|
Epizod 80
Duplice vittoria
(Podwójne zwycięstwo)
Walka Fenrira z Shiryuu trwa w dalszym ciągu. Shiryuu atakuje "Gniewem
Smoka", zaś Fenrir odpowiada mu "Wyciem Wilków". Pojedynek na energię nie
trwa długo i kończy się bez efektu, nie przynosi korzyści ani jednej stronie,
ani drugiej. Ale w Shiryuu budzi się wściekłość. Ma już niewiele czasu
do zachodu słońca, Atena jest w potrzebie. No i w dodatku wszyscy Brązowi
Patroni są sierotami, Shiryuu nigdy nie narzekał na to, że spotkał go takowy
los, nigdy nie ubolewał nad swoim przeznaczeniem i zaczął cenić wartość
taką jak przyjaźń chcąc ukoić żal i gorycz po stracie rodziców. "Ale do
tego trzeba mieć silną wolę." - oznajmia wzburzony. Fenrir zaś takiej silnej
woli nie ma, zwątpił w ludzi, zwątpił w przyjaźń i uczucia panujące pomiędzy
wojownikami... Zaczął wierzyć tylko swoim wilkom, które mu pomogły w dzieciństwie
i na pewno były do niego bardzo przywiązane, ale czy to jest to samo, co
przyjaźń międzyludzka? Shiryuu uznaje, że skoro Fenrir nie potrafi wydobyć
się z pustki psychicznej, to nie ma go co oszczędzać. Zawiódł się na Świętych
Wojownikach, myślał, że ich wiara i nadzieja w lepszą przyszłość jest potężniejsza.
To wszystko, zebrane w ciele Shiryuu, tworzy wybuchową mieszankę i kosmos
Shiryuu połączywszy się z kosmosem czuwającej nad wojownikami Ateny, uwalnia
swoją niezwykłą energię... Fenrir jest przestraszony, kosmos jego przeciwnika
jest już niesamowicie silny i jego moc ciągle wzrasta! Ale on nie zamierza
się poddać i obiecuje walczyć aż do końca w imieniu swoich ideałów. Jest
zadufany w sobie i zaślepiony goryczą, atakuje "Stepowymi Wilkami". Jednak
kosmos Shiryuu jest znacznie silniejszy i to sprawia, że Fenrir zostaje
odrzucony na lodowe skały... Przerażone tym wilki podbiegają do swojego
pana i zaczynają się do niego tulić, Fenrir nie porusza się... Shiryuu
jednak nie ma wyrzutów sumienia z powodu swojego czynu, uważa, że czyn
ten nie był pozbawiony podstaw. Jego zasady, sobyte podczas treningów z
Rochim, głęboko buntują się przeciwko temu, aby Fenrir, jako wróg ludzkości,
zwyciężył... Wtem na lodowej pokrywie coś się rusza... Fenrir jeszcze żyje!
Podnosząc się tak, jakby nie doznał żadnego uszczerbku, gładzi po głowie
szarego wilka szepcząc mu czule, że nie jest tak łatwo pokonać gwiazdę
Alioth, patronkę Fenrira... Shiryuu staje w pozycji bojowej, walka bynajmniej
się jeszcze nie zakończyła...
***
W tym samym czasie Atena z ogromnym wysiłkiem usiłuje powstrzymywać roztapianie
się wielkich lodowców. Nic nie mówi, nie skarży się, ale po zachwianiach
jej kosmosu widać, że ciężko jest bogini utrzymać odpowiednią temperaturę.
Zmagania Saori Kiddo z żywiołem obserują Kiki i Freya. Widząc kolejne zachwianie
się kosmosu Ateny, reagują przerażeniem. Widzą, jak lód pod stopami Ateny
roztapia się, jak wielkie lodowe bryły toną w morzu. Ale po chwili kosmiczna
energia Saori znowu wzrasta do normalnego poziomu i dwaj obserwatorzy śledzący
z zapartym tchem oddychają z ulgą. Atena wytrzymała i tą próbę. Ale na
jak długo?...
***
Hyoga powoli, ostrożnie, z rozmysłem, spaceruje po lodowej pustyni. Ma
dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje... Zatrzymuje się i gwałtownie obróciwszy
się spogląda za siebie. Zza lodowej skały wylatuje łabędź strząsając trochę
śniegu w dół. Hyoga uśmiecha się. A więc to łabędzia wziął za przeciwnika!
Pojawienie się tego ptaka Hyoga uważa za dobry znak, wszak łabędź jest
symbolem jego Materii, a więc zarazem się nim opiekuje. Uspokojony wyjaśnieniem
sytuacji rusza naprzód. Ale nie uchodzi pół kroku, kiedy z nieba spada
jak błyskawica Święty Wojownik. Hyoga z przestrachem unika pierwszego ciosu
i staje twarz w twarz, oko w oko z Hagenem. Hagen oczywiście przedstawia
się, chwaląc się swoim chlubnym (?!?) przydomkiem "Szalonego Konia" (Materia
Hagena przedstawia rzeczywiście konia). No i rozpoczyna się walka. Hagen
ostrzega Cygnusa, że ów nie ma żadnych szans, że Merak zwyciężał wszystkie
bitwy nie ponosząc przy tym uszczerbku. Ale Hyoga nie daje się zastraszyć,
nie pierwszy raz spotyka się z takimi bałwochwalczymi przemówieniami. Oznajmia,
że skoro nikomu nie udało się pokonać jeszcze gwiazdy Merak, to Hyoga będzie
tym pierwszym, że to dla niego wielki zaszczyt. Hagen uśmiecha się mrużąc
stalowe oczy. Ma świadomość swojej potęgi i nie przecenia jej tak, jak
czynił to Fenrir. W jego oczach błyszczy zemsta. Hyoga cofa się odruchowo.
Widzi, że Hagen nie zaatakował Hyogi tylko i wyłącznie z rozkazu Hildy,
że pod atakiem Świętego Wojownika ukryty jest głębszy podtekst. Ale Patron
Cygnusa nie ma zielonego pojęcia, co to za podtekst. Walka właśnie się
rozpoczyna. Hagen atakuje swoim kosmosem powodując, że wokół Hyogi wybuchają
olbrzymie masy czerwonego światła. Cygnus ma coraz gorsze przeczucia. Widzi,
że Hagen nie przeceniał swoich mocy, że może naprawdę jest tak potężny,
że Hyoga nie będzie miał szans w walce z nim. Ale Wojownik Ateny traci
nadzieję tylko na chwilę, jego misja jest głęboko zakorzeniona w głębi
duszy. Atena, trzeba chronić Atenę, nieważne, za jaką cenę...
***
Tymczasem Shiryuu i Fenrir kontynuują swój pojedynek. Dragon znów przywołuje
swój niezwykły kosmos, który wzrasta z każdą sekundą, powoli przekraczając
moce Srebrnych Patronów... Siódmy zmysł... Shiryuu otwiera zakrwawione
oczy, widzi wstającego Fenrira tylko w odcieniach czerwieni. Fenrir radzi
przeciwnikowi, aby nie otwierał zniszczonych atakiem oczu, żeby się nie
męczył... Nie ma co oglądać okrucieństw tego świata wywołanych przez ludzi...
Ale Shiryuu nie słucha przeciwnika i z determinacją zwiększa swój kosmos.
Rozpoczyna się prawdziwa lodowa burza, kosmos Dragona emanuuje na parę
dobrych kilometrów. Ta energia ciągle wzrasta, aż osiąga punkt kulminacyjny.
Wściekłość pomieszana z nienawiścią i pobłażaniem rodzą moc, której nawet
tak potężny Fenrir oprzeć się nie może... Atak następuje w sposób gwałtowny,
ruinując na początku lodowe skały, rozpuszczając je na wodę... Shiryuu
nawet nie myśli, czym teraz może się skończyć taki atak, że powódź z odłamków
lodu może zabić ich obu... Myśli tylko o swoim najwyższym ideale i misji...
Powoli idzie w kierunku oniemiałego Fenrira, kiedy drogę zagradzają mu
wilki. Dzielne zwierzęta zachowały jeszcze przytomność i teraz są gotowe
walczyć z Shiryuu, aby ocalić swojego pana. Dragon poczyna emitować jeszcze
potężniejszą moc, pod której wpływem wilki odsuwają się z przestrachem.
Kroczy powoli ku Fenrirowi. Następuje wybuch jego kosmosu, moc Patrona
Smoka eksploduje niszcząc wszystkie skały dookoła, powodując powstanie
jeszcze potężniejszej powodzi. Gniew Shiryuu jest straszny... Fenrir czuje,
że koniec jest bliski. Jest zdziwiony, że Shiryuu jest gotów poświęcić
własne życie dla misji... Po chwili powódź pochłania wszelkie życie znajdujące
się na obszarze walki. Fenrir wiedząc, że lody i fale wody kierują się
tylko na niego i Shiryuu, rozkazuje swoim wilkom uciekać, nie chce, aby
jego jedyni przyjaciele zginęli... Wilki posłusznie, ale oglądając się
za siebie ratują życie wspinając się na skały. Shiryuu powoli wyswabadza
się z powodzi, ale dla Fenrira to już koniec... Po chwili wściekły żywioł
gwałtownie cichnie i zapanowuje spokój. Wilki z przestrachem wymalowanym
na pyskach rzucają się w stronę miejsca, gdzie powstał największy kopczyk
śnieżnej lawiny. Zaczynają wspólnymi siłami kopać, kopać aż do chwili,
kiedy ich łapy pokrywają się krwią... Ale i wówczas nie przestają i skowycząc
wyciągają spod śniegu zimne ciało Fenrira. Zaczynają go lizać po twarzy,
z nadzieją na to, że ich przyjaciel i pan jeszcze żyje... Shiryuu spogląda
na tą scenę ze swego rodzaju wzruszeniem. Wie doskonale, że iskierka życia
Fenrira już zgasła. Ochłonął z pierwszego gniewu i zaczyna się zastanawiać
nad śmiercią wojownika. W pewnej chwili z jego duszy wytryskuje ciche życzenie,
aby w innym świecie Fenrir nie zaznał tyle goryczy, żeby mógł się przez
długie lata cieszyć wraz z rodzicami, i żeby nigdy, przenigdy nie zginął
znowu taką śmiercią... Tymczasem wilki rozumiejąc, że ich zmagania idą
na marne, że zimna dłoń Wojownika Epsilonu nigdy już nie pogładzi ich po
łbach, przestają lizać swojego pana. Jeden z nich podchodzi na skraj przepaści
i po chwili rozlega się z początku pojedyncze, zaś później zbiorowe, żałobne,
pełne żalu wycie... Wycie wilków... Osłabiony Shiryuu dostrzega błyszczący
szafir leżący na śniegu. Zachowując resztki sił, na chwiejących się nogach
podchodzi do tamtego miejsca i podnosi kamyczek. Mimo bólu, jaki czuje
na całym ciele wskutek ran zadanych mu przez Fenrira, cieszy się, a zarazem
niepokoi. Wie, że ów szafir musi być dostarczony Seiyowi przed zachodem
słońca... A przecież Patron Smoka jest tak osłabiony frechowną walką, że
marzy wprost o legnięciu na ziemi, nawet wśród tych śniegów. Kto więc będzie
w stanie dostarczyć szafir Pegasusowi? Po chwili zakrwawiony wojownik,
nadal trzymając Szafir Epsilonu w ręce, zaatakowany przez rozwścieczone
wilki pada na ziemię z wyczerpania...
***
Na zasnutym chmurami niebie, wśród gwiazd konstelacji Ursa Major, gaśnie
kolejna gwiazda, gwiazda Alioth. Przed niecałą godziną zgasła tam także
gwiazda Phecda...
***
Shun odzyskuje siły po wpadnięciu do przepaści. Za pomocą Mgławicowych
Łańcuchów wydostaje się z pułapki i wyskakuje na skały. Wyczuwa gasnący
kosmos Shiryuu i otwiera z przerażeniem oczy. Nie, to nie może być prawda,
Shiryuu nigdy nie zginąłby... A w dodatku Shun ma dziwne przeczucie, że
Shiryuu zginął z ręki przeciwnika, co przecież jest niemal niemożliwe...
A więc co się stało z Dragonem? Nie tylko Shun ma takie przeczucia, pędzący
przez lodowe pustynie Seiya także niepokoi się czując gasnący blask konstelacji
Draco (Dragona)...
***
O całym wydarzeniu nie ma oczywiście zielonego pojęcia Hyoga-san, który
ma głowę zajętą całkowicie odmiennymi sprawami. Jest zaskoczony emanuującym
tak potężnie kosmosem Hagena i niepokoi go ta energia. Postanawia zaatakować
i wprowadza zamysł w czyn. Prawie natychmiast inicjuje "Diamentowy Pył!"
i z uśmiechem zwycięstwa spogląda na to, jak jego najpotężniejszy atak
zamraża Hagena. Mina rzednie mu natomiast w chwili, kiedy Hagen niespodziewanie
się rozmraża. Hyoga jest zaskoczony tak niezwykłą mocą przeciwnika i głośno
wyraża swój podziw. Hagen uśmiecha się oznajmiając, że on z kolei rozczarował
się na Hyodze. Myślał bowiem, że Cygnusa stać na potężniejszy atak. Hyoga
jest niemile dotknięty w swej dumie wojownika i daje się złapać na przynętę
Hagena. "Mogę zaatakować raz jeszcze, jeżeli sprawi ci to przyjemność!"
- oznajmia inicjując ponownie "Diamentowy Pył". Ale tym razem Hagen jest
już uprzedzony i wie, jak wygląda podstawowy atak Cygnusa. Zatrzymuje więc
jedną dłonią moc Cygnusa, a drugą - wypuszcza swój kosmos na przeciwnika.
Hyoga nawet nie próbuje się bronić metodą Meraka, uskakuje tylko przestraszony.
Nie rozumie, czemu w oczach Hagena błyszczy tak potężny płomień zemsty...
Ale Merak, jakby czytając w myślach swego przeciwnika, wyjaśnia mu z goryczą
powód chęci zemszczenia się na Hyodze. A mianowicie chodzi o Freyę. Zakochany
w młodszej siostrze Hildy Hagen przeżywa ogromną rozterkę widząc ucieczkę
Freyi i oczywiście oskarża Hyogę, który pomógł dziewczynie w ucieczce.
Cygnus protestuje gwałtownie. Mówi, że Freya uciekła dobrowolnie widząc
zło wyrządzane przez siostrę (co jest najzupełniej zgodne z prawdą). Kłótnia
nie trwa zresztą długo, gdyż obaj wojownicy cierpią na brak czasu. Zaczyna
się działanie. Hyoga nie widząc sposobu na pokonanie Hagena "Diamentowym
Pyłem" postanawia zastosować zgoła odmienną taktykę. Przypomina mu się
bowiem ostatnia lekcja udzielona mu przez Camusa, którą Złoty Patron Wodnika
przypłacił życiem. Chodzi oczywiście o zero bezwględne. Hyoga nie dzieli
się swoimi rozmyślaniami z przeciwnikiem, wie, że jeżeli uda mu się osiągnąć
zero bezwzględne, to Merak odniesie ciężkie rany, o ile w ogóle nie zginie...
Tak więc Cygnus w milczeniu wzmaga swój kosmos. Hagen z zaskoczeniem obserwuje,
jak energia Hyogi wzrasta i wzrasta, zaczyna go to niepokoić. Zdeterminowana
mina przeciwnika, oczy pełne wiary spoglądające w obojętne oczy Hagena...
Po chwili wspomnień Cygnus inicjuje swojego asa w rękawie: "Spełnienie
Poranka!"... W tym czasie Hagen, co prawda zaskoczony poczynaniami przeciwnika,
nie daje się wyprowadzić z koncentracji i zachowując zimną krew atakuje.
Kosmosy obu wojowników spotykają się ze sobą w śmiertelnych atakach, nad
Hagenem i Hyogą pojawiają się na krwistym tle wizje ich galaktycznych patronów
wśród gwiazd i konstelacji: Konia (Alioth) i Łabędzia (Cygnusa)...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|