Epizod 77
I sette zaffiri
(Siedem szafirów)
A więc Seiya nadal pojedynkuje się z Torem. Dzięki słowom Marin nabiera otuchy, ale niestety jego przeciwnik jest o wiele silniejszy. No i Phecda atakuje "Pięścią Tytana!" i Pegasus nie mogąc wytrzymać tej potężnej mocy leci na skały. Wyczerpany, pozbawiony sił, upada na ziemię. Tor uśmiecha się leciutko i właśnie zbiera się do odejścia. Oznajmia na wpół przytomnemu, nie ruszającemu się już Seiyowi, aby czekał w spokoju na śmierć, gdyż wykazawszy się ogromną odwagą nie zasłużył sobie na dodatkowe cierpienia. Wtedy jednak Tor słyszy cichutki, ale stanowczy głos: "Zaczekaj!". Wojownik Gamma odwraca się i spostrzega Seiya, z wysiłkiem wstającego na nogi. "Nie mam zamiaru umierać..." - dodaje Seiya. Po chwili jest gotów do walki i bezskutecznie atakuje "Meteorami Pegaza!". Tor jest zaskoczony. Wie, że po ciosach, które zadał młodzieńcowi, Seiya musi bardzo cierpieć, a mimo to jest zdolny do walki, a jego kosmos nieustannie wzrasta. Mimo wszystko nie dodaje to szans biednemu Pegasusowi, gdyż Tor postanawia się pozbyć Seiya na zawsze. Zbiera całą swoją moc, cały swój kosmos i atakuje Pegaza stojącego na brzegu lodowej skały. Seiya jest przerażony, nie może się cofnąć, bo zleciałby w przepaść... A tymczasem atak Tora mknie coraz prędzej w jego stronę... Wtem jednak Seiya czuje, jak chwytają go czyjeś silne ramiona i razem z nim spadają w otchłań unikając ciosu. Pegasus lecąc w dół spogląda na wybawiciela, który właśnie usiłuje zatrzymać pęd chwytając się lodowych skał. Twarz Pegaza rozjaśnia uśmiech. Toż to Shiryuu! Mimo wszystko na razie Dragon wcale nie zwraca uwagi na młodzieńca trzymanego w ramionach i całą swoją energię koncentruje na tym, aby zatrzymać na jakieś skale ślizgające się po lodzie palce. W końcu udaje się. Shiryuu robi błyskawiczny odmyk i zeskakuje na szeroki występ skalny. Obaj wojownicy oddychają z ulgą. "Nic ci nie jest?" - pyta Shiryuu puszczając ciało Seiya. Pegasus uśmiecha się do niego. Po krótkiej wymianie zdań Seiya dowiaduje się, że Shiryuu od razu po pierwszym ataku wroga udał się do Doliny Pięciu Wzgórz. Okazało się, że Rochi już wiedział o nowym zagrożeniu... Teraz celem Bronze Saints jest to, aby ściągnąć przeklęty Pierścień Nibelungów z palca Hildy. Seiya odpręża się, zdaje się, że zdążą wykonać swoją misję do wyznaczonego zachodu słońca. "Ale to nie jest takie łatwe." - oznajmia wtem Shiryuu. Zaczyna swoją relację z pobytu w centralnych Chinach...
***
Wodospad Rozan, pada deszcz. Shiryuu, Shunrei i Rochi stoją razem na skałach patrząc na wodospad. Rochi przypuszcza, że Hilda ma na palcu rzeczywiście Pierścień Nibelungów. W takim wypadku nie da się go normalnie zdjąć z jej palca, trzeba będzie zdobyć Święty Miecz Odina, którym pierścionek byłoby można przeciąć. A aby to uczynić, trzeba zdobyć siedem szafirów Odina, co równa się temu, że Bronze Saints będą musieli zabić siedmiu Świętych Wojowników: Siegfrieda, Hagena, Albericha, Fenrira, Tora, Mime, Bado i Shido... Czas za to mają tylko do zachodu słońca, czyli dwanaście godzin...
***
Seiya zamyśla się. To rzeczywiście mogą wyniknąć problemy, a to optymistycznie nie wygląda, bynajmniej... Z pierwszym Świętym Wojownikiem mieli już do czynienia, a przecież Seiya był o krok od śmierci podczas walki z Torem... Kiedy pogadanka Dragona i Pegasusa trwa w najlepsze, w polu widzenia dwójki wojowników pojawia się Tor. Seiya staje już w pozie bojowej, ale Shiryuu oznajmia, że to on chce się tym razem zmierzyć z Torem, Pegaz jest przecież poważnie osłabiony... Jednak Seiya oznajmia, że to jego walka i że to on będzie walczył z Torem aż do ostatniej kropli krwi. Shiryuu spogląda dziwnym wzrokiem na rannego Pegasusa, ale oznajmia tylko, że spotkają się w zamku Asgardu. Ponowna walka Pegaza z Wojownikiem Gammy nie przynosi większych rezultatów, gdyż Seiya nadal ma problemy z atakiem, za to Tor nie ma ich wcale. Przez to Pegasus zarabia potężny cios w brzuch i spada do przepaści... Tor czeka chwilę, ale z przepaści nie dobiegają żadne odgłosy. Phecda uśmiecha się więc i odchodzi. Pegaz, okrywany powoli ciężkimi płatami śniegu, leży bez tchnienia na dole przepaści...
***
Tymczasem Shiryuu dociera do miejsca, gdzie leżą poranieni przez Tora Shun i Hyoga. Cygnus już prawie odzyskał siły, ale Andromeda musi być dalej podtrzymywany przez Shiryuu. Hyoga zastanawia się nad losem Seiya, który został, aby walczyć z Torem. Andromeda proponuje, aby jeszcze trochę poczekali na Pegaza, ale jego propozycja zostaje szybko stłumiona przez obu towarzyszy, którzy przypominają mu o przysiędze złożonej w Wielkim Sanktuarium. Muszą iść naprzód, nieważne, co im stanie na przeszkodzie; nie wolno im się cofać. Muszą być silni. Hyoga spogląda z wiarą w błękitnawe niebo, z którego właśnie przed chwilą przestał sypać śnieg. Jest niemal pewien, że Seiya zwycięży, wierzy w siłę przyjaciela, z którym przyszło mu odbyć tyle walk. Seiya zwycięży, musi zwyciężyć! Wtem jednak przed trójką wojowników pojawia się Tor, który pokonawszy Seiya rzucił się w pogoń za pozostałymi wojownikami. Shiryuu już staje w pozie bojowej, gotów, aby walczyć w imieniu Ateny. Jednak Tor uśmiecha się i pyta się wojownika, czy chce być tym następnym, którego pokona. Tym następnym? Do trzech przyjaciół dociera okrutna prawda. Jeżeli wierzyć słowom Tora, to Seiya zginął... Shiryuu tym bardziej pragnie walczyć, musi przecież pomścić Seiya! Ale wtem słyszy za sobą słaby głos zabraniający mu walczyć. Ogląda się ze zdumieniem i dostrzega... Seiya! Wyczerpanego, zadrapanego, krwawiącego, ale w dalszym ciągu zdolnego do walki. Seiya rozkazuje Shiryuu wycofać się, przypomina przyjacielowi, że już mówił, iż tą walkę dokończy on sam. W pewnej chwili braknie mu sił i upada. Ale wstaje, wstaje z determinacją i dąży ku Torowi jak ku zwycięstwu. Mówi, że Hilda jest pod panowaniem zła i Patroni Ateny muszą ją uratować tak samo, jak cały świat... Tor ściska brwi. Musi walczyć po stronie Hildy, przecież to jej zawdzięcza życie... A mimo to od rannego Seiya czuje dziwny kosmos, kosmos Ateny. Kosmos ciepły i przyjazny, pełen uczucia. Przypomina sobie, że już kiedyś czuł taką kosmiczną energię, zanim został jeszcze wojownikiem Asdgardu...
***
Tor ucieka przed łucznikami Asgardu, których są całe rzesze. "Na tych terenach nie wolno kłusować! Te ziemie należą do księżniczki Hildy!" - krzyczy jeden z wojowników. Phecda odwracając się wykrzykuje, że zacznie szanować księżniczkę wtedy, kiedy jej ludowi przestanie doskwierać głód. Tor zasypywany gradem strzał na szczęście rozmijających się z celem chwyta się gałęzi i właśnie ma zamiar przeskoczyć na drzewo, kiedy w jego ramię wbija się wypuszczona przez jednego z wojowników strzała. Tor rażony bólem spada z gałęzi i natychmiast zostaje otoczony przez wrogich wojowników. W przypływie determinacji zaczyna walczyć. Jego potężne kopniaki i ciosy powalają na ziemię wrogów, ale wtem olbrzyma otaczają posiłki... Wojownicy uśmiechają się zwycięsko i rozkazują Torowi rzucić broń i poddać się, inaczej czeka go śmierć... Tor jest przestraszony, po jego czole spływają krople potu. Dłońmi opiera się o gruby pień drzewa. Nie ma szans na ucieczkę przed napiętymi cięciwami łuków wojowników Asgardu, każdy jego ruuch może się skończyć tym, że w jego serce wbije się śmiercionośna strzała. W kulminacyjnym momencie rozlega się odgłos uderzeń kopyt po śniegu i na miejsce niezamierzonej egzekucji wjeżdża na białym koniu Hilda. Nie zawładnął nią jeszzcze wtedy przeklęty pierścień, Hilda sama panowała nad swoimi poczynaniami. W jej oczach lśnił przyjacielski błysk, ale na twarzy widać było ostrożny uśmiech. "To ty jesteś tym olbrzymem, który pomaga najbiedniejszym?" - pyta się księżniczka oglądając z zainteresowaniem potężną sylwetkę Tora. Tor spoglądając na księżniczkę siada po turecku na ziemi zakładając ręce i przymykając oczy. "Tak, to ja i jestem z tego dumny. Możecie mnie zabić." - odpowiada. Hilda uśmiecha się, ale jakby ze smutkiem. Oznajmia, że jest księżniczką na tych ziemiach, a mimo to nie może nic zrobić dla swojego ludu. Prosi Tora o wybaczenie. Zsiada z konia i z delikatnym, ciepłym uśmiechem chwyta ramię Tora przebite strzałą. Pod wpływem jej pełnej uczucia energii rana powoli zanika... Tor patrzy zdumiony na księżniczkę, która przecież uratowała go przed śmiercią... Hilda wsiada z powrotem na konia i rozkazując żołnierzom puścić Tora wolno odjeżdża. Tor patrząc za znikającą księżniczką doznaje przyjemnego uczucia. Energia Hildy jest prawie identyczna, jak energia Ateny. Równie ciepła, delikatna i przyjazna...
***
Tor spogląda na Seiya jakby ze zrozumieniem. Ale zarazem czuje się dziwnie bezsilny... Żałuje, że nie chroni go pełna uczucia energia Ateny. Bo przecież Hilda od pewnego czasu się bardzo zmieniła i Tor sam był tego świadkiem...
***
Zamek Asgardu. Przed tronem Hildy stoi zdeterminowana Freya wykłócająca się ze starszą siostrą o pogląd na świat. Kłótnię sióstr obserwują inni wojownicy, tacy jak Mime, Tor czy Shido. "Jak mogłaś się tak zmienić! Nie poznaję własnej siostry!" - oznajmia Freya kończąc dyskusję na ten temat. "Jak śmiesz mówić tak do mnie!" - unosi się Hilda. Ale po chwili na jej twarz powraca lekko złośliwy uśmiech, jaki miała przy rozpoczęciu dyskusji. Z tym właśnie perfidnym uśmieszkiem rozkazuje Torowi wtrącić Freyę do lochów. Freya z zaskoczeniem i z wyrzutem spogląda na Hildę. Tor także jest zaskoczony. Wszyscy obecni na miejscu kłótni widzą rękę Hildy przyozdobioną dużym, ozdobnym pierścieniem, Pierścieniem Nibelungów... Tor delikatnie obejmuje malutką u boku olbrzyma Freyę i obaj wychodzą z sali. Tor jeszcze ogląda się za okrutną teraz księżniczką. Freya miała rację, Hilda zmieniła się, ale bynajmniej nie na lepsze. Zmieniła się, od kiedy zaczęła nosić ten dziwny pierścień...
***
Jednak po chwili Tor reflektuje się, przecież nie wolno mu zwątpić w księżniczkę, która uratowała mu życie! Zaczyna padać śnieg, ostateczna walka Seiya i Tora właśnie się rozpoczyna. Wojownik Ateny i wojownik Hildy nie mają czasu do stracenia i po chwili atakują. Przez chwilę ataki nie odnoszą żadnego skutku, ale w pewnym momencie Seiya, wezwawszy kosmos Ateny, atakuje mocą swoją i bogini zawartymi w jego podstawowym ataku: "Meteory Pegaza!". Tor i Seiya mijają się, ale mimo to meteory Pegasusa przeszywają brzuch Tora na wylot... Seiya po chwili ogląda się za siebie i zdumiony otwiera szeroko oczy. "Jak on jeszcze może trzymać się na nogach?" - zastanawia się w milczeniu. Rzeczywiście, odwrócony od niego olbrzym jeszcze stoi. Seiya postanawia dalej walczyć, ale powstrzymuje go Shiryuu. "Nie potrzeba. On już jest martwy." - oznajmia. Pegasus zatrzymuje się w połowie kroku. Tak, Dragon miał rację, Tor już mocno krwawi, jest na granicy życia i śmierci. Przez głowę przemyka mu się idea, że może jednak Seiya miał rację, że może jednak Hilda była od pewnego czasu zła i trzeba było jej pomóc, a on zaślepiony słuchał jej rozkazów w dalszym ciągu, zamiast próbować zdjąć z jej palca pierścień... W jego oczach pojawiają się łzy żalu, niespełnionych nadziei. Shiryuu, Hyoga i Shun z zaskoczeniem patrzą na umierającego Wojownika Gammy. Jedynie Seiya nie jest zdumiony. Wie, że Tor zrozumiał swój błąd, ale niestety stało się to za późno... Po chwili Tor przewraca się na śnieg, a z jego ciała wypada pierwszy szafir Odina. Seiya podnosi szafir i przez chwilę waży kamyczek na ręce. Shiryuu jednak miał rację, jeszcze sześć szafirów pozostaje w ciałach Świętych Wojowników. Pierwsza walka jest już za nimi. Shiryuu uśmiecha się do przyjaciół pragnąc im dodać otuchy. Proponuje, aby każdy z nich udał się w inną stronę, podążył inną drogą do Asgardu. Mówi, że Święci Wojownicy lepiej orientują się w terenie, niż Wojownicy Ateny i niezależnie, gdzie Bronze Saints się udadzą, tam czyhać będzie na nich niebezpieczeństwo. Tak więc dobrze byłoby się rozdzielić, a szanse na dotarcie choć jednego wojownika do Asgardu byłyby większe. Seiya, Hyoga i Shun rozumieją słuszność racji Shiryuu i przystają na tą niewątpliwie mądrą i przemyślaną propozycję. "Spotkamy się w zamku." - oznajmia Shiryuu. Pozostała trójka przyjaciół uśmiecha się do siebie i po chwili wszyscy zaczynają biec w różne strony. Ich celem jest majaczący się w oddali święty zamek, Asgard.
***
Asgard. Na dziedzińcu zamkowym stoi Hilda, na jej ręce siedzi sokół. Przed księżniczką klęczy Siegfried donosząc o przegranej Tora. "Nie będziemy już mieli z niego więcej pożytku." - oznajmia w końcu Polaris. Siegfried uśmiecha się, Tor nie sprawdził się i spotkała go zasłużona zdaniem wojownika gwiazdy Dubhe kara. Ale po chwili Hilda oznajmia zaufanemu poddanemu, że chce, aby Siegfried udał się na trasę Wojowników Ateny i zablokował im drogę. Patron jest z początku trochę zdziwiony, ale przyrzeka wykonać rozkaz. Jest gotów do wszystkich poświęceń dla swojej pięknej pani. Hilda uśmiecha się perfidnie, czuje, że wygraną ma już prawie w kieszeni. Wypuszcza sokoła na zasnute chmurami niebo...
***
Na placu boju Seiya i Tora pozostał już tylko trup tego drugiego. Padający mocno śnieg powoli zasypuje zimne ciało olbrzyma, a po chwili już tylko parę niezasypanych kawałków Materii Gamma świadczy o tym, że rozgrywała się tu walka na śmierć i życie...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk