Epizod 82
Una tragica fine
(Tragiczny koniec)
Freya nadal biegnie wśród lodowych skał, z jednym pragnieniem wypisanym na twarzy: "Żebym tylko zdążyła!". Wtem poślizguje się o oblodzoną skałkę i upada na ziemię. Bierze głęboki oddech i spogląda przed siebie. Jeszcze tylko kawałek...
***
Tymczasem Hyoga i Hagen nadal walczą. Szala zwycięstwa gwałtownie przechyla się na stronę Wojownika Bety, który doskonale znosi wredną temperaturkę, w jakiej przyszło im walczyć. Hyoga kompletnie tego nie rozumie, przecież obaj wychowali się w krainie wiecznych lodów. Dlaczego więc Hagenowi udaje się przezwyciężyć ten ukrop, a mu nie? Nie ma jednak czasu na rozmyślania, wojownik gwiazdy Merak atakuje lawą, której jest wokoło w bród. Cygnus z przerażeniem patrzy na nacierającą nawałnicę, aż w pewnej chwili zbiera się w garść i atakuje "Spełnieniem Poranka!". Mimo drobnych oparzeń uchodzi z życiem, ale tylko dzięki temu, że jego atak stworzył jakby lodową pokrywę, po której spływała lawa nie mogąc jej roztopić. Po chwili Wojownik Bety powstrzymuje strumienie. Proponuje Hyodze, że gdyby Cygnus przysiągł wierność Hildzie, to oszczędziłby mu życie. "Nigdy, słyszysz?! Nigdy!" - woła Hyoga. Po chwili jednak zadaje pytanie, nad którym poprzednio się zastanawiał (chodzi o możliwość wytrzymania w takiej piekielnej temperaturze, w jakiej przyszło walczyć dwójce wojowników). Hagen uśmiecha się dziwnie. Mówi, że tutaj właśnie trenował i otrzymał zbroję, dzięki której mógłby znosić takie temperatury. Nie mówi jednak, że treningi, dzięki którym zdobył Materię Bety, były tak wyczerpujące...
***
Mały Hagen trenuje w piekielnej grocie. Nie ma na sobie zbroi (jest jeszcze za młody, aby ją otrzymać), po jego czole spływają grube krople potu. Ale mimo tego cały czas usiłuje zamrozić choć kawałek lawy. Atakuje, wyczerpuje swoje siły, ale nie przestaje... W pewnej chwili wykończony gorącem pada na skałę zemdlony...
***
Hagen w parę lat później. Nadal ciężko trenuje dzień i noc, przecież przyrzekł Freyi, że będzie ją bronił, a by to uczynić, musi być wyjątkowo potężny. Wtem zbiera cały swój kosmos uzyskany podczas morderczych treningów i z determinacją, wiedząc, że od tego zależy powodzenie jego całych treningów, atakuje lodowym podmuchem. Jakaż wielka jest jego radość, kiedy dostrzega, że z pół metra kwadratowego lawy zamienia się w lód! "Udało się, wreszcie się udało!" - woła ucieszony niezwykłym osiągnięciem. Wtem z lawy wypływa Materia Meraka i emanując białawym światłem otacza ciało swojego nowego właściciela. Hagen wreszcie osiągnął swój cel, stał się najsilniejszym człowiekiem w królestwie i zdobył legendarną Materię Meraka zwaną także Materią Bety...
***
Hagen uśmiecha się mimowolnie na wspomnienie swojej radości, ale po chwili przypomina sobie, z jakich przyczyn się tu znajduje i powraca do walki. Tymczasem niemożliwe do wytrzymania gorąco dobija biednego Patrona Cygnusa. Hyoga z zaciśniętymi zębami spogląda, jak całe jego ciało spływa grubymi, dużymi strugami potu. "Czuję, jak uchodzi ze mnie życie..." - myśli. Coraz bardziej brakuje mu sił, czuje, jak jego potęga ciągle się wyczerpuje. Gdyby nie Materia Łabędzia, która w 35% chroni go przed zabójczym gorącem, byłby już martwy... Ale i tak Materia Hyogi nie jest w stanie zniwelować wszystkich skutków gorąca panującego w grocie. Powoli Hyodze zaczyna się mącić wzrok, widzi podwojoną sylwetkę Hagena... Zwęża oczy chcąc uzyskać dokładniejszy obraz przeciwnika, który wyraźnie przymierza się do ataku za pomocą "Furii Wulkanu!". Hagen rzeczywiście ma zamiar zaatakować wspomianym atakiem, wie, że Hyoga już ledwo trzyma się na nogach i zabicie Patrona Łabędzia nie przedstawia dla niego większych trudności. Atakuje... Cygnus z początku zasłania głowę rękoma usiłując choć trochę zmniejszyć rany, które niewątpliwie go czekają, ale nie wytrzymuje długo. Potoki lawy parzą go dotkliwie i odpychają prawie pod samo sklepienie groty. Hyoga trafia plecami w skałę i z cichym jękiem ląduje na ziemi. Hagen uśmiecha się. Teraz to już koniec... Wojownik Beta ma nadzieję, że teraz razem z Freyą rzucą ciało przeciwnika do stóp Hildy, Hilda wybaczy Freyi zdradę i wszystko skończy się dobrze. Gdyby wiedział, jak płonne są jego nadzieje, gdyby uwierzył Hyodze...
***
Zamek Asgardu, jedna z komnat. Hilda stoi przy klatce z jakimś ptaszkiem łaskocząc go delikatnie. Za Hildą klęczy Siegfried czekając na polecenia swojej pani. Wtem do komnaty wchodzi Shido i klęka obok Siegfrieda. Szeptem oznajmia wojownikowi, że Fenrir nie żyje. Siegfried jest niemile zaskoczony, ale zarazem pełny podziwu dla Wojowników Ateny. Przecież zabili już Tora, teraz Fenrira - kto będzie następny? "Siły są wyrównane. Trudno przewidzieć, kto wygra tą walkę." - cicho oznajmia Shido po chwili milczenia. Siegfried przytakuje głową. Rozmowę mogą uważać za zakończoną, ich uwaga kieruje się na Polaris. Hilda nadal głaska palcem ptaszka, który wyrywa się i z przerażeniem trzepoce skrzydłami. "Głupi ptaku, czego się boisz! Tak długo, jak jesteś przy mnie, nic ci nie grozi!" - oznajmia wojowniczka wyjmując ptaszka z klatki. "Wstrętny tchórzu." - dodaje głaskając delikatnie ptaszka dłonią. Wtem jednak ptak się wyrywa i wylatuje przez okno komnaty. Przez chwilę przykro zaskoczona Hilda stoi oniemiała, wtem jednak podnosi prawą rękę do góry. Na tej dłoni błyszczy bowiem Pierścień Nibelungów... Hilda kieruje z pierścienia smugę białego światła, która jak laser dogania ptaszka i razi go śmietelnie... Biedny ptak pada martwy na kamienie... Hilda wiedząc, że w sali znajdują się oprócz niej także Shido i Siegfried, kieruje swe oblicze w ich stronę. Opuszcza rękę i oznajmia, że taki sam los spotka każdego, kto od niej odejdzie. "Nawet moją siostrę." - dodaje bezlitośnie. Siegfried i Shido z zaskoczeniem spoglądają po sobie.
***
Freya wstanąwszy po niefortunnym upadku biegnie dalej. Wtem dostrzega wejście do jaskini prowadzącej do serca wulkanu i przystaje dla nabrania tchu. "Żebym tylko zdążyła..." - szepcze te słowa jak modlitwę. Przypomina jej się pewna scenka z dzieciństwa...
***
Sześcioletni Hagen i Freya zjeżdżają na sankach po wzgórku w pobliżu zamku. Obaj są roześmiani, chociaż policzki mają zaczerwienione z powodu wiecznych mrozów, które tu panują. Po chwili Freya trafiona śnieżną kulą przez Hagena schyla się i nabierając w dłonie śniegu formuje kulę. Zaskoczony Hagen dostaje kulką w twarz, z początku jest zaskoczony, ale później zaczyna się śmiać razem ze swoją przyjaciółką...
***
Freya przymyka leciutko oczy, pamięta to wydarzenie tak dobrze, jakby to było dzisiaj. Jak cudownie spędzało się czas z Hagenem... Po chwili wytchnienia zaczyna pędzić w stronę jaskini...
***
Kiki jako jedyny został już przy Atenie. Z niepokojem widzi, jak energia Saori zaczyna maleć, jak skały lodowe roztapiają się... Wtem do chłopca dobiega telepatycznie przerażony głos Freyi: "Hyoga jest w niebezpieczeństwie!". Głos ten przechwytuje także Atena. Nie zmieniając wyrazu twarzy i nie otwierając oczu zaczyna się telepatycznie porozumiewać z towarzyszem. "Wiesz, co masz robić, Kiki." - oznajmia. Kiki przechwyciwszy sygnał przytakuje głową, a po chwili znika. Atena zostaje sama, sama błagając swym kosmosem Odina, aby powstrzymał katastrofę...
***
Hyoga leży na ziemi jak nieżywy, z jego skroni spadł diadem. Hagen nachyla się nad ciałem przeciwnika i podnosi ów diadem obracając go w palcach. Chce zabrać go jako dowód na to, że pokonał Patrona Łabędzia. Uśmiecha się i wkładając diadem pod pachę odchodzi. Wtem jednak zatrzymuje się zaskoczony. Słyszy znajomy szept: "Ten ukrop...". No tak, to Hyoga. Patron Cygnusa powoli, ale konsekwentnie wstaje. Hagen patrzy na to kompletnie zaskoczony. "Skąd on bierze siły?" - myśli z niejasnym niepokojem i podziwem dla tego odważnego wojownika. W końcu Hyoga przeżył dwa razy "Furię Wulkanu!", a w dodatku jeszcze potrafi zebrać siły, aby zaatakować. "Trudno, będę musiał cię dobić!" - woła Hagen wyskakując w powietrze. W locie formuje kulę z lawy i atakuje nią Hyogę. Cygnus nawet nie próbuje się bronić, ale wykrzykuje: "Posmakuj Spełnienia Poranka!". Atak Hyogi spada prosto pod nogi Hagena, który błyskawicznie odskakuje. Skała, na której stał Hyoga zamienia się w lód. Jest to wynik działania zera absolutnego, a to znaczy, że Hyoga ponownie odkrył w sobie siódmy zmysł. Hagen z przestrachem spogląda na zamarzniętą skałę. Wie, że gdyby nie uskoczył w porę, to on stałby się lodowym posążkiem! Pełen podziwu dla siły przeciwnika Hagen atakuje po raz trzeci "Furią Wulkanu!". Tym razem Hyoga traci przytomność. Hagen chwyta w ramiona ciało Hyogi i unosi je do góry, chcąc wrzucić przeciwnika w fale lawy. Wtem jednak powstrzymuje go przerażony do ostateczności kobiecy głosik. Do groty wpada zziajana i zmęczona biegiem Freya. "Puść go!" - woła. Hagen wpatruje się w Freyę, jakby była ona co najmniej duchem. "Ależ księżniczko!" - protestuje. "To rozkaz!" - wykrzykuje Freya. Hagen odwraca wzrok od twarzy księżniczki i rzuca ciało Hyogi na ziemię. Freya podbiega do Hyogi i podnosi delikatnie jego głowę przywracając go na wszelkie możliwe sposoby do przytomności. "Księżniczko Flamme..." - szepcze Hyoga do Freyi odzyskując przytomność. Hagen przymyka oczy, nie chce patrzyć na tych dwojga. Coś w głębi duszy szarpie go ukrytym cierpieniem, które staje się nie do zniesienia. Próbuje tłumaczyć przyjaciółce, że Hyoga ją okłamywał, że Freya zawsze może wrócić do Hildy, która przyjmie ją z otwartymi ramionami. Ale Freya jest niemal pewna swoich racji i z determinacją, w milczeniu spogląda w twarz Hagena. "Odsuń się, muszę go ukarać!" - Wojownik Bety oznajmia wtedy dziewczynie. Ale Freya gwałtownie zaprzecza i staje przed chwiejącym się na nogach Hyogą. Oznajmia, że Hagen będzie musiał przejść do Cygnusa po jej trupie. Hagen jeszcze raz rozkazuje księżniczce odsunąć się, ale kiedy ta kolejny raz odmawia posłuszeństwa, Wojownik Beta atakuje. "Jeszcze nigdy nie nienawidziłem kogoś, jak ciebie, rycerzu!" - woła w uniesieniu. Hyoga zebrawszy nieco sił chwyta Freyę w pasie i osłaniając ją własnym ciałem ląduje na pobliskich skałach. Freya nie wychodzi spod ciosu bez szwanku, z bólu popada w omdlenie. Hyoga po chwili wstaje z ziemi i kieruje zacięte spojrzenie na Hagena. Pod wpływem tego spojrzenia Hagen trochę traci ze swojej pewności siebie. "Ośmieliłeś się podnieść rękę na niewinną istotę, aby tylko dopiąć swego!" - oznajmia powoli przez zaciśnięte zęby Hyoga. "Spełniłem swoją powinność!" - wzrusza ramionami Hagen. Ale wściekłość Hyogi narasta. Jego wrodzone poczucie sprawiedliwości gwałtownie buntuje się przeciwko takiemu zachowaniu, przeciwko takiej rządzy wygranej, przeciwko rządzy wygranej za taką cenę! Powoli jego kosmos zaczyna wzrastać do maksimum i Hyoga inicjuje "Spełnienie Poranka!", ale o ileż potężniejsze! Freya powoli zaczyna odzyskiwać przytomność, ale jest już za późno... Atak Hyogi dosięga Hagena gasząc tlącą dotąd mocnym płomieniem iskierkę jego życia... Wtedy na skale pod sklepieniem pojawia się Kiki. Chłopiec obejmując wzrokiem miejsce akcji powoli zaczyna rozumieć, że przybył za późno. Hyoga czując kosmos nowo przybyłego odwraca głowę, ale widząc, że to tylko Kiki, ponownie wbija tępy wzrok w ziemię. Tymczasem Freya, obolała i wyczerpana, zaczyna czołgać się ku nieruchomemu Hagenowi. Powoli, z narastającym niepokojem, chwyta jego dłoń. "Powiedz coś, proszę cię!" - błaga cichym głosem. Kiedy po chwili wyczekiwania nie uzyskuje odpowiedzi, jej oczy rozszerzają się w niemym bólu i napełniają się łzami... Freya opuszcza głowę i nadal trzymając dłoń Hagena w swojej rączce zaczyna łkać, pragnąc wypłakać ten cały żal i cierpienie po stracie przyjaciela... Hyoga patrzy na tą scenę z okropnym żalem ściskającym mu serce. Wie, że nie tylko on obserwuje tą tragiczną scenę. "Kiki, jeszcze nigdy zwycięstwo nie miało tak gorzkiego smaku..." - oznajmia cicho...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk