Epizod 86 
Risveglio da un incubo
(Przebudzenie z koszmaru)
Pojedynek Ikkiego i Mime trwa. W oczach Mime widoczna jest czysta furia, oczy Patrona rozpalone są determinacją... Łańcuch Shuna zaczyna leciutko się unosić... jakby wyczuwając w powietrzu niebezpieczeństwo. Patron Phoenixa uśmiecha się uśmiechem lekko zwycięskim - oznajmia, że wreszcie udało mu się poczuć w aurze Mime złość i nienawiść. Ale Ikki wie, że Mime nie żywi nienawiści do niego - lecz nienawidzi samego siebie. Phoenix raz jeszcze próbuje przeciwnika "nawrócić" - tłumaczy Patronowi Ety, że Mime powinien zaprzestać walki przeciwko Patronom z Brązu i zwrócić się przeciwko Hildzie - tym samym NAPRAWDĘ broniąc swego ojczystego Asgardu. Te słowa, miast przekonać Mime, jeszcze bardziej go rozsierdzają - wściekły wojownik inicjuje szybki atak przeciwko Ikkiemu. Zaskoczony Phoenix nie jest w stanie odeprzeć kolejnego ciosu - i już po chwili ląduje na stojącym w pobliżu szerokim, kamiennym słupie. Patron Feniksa nie podnosi się, wciąż leży wśród gruzów, sprawiając wrażenie śmiertelnie rannego. Ten czas, kiedy akcja na chwilę zwalnia swe tempo, pozwala Mime ochłonąć. Patron opuszcza przygotowaną do kolejnego ataku rękę, widok bezwładnie leżącego Patrona Feniksa przywołuje do Świętego Wojownika wizję z przeszłości... "Jak mogłem zrobić coś takiego..." - szepcze cicho wojownik...
***
We wspomnieniach Mime, Święty Wojownik Ety jest małym, zapewne niespełna sześcioletnim dzieckiem. Teraz właśnie ciężko trenuje ze swym ojcem - w wyniku kolejnego przejawu "ojcowskich nauk" Mime dosyć boleśnie ląduje na kamiennej posadce. Mime już teraz wie, że musi dzielnie i zapalczywie trenować, aby stać się jednym ze Świętych Wojowników, ale... chłopak jest załamany - nie wierzy, że kiedykolwiek uda mu się posiąść wystarczająco potężną moc, aby wstąpić w szeregi elity Patronów Asgardu. Ze swych obaw zwierza się właśnie ojcu, stwierdzając, że jest za słaby i zbyt tchórzliwy, aby stać się wojownikiem. Ale przybrany ojciec Mime wcale nie przejmuje się samokrytycyzmem syna - stwierdza, że kiedy przyjdzie pora, sam Odin wybierze wojowników, którzy według niego będą wystarczająco silni, by chronić Asgard. Inicjowane są kolejne ciosy - za każdym razem uszczerbek na zdrowiu ponosi nie ojciec chłopca, lecz sam słaby, wrażliwy, zupełnie nie przystosowany do rycerskiej doli Mime...
***
Teraz, wspominając dawne chwile, Mime zastanawia się, skąd w jego ojcu było tyle zapału do trenowania syna. Czyżby rodzic Mime już wówczas wiedział, że Mime nieodwołalnie stanie się jednym ze Świętych Wojowników? Czyżby ojciec Mime już wówczas znał Przeznaczenie swojego małego synka? Rozmyślania Patrona Ety zostają przerwane przez podniesienie się z ziemi Ikkiego - Wojownik Ateny wydaje się być w pełni sił. Czas, przez który Mime oddał się wspomnieniom, pozwolił Patronowi Feniksa "pozbierać się" wystarczająco, aby móc walkę kontynuować. Ikki oznajmia, że Mime zaślepił gniew, że ów gniew spowodował, że Mime został zmylony, zbłądził. Patrona Ety ponownie ogarnia furia - wszak wedle swego mniemania Mime nie może sobie pozwolić na takie "obelgi" i podobne wymądrzania się ze strony przeciwnika... przeciwnika, który nie tylko się przed nim jeszcze nie ugiął, ale na domiar złego zasiał w jego umyśle wątpliwości! Święty Wojownik zaczyna desperacko, bez namysłu atakować - i może właśnie bezmyślność tych ataków jest przyczyną, z powodu której ataki zostają przez Ikkiego odparte. Po chwili dowiadujemy się jednak, że wspomniana powyżej przyczyna nie jest przyczyną jedyną - Ikki tłumaczy wszak zaskoczonemu Mime, że ciosy przeciwnika nie były przez Phoenixa przyjmowane bez powodu, każdy przyjęty cios pozwalał bowiem Ikkiemu dokonać coraz lepszej analizy techniki Patrona Ety. Wściekły Mime postanawia zaatakować raz jeszcze - obiecuje przeciwnikowi, że tym razem nie użyje tylko jednego ataku, lecz wszystkich ciosów naraz. Obietnica Mime zostaje dotrzymana - lecz i Ikki nie pozostaje dłużny. W swej drodze spotykają się dwa potężne kosmosy - zaczynają się coraz bardziej do siebie zbliżać, coraz bardziej się "przygniatać"... aż w końcu następuje nieuniknione - energie kosmiczne obojga wojowników eksplodują. Zarówno Mime, jak i Ikki, zostają odrzuceni na boki, lecz wybuch kosmosów nie jest w stanie przeszkodzić zażartym przeciwnikom w kontynuacji ich pojedynków. Na domiar złego Patron Ety zauważa, że kosmos jego przeciwnika coraz bardziej wzrasta - i wywołuje to u Mime nie tylko wściekłość i zawiść, ale i potęguje jego ambicję. Siły obojga przeciwników są wyrównane... kto wie, jak zakończy się ta walka...
***
Tymczasem płonący jasnym blaskiem kosmos Ikkiego dostrzeżony zostaje przez Atenę - która niezmiernie cieszy się z tego, że Ikki przyszedł wspomóc pozostałych wojowników w walce przeciwko Hildzie i jej Patronom. Saori oznajmia, że niestety nie może Phoenixowi pomóc, że obecnie jej rolą jest powstrzymywanie topnienia wiecznych lodów... tak więc Patroni z Brązu muszą radzić sobie sami. Atena telepatycznie oznajmia Ikkiemu, że Patroni z Brązu koniecznie muszą przejść i przez tą próbę... i że koniecznie muszą zwyciężyć - dla dobra Asgardu i całego świata.
***
Z domku, w którym właśnie leży osłabiona, nieprzytomna Freya, wybiega Kiki. Chłopiec zaskoczony jest tym, jak szybko energia Ateny maleje - boi się również, że Wojownikom Ateny nie uda się pokonać przeciwników na czas...
***
W tym samym czasie Seiya i Hyoga wędrują samotnie, każdy swoją drogą, przez ośnieżony las...
***
I oto ponownie spotykamy się z Mime i Ikkim. Mime z lekkim, pełnym satysfakcji uśmieszkiem, związuje Ikkiego strunami swej harfy i zaczyna grać dla przeciwnika przedśmiertne rekwiem. Melodia jest piękna, melancholijna i spokojna... zupełnie nie harmonizuje z tym, że struny harfy właśnie coraz głębiej wpijają się w ciało ofiary powodując, że owe ciało zaczyna krwawić... Mime wysyła w stronę obezwładnionego Ikkiego nutkę - jedną małą nutkę, która pomimo swego niewinnego wyglądu jest widocznie w stanie przysporzyć swej ofierze naprawdę dużo bólu - przekonuje się o tym na własnej skórze sam Phoenix. Struny zaciskają się na ciele Ikkiego coraz mocniej i mocniej - wydaje się, że już tylko Materia trzyma Ikkiego przy życiu. Ale nawet Materia nie jest w stanie powstrzymać strun przed coraz głębszym wrzynaniem się w ciało Patrona Feniksa... Krew spływa wąziutkimi, czerwonymi strużkami... spływa powoli, aby po chwili wsiąknąć w biały śnieg... Widok ten wywołuje u Shuna przerażenie - ale, na nieszczęście swoje i brata, Andromeda jest zbyt okrutnym widokiem sparaliżowany, aby w jakikolwiek sposób zadziałać. Ikki, z rozpaczliwą niemal determinacją, usiłuje się wyswobodzić - ale nadaremnie. Struny trzymają silnie i nic nie wskazuje na to, aby Mime zaprzestał swej okrutnej gry. Lecz oto nagle, ku zdumieniu obojga braci, Mime proponuje Ikkiemu pewien układ... jeśli Ikki padnie przed Mime na kolana i będzie go prosił o przebaczenie, Mime gotów jest mu winy przebaczyć i przyjąć go do grona Świętych Wojowników. Ikki jednak stanowczo odmawia. Mime nie wydaje się być zaskoczony - stwierdza, że skoro Phoenix ma zamiar odgrywać bohatera, niechże i tak będzie. Na twarzy Patrona Ety pojawia się lekki, triumfujący uśmieszek... ze słów Mime dowiadujemy się, że Patron bardzo, ale to bardzo starannie przygotował dla Ikkiego koniec powolny i bolesny. Wtedy to wzrok wciąż przerażonego (i, jak dotąd, nie bardzo użytecznego) Shuna kieruje się na łańcuchy... Łańcuch Andromedy zaczyna się bowiem poruszać coraz wyraźniej i coraz pewniej - nabierając swej mocy wraz ze wzrostem nienawiści w duszy Mime. "Rekwiem dobiega końca." - stwierdza Patron Ety, nie wyrażając swym zewnętrznym zachowaniem żadnych konkretnych emocji. I w chwili ostatecznej, w chwili, kiedy Mime już właśnie ma wysłać śmiertelną dla Phoenixa nutkę... wtedy dłoń Świętego Wojownika unieruchomiona zostaje przez łańcuch Shuna! Mime jest zaskoczony - nawet nie próbuje się bronić. I kto wie, może braciom udałoby się ostatecznie zwyciężyć przeciwnika... gdyby nie decyzja Ikkiego, który nakazał Shunowi zabrać łańcuch z dłoni Mime, tłumacząc to faktem, że ta walka już do Shuna nie należy i Ikki sam zamierza ją doprowadzić do końca. Decyzja Phoenixa wywołuje zdumienie nie tylko u Shuna, ale i u Mime; po chwili jednak zdumienie Mime przemienia się w lekką, ostrożną wesołość i całkowicie szczere pobłażanie. Patron Ety ponownie inicjuje śmiertelny atak nutką, stwierdzając przy okazji, że jeśli Ikki aż tak bardzo chce umrzeć, Mime nie będzie mu w spełnieniu tego zamierzenia przeszkadzać - przeciwnie, z przyjemnością mu pomoże. Shuna ponownie ogarnia fala lęku - ale chłopak nie śmie sprzeciwić się woli brata. Shunowi pozostaje tylko biernie obserwować rozwój wydarzeń... A jest co obserwować, oj jest - Ikki wiedząc, że cierpienie jest w stanie pomóc mu w zwiększeniu energii kosmicznej, postanawia jeszcze chwilkę pocierpieć... i za wszelką cenę ponownie odkryć Siódmy Zmysł! W momencie, kiedy nutka już-już ma wyprawić Ikkiego na drugi świat, kosmos Phoenixa rozbłyskuje tak potężnym światłem i tak potężną mocą, że Ikkiemu udaje się zniszczyć wiążące go struny i tym samym wyrwać się ze szponów śmierci. Mime z pewnym zaskoczeniem spogląda na przerwaną strunę - nie może, albo nie chce, uwierzyć w to, co zaszło. Tymczasem Ikki pojawia się na wysokim i dosyć szerokim, kamiennym słupie - nie ma na sobie Materii, gdyż musiał ją poświęcić, aby oswobodzić się z krępujących jego ciało strun harfy Mime. Kiedy Patronowi Ety udaje się wreszcie dostrzec znajdującego się hen wysoko i skrywanego przez lekką mgiełkę przeciwnika, Ikki jest już w stanie zainicjować swój atak i nie traci swej szansy na zwycięstwo... po chwili ku Mime wyprowadzony zostaje niespodziewany i zadziwiająco potężny cios... Mime stara się ów cios powstrzymać, ale - nadaremnie. Wojownik upada na ziemię, nieostrożnie wypuszczając z rąk swą harfę. Harfa upada na ziemię - jej oprawka kruszeje, zaś struny - pękają, grając swą ostatnią, krótką, pełną żałości melodyjkę. Z ust przerażonego swą chwilową porażką Mime spływa strużka krwi... Ikki jednak nie zamierza już teraz dobić swego przeciwnika - NIE CHCE go zabijać, zanim nie powie mu o czymś, o czym powiedzieć mu MUSI. Phoenix zaczyna mówić o sercu, które przepełnione było nienawiścią i rozpaczą, żalem do wszystkich... nawet do bogów. Phoenix mówi o tym, co się w owym sercu zmieniło... o wierze w lepszy świat, o przyjaźni, o wspólnym dzieleniu nie tylko wspólnych trosk i smutków, ale i radości... o wspólnym budowaniu lepszego świata. "Żyłeś nie chcąc spojrzeć prawdzie w oczy." - oznajmia cicho Phoenix; "W gruncie rzeczy jesteś taki sam jak ja." - dodaje. Według Ikkiego nienawistne uczucia Mime również były wynikiem zbłądzenia... i rozpaczliwego poszukiwania uczucia, które ludzie zowią miłością. Patrona Ety na chwilę ogarniają refleksje... chłopak zaczyna rozmyślać o swoim ojcu i o tym, co o nim mówiono... Czy ojciec Mime rzeczywiście był największym wojownikiem w Asgardzie? A jeśli tak - to CZEMU to zawdzięczał? Czy naprawdę swe sukcesy zawdzięczał tylko sercu, ponoć wypełnionemu wyłącznie rządzą walki i odnoszenia zwycięstw? Mime doznaje wizji swego ojca niosącego w ramionach małe, rudowłose dziecko... niosącego je i osłaniającego je troskliwie przed śnieżną zawieją, podczas ciężkiej wędrówki do lekarza będącego w stanie temu dziecku pomóc. Patron Ety wstaje i odrzuca swą Materię. Pyta Ikkiego, czy ów powiedział mu prawdę... Mime wie, że nie zazna spokoju, póki nie będzie tego pewien. Ikki zauważa, że z aury Patrona Ety zniknęła nienawiść... pozostało tylko pragnienie poznania prawdy. Mime wie, że jeśli teraz, przy wyrównanych siłach, Ikki zwycięży - będzie to oznaczało, że Phoenix mówił prawdę. Prawda bowiem zawsze rozbłyskuje najsilniejszym kosmosem, umożliwiając człowiekowi uczciwemu zwycięstwo... Ikki i Mime jednocześnie inicjują podobne do siebie ataki, które to ataki spotykają się, splatają... i sięgają celu. Wszystko trwa tylko chwilę. Po tej krótkiej chwili Mime i Ikki, wciąż w pozie bojowej, lądują miękko na ziemi - obróceni do siebie plecami. Z ust Phoenixa wydobywa się ni to jęk, ni to stęknięcie - Ikki zaczyna się chwiać na nogach. Wtedy to Mime rozpoczyna swą przemowę. Nieznacznie drżącym głosem życzy Ikkiemu powodzenia - powodzenia w realizacji swych planów o budowie lepszego świata. Oznajmia również: "Mam nadzieję, że znów się spotkamy, tym razem jako przyjaciele."... Przed oczyma Patrona Ety stają wizje z dzieciństwa, wizje, które Mime przypomniał sobie podczas walki z Ikkim, kiedy to Phoenix zaatakował swym złudzeniem - Mime widzi siebie jako dziecko, czule niesione w ramionach ojca podczas śnieżnej zawiei... widzi siebie jako dziecko u lekarza, kiedy to leżał rozgorączkowany w łóżku i, majacząc, rozpaczliwie wzywał ojca. "Jestem, synku." - powiedział wówczas gruby, męski głos i na łóżku, przy chorym chłopcu, usiadł barczysty wojownik, chwytając w swoją potężną dłoń delikatną rączkę dziecka. To był ojciec. W oczach umierającego Mime pojawiają się łzy, dziwnie dobrze harmonizujące ze strużką spływającej z warg Patrona krwi... Mime słabnie z każdą chwilą... ale nie boi się śmierci. Jego ostatnie słowa brzmią: "Powierzam wam mój kraj. Chrońcie go tak, jakby był wasz..."... Po tych słowach Mime pada twarzą na ziemię - w jego smukłej, drobnej, niemal kobiecej dłoni leży jeden z siedmiu Szafirów Odina... Szafir ów po chwili zostaje chwycony w dłoń przez Shuna, który mimochodem proponuje bratu, aby ów udał się wraz z pozostałymi Patronami w dalszą drogę ku pałacowi Hildy. Jednakże Ikki odmawia - tłumacząc swą odmowę faktem, że jest osłabiony i tylko opóźniałby marsz. Chce, aby Shun go tutaj zostawił... i Andromeda raz jeszcze posłusznie wypełnia rozkaz brata. Shun nie wie, jak poważny jest stan Ikkiego (inaczej pewnie w ogóle by go tu nie zostawił... -_-!!) - nie wie również, jak brzmiały pierwsze słowa Ikkiego po tym, jak Shun odszedł. Phoenix bowiem, patrząc na bezwładne ciało Mime, oznajmił, że obawia się, iż prędzej to on, Ikki, dołączy do Mime, a nie odwrotnie... Po tych słowach Ikki upadł twarzą w śnieg...
***
Po kolejnych schodach prowadzących do zamku szybko biegnie Shun. W pewnej chwili przez jego twarz przemyka grymas zdumienia i przerażenia... Andromeda czuje, że kosmos jego brata zanika... Patron nie może jednak się cofnąć i wrócić do Ikkiego - musi iść naprzód, aby, bez względu na swe osobiste uczucia, wypełnić powierzoną mu misję... misję, o której skutecznie mu przypomina lśniący w jego zaciśniętej dłoni szafir...
***
A tymczasem w zamku Hildy plotkują sobie Shido, Siegfried i Alberich. Shido zaskoczony jest porażką Mime... Patronowi bardzo się nie podoba, że zginęło już tylu Świętych Wojowników. Siegfried i Shido zaczynają się kłócić o to, kto teraz pójdzie do walki (każdy ze Świętych Wojowników chce być tym "wybrańcem"...), rozważają również sprawę, czy donieść o tym wszystkim Hildzie... ale zarówno ich spory, jak i rozważania, szybko zostają ucięte przez Albericha - a dokładniej mówiąc, przez śmiech Albericha - krótki, pogardliwy śmiech. Alberich stwierdza, że nie warto niepokoić Hildy, oznajmia również, że nie ma sensu wyprawiać kolejnego Świętego Wojownika przeciwko Patronom z Brązu. Według Patrona siły są wyrównane - i jeśli Święci Wojownicy będą postępować tak, jak dotąd - katastrofa gotowa. Tak więc Alberich sugeruje, aby nieco pomyśleć, zanim przystąpi się do działania - sugeruje, aby nie walczyć z Patronami z Brązu wprost, lecz zastawić na nich ładniutką pułapkę. Siegfried i Shido są zamurowani - że też nie pomyśleli o tym wcześniej! Sam Alberich wydaje się być lekko zaskoczony swym "geniuszem" i, śmiejąc się śmiechem opisanym kawałek powyżej, odwraca się do towarzyszy plecami. W jego oczach błyszczy jednak coś innego, niż w oczach innych Świętych Wojowników... to spojrzenie skrywa bowiem nie tylko charakterystyczną dla "tych złych" nienawiść, ale i coś w rodzaju nieszczerości. Obłudy. Kłamstwa. Gotowości do zdrady, aby tylko zapewnić powodzenie własnym interesom...
***
W czasie, kiedy w zamku Hildy trwają przygotowania do kolejnego ataku na Wojowników Ateny, na miejscu zakończonego już pojedynku Mime i Ikkiego, we wspólnym, nie do końca usypanym grobowcu ze śniegu, leżą dwa ciała. Jedno z nich to ciało Ikkiego, zaś drugie - to ciało Mime, z wciąż wyciągniętą w bok ręką. Ręką, z której odebrano już największy skarb Patrona Ety - jeden z owych tajemnych siedmiu szafirów, będących w stanie zaktywizować magiczny Miecz Odina... Nad oboma ciałami pojawia się coraz wyraźniejsza wizja ognistego ptaka - zaś na tle tej wizji ukazuje się obraz przedstawiający przygotowującego się do ciosu Ikkiego. Ta właśnie symboliczna scenka, ukazująca się przez dłuższą chwilę i skłaniająca widza do zastanowienia się nad jej znaczeniem, kończy opisywany w tym streszczeniu odcinek...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk