Epizod 87 
Uno sleale avversario
(Nieuczciwy przeciwnik)
W zamku Hildy Shido i Siegfried wysłuchują właśnie słów Albericha, radzącego Świętym Wojownikom zastawić na Patronów z Brązu pułapkę. Shido, nieco gwałtowniejszy od swych towarzyszy, chce coś powiedzieć, zaprotestować, przerwać potok słów Albericha, jednak szybko zostaje uciszony gestem dłoni Siegfrieda. Tymczasem Alberich kontynuuje swoją wypowiedź - wciąż starając się towarzyszących mu Patronów przekonać, że lepiej jest ruszyć głową i zastawić na Wojowników Ateny pułapkę, niż nadaremnie się poświęcać jeden po drugim. Patron Delty dodaje, że wszak każdy sposób jest dobry, aby zwyciężyć... Shido i Siegfried nie wydają się całkowicie zgadzać z opinią towarzysza, jednakże - nie chcą swego sprzeciwu wyrazić słowami. W sali zapanowuje więc kłopotliwe milczenie... W tym właśnie momencie pojawia się Hilda - ostro pytając, co się tutaj dzieje. Patroni nie mają jednak szansy odpowiedzieć na postawione im pytanie, gdyż Hilda zadaje pytanie kolejne - chce się bowiem upewnić, czy prawdą są wieści o przegranej ze strony Mime. Chcąc nie chcąc Święci Wojownicy muszą tę wiadomość potwierdzić - ale Siegfried natychmiast rzuca się Hildę uspokajać, że tak naprawdę to nie stało się nic szczególnie złego. Słowa Siegfrieda zostają przerwane przez Albericha - Patron Delty oznajmia, że wie, jak pozbyć się Wojowników Ateny raz na zawsze i właśnie zamierza wyjawić swe plany Hildzie. Hilda, której cała sprawa wydaje się interesująca, postanawia swego poddanego wysłuchać. Zanim Alberich przechodzi do konkretów, napomyka o tym, że rodzina nosząca rodowe nazwisko Albericha, zawsze wiernie służyła Księżniczce Hildzie i Odinowi. Dlatego właśnie Alberich chce, aby Hilda mu zaufała... i pozwoliła mu działać samotnie, samotnie pozbyć się przeciwnika. Polaris uśmiecha się lekko, dając Alberichowi do zrozumienia, że całkowicie mu ufa i z absolutną wiarą powierza Patronowi Delta tak ważną dla Asgardu misję. Po wypowiedzeniu tych słów Księżniczka odchodzi, zostawiając trójkę wojowników samych. Wtedy to Alberich może sobie wreszcie pozwolić na popuszczenie wodzy myślom - i w swych myślach radośnie stwierdza: "Chwila, na którą czekałem od lat, nareszcie nadeszła!". Alberich ma niezwykle zadowoloną minę - można wręcz powiedzieć, że jest to mina zachwycona. Lecz - mimo wszystko wyraz twarzy Albericha nieszczególnie podoba się Siegfriedowi, który zaczyna coś podejrzewać...
***
Wśród oblodzonych skał idzie powoli Seiya, rozmyślając nad tym, czy Hyodze udało się zdobyć szafir Hagena. Pegasus pełen jest optymizmu - ale wie, że rzeczywistość może ów optymizm całkowicie przekreślić. Chłopak z lekko zmartwioną miną spogląda na ściskany w dłoni szafir Tora...
***
A tymczasem również wędrujący wśród lodów Hyoga rozmyśla nad szafirem, który powinien właśnie spoczywać w dłoni Seiya (cóż za wzajemna troska ze strony obojga wojowników...)... myśli te są najprawdopodobniej spowodowane impulsem w postaci widoku błyszczącego leciuchno szafiru Hagena, trzymanego w dłoni Hyogi równie mocno, jak mocno szafir Tora trzymany był przez Seiya...
***
Widok szafira (tym razem jest to szafir Mime) wywołuje rozmyślania także u Shuna - lecz chłopak nie niepokoi się o towarzyszy, myśli tylko i wyłącznie o zwycięstwie. Już wie, że Ikki pewnie przypłacił swe zwycięstwo życiem, wie również, że energia Ateny z każdą chwilą maleje... i przysięga sobie, że dla tych dwóch najcenniejszych dla siebie osób, z których co najmniej jedna jest już u progu śmierci... że dla tych właśnie dwóch osób będzie walczyć aż do końca, aż do zwycięstwa... i to dla nich się nie podda!
***
W Asgardzie szaleje śnieżna zadymka - widzimy właśnie, jak śnieg powoli przysypuje ciała Ikkiego i Mime, pieczołowicie wykańczając śnieżny grobowiec, w którym przyszło obu wojownikom umrzeć...
***
Głęboko w wąskiej przepaści leży pokryte cieniutką warstwą lodu ciało Shiryuu... wszystko wskazuje na to, że Patron Smoka jest już martwy... Ale oto nagle... Shiryuu zaczyna poruszać powieką! Wojownik powoli, acz skutecznie, otwiera oczy i również bez większego pośpiechu podnosi się na nogi. Widzi wokół siebie ślady niedawnej masakry - zamrożone ciała wilków i spękane skały. Powoli zaczyna do niego docierać, co tutaj zaszło... Shiryuu badawczo spogląda w górę - i po jego zachowaniu widzimy, że przepaść nie jest widocznie wystarczająco głęboka, aby Shiryuu zniechęcić; Shiryuu bowiem zaczyna się wspinać po skałach do góry. W jego dłoni połyskuje niewielki szafir... Patron Smoka ściska dłoń mocniej, jakby bojąc się swój szafir utracić, i w myślach prosi Seiya, aby na niego poczekał... wszak Shiryuu niesie ze sobą szafir Władcy Wilków!
***
Alberich jest już w pełni gotowy do wyruszenia przeciw Patronom z Brązu - teraz widzimy go właśnie stojącego przed posągiem Odina i wpatrującego się w ów posąg nie tyle z szacunkiem, ile... z wesołością. Patron Delty daje swej wesołości upust wybuchając głośnym, szyderczym śmiechem - posąg przypomina mu bowiem czasy, kiedy Hilda absolutnie Alberichowi nie ufała...
***
Zamek Hildy. Jedna z przytulniejszych komnat. Na kominku buzuje wesoło ogienek, przy miłym ciepełku siedzą zaś Alberich i "dobra" Hilda. Ich rozmowa nie jest jednak tak miła, jak sugerowałyby panujące tutaj przytulne warunki - Hilda bowiem udziela właśnie Alberichowi reprymendę. Księżniczka stwierdza, że Patron Delty zachowuje się nagannie - tłumaczy przy tym, że Święci Wojownicy nie otrzymali swych Materii po to, aby zaspokajać własne żądze. Hilda mówi, że Alberich musi posłusznie służyć Odinowi - jeśli zaś ma zamiar sprzeciwiać się boskiej mocy - Hilda prędzej czy później będzie zmuszona chłopaka wygnać. Taak... coś za coś... nie można być Świętym Wojownikiem ot tak sobie... Alberich słucha słów Hildy z opuszczoną pokornie głową...
***
I oto Hilda zakończyła swój "karny wykład" - teraz właśnie widzimy Albericha w chwilę po tym, jak Księżniczka pozwoliła mu odejść. Wojownik idzie przez słabo oświetlony korytarz ze średnio optymistyczną miną - mina miną, lecz w Alberichu wszystko się gotuje. Patron Delty daje upust swemu niezadowoleniu w chwili, kiedy zaczyna go zagadywać Freya, chcąca Hildę usprawiedliwić. Pełna siostrzanej miłości Freya stwierdza, że Hilda nie jest dla Albericha tak szorstka i wymagająca dlatego, że go nie lubi... Hilda po prostu wie, że Alberich jest najsprytniejszym i najinteligentniejszym wojownikiem w kraju i "surowym wychowaniem" chce jego umiejętności rozwijać. Według Freyi te wszystkie reprymendy udzielane Alberichowi przez Hildę są dla dobra Patrona Delty... nie zaś po to, aby mu w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Ale Alberich jest na Hildę wściekły - i nawet argumenty słodkiej Freyi nie są w stanie zmienić jego nastawienia do Księżniczki. Alberich mija Freyę stwierdzając niechętnie, że doskonale wie, iż Hilda go nie znosi...
***
Alberich, wspominając "dawne czasy", śmieje się cicho, jakby z ironią. Ciekawi go fakt, dlaczego Hilda tak nagle mu zaufała pomimo tego, że wcześniej darzyła go nienawiścią... ale po chwili rozmyślania Albericha zmieniają swój tor, przechodząc na myśli o marzeniach Patrona Delty... marzeniach bez wątpienia bardzo ambitnych... Z rozmyślań Albericha dowiadujemy się, że ów zamierza zabić wszyściuteńkich Rycerzy Zodiaku, zaś następnie.. zająć miejsce Siegfrieda! A kto wie, czy Alberich nie mierzy jeszcze wyżej... Tymczasem jednak przemyślenia Albericha przerwane zostają przez wizję tajemniczego cienia przemykającego się płochliwie wśród drzew... Alberich, pełen skrywanych podejrzeń, zaczyna za owym cieniem podążać. "Musi tędy przejść!" - myśli gorączkowo, stając na wprost murów ochraniających frontową fasadę zamczyska. Nie pomylił się - już po chwili zauważa nadbiegającą w jego stronę postać, ów tajemny cień, który tak go zaintrygował. Z daleka już widać, że pod osłoną cienia kryła się Marin - należy jednak pamiętać, że Patron Delty w życiu ją na oczu nie widział i nie ma zielonego pojęcia, kim stojąca przed nim postać jest. Alberich i Marin odbywają króciutką, nieznaczną walkę na pięści, po czym Marin wskakuje w bezpieczne ustronie w krzakach. Patron Delty jest już lekko podirytowany - nie podoba mu się fakt, że Marin się chowa... zwłaszcza, że Alberich nie może Marin zlokalizować. W pewnym momencie jednak udaje to mu się i rozpoczyna się gonitwa wśród drzew. Marin, jako dziewczyna, jest niezwykle szybka i niemal udaje jej się zmylić niespodziewanego przeciwnika... ale i Alberich nie jest słabeuszem. Gonitwa trwa dosyć długo... aż wreszcie Patronowi Delty udaje się Patronkę powstrzymać. Głos Marin gwałtownie rozkazującej, aby Alberich ją wypuścił, upewnia wojownika w przekonaniu, że jego przeciwnikiem jest dziewczyna. Dodatkowym dowodem potwierdzającym płeć Marin jest to, że tylko Patronki muszą nosić na twarzach maski... Alberich pozwala sobie nawet na głośne, złośliwe pytanie o to, czy Patronki muszą nosić maski dlatego, że tak nakazuje kodeks, czy może po to, aby w ten sposób ukryć swą brzydotę? Marin wykazuje się totalną ignorancją na podobne złośliwości, więc konflikt na słowa zostaje zażegnany już na początku. Wojownik postanawia więc przystąpić do walki - przedstawiając się wpierw jako Alberich z Megrez, Patron Delty. Alberich, wiedziony ciekawością, postanawia jeszcze tylko zapytać, co właściwie Marin tu robi... wojownik złośliwie stwierdza, że Świątynia musi być naprawdę bardzo słaba, skoro zniża się do wysyłania szpiegów. Kolejna złośliwość ze strony przeciwnika powoduje, że Marin nie jest w stanie zdzierżyć i rzuca Alberichowi wyzwanie. Wreszcie rozpoczyna się walka. Marin zostaje już na samym początku trafiona i, siłą ciosu uniesiona w powietrze, po chwili upada na śnieg. Dziewczyna jednak podnosi się dzielnie, gotowa do dalszej walki. "Nie tak łatwo mnie zabić!" - oznajmia Marin bohatersko, lecz Alberich tylko się uśmiecha. Ruchem ręki wskazuje Marin na otoczenie, w którym przyszło obojgu przeciwnikom walczyć - i Marin odruchowo się cofa, porażona ohydą tego, czego dotąd nie dostrzegła. A jest czego się brzydzić... oto właśnie pod jednym z drzew leży duża czaszka i kilka pomniejszych kosteczek, zaś pod kolejnymi drzewami stoją przezroczyste kloce o zabarwieniu lekko różowym... w tych klocach "zamrożone" są szkielety... "Witam cię na Ametystowym Cmentarzu." - uśmiecha się diabolicznie Alberich, z przyjemnością obserwując przerażenie, jaki widok ametystowych trumien wywołał u nieszczęsnej Marin. Na szczęście Srebrna Patronka Orła już po chwili zimną krew odzyskuje - i bez większych skrupułów, kierowana chwilowym silnym impulsem, zaczyna walkę kontynuować. Ciosy Marin są bez wątpienia imponujące, ale i umiejętności Albericha nie są do pogardzenia. Alberichowi udaje się bowiem wszystkie ciosy sparować - i, jakby tego było mało, bez trudu z powrotem rzucić Marin na śnieg. Marin jednak wstaje. Alberich chcąc nie chcąc zmuszony jest wyrazić Patronce swój podziw - wszak Marin jest niezwykle silna i wytrzymała. Nie wiadomo, czy pochwała Albericha popędziła Patronkę do działania czy też miało na to wpływ coś innego... w każdym razie Marin zaczyna błyskawicznie atakować - jest to jeden z jej niezwykle skutecznych ataków z zaskoczenia. Atak jest tym bardziej godny podziwu, że Marin udaje się nim Albericha powalić. Alberich przez chwilę leży nieruchomo, tak, jakby cios Marin był dla niego ciosem śmiertelnym... po chwili jednak zaczyna się podnosić... powoli, z ociąganiem... Kiedy jednak Marin podchodzi do wojownika, aby zadać cios ostateczny... Alberich niespodziewanie szybko zrywa się z ziemi i z ukrytego w swej Materii pojemniczka pryska w twarz Marin jakąś zgniłożółtą cieczą! Ciecz najprawdopodobniej była kwasem, i to nieźle żrącym, gdyż udało jej się nieco roztopić maskę na twarzy Marin i na chwilę skutecznie pozbawić wojowniczkę widzenia. Alberich bez zbędnych komentarzy wykorzystuje okazję, aby uderzyć Marin w twarz... i tutaj raz jeszcze dostajemy dowód na to, że Patron Delty bynajmniej nie przebiera w środkach i jego metody nieraz są "ciosami poniżej pasa", na dodatek niezgodnymi z honorowym rycerskim kodeksem... Ale wróćmy do walki - Marin otrzymuje kolejne ciosy i czuje, jak zaczynają opuszczać ją siły... "Seiya... Seiya!" - zaczyna wołać z rozpaczą dziewczyna. (Seiya podczas swej wędrówki otrzymuje od Marin tę telepatyczną wiadomość i rozumuje z niej, że Marin jest w niebezpieczeństwie... postanawia więc nie tracić czasu i wyruszyć trenerce na pomoc) Marin na chwilkę udaje się oswobodzić spod gradu ciosów i wojowniczka wykorzystuje tę chwilę oczywiście po to, aby zaatakować. "Niech szpony orła cię rozszarpią!" - woła. Atak jednak ponownie zostaje przez Albericha sparowany, a Marin zostaje raz jeszcze rzucona na śnieg. Dziewczyna podnosi się z coraz większym wysiłkiem... widać, że każdy atak Albericha coraz bardziej ją osłabia i może się skończyć na tym, że to właśnie niby monotonne ataki ją zabiją... Alberich jednak postanawia walkę nieco urozmaicić - i stwierdza, że zaaplikuje Marin pewną dozę cierpień dzięki Ametystowemu Grobowcowi. Jak powiedział, tak też czyni. Wokół Patrona zaczyna gromadzić się niezwykle potężna moc... moc, której podmuch powoduje, że znad prawego oka Albericha wreszcie unoszą się włosy, ukazując skrywaną dotąd część twarzy Patrona Delty. Oczy Albericha rozbłyskują dziwnym blaskiem, sam zaś Patron przybiera pozę bojową (ręce rozłożone pod kątem ostrym do tułowia, szeroko rozstawione nogi) i głośno skanduje swój atak: "Niech Ametystowy Grobowiec zamknie nad tobą swoje wieko!". Ku Marin zaczynają się zbliżać świetlne kręgi, powoli zakuwając dziewczynę w trumnę z kryształu... "Będziesz perełką w mojej kolekcji." - stwierdza wesoło Alberich, cieszy się z tego, że Marin będzie pierwszą kobietą, która zaszczyci jego zbiór. (Seiya, czując gasnącą energię swej trenerki, głośno, z przerażeniem wykrzykuje imię Marin) "Obrządek" pochówku w trumnie zostaje zakończony... po krótkiej i burzliwej walce w lesie ponownie zapanowuje cisza... Alberich nic nie mówi, lecz śmieje się głośno, z nietajoną radością spoglądając na Ametystowy Grobowiec kryjący ciało Marin i protekcjonalnym ruchem dotykając swego szafiru...
***
Wśród wiecznych lodów Atena wciąż emanuje swą energią... ale widać, że jest już naprawdę wyczerpana, gdyż chwieje się na nogach i w pewnym momencie omal nie upada. Lody, pomimo starań Saori, zaczynają topnieć... Wycieńczona dziewczyna przybiera zdeterminowany i bohaterski wyraz twarzy i, pomimo ogromnego osłabienia, staje w swej poprzedniej pozycji i nadal usiłuje powstrzymywać nieuchronną katastrofę...
***
Seiya jest zrozpaczony - czuje, że energia Marin gaśnie, CZUJE, ale nie może nic zrobić...  pewnym momencie chłopakowi puszczają nerwy... i Seiya zaczyna biec przed siebie, byle bliżej do gasnącego kosmosu Srebrnej Patronki Aquila! Wtem przed Pegasusem ukazują się światełka... zbiór światełek do złudzenia przypominających maleńkie, lśniące świetliki. Zbiór światełek powoli poczyna układać się w okrąg... wygląda niewinnie, ale Seiya nie daje się zmylić. Wie, że to jest czyjś kosmos, czyjaś potężna energia... kto wie, czy przyjacielska, czy też wroga... Chłopak przestaje biec - zaczyna iść, iść powoli i ostrożnie. W pewnym momencie zauważa stojący w oddali cień... i w tej samej chwili słyszy, jak woła go na wpół żywa Marin! Seiya wychodzi z opiekuńczego cienia i staje na otwartej przestrzeni twarz w twarz z Alberichem. Patron Delty, zauważywszy nowego przeciwnika, nie czuje wcale strachu czy też zaskoczenia - przeciwnie, jego twarz rozjaśnia uśmiech. Następuje obowiązkowa wymiana swych godności, po czym rozpoczyna się nieszczególnie sympatyczna pogawędka. Niesympatyczna dlatego, ponieważ rozpoczęta zostaje od stwierdzenia ze strony Albericha, iż ów pozbawił Marin życia. Pegasus oczywiście nie dowierza słowom swego kolejnego przeciwnika, zaś Alberich odpłaca mu się niewiarą w siły Patrona Pegaza. To już Seiyowi wystarczy, aby stanąć do walki. Pierwszy jednak atakuje Alberich, wołając: "Niech Ametystowa Trumna zamknie swe wieko!". Ku zdumieniu Albericha Seiyowi udaje się w porę uchylić przed niewątpliwie śmiertelnym atakiem... ba, na uniku się nie kończy! Seiya błyskawicznie inicjuje "Meteory Pegaza", które równie błyskawicznie powalają Albericha na ziemię. To jednak zbyt mało, aby pokonać Patrona Delty - który już po chwili zaczyna podnosić się na nogi. I oto Seiya popełnia ten sam błąd, co Marin... przeczuwając, że Alberich jest już bardzo osłabiony i można już podejść bliżej, aby go dobić... mając właśnie takie przeczucia Seiya podchodzi do Patrona Delty, aby zadać przeciwnikowi ostateczny cios. I wtedy to Alberich wykorzystuje sytuację tak samo, jak zrobił to w przypadku Marin - kiedy Seiya, nieświadom niebezpieczeństwa, zbliża się na odległość ciosu - Alberich szybko wstaje i atakuje. Seiya, aczkolwiek zaskoczony takim podstępem, szybko odzyskuje opanowanie i wykrzykuje: "Niech Burza Pegaza cię powali!". Obaj wojownicy ulatują w powietrze i, przeleciawszy szerokim łukiem nad malowniczym, ośnieżonym lasem, lądują na ziemi. Seiya "spada na cztery łapy" (w końcu trudno, aby coś się stało osobie, która atak zainicjowała...), za to Alberich boleśnie ląduje na plecach. Z ust Świętego Wojownika zaczyna spływać krew... Seiya jest chłodny i opanowany, z pewną pogardą spogląda na leżącego u jego stóp przeciwnika. Wygląda na to, że to już koniec... kiedy nagle głos zabiera sam Alberich. Alberich proponuje bowiem, aby Seiya przed wymierzeniem mu ostatecznego ciosu spojrzał w bok... i nie cieszył się tak zawczasu... Pegasus, zerkając posłusznie we wskazane mu miejsce, zostaje oszołomiony widokiem, jaki się przed nim roztacza. Zauważa wszystkie Ametystowe Grobowce, jakie Alberich zgromadził... i wśród tych grobowców dostrzega trumnę Marin. To wywołuje u nieszczęsnego Pegasusa istny szok... Alberich, zbierając już powoli siły, wstaje, nonszalanckim tonem witając Seiya w miejscu, które zwie Ametystowym Cmentarzem... Wtedy Seiya zaczyna słyszeć cichutki, niewyraźny, zupełnie nikły głosik... to głos Marin. Patronka prosi go, aby nie zważał na nią, aby mimo tego, że ona została zakuta w Ametystowy Grobowiec i nie ma szans się oswobodzić... aby mimo to się nią nie przejmował i walczył dalej, nie zwracając na nią uwagi i nie kierując się jej cierpieniami! Seiya spogląda na twarz Albericha... Patron Delty wciąż uśmiecha się lekko i z wesołością... "Jesteś potworem!" - oznajmia rozedrganym głosem Seiya. "Pochlebiasz mi." - odpowiada na to Alberich, ani na chwilę nie zmieniając swego wesoluchnego wyrazu twarzy... Seiya nie zdzierża i inicjuje cios... ale zostaje powstrzymany przez słowa Albericha. Patron Delty oznajmia bowiem, że jeśli on, Alberich, umrze, to już nikomu nie uda się uratować Marin z Ametystowego Grobowca... Seiya, pomimo wcześniejszych słów Marin, waha się... wszak czy ma prawo W TAKI sposób decydować o losie swojej ukochanej trenerki? Tymczasem Alberich nie poprzestaje na groźbie i usiłuje Pegasusa szantażować... chce, aby Seiya oddał mu szafir Tora. Seiya jest zdeterminowany... naprawdę chce ocalić Marin, ale... czy ma prawo czynić to za taką cenę?
***
Atena wciąż emanuje swoją jasną, czystą energią... i wciąż osłabiają ją podmuchy mroźnego wiatru, i wciąż osłabia ją panująca tu śnieżna zawieja... Ale Atena się nie poddaje - dla swych wojowników, dla Hildy, dla Freyi i dla całego Asgardu...
***
Śnieg pada również w innych miejscach Asgardu... ot, choćby na ślicznej, malowniczej polance... Za polanką stoją ośnieżone iglaki, zaś polanka zarówno z prawej, jak i z lewej strony otoczona jest przez dwa masywy skalne. Krajobraz w Asgardzie wydaje się być piękny... i patrząc na ów krajobraz żaden "turysta" nie myśli o tym, jak ciężkie życie wiodą mieszkańcy tej mroźnej i nieurodzajnej krainy...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk