|
Epizod 84
La vera natura di Mime
(Prawdziwa natura Mime)
Shun stoi naprzeciwko Mime, ich pojedynek właśnie rozpoczął się na serio.
Andromeda ma tego pecha, że łańcuchy nadal go nie słuchają, a trzeba wiedzieć,
że jest to jedyny skuteczny atak Shuna. Mime zaś nie próżnuje i nadal zadaje
wojownikowi ciosy pędzące z ogromną prędkością... Lasery rozcinają ciało
Shuna aż do krwi, a Andromeda nie ma szans nawet się bronić... W pewnym
momencie Shun raz jeszcze próbuje ataku z łańcuchem, ale Nebula Chain znów
go zawodzi... "Czyżby Mime miał rację?" - zastanawia się Shun. Przypomina
mu się, jak Mime powiedział mu o tym, że nie ma w nim nienawiści i tylko
dlatego łańcuchy Shuna nie mogą go dosięgnąć. Andromeda powoli zaczyna
rozumować, że przez to właśnie to miejsce może się stać jego grobem...
Ale nie może nic poradzić, nie ma zamiaru się poddać i postanawia walczyć
aż do końca. Mime pyta się Shuna, czy ta zjawa była rzeczywiście jego bratem
i po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej uśmiecha się kpiąco. Oznajmia, że
Shun wierzy jeszcze w miłość braterską tylko dlatego, że nigdy nie zaznał
zawodu spowodowanego przez przyjaciela, że nigdy nikt go nie zdradził,
że zawsze żył w słonecznej krainie pełnej ciepła i życzliwości... Zaczyna
grać na harfie powodując, że ilość jego lustrzanych odbić znowu diametralnie
wzrasta. Shun klęka. Nie może się opanować, jego umysł zdaje się słuchać
jedynie melodii wygrywanej przez harfę Mime. Andromeda wie, że musi się
skoncentrować, a jednak nie przychodzi mu to łatwo. Mime zaś ciągle atakuje...
W pewnym momencie Shun zostaje cięty tak bolesnym atakiem, że nieomal traci
przytomność. Jest niesamowicie zaskoczony, mimo to, że Mime zadał mu tyle
bolesnych ciosów, Shun nie czuje do swojego przeciwnika żadnej niechęci...
Krew w jego żyłach zaczyna mocniej krążyć, bicie serca zagłusza dźwięki
harfy... Wtem zza obłoków ukazuje się słońce rzucając swoje światło na
setki odbić Mime. Tylko jedno odbicie ma cień!
***
Tymczasem wśród wiecznych lodów stoi sobie drewniana chatka, a w niej Kiki
i Freya. Na kominku buzuje ogienek, jest bardzo ciepło, ale mimo to nic
nie wskazuje, żeby Freya odzyskała przytomność. Księżniczka zapadła w głęboki
sen, wspomina jedno z wydarzeń z dzieciństwa...
***
Freya siedzi na lodowej polance składając dłonie na sukni, obok niej
stoi Hagen. Słoneczny, ale wyjątkowo zimny dzień chyli się właśnie ku zachodowi.
Hagen oznajmia Freyi, że muszą już wracać do zamku Asgardu, ale Freya nie
reaguje na jego wzmianki o powrocie. Oznajmia, że często nienawidzi własną
ojczyznę, krainę smaganą lodowymi wiatrami i zimnymi podmuchami. Krainę,
w której żyje się ciężko, gdzie o przetrwanie trzeba walczyć z całych sił.
Krainę nieurodzajną, gdzie nigdy nie ma ciepłego promyka słoneczka, gdzie
człowiek żyje ciągle zmagając się z losem, aby nie upaść i nie zginąć.
Po chwili pyta się Hagena, czy kiedyś także doznał podobnego uczucia. Hagen
jest zaskoczony wypowiedzią księżniczki, dlatego powstrzymuje się od odpowiedzi.
Wtem do dwójki młodych podchodzi Hilda (jeszcze w swoim dobrym wcieleniu)
i oznajmia, że słyszała cały przebieg rozmowy. Podchodzi do Freyi i wskazuje
jej na zmarzniętą łąkę, gdzie z ziemi wyrastają dwa niewielkie kwiatuszki.
Wojowniczka oznajmia, że na wiosnę kwiaty te rozkwitną jeszcze mocniej,
jeszcze mocniej będą rwały się ku życiu upiększając tą lodową krainę. Mówi,
że wie, jak surowe warunki tu panują, ale dodaje, że to doskonała szkoła
charakteru. Okrutne warunki stawiają mieszkańców lodowych krain przed ciągłymi
próbami, ale dzięki temu mieszkańcy Asgardu są bardziej zatwardziali i
bardziej gotowi przezwyciężyć przeciwności losu, niż mieszkańcy krain południa.
Hilda dodaje, że przeznaczenie ludu Asgardu leży w ich rękach i sami je
kształtują. Tak więc na zakończenie prosi Freyę, aby zrozumiała, że warunki,
w jakich przyszło im żyć, to nauka na przyszłość. Że Freya powinna tak
jak te dwa małe kwiatuszki ochronić się przed mrozem i przeżyć, przeżyć
silniejsza i potężniejsza...
***
Wtem Kiki dostrzega, jak twarz Freyi wykrzywia się i jest tym mocno zaniepokojony.
Nie wie jednak, że Freya tylko śni o przemianie swojej siostry, o tym,
jak odległe stały się sobie, od kiedy Hilda włożyła Pierścień Nibelungów...
***
Tymczasem Seiya nie marnuje czasu i z determinacją wspina się na kolejne
występy skalne. Lecz wtem siły odmawiają mu posłuszeństwa i wojownik spada
w dół... Ale to nie jest w stanie zniechęcić walecznego Pegasusa i Seiya
zaciskając zęby podnosi się ponawiając próbę. Wspina się powoli, ale mozolnie,
w przeświadczeniu tego, że musi zwyciężyć i to za wszelką cenę! Przecież
obiecał... Z wielkim wysiłkiem, czując, jak doskwierają mu połamane żebra,
chwyta się wreszcie za ostatni występ skalny i wciąga na górę. Oddychając
ciężko wstaje ze skały i opiera się o ścianę skalną jakby obawiając się,
że znowu będzie musiał podołać tej okrutnej próbie, jaką jest ponowna wspinaczka.
Podtrzymując się ściany, powoli, ostrożnie posuwa się po oblodzonych stopniach
dążąc coraz wyżej, coraz dalej, ku zwycięstwu...
***
W tym samym czasie Shun kontynuuje walkę ze swoim uzdolnionym muzycznie
przeciwnikiem. Widząc, że tylko jedna postać ma swoje odbicie, tam wysyła
swój łańcuch. Ale łańcuch znów zatrzymuje się przed Mime! Benetnasch pyta
się Shuna, czemu jeszcze nie zrezygnował, czy naprawdę chce się wybrać
na tamten świat? Ale Shun nie odpowiada, zaciska tylko zęby i po kolei
zdejmuje wszystkie człony swojej Materii zostając tylko w koszuli, spodniach
i butach. Mime ze słusznym zaskoczeniem przygląda się poczynaniom przeciwnika.
"Oszalałeś?!" - pyta się rozwierając szeroko oczy ze zdumienia. Wiadomo,
że bez Materii Andromeda nie zwycięży i Shun jakby już wydał na siebie
wyrok samobójstwa. Ale Shun zamiast odpowiedzieć, czy oszalał, sam zadaje
pytanie Mime, pytanie, które nurtowało Andromedę od początku walki. "Dlaczego
walczysz?!" - pyta Shun z determinacją. Mime opanowuje zdumienie i oznajmia,
że chyba Shun wie, że dla księżniczki Hildy, której przyrzekł wieczną wierność.
Jednak Shun patrząc głęboko w oczy Mime oznajmia: "Kłamiesz!". Dodaje,
że natura jego własna i Mime są identyczne, że obaj nienawidzą przemocy
i walczą z musu. Opowiada przeciwnikowi, że zauważył, iż Mime jest inny
od pozostałych Świętych Wojowników. Jego kosmos jest przepełniony nie nienawiścią,
ale melancholią, i to dlatego łańcuch nie mógł go trafić! Dlatego Mime
walczy z innych pobudek, niż pozostali wysłannicy Hildy, ma inne refleksje
i przekonania! Kiedy Mime uparcie powtarza swoje, Shun mówi, że był z przeciwnikiem
szczery i oczekuje od Mime tego samego. Ale Mime wiedząc, że Shun go rzeczywiście
zdemaskował, że odkrył jego prawdziwą naturę; postanawia sprawić, że Shun
straci swoje przekonania. Oznajmia, że gdyby rzeczywiście było tak, jak
Shun mówi, to nie atakowałby go. Pyta się Andromedę, czy zapomniał już,
jak bolały rany, które Mime zadał przeciwnikowi. "A może mam ci odświeżyć
pamięć?" - pyta. Nie uzyskując odpowiedzi atakuje Shuna, którego nie chroni
już Materia Andromedy... Ale wtem Shun zaczyna wytwarzać jakąś dziwną energię...
Mime odsuwa się z zaskoczeniem, czuje, jak każdy atom ciała Shuna pobiera
energię z mistycznej Galaktyki Andromedy! Widząc, że Shun jest jeszcze
zdolny do walki, przygotowuje się do obrony. Kosmos Andromedy gwałtownie
wzrasta i wtem Shun atakuje "Niebiańskim Tornadem!". Potężna wichura rozpętuje
się obok obu wojowników nawet nie raniąc Shuna. Za to Mime przymruża oczy
pod potężnych podmuchem zdmuchującym jego rude włosy w tył. Potężna energia
wzmaga się jeszcze bardziej i osiąga punkt kulminacyjny powodując jeszcze
większą zawieruchę i wrzucając Mime za mur. Osłabiony Shun pada na kolana,
atak poważnie go osłabił. Mimo to jest zadowolony, przecież pokonał Mime!
Lecz swoim zwycięstwem może się cieszyć tylko przez chwilę, gdyż po chwili
Mime cały i zdrowy staje nad nim gotowy do walki... Shun traci już całą
nadzieję na zwycięstwo, ale nie poddaje się. Postanawia walczyć aż do śmierci,
zaś śmierć Andromedy Mime zamierza przyspieszyć. Święty Wojownik Ety chwyta
bowiem swoją harfę i zaczyna na niej grać swoje rekwiem dla Shuna. Wtem
ku zdumieniu Andromedy struny harfy zaczynają w błyskawicznym tempie lecieć
w kierunku chłopaka obwiązując go jakby. Powoli zaciskają się, tym mocniej,
im dłużej Mime gra swoją melancholijną melodię. Shun patrzy, jak jego ciało
zaczyna spływać krwią, ale dziwi się, że nie czuje żadnego bólu. "Czyżby
tak wyglądała śmierć?" - zastanawia się z przestrachem. Mime powoduje,
że ciało chłopaka jeszcze mocniej zaczyna krwawić, ale w pewnej chwili
patrząc na zadane Andromedzie rany postanawia skończyć z tym. Jednym brzdęknięciem
w struny powoduje wysłanie śmiertelnej nuty, która po dotknięciu Shuna
miała spowodować śmierć wojownika. Lecz wtem na paręnaście centymetrów
przed szyją Andromedy nuta zostaje zatrzymana przez kilka ognistych piór...
Shun otwiera przymknięte dotąd oczy i z zaskoczeniem dostrzega stojącego
na pobliskim murku... Ikkiego! Tak, to rzeczywiście Patron Feniksa, który
przybył prawie w ostatniej chwili na pomoc swojemu bratu. Mime jest równie
zaskoczony, jak Shun, a kto wie, czy nawet nie bardziej... Puszcza struny
i jego harfa znów przybiera normalny wygląd. Ikki błyskawicznie podbiega
do mdlejącego Shuna, Andromeda spogląda na brata z wdzięcznością i braterskim
uczuciem...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|