Epizod 78
Verso Asgard
(Ku Asgardowi)
Lody okalające królestwo Asgard wciąż topnieją... a Atena wciąż, ze świętym niemal spokojem, usiłuje owo topnienie powstrzymać. Energia bogini wciąż emanuje niezwykle silnym blaskiem - jednakże wszystkim zamieszanym w sprawę Pierścienia Nibelungów wiadomo, że ten akt odwagi nie potrwa długo... Kiki spogląda ukosem na Freyę, martwi się o nią. W końcu po Freyę mogą znowu przyjść żołnierze, może zostać złapana, może nawet zabita... Chłopiec sugeruje, aby Freya na czas walk udała się gdzieś daleko, w miejsce bezpieczniejsze, niż to, w którym obecnie się znajduje. Kiki niewątpliwie intencje ma dobre, jednakże... owe intencje spotykają się z gorliwym sprzeciwem. Biedna Freya wciąż sobie wyrzuca, że to przez jej własną siostrę tragedia wisi na włosku... i coś niewidzialnego (wyrzuty sumienia?) nie pozwala jej na odejście z miejsca, w którym dzielna bogini Atena i jej wojownicy usiłują za wszelką cenę powstrzymać nieuniknioną niemal katastrofę. Tymczasem Atena postanawia się porozumieć ze zdeterminowanym Kiki'm za pomocą telepatii. "Wiesz, co masz robić." - telepatycznie oznajmia dziewczyna. Pod tym krótkim, zdawkowym zdaniem kryje się "rozkaz" - Kiki ma dopilnować, aby ani jeden włos nie spadł z głowy Freyi, a najlepiej by było, gdyby rzeczywiście zaprowadził ją w bezpieczne miejsce. Kiki, spotkawszy się z aprobatą Ateny, wykazuje niemałą uciechę, co z kolei wywołuje zaskoczenie u Freyi, która pojęcia nie ma, że Kiki i Atena przed chwilą przeprowadzili między sobą rozmowę za pomocą tak pożytecznej umiejętności, jak telepatia. ^-^ I wtedy nagle młodej księżniczce udaje się zrozumieć, że jeżeli nie zacznie się wykłócać, nigdy nie uda jej się zostać u boku Ateny... Freya wytacza swoje argumenty - mówi, że nie posiada żadnej mocy, jest zwykłym człowiekiem, nie może pomóc wojownikom, którzy walczą z jej własną siostrą... jedyne, co Freya może uczynić, to duchowo wspomagać Atenę swoją obecnością. Dziewczyna, mając świadomość, że jest właściwie ciężarem, że jest bezużyteczna... mając tę świadomość, chce chociaż być przy Atenie w tak trudnych chwilach. Freya błaga Saori, aby bogini pozwoliła jej tu zostać... no i zarówno Kiki, jak i Atena, kapitulują. Atena oznajmia jeszcze tylko z lekkim, niemal niewidocznym uśmiechem, że Kiki ma się Freyą opiekować - Atena, nawet w tak trudnej chwili, może się uśmiechnąć... jednakże tylko dlatego, że wie, iż może swoim towarzyszom zaufać...
***
O tym, czy przekonania Saori są słuszne, możemy się przekonać już po chwili. Seiya niewątpliwie nie wybrał szczególnie łatwą trasę - ale nie ma już czasu, aby się cofać. Teraz właśnie widzimy Pegasusa, jak kurczowo trzyma się skał, idąc ostrożnie nad przepaścią...
***
Z gałęzi jednego z drzew w gęstym lasku iglastym opada puchowa czapeczka ze śniegu. Najwyraźniej owa czapeczka została przez kogoś potrącona - i rzeczywiście, została ona potrącona - przez Hyogę. Patron Łabędzia ze średnio dziarską miną przedziera się naprzód.
***
Cichy, wymarły las. Sterczące sztywno kikuty drzew. To właśnie tędy prowadzi droga kolejnego Brązowego Patrona - Patrona Andromedy.
***
No i przyszła kolej na ostatniego Wojownika Ateny, jaki obecnie przebywa w Asgardzie - przed nami Dragon Shiryuu. Patrona Smoka spotykamy w momencie, kiedy Shiryuu idzie powoli wśród lodowych skał, nurtowany przez nieszczególnie miłe wrażenie kręcenia się w kółko. W pewnym momencie Dragon zatrzymuje się, badawczo spoglądając wokół siebie. Którędy rzeczywiście powinna prowadzić jego droga? No i JAK znaleźć drogę wśród takich śniegów? Po chwili do problemu związanego z poszukiwaniem właściwej trasy dołącza się problem związany z lawiną - otóż właśnie z jednego z wyższych wzniesień zaczyna się gwałtownie staczać bezkształtna masa śniegu. Na szczęście Shiryuu poszczycić się może całkiem niebanalnym refleksem - i to tylko dzięki temu refleksowi chłopakowi udaje się umknąć przed żywiołem w porę, po prostu Shiryuu na czas wskoczył na jedną z wyższych skał. Po chwili wszystko cichnie, do ośnieżonej doliny ponownie powraca spokój... Shiryuu chwileczkę odpoczywa - jest szczęśliwy, że udało mu się ujść z życiem. Wtedy to na niebie zauważa wizję Shury... Patron Smoka uśmiecha się tkliwie - pamięta, och jak dobrze pamięta tę twarz... Shura - Patron, który z największą dokładnością strzegł uwielbianą przez niego Atenę... Shiryuu mimowolnie przypomina sobie swoją walkę w Świątyni Koziorożca...
***
Właśnie został zainicjowany "Najgroźniejszy Smok", a ciała Shiryuu i Shury uleciały ku kosmosowi, aby tam spotkać się ze śmiercią... Shura jest przerażony, próbuje Patronowi Smoka uświadomić, że Shiryuu popełnia błąd... przecież obaj zginą! "Po co zwyciężyć, jeśli trzeba zginąć?!" - pyta Shura. Wojownik jest pewien, że to właśnie Shiryuu zginie pierwszy, wszak Materia Smoka nie jest tak wytrzymała, jak Złota Materia Koziorożca... ale Shiryuu, pomimo zbliżającej się śmierci, w przeciwieństwie do Shury zachowuje całkowity spokój. Patron Smoka oznajmia, że jego życie należy do Ateny... i to tylko ona ma prawo decydować, co się z nim stanie. Jeśli w obronie Ateny Shiryuu jest zmuszony swe istnienie poświęcić - uczyni to - i uczyni to z dumą. Shiryuu tak desperacko, tak niezwykle mocno wierzy w Atenę, że... Shura zaczyna mieć wątpliwości. Po chwili uświadamia sobie bezmiar swoich złych uczynków - uświadamia sobie, że wówczas, przed szesnastu laty... chciał Atenę zabić. On, wierny obrońca bogini... "Ateno, wybacz mi..." - szepcze Shura. Na jego twarzy pojawia się uśmiech... Shiryuu jest zaskoczony - czyżby Shura nareszcie zrozumiał swe błędy? Wtedy to Patron Koziorożca zwraca się do Shiryuu - oznajmia, że jedyne, co teraz zarówno on, jak i Shiryuu, mogą zrobić, to z wyżyn niebios nadal czuwać nad Ateną... Shura wyrzuca sobie, że to przez niego - i tylko przez niego, niepotrzebnie zostały poświęcone dwa istnienia wojowników...
***
Shiryuu upada na ziemię - o dziwo, jego ciało odziane jest w Złotą Materię Koziorożca... Kiedy Patron Smoka już chwilę leży na ziemi, Złota Materia go opuszcza. Kompletując się, tworzy postać koziorożca i staje obok nieprzytomnego Shiryuu... Później, po odzyskaniu przytomności, Shiryuu dowiaduje się, że obok niego została znaleziona, jakby nad Patronem Smoka czuwająca, właśnie Złota Materia...
***
Wyjaśnienie tej raczej nieco zagadkowej sytuacji otrzymujemy już po chwili - w kolejnych wspomnieniach Patrona Smoka. Widzimy Shurę, bohaterskiego Shurę przekazującego właśnie swoją Złotą Materię Shiryuu... i widzimy Shiryuu, nieprzytomnego Patrona Smoka, lecącego w dół - ku rodzimej planecie. Za to Shura wciąż leci coraz wyżej, coraz bardziej przyspieszając... po chwili jego już nie odziane w Materię ciało zaczyna płonąć. Patron Koziorożca umiera wśród gwiazd...
***
Shiryuu zdaje się minione wydarzenia pamiętać doskonale - w jego umyśle wciąż pulsuje świadomość bohaterstwa Shury, który, zrozumiawszy własną winę, gotów był swoje błędy odkupić. Uratował Patronowi Smoka życie... i w ramach podziękowania Shiryuu przysięga chronić Atenę za wszelką cenę. Wtem na urwisku znajdującym się kilka-kilkanaście metrów nad Shiryuu rozlega się wycie wilków... po chwili na oblodzonym brzegu zaczyna się zbierać wataha... Shiryuu jest zaskoczony, ale tylko nieznacznie - wiedział, że prędzej czy później będzie mu dane zmierzyć się z kolejnym Świętym Wojownikiem...
***
Zamek Hildy. Jedna z głównych, zamkowych komnat. No i sama Hilda, swobodnie rozpierająca się na tronie. Na palcu władczyni połyskuje lekko Pierścień Nibelungów... Do komnaty wchodzi Siegfried i przyklęka na jedno kolano przed Hildą - wyraźnie ma zamiar coś oznajmić. Wtedy to obok niego klęka Alberich uniemożliwiając Siegfried'owi wzmiankowany powyżej zamiar, po chwili pomiędzy oboma wojownikami wywiązuje się prowadzona szeptem dyskusja. Z cichej rozmowy obojga wojowników dowiadujemy się, że Święci Wojownicy wiedzą już o porażce Tora i są ową porażką nieco zdziwieni. Rozmowę Siegfrieda i Albericha przerywa ostry głos Hildy - Patronka Polaris stwierdza, że jeśli Święci Wojownicy pojawili się w progach jej komnaty, znaczy to, że mają jej do powiedzenia coś ważnego. Siegfried wygląda na zakłopotanego - oznajmia, że to właściwie nie jest nic tak bardzo ważnego... Siegfried chciał tylko powiedzieć, że wysłał na posterunek Fenrira - Patron przywdziewający Materię Alfy jest pewien, że Fenrir nie zawiedzie. Szczerze mówiąc, to Hildzie jest raczej obojętne to, kto będzie Brązowych Patronów zabijał - Patronka Polaris chce tylko, aby Patroni przed śmiercią... cierpieli...
***
A tymczasem nasz Shiryuu z niemałym zaskoczeniem wpatruje się w stojące na brzegu urwiska wilki. Wtem rozlega się głośny, wydany przez niewidzialną chwilowo postać, gwizd - wilki wyraźnie się ożywiają, zaczynają wyglądać coraz bardziej złowrogo... Shiryuu, wytężając wzrok, dostrzega ukrytą w cieniu postać - jest niemal zupełnie pewien, że tajemnicza postać jest właśnie jego kolejnym przeciwnikiem. Powietrze przeszywa kolejny gwizd - wilki podchodzą do Shiryuu coraz bliżej... i coraz bardziej odsłaniają swoje imponujące kły... Następny gwizd okazuje się być sygnałem do ataku. Wilki nie tracą ani chwili - posłusznie wypełniają rozkazy swojego pana. Atakują. Shiryuu jednak nie zamierza się ugiąć - i zaczyna się bronić. Zwierzęta najwyraźniej nie spodziewały się oporu - nie są więc przygotowane do obrony. Szybko zostają odrzucone na pokrywający pobliskie skały śnieg... wiele z wilków krwawi... Wtedy to Fenrir wychodzi z cienia i ukazuje swoją twarz - na przeciwnika spogląda dużymi, pomarańczowymi, lekko skośnymi oczyma. Święty Wojownik Epsilonu wydaje rozkaz - i już po chwili wilki ponownie osaczają Patrona Smoka (szczerze mówiąc, to Shiryuu po prostu nie jest widoczny - widać jedynie szczelnie zakrywające jego ciało wilki... coś w rodzaju małej piramidki). Kiedy już się wydaje, że wilki zwyciężyły, spośród ciał skłębionych wokół siebie zwierząt zaczynają się wyłaniać zielone promienie energii. Patron Smoka rozpala swój kosmos coraz bardziej i bardziej... po chwili dzięki jego kosmosowi wilki udaje się odtrącić - Shiryuu jest wolny. Nie ma jednak czasu do stracenia - trzeba wilki wykończyć, póki jeszcze są nieszkodliwe. Shiryuu inicjuje "Gniew Smoka". Atak jest wystarczająco potężny, aby umożliwić Shiryuu ostateczne rozprawienie się ze zwierzętami Fenrira... lecz tym samym Patron Smoka rozjuszył Patrona Epsilonu. Fenrir jest naprawdę wściekły - wszystko wskazuje na to, że wojownik zamierza swoje zwierzęta pomścić. Fenrir, rozkazując nielicznym żywym wilkom odsunąć się na bok, zakłada na twarz maskę - i rusza do ataku. Shiryuu zauważa, że na pasie Fenrira połyskuje kolejny Szafir Odina... Patron Smoka błyskawicznie usuwa się z toru ataku - dzięki temu, że udało mu się ujrzeć Szafir Odina, Shiryuu ma już całkowitą pewność, że jego przeciwnik jest jednym z owych sławetnych Świętych Wojowników przywdziewających Materie Zdobywców. Fenrir przedstawia się jako wojownik noszący Materię Epsilonu, Shiryuu również nie pozostaje dłużny w kwestiach związanych z "dobrymi manierami". Kiedy ceremoniał przedstawiania się zostaje dopełniony, Fenrir na chwilkę podchodzi do jednego z leżących na ziemi wilków. Jego dłoń na moment zagłębia się w sierści zwierzęcia, jakby badając, czy wilk jeszcze żyje... Niestety... atak Shiryuu prawdopodobnie był nawet potężniejszy, niż sam Shiryuu by chciał. Głos Fenrira lekko drży, kiedy wojownik oznajmia, że wilki były jego jedynymi przyjaciółmi, jedynymi bliskimi mu istotami... i Fenrir nie zamierza Shiryuu wybaczyć jego czynów, o nie! Fenrir ma zamiar swoich przyjaciół pomścić! Zarówno Fenrir, jak i Shiryuu, stają w gotowości do walki. Shiryuu błyskawicznie analizuje postawę Patrona Epsilonu i stwierdza... że w obronie Fenrira nie ma ani jednego słabego punktu. Obrona jest wprost doskonała... i Shiryuu naprawdę nie wie, jak ma zaatakować, aby ową obronę przełamać. Fenrir ostrzega, że zwany jest "Wilkiem Ludożercą" (przydomek bez wątpienia jednoznaczny...), i z tymi słowami na ustach rusza do ataku. Widzimy tylko migające błyski, błyski trwające jedną dłuższą chwilę... i po owej chwili znikające. Shiryuu bezwładnie osuwa się na ziemię, opierając się plecami o lodową skałę. Krwawi. Atak za pomocą pazurów Fenrira był bez wątpienia niezwykle skuteczny, Shiryuu niemal na całym ciele ma podwójne zadraśnięcia. Jakim cudem można pokonać aż tak dobrego przeciwnika? Patron Smoka odruchowo zasłania się tarczą, średnio uważnie słuchając gróźb Fenrira oznajmiającego, że następnym razem jego wilcze pazury podetną Shiryuu gardło. Przed oczyma Dragona przewija się wizja Shury i jego poświęcenia, przed oczyma Shiryuu przewija się również wizja Ateny... Ta dwójka... dzielny Patron Koziorożca i równie odważna bogini... dla tych dwóch Shiryuu musi walczyć dalej! Fenrir jednak nie ma zamiaru dać Shiryuu czas na pozbieranie się z ziemi i ponownie atakuje - jego ciosy są tym razem skierowane głównie na twarz i Materię przeciwnika. Shiryuu z początku usiłuje bronić się tarczą, ale po chwili tarczę opuszcza - jego obrona jest bezskuteczna. Po chwili Patron Smoka po raz kolejny ląduje na ziemi, jego oczy przesłonięte są spływającą obficie krwią... Dragon przymyka oczy, tym samym odganiając wizję przesłoniętą czerwienią. "Lepiej nie wierzyć oczom. Oczy mogą kłamać." - myśli. A tymczasem Fenrir ma najwyraźniej zamiar Shiryuu dobić - i razem z jednym ze swoich wilków przygotowuje się do ataku. Shiryuu widzi oczyma Siódmego Zmysłu dwa identyczne kosmosy - kosmosy jednakowo silne i płonące jednakowo silną energią. Kosmos Fenrira i kosmos wilka są takie same... i jak tu odróżnić przeciwników bez oczu? Shiryuu jednak nadal oczu nie otwiera - i nadal nie przerywa rozpaczliwych prób odróżnienia swoich przeciwników. Pierwszy atakuje wilk - i zostaje on momentalnie odtrącony. Teraz atakuje Fenrir - Shiryuu zaś zbiera całą swoją energię i inicjuje "Gniew Smoka". Fenrir zręcznie wymija dotąd niemal niezawodny atak, który to atak zamiast trafić w głowę Patrona Epsilonu, trafia w lodową skałę. Fenrir uśmiecha się zwycięsko, z triumfem spoglądając na półleżące u jego stóp ciało...
***
Kiedy Shiryuu bez powodzenia usiłuje pokonać swojego nowego przeciwnika, Seiya nadal kontynuuje swoją wędrówkę nad przepaścią. Wędrówka jest o tyle niebezpieczna, że pomimo zachowania przez Seiya wszystkich środków ostrożności, Seiya spada w przepaść. Na szczęście chłopakowi udaje się chwycić wystający kawałek skały - i tylko dzięki temu Pegasus nadal żyje. Seiya wie, że nie ma czasu na użalanie się nad sobą, wie również, że trzeba jak najprędzej skompletować Szafiry Odina. Dlatego to Pegasus zdobywa się na kolejny wysiłek i z powrotem wchodzi na obraną wcześniej drogę...
***
Walka Fenrira i Shiryuu (czy to w ogóle walka, czy też może jednostronne ataki?) trwa. Fenrir odgraża się zawzięcie, niemal podjudza Shiryuu do kolejnego ataku... ale Patron Smoka nie daje się tak łatwo sprowokować. Dlatego też po chwili Fenrir rezygnuje z "dopiekania" Shiryuu i, wyskakując w powietrze, sam inicjuje kolejny cios... W oddali słychać wycie wilków - przenikliwe, posępne wycie... zaś na ciemnym (nie, mimo pozorów to nie noc) niebie coraz silniejszym światłem jaśnieje konstelacja Ursa Major, potężna Wielka Niedźwiedzica...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk