie. Zaś warunek trzeci... oddanie szafira Tora Alberichowi byłoby przekreśleniem szansy na zwycięstwo w powierzonej Patronom z Brązu misji! Kiedy Seiya wydaje się już być całkowicie zdecydowany na sprzeciwienie się przeciwnikowi, spogląda raz jeszcze na Ametystowy Grobowiec kryjący w swym wnętrzu umierającą Marin... i to jedno spojrzenie wystarczy, aby Seiya ponownie zaczął się wahać...
***
Powtórzenie fragmentu z końcówki poprzedniego epizodu... Atena wciąż emanuje swoją jasną, czystą energią... i wciąż osłabiają ją podmuchy mroźnego wiatru, i wciąż osłabia ją panująca tu śnieżna zawieja... Ale Atena się nie poddaje - dla swych wojowników, dla Hildy, dla Freyi i dla całego Asgardu...
***
Powtórzenie ostatniego fragmentu z poprzedniego epizodu...  Śnieg pada nie tylko na obrzeżach krainy, gdzie stoi bogini Atena, ale i w innych miejscach Asgardu... ot, choćby na ślicznej, malowniczej polance... Za polanką stoją ośnieżone iglaki, zaś polanka zarówno z prawej, jak i z lewej strony otoczona jest przez dwa masywy skalne. Krajobraz w Asgardzie wydaje się być piękny... i patrząc na ów krajobraz żaden "turysta" nie myśli o tym, jak ciężkie życie wiodą mieszkańcy tej mroźnej i nieurodzajnej krainy...
***
Seiya wciąż nie może się zdecydować... powoli zaczyna go ogarniać coraz większa i większa rozpacz. Rozpacz wzmaga się również w momencie, kiedy Seiya słyszy głos Marin, głos rozkazujący: "Idź, zostaw mnie!". Alberich także nie czeka w milczeniu i wciąż próbuje Seiya nakłonić, aby Pegasus spełnił jego warunki... w miarę, jak milczenie Seiya się przedłuża, Alberich traci cierpliwość i zaczyna być natrętny. Seiya czuje, że musi wreszcie podjąć decyzję - i wie, że nad życie Marin bardziej powinien przekładać życie Ateny. Ale... w głębi jego duszy pozostaje pamięć o pierwszych lekcjach, które mu Marin udzielała... o ćwiczeniach z kamyczkiem, ćwiczeniach fizycznych nad przepaścią... Pegasus doskonale rozumie, że to tylko dzięki Marin odkrył drogę prowadzącą do najwyższego kosmosu... i rozumie, że NIE MOŻE, choćby z czystej wdzięczności nie może pozwolić, aby Marin zginęła... A jednak... "Szafir albo życie twojej przyjaciółki - wybieraj!" - ponagla Alberich. Seiya bierze się w garść - postanawia szybko przemyśleć sprawę raz jeszcze. I po chwili całkowicie pewnym, pełnym odwagi głosem stwierdza, że jego obowiązkiem jest służba Atenie. Po tych słowach Pegasus inicjuje cios... Zaskoczony decyzją swego przeciwnika Alberich nie ma czasu, aby przygotować się do obrony, i z niezbyt inteligentną miną ląduje na potężnym pniu jednego z leśnych drzew. Seiya jednak nie poprzestaje na tym jednym ataku i wyprowadza kolejne ciosy, które ostatecznie powalają Albericha. Święty Wojownik Delty pada bez sił na śnieg... nie ma już sił na kolejne ataki, ale umysł wojownika wciąż pracuje. Alberich, pomimo poniesionych obrażeń (normalny i rozsądny człowiek już dawno by się ugiął... a jeśli nawet by się nie ugiął, to nie szydziłby z przeciwnika tak, jak robił to właśnie Alberich), nadal pozwala sobie na złośliwe komentarze stwierdzając, że widocznie Patroni z Brązu za nic mają życie swych przyjaciół. Pegasus nie daje się ponieść nerwom i w miarę spokojnie odpowiada, że jego życie od zawsze należało i należeć będzie do Ateny - i Seiya musi Ateny strzec za wszelką cenę, nie bacząc nawet na prywatne problemy. Alberich jednak zręcznie "odbija piłeczkę" oznajmiając, że widocznie Seiya nie zna litości, nawet dla osób mu niby bliskich... Wtedy Pegasus traci swoje i tak już długo zachowywane opanowanie i wykrzykuje tonem zabarwionym rozpaczą i poczuciem bezsilności: "Przestań mnie dręczyć! Brzydzę się twoim okrucieństwem! Przysięgam, że zapłacisz mi za to!". Alberich uśmiecha się lekko... cieszy go, że udało mu się Seiya sprowokować... Okazuje się, że Patron Delty mimo swojej niemal przegranej sytuacji, ma jeszcze w zanadrzu coś, co może Seiya nieźle zaskoczyć...
***
W czasie, kiedy Alberich i Seiya kontynuują swój niezupełnie uczciwy pojedynek, Shiryuu nadal wspina się po skałach... powoli, lecz uparcie... z konsekwencją dążąc ku szczytowi...
***
Alberich wydaje się być lekko zaskoczony tym, że Seiyę "poniosło"... ale tym razem nie jest zaskoczony aż tak bardzo, aby dać się ponownie powalić na ziemię. Kolejny cios Pegasusa również chybia... i wtedy Alberich odzyskuje swoje opanowanie. Ba, zaczyna się nawet złowieszczo uśmiechać... uśmiech ten towarzyszy mu również w chwili, kiedy wyciąga zza jednej ze skał ni mniej ni więcej, tylko długi, imponujący swym wyglądem miecz. Po chwili miecz, rozpalony kosmosem Albericha, zaczyna płonąć. Tym oto płonącym mieczem Alberich inicjuje swój cios, przy okazji tłumacząc zaskoczonemu Seiyowi, że Ognisty Miecz (tak się bowiem owa broń nazywa) jest bronią o nieograniczonej mocy i nic nie może stanąć na przeszkodzie osobie, która tym mieczem zawładnęła...
***
Alberich, opowiadając Seiyowi o swoim mieczu, wspomina również jego historię - okazuje się, że ów miecz Alberich otrzymał wraz z Materią Delty. We wspomnieniach Albericha widzimy kaplicę wykutą w skale - w tej kaplicy znajduje się oświetlone z niewidzialnego źródła światła miejsce... kamień, na którym złożona została Materia Delty. Materia przedstawia się lekko makabrycznie... zbroja jest ustawiona tak, jakby leżała już na wojowniku, jednak to nie żaden wojownik jest "manekinem" podtrzymującym Materię, rolę tę bowiem spełnia... szkielet... Patron Delty bez strachu, z uśmiechem, przywdziewa przyznaną mu Materię, a w dłoń chwyta lśniący miecz. Twarz wojownika nie wyraża ani podziwu, ani jakiejkolwiek pozytywnej emocji... na twarzy tej widać tylko niezdrową zuchwałość...
***
Walka jest kontynuowana - Seiya, dotąd atakujący, zmuszony jest przejść do obrony. Ponieważ jednak chłopakowi nie jest spieszno do oparzenia, Seiya nie powstrzymuje miecza, lecz wykonuje uniki. W pewnym momencie, zdobywszy się na odwagę, Patron Pegaza postanawia zdać się na łut szczęścia - i zaparłszy się nogami w ziemię chwycił ostrze miecza w dłoń, tym samym powstrzymując kolejny cios. Mimo starań Seiya przewaga chwilowo jest i tak po stronie Albericha, lecz po chwili to się zmienia i teraz to Pegasus jest górą. Kiedy zwycięstwo Seiya zdaje się być tylko kwestią czasu, Alberich funduje nam kolejny niespodziewany zwrot akcji, a mianowicie - wykonuje kopnięcie kolanem prosto w brzuch swego przeciwnika i korzystając z tego, że Seiya zwinął się z bólu, tnie Pegasusa mieczem po nogach nieco powyżej kolan. Miecz przepala ubranie, przepala również skórę... i osłabiony Pegasus, nie mogąc się utrzymać na poparzonych nogach, pada na ziemię. Seiya jest zniechęcony i zdegustowany - oznajmia cicho, że to nie było uczciwe zagranie. Odpowiedzią na stwierdzenie Seiya jest jednak tylko śmiech... Alberich tłumaczy swemu przeciwnikowi, że każda metoda jest dobra, jeżeli jest w stanie doprowadzić do zwycięstwa. Aby już ostatecznie pokonać Seiya i zakończyć tę walkę, Alberich zamierza się mieczem, mając najwyraźniej w zamiarze pozbawić Seiya główki... jednak Pegasus wcale nie zamierza się poddać i, zbierając w sobie resztki sił, atakuje! Na chwilę kosmosy Patrona Delty i Patrona Pegaza spotykają się ze sobą, obaj Patroni wykonują identyczne ciosy mające powalić oponenta... lecz kiedy następuje starcie, to Seiya w tym starciu wygrywa - chłopakowi udaje się bowiem wytrącić z dłoni Albericha miecz. Sam Seiya nie wychodzi jednak ze starcia bez szwanku - jego prawa ręka jest bardzo mocno poparzona (nawet zbroja [teraz nie biała, lecz lekko sczerniała] nie była w stanie Pegasusa ochronić). Podczas kiedy Pegasus z pewnym przestrachem patrzy na swoją rękę, Alberich nie traci czasu i wreszcie inicjuje atak, który miał już zapewne zamiar zainicjować od dawna - chodzi oczywiście o "Ametystowy Grobowiec". Pegasus, zaskoczony niespodziewanym atakiem, nie ma czasu się obronić i po chwili Ametystowy Grobowiec pochłania ciało Seiya w całości, następnie ustawiając się tuż obok trumny Marin. Z ręki "zamrożonego" w krysztale Seiya wypada szafir Tora... Alberich z uśmiechem ów szafir podnosi i, wciąż zachowując na twarzy uśmiech, przypatruje się stojącym obok siebie trumnom Marin i Seiya. "Jaka piękna para!" - zachwyca się wojownik. Cieszy się, że udało mu się dać Seiyowi nauczkę - dzięki kolejnemu zwycięstwu nabrał jeszcze większego przekonania, że jest niezwyciężony. Kolejnym powodem radości Albericha jest jeszcze świadomość, że Seiya i Marin nie umrą szybko i bezboleśnie - lecz umierać będą powoli i w straszliwych męczarniach - a to się Patronowi Delty podoba...
***
W tym samym czasie idący swoją drogą Hyoga zaczyna wyczuwać gasnący kosmos Seiya. Patrona Łabędzia ogarniają obawy o przyjaciela i Hyoga postanawia jak najprędzej dostać się w miejsce, gdzie obecnie Pegasus się znajduje.
***
Shiryuu i Shun, każdy w innym miejscu, także wyczuwają, że energia Pegasusa powoli się wyczerpuje... ale nie mogą iść do Seiya i mu pomóc. Wszak Atena na nich liczy... nie mogą zawieść jej zaufania i muszą w zamku Hildy zjawić się na czas...
***
Tymczasem Alberich chwilowo nic do roboty nie ma, wszak dwóch ze swoich przeciwników udało mu się już pokonać... tak więc Alberich postanowił nieco porozmyślać. Jego myśli już na samym początku schodzą na temat Hildy i jej pierścienia - Alberich już wcześniej zastanawiał się nad niezwykłą zmianą charakteru Hildy i uznał, że musi być to wina Pierścienia Nibelungów, który Polaris przywdziała w obecności nie tylko samego tajemniczego Głosu (w serii "Poseidon" dowiemy się, że Głosem tym był sam Julian Solo), ale i w obecności niczego nie przeczuwającego (do czasu...) Albericha. Patron Delty przywołuje wspomnienia z niedawnych chwil...
***
"Dobra" Hilda właśnie wznosi modły do Odina - jest spokojna i opanowana, lecz nie znaczy to, że jest w obejściu chłodna... nie, wręcz przeciwnie - z aury Hildy emanuje łagodność i dobroć. Kapłanka modli się cicho, w samotności... cóż, przynajmniej myśli, że jest sama. Sama bowiem nie jest - zza skały Hildę podgląda stojący z założonymi rękoma Alberich (który, nawiasem mówiąc, choć raz nie ma zuchwałej czy też złośliwej miny). I nagle... ku zaskoczeniu Księżniczki lody Dalekiej Północy poczynają topnieć! Jednak to nie koniec niespodzianek - bowiem ni stąd ni zowąd rozlega się potężny głos. Głos usilnie przekonuje Hildę o trudnej sytuacji jej kraju i pyta, czy Hilda nie chciałaby zaprowadzić swój lud do Krainy Słońca - sugeruje, że taka przeprowadzka sprawi, iż mieszkańcy Asgardu nie będą już dłużej narażeni na mroźny klimat i inne ciężkie warunki, z jakimi dotąd musieli spotykać się na co dzień. Hilda jednak odmawia - tłumacząc to faktem, że to tylko dzięki cierpieniom jej ludu i jej samej na świecie udaje się zachować harmonię... to dzięki Hildzie i jej poddanym na świecie panuje pokój. Hilda więc nie może być tak samolubna i zgodzić się na to, co tajemniczy Głos jej zaproponował. Głos, istota wyjątkowo niecierpliwa, nie ma zamiaru dłużej sprzeczać się z Księżniczką i oznajmia, że nieważne, czy Hilda chce się poddać jego woli, czy też nie... on i tak zawładnie nad jej duszą i ciałem! Na dowód tego Głos powoduje, że lód pod Hildą zaczyna pękać i Księżniczka z krzykiem osuwa się ku morzu, zostaje pochłonięta przez fale... Alberich, z wyjątkowo zaskoczoną miną przyglądający się całemu zajściu z ukrycia, wysuwa się zza kryjącej go skały i najwyraźniej ma zamiar krzyknąć... jednak jego rozsądek szybko zapanowuje nad emocjami, tak więc Alberich błyskawicznie zakrywa sobie ręką usta i cofa się w bezpieczne miejsce. Głos, całkowicie pochłonięty Hildą, nie zauważa nawet, że zajście ma świadka... Ukazuje się wizja ciała Hildy otoczonego przez błyszczący Pierścień Nibelungów...
***
Jest już po wszystkim. Bezwładne ciało Hildy leży tuż nad skrajem przepaści - tam, gdzie zostało uwolnione przez Głos. Teraz, kiedy niebezpieczeństwo zniknęło, Alberich ostrożnie wybiega zza skały i, wołając głośno Hildę, zaczyna pędzić w stronę Księżniczki. Hilda powoli odzyskuje przytomność... porusza lekko dłonią, palcami... Na jednym z palców lśni złociusieńki pierścień... Kiedy Hildzie udaje się wrócić do świata rzeczywistego i Księżniczka otwiera szerzej oczy, jakaś tajemnicza moc powoduje, że duże i szczere oczy kapłanki poczynają się zwężać i przybierać blask chłodny, stalowy...
***
Alberich, skończywszy wspominać, zaczyna oddawać się błogim rozmyślaniom na temat swych niewątpliwie ambitnych (i, aby była ścisłość - nierealnych...) planów... dowiadujemy się, że Alberich zamierza zebrać wszystkie siedem Szafirów Odina i przywołać legendarny miecz, którym mógłby pokonać Hildę i zająć jej miejsce... a następnie podbić cały świat! W swych słodkich marzeniach Alberich widzi siebie, ubranego w białą szatę, ze złotym łańcuchem na szyi i z mieczem w ręku. W marzeniach Alberich widzi siebie stojącego nad ciałem zabitej Hildy... i siebie jako władcę, przemawiającego do ludu całego świata z podwyższenia pod Posągiem Odina... Bez wątpienia Patron Delty ma ogromną nadzieję na to, że mu się poszczęści i spełni swe zamierzenia... ale czy aby na pewno nikt nie jest w stanie go powstrzymać przed realizacją szaleńczego planu zawładnięcia światem?
***
W chwili, kiedy Alberich oddaje się złudzeniom (a jak to inaczej nazwać?), Shido i Siegfried przebywają w jednej z zamkowych komnat, poddając się tak prozaicznej i marnującej czas czynności, jak oczekiwanie na powrót Albericha. Shido rzeczywiście ów czas marnuje, ale Siegfried, spoglądając na swe odbicie w szklanym oknie, oddaje się rozmyślaniom... Okazuje się, że Patron Alfy wie o szaleńczych zamierzeniach Albericha - w swych myślach stwierdza, iż nie jest mu obca świadomość tego, iż Alberich ma zamiar zająć jego miejsce. A może Alberich mierzy jeszcze wyżej? Według Siegfrieda jest to całkiem prawdopodobne... ale myśli o planach Patrona Delty wyjątkowo pesymistyczne. Uśmiechając się lekko, stwierdza, że ambicje Albericha doprowadzą Patrona Delty do zguby...
***
I ponownie wracamy na teren Ametystowego Cmentarza. Jesteśmy właśnie świadkami tego, jak z oczodołu jednej z czaszek wypełza wąż i natychmiast kryje się wśród skał... (bardzo urzekający widok, nie ma co ^_-) Wokół pełno jest szkieletów i trupów... panuje tu złowieszcza aż cisza, tylko nieznacznie przerywana podmuchami wiatru. W taką oto scenerię wkracza Hyoga, znany nam skądinąd Patron Łabędzia. Cygnus rozgląda się bacznie dookoła i... dostrzega trumny z ciałami Seiya i Marin! Można się domyślić, jakiego doznaje szoku... do tego szoku dochodzi jeszcze zaskoczenie, co właściwie robi tu Marin? Czyżby ją też wysłano ze Świątyni do mroźnej krainy Asgardu? Hyoga jest zaniepokojony... zarówno sceneria, jak i panująca tu cisza, bardzo mu się nie podobają... Patron Cygnusa uważnie się wokół siebie rozgląda, ale pomimo najszczerszych wysiłków nie może dostrzec jakiegokolwiek człowieka, który wyglądałby na wojownika i który mógłby być sprawcą jatki, jaka tutaj najwyraźniej się odbyła... i w chwili, kiedy niepokój Hyogi osiąga szczyt, Patron Cygnusa zaczyna powoli wyczuwać czyjąś energię. Niezwykle potężny i okrutny kosmos... Hyodze nie jest dane długo czekać, aż właściciel tego kosmosu się ukaże - już po chwili przez Patronem Łabędzia staje Alberich we własnej osobie, wsparty godnie o rękojeść swego miecza. Następuje rutynowa wymiana godności, podczas której Alberich zauważa, że Hyoga ma w dłoni szafir. Nawiązuje się króciutka rozmowa o szafirach, w czasie której Hyoga dowiaduje się, iż jego przeciwnik ma nie tylko szafir własny, ale i szafir Tora... zaś Alberich przyjmuje do wiadomości, że to właśnie Hyoga ma kolejny szafir, który Patron Delty musi zdobyć, aby zrealizować swe plany (chodzi oczywiście o szafir Hagena, który Hyoga zdobył podczas walki w jaskini). Teraz już jest jasne, że obaj Patroni będą zmuszeni stoczyć ze sobą pojedynek, ale zanim zaczyna się walka, Hyoga składa przysięgę - przysięga na Atenę, że uwolni Seiya i jego przyjaciółkę. Teraz pojedynek nareszcie może się rozpocząć... Alberich oczywiście zdaje się na swój mieczyk, który raz jeszcze pokazuje, że potrafi o wiele więcej, niż każdy inny miecz... Hyoga więc, szybko się przekonawszy, że z mieczykiem nie ma co zadzierać, zaczyna wykonywać uniki. W pewnym jednak momencie Hyoga nie ma szansy wykonać uniku na czas i kończy się to dla Hyogi przepaloną Materią w okolicach serca. No i teraz sypią się kolejne trafne ciosy ze strony Albericha - Hyoga obrywa w brzuch, w ramiona... aż w jednej chwili bierze się w garść i inicjuje "Diamentowy Pył", który to na chwilę Albericha obezwładnia. I, na szczęście dla Cygnusa, ów atak gasi palący się na mieczu płomień! Hyoga jest już całkiem radosny i pełen nadziei na zwycięstwo, kiedy nagle Alberich ponownie bierze w dłoń miecz. Cygnus jest zaskoczony - wszak miecz bez swego płomienia stał się już tylko zwykłą, niewiele znaczącą bronią! Ale tu Hyoga się przeliczył - Alberich bowiem, emanując swoim potężnym kosmosem, ponownie zapala na mieczu płomień... tak więc okazuje się, że tak długo, jak w Alberichu tli się kosmos, tak długo będzie się tliła na mieczu iskra ognia! Zdesperowany Patron Łabędzia postanawia się uciec do innej ze swoich sztuczek (którą, nawiasem mówiąc, całkiem skutecznie zastosował u Docratesa w -nastym epizodzie serii "Sanctuary"), polegającej na zamrożeniu obu nóg przeciwnika. Alberich również poddaje się tej sztuczce - i, zbyt zaskoczony, aby się skutecznie bronić, pozwala sobie zamrozić nogi niemal do kolan. W pewnej chwili odzyskuje jednak zdrowy rozsądek i zaczyna uderzać Hyogę mieczem po plecach. Cygnusowi nie jest dane długo wytrzymać podobne zagrywki, tak więc po chwili Patron w przypływie bólu traci siły i, puszczając stopy przeciwnika, stacza się w śnieg. Wysiłki Cygnusa zostają zniweczone w pełni - nie ostał się nawet lód na nogach Albericha, skutecznie stopiony jednym dotknięciem Ognistego Miecza. Teraz Patron Delty, nie mając już ochoty na żadne "zabawy", zaczyna atakować "na serio"... ciosy sypią się jeden po drugim i (niestety!) nie mijają się z celem... Hyoga z każdym momentem słabnie i z każdym momentem zbliża się do przegranej... Odcinek kończy śmiech Albericha i pewna odzywka, bez wątpienia wskazująca na pewność siebie reprezentowaną przez Patrona Delty. "Twój Szafir Odina należy teraz do mnie!" - woła radośnie Alberich...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk