Epizod 83
Una triste melodia
(Melancholijna melodia)
Hyoga z Szafirem Bety w dłoni stoi nad grobem Hagena. Na śnieżnym kopczyku połyskuje lodowy, starannie i żmudnie wyrzeźbiony krzyż... Obok grobu klęczy Kiki podtrzymując nieprzytomną Freyę. Po chwili Hyoga przerywa gorzkie rozmyślana żegnając się w myślach z przeciwnikiem i odchodzi, rozkazując Kikiemu zaopiekować się Freyą. W jego umyśle krąży przekonanie, że zrobił coś niewybaczalnie złego, że wyrządził Freyi niewybaczalną stratę. Ale czy mógł postąpić inaczej?...
***
Tymczasem Hilda siedzi razem z Siegfriedem w swojej komnacie. Wojowniczka Polaris wie już o śmierci Phecda Tora, Aliotha Fenrira i Meraka Hagena. Jest też zaniepokojona, że tyle wojowników poległo. W końcu czterech rycerzy, którzy zostali przy życiu, może być łatwiej pokonać. Ale Siegfried pragnąc pocieszyć najdroższą jego sercu osobę oznajmia, że Shiryuu gdzieś zniknął, a Seiya i Hyoga ponieśli ciężkie rany. Jedyną w pełni sprawną osobą został Andromeda Shun... Prawda w tym wypadku okazuje się dla Hildy lekarstwem i przynosi jej ulgę. Hilda prosi jeszcze Siegfrieda o potwierdzenie, że wygrają i jest zupełnie szczęśliwa. W dodatku odzywa się do niej tajemniczy głos, który przemienił ją w wojowniczkę zła i oznajmia, że Hilda dzięki swojemu Pierścieniowi Nibelungów jest niezwyciężona... Hilda uśmiecha się. Już wie, kto będzie następnym przeciwnikiem Brązowych Patronów. Wojownik, który posiada czarodziejską harfę zdolną wywoływać iluzje, Benetnasch Mime...
***
Tymczasem Seiya masując sobie lewy bok powoli wspina się po wąskich, sporej długości schodkach prowadzących do zamku Asgardu. Pegasusowi trudno się oddycha, jest bardzo osłabiony... W pewnej chwili przystaje. Ma poważne obawy, że Tor podczas walki połamał mu żebra... "No, weź się w garść! Nie czas użalać się nad sobą, każda minuta się liczy!" - mówi do siebie pragnąc dodać sobie otuchy. Podpierając się lewą ręką o mur nadal idzie po piekielnie wąskich schodkach. Dodam: idzie nieuważnie, a wiadomo, jak to się kończy... W pewnej chwili jakiś trefny kamyczek usuwa się spod buta Seiya i Pegasus z krzykiem spada w przepaść... No, jeżeli dotąd nie miał złamanych żeber, to teraz już na je sobie pogruchotał...
***
Tymczasem Kiki siedzi w jakieś drewnianej chatce, przykładając jedną dłoń do czoła nieprzytomnej Freyi, a drugą do swojego czoła. Przeprowadzając ten "zabieg" spogląda na sufit myśląc o Seiyu. W myślach błaga Pegasusa, aby pospieszył się, zostało przecież już niewiele czasu...
***
Dno przepaści, lodowe połacie, lodowe połacie, lodowe połacie i... rozkruszone lodowe połacie... Na tych ostatnich leży Seiya, który miał niewątpliwie dużo szczęścia przy upadku, bo normalnie by się zabił. Pegasus ma świadomość, że żyje tylko dzięki swojej nowej Materii... Przypomina mu się chwila, kiedy ich zniszczone Materie po ostatniej walce w Wielkim Sanktuarium zostały rzucone do stóp pięciu Złotych Patronów, którzy jako jedyni mogli je naprawić...
***
Świątynia Barana. Aries Mu, Taurus Aldebaran, Leo Aiolia, Vigro Shaka i Scorpio Milo stoją nad szczątkami Materii Pegasusa, Dragona, Cygnusa, Andromedy i Phoenixa. Wtem Mu za pomocą swojej energii rozcina sobie jedną z żył na ręce i powoli kropelki krwi zaczynają padać na leżącą u jego stóp Materię. W ślady tego Złotego Patrona idzie pozostała czwórka. Wtem do świątyni wchodzi Seiya, Shiryuu, Hyoga, Shun i Ikki. Cała piątka ledwie trzyma się na nogach, zaskoczona jest widokiem Patronów z rozciętymi, krwawiącymi rękoma. Seiya nie wytrzymuje i trochę zaniepokojony pyta się, czemu się zranili. Wówczas Mu otwierając przymknięte dotąd oczy oznajmia, że Materie Brązowych Patronów nie są zwykłym kawałkiem metalu, ale żywym organizmem i tak samo jak inne żywe organizmy, potrzebuje krwi. Teraz, aby martwe Materie odżyły, potrzebują 1/3 krwi jednego człowieka. Shiryuu jest najbardziej zdziwiony tym niesamowitym poświęceniem, przecież on sam oddał prawie całą krew w tym celu i był o krok od śmierci! Ale wtedy Mu tłumaczy dalej, że Złoci Patroni czynią to, aby spłacić swój dług wobec Bronze Saints. Przecież Shaka niesłusznie zniszczył Materię Feniksa, a Milo poważnie uszkodził Materię Łabędzia... Teraz świętym obowiązkiem całej piątki jest owe Materie naprawić. Seiya i czwórka jego przyjaciół uśmiechają się z rozrzewnieniem. Po chwili ceremoniał zakańcza się i Materie odżywają, potężniejsze niż dotychczas. Złoci Patroni są co prawda osłabieni, ale żyją, taka strata krwi nie jest dla nich śmiertelnie groźna (dla Shiryuu była groźniejsza...). Wszyscy Brązowi Patroni po kolei przywdziewają swoje nowe Materie, dzięki ich nowej potędze stając się automatycznie Srebrnymi Patronami. Aż nie mogą się nadziwić potęgą i blaskiem swoich Materii, są zachwyceni i z wdzięcznością spoglądają na bladych, acz uśmiechniętych Złotych Patronów.
***
Seiya ściska brwi. Tak, nie może przegrać! Aby on mógł dalej walczyć, Złoci Patroni przelali swoją krew! Nie może się poddać choćby z tego właśnie powodu! Powoli, aby nie nadwyrężyć połamanych kości, wstaje. Chwyta za pierwszy lepszy występ skalny i rozpoczyna wspinaczkę do góry, z powrotem na schody. Wie, że musi wygrać, że liczą na niego Atena, Złoci Patroni i tylu przyjaciół i kolegów z treningów! Musi ocalić świat przed zagładą! Musi dotrzymać danego słowa! Z tym silnym powstanowieniem kładzie nogę na następnej skale i wspina się dalej, ku zwycięstwu...
***
Tymczasem Andromeda Shun idzie właśnie wśród ruin starych zabudowań Asgardu. Towarzyszy mu jakaś dziwna, przejmująca melodia, smutna, ale i piękna zarazem. Shun z niepokojem spogląda na swój łańcuszek. Jeżeli tu ktoś w pobliżu jest, to łańcuch wyczuje wibracje ewentualnego przeciwnika. Ale Nebula Chain ani drgnie... Shun uznaje więc, że jest bezpieczny i zaczyna iść po napotkanych schodkach. Jakież jest jego zdumienie, kiedy pokonawszy schodki dostrzega siedzącego na załomie muru... Mime! Mime spokojniutko siedzi sobie i brzdąka na harfie oznajmiając: "To rekwiem jest dla ciebie, będzie ci towarzyszyło w drodze na tamten świat!". Shun automatycznie cofa się i chwyta swój łańcuszek. Jest zdziwiony, że łańcuszek nie wyczuł wibracji kosmosu Mime... Wtem Mime mówi, że w głębi duszy Shun nienawidzi walki. Jest to prawda i Andromeda dobrze o tym wie, jest jednak zaskoczony tym, że Mime wie o tym jego największym sekrecie. "Zanim więc zaczniemy walczyć, chcę, abyś wiedział, że to właśnie dzięki swojej słabości już nigdy nie ujrzysz światła dziennego." - dodaje Benetnasch nadal grając na swoim instrumencie. Shun milczy przez chwilę, ale nagle mówi, że nie da się zastraszyć, że kiedy nadchodzi czas, jest gotów walczyć. Jest mimo wszystko zaskoczony postawą Mime. W jego kosmosie nie czuć nienawiści, jak w kosmosach innych Świętych Wojowników... Kosmos Mime przepełniony jest melancholią, tak samo jak i melodia, którą gra na swojej harfie... Mime uśmiecha się leciutko. "No to atakuj!" - oznajmia nie ruszając się z miejsca. W jego oczach błyszczy jakaś dziwna moc... Shun nie zamierza marnować czasu i atakuje swoim popisowym "Niebiańskim Łańcuchem!". Jednak łańcuch zatrzymuje się dosłownie parę centymetrów przed główką Mime i opada! Shun jest zszokowany, jego atak nie działa! Mime uśmiecha się. Oznajmia, że Nebula Chain jest bardzo potężną bronią, pokonuje niesamowite odległości w galaktyce i potrafi zranić każdego, ale pod jednym warunkiem. Wróg, którego atakuje łańcuch, musi kierować się złem, a jego kosmos musi być pełen nienawiści. "Mnie to nie dotyczy." - kończy swoje wywody Mime uśmiechając się z rozbrajającą szczerością. Dodaje, że Shun woli się bronić, niż atakować, więc po co przelewać więcej krwi, niż jest konieczne. Nie wstając z murku unosi lewą dłoń, spod paznokci Mime wypływają setki strużek białego światła, podobne do strumieni laseru. Shun rozwiera szeroko oczy obserwując potęgę przeciwnika, ale kiedy atak zaczyna kierować się w jego stronę, Shun postanawia się bronić. "Niebiański Łańcuchu, Chroń mnie!" - woła otaczając się potężną tarczą ze swoich łańcuchów. Mime przestaje się uśmiechać i z uporem atakuje. Oznajmia, że Shun nie wytrzyma długo, że wkrótce jego tarcza zostanie skruszona. I ma rację. Po chwili przestraszony szybkością Mime Shun ląduje na jednym z murków rozkruszając go doszczętnie. Mime podchodzi do niego. Mówi, że wszyscy są skazani na wieczną walkę i jedynym dla nich ukojeniem jest śmierć. "Dlaczego walczysz? Odpowiedz, Rycerzu Andromedy!" - prosi Mime stając nad klęczącym Shunem. Mimo, że Andromeda nie odpowiada, Mime wie, co myśli (nie ma to jak umiejętność czytania w ludzkich myślach...). "Łudzisz się, że świat będzie kiedyś lepszy?" - oznajmia po chwili bardziej twierdząco, niż pytająco. Shun z zaskoczeniem patrzy w błyszczące mocą oczy Mime. "Jeszcze nigdy nie spotkałem nikogo, kto tak bezbłędnie czytałby w moich myślach!" - zastanawia się. "Nigdy, powiadasz?" - odrzeka mu Mime. Każda myśl Andromedy jest natychmiastowo przechwytywana przez jego umysł! Mime pyta się Shuna, co daje mu ciągła walka. Jedynie następną walkę... Przecież walki w Sanktuarium niedawno się zakończyły, a oni znów muszą walczyć. Tyle krwi zostało przelanej dla pokoju, który trwał tak krótko... Zginęło tyle wspaniałych wojowników, jak Shura, Camus czy Aphrodyte, a to tylko dlatego, że uwierzyli w kłamstwa fałszywego Papieża... Andromeda myśli nad tym, że od małego dziecka był zmuszany do robienia rzeczy, których robić nie chciał. Szlachetny cel jego misji nie usprawiedliwia tych wszystkich zabójstw, których Shun się dopuścił. Jego ręce splamione są na zawsze krwią... "Jestem mordercą!" - myśli z przerażeniem Shun spoglądając na swoje dłonie. Mime nie uśmiecha się nawet widząc, jakie efekty wywołała jego perswazja. Widzi, że dla Shuna wizja tylu zabójstw jest okropna, że Shun nie nadaje się na wojownika... Tymczasem Andromeda klęczy myśląc o wszystkich swoich przewinieniach popełnionych za pomocą Materii Andromedy, a z jego oczu płyną łzy... Już sam nie wie, kto ma rację... Błaga o pomoc Atenę, Seiya i pozostałych przyjaciół, błaga ich, aby powiedzieli mu, czemu walczą... Wtem słyszy tak dobrze mu znany głos... To zjawa Ikkiego! "Na twoje pytanie nie ma odpowiedzi." - oznajmia Ikki. Shun słysząc głos brata, któremu zawsze ufał, podnosi głowę na zjawę. Ikki oznajmia, że walczą dla swojej przyszłości, nawet jeżeli czasem w nią wątpią, walczą za swój los i przeznaczenie. Nie mają innej drogi, jeżeli nie będą wierzyć w swoją przyszłość, to wszystko zaprzepaszczą. Shun słucha słów starszego brata ze zdumieniem. Czuje, że Ikki ma rację. Postanawia wstać i walczyć dalej, dla przyjaciół, dla brata i dla Ateny. Mime spogląda z zaskoczeniem na wojownika, z którym przyszło mu walczyć. Ale nie ma odwrotu. Shun jest gotów odstąpić od swoich najświętszych zasad i nawet zabić Mime, jeżeli przyjdzie ku temu potrzeba. Obaj wojownicy stają w pozach bojowych naprzeciwko siebie, na tle symboli swoich konstelacji... Prawdziwa walka pomiędzy nimi dopiero się zaczyna...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk