|
Epizod 76
Prima battaglia
(Pierwsza walka)
Freya i Kiki stoją właśnie na wzgórzu obserwując Atenę emanującą swoją
złotą energią. Panuje tu straszliwy mróz - nie na darmo Asgard zwany jest
krainą wiecznych lodów a mieszkańcy owej krainy uważają, że życie tutaj
jest bardzo trudne. Biedna Atena wcieliła się w postać zwykłej dziewczyny
- z pewnością takie rozwiązanie nie przysłużyło jej się, można sobie wyobrazić,
jak teraz wciąż stojąca na mrozie bogini się czuje... "Musi straszliwie
cierpieć" - oznajmia ze smutkiem Kiki. Freya nic nie mówi - ma wyrzuty
sumienia. Wie, że Atena cierpi tylko i wyłącznie przez własną Freyi siostrę...
Śnieg zaczyna padać coraz mocniej, energia Saori wyczerpuje się z każdą
kolejną chwilą... czy bogini uda się zachować stan skupienia wiecznych
lodów aż do chwili, kiedy Seiya i jego towarzysze zdejmą pierścień z palca
Hildy?
***
Tymczasem Seiya i spółka robią wszystko, aby ów pierścień zdjąć na czas.
Teraz właśnie cała trójka dąży ku pierwszym stopniom prowadzącym do zamku
Hildy - pierwsze stopnie widać całkiem wyraźnie, za to stopnie następne
przysypane są przez śnieg. Seiya wzdycha - oznajmia, że to pewnie jedna
z tego mnóstwa przeszkód, jakie mają ich jeszcze czekać... (cóż za optymizm...)
No i w dodatku w drużynie brakuje Shiryuu i Ikki'ego - Shiryuu nadal przebywa
u swojego mistrza, zaś Ikki raz jeszcze znajduje się nie-wiadomo-gdzie
(chociaż Shun solennie swych towarzyszy zapewnia, że w przypadku jakiegokolwiek
niebezpieczeństwa jego brat na pewno się pojawi i im pomoże), a taki stan
rzeczy bynajmniej sprawy nie ułatwia. Nie ma jednak czasu na zastanawianie
się (ekhm... raczej użalanie się ^_-) nad okolicznościami, w jakich Patronom
przyszło walczyć - nie ma czasu do stracenia, jeśli Patroni chcą ocalić
Atenę. Wojownicy Ateny zaczynają biec po schodach, ale nie jest im dane
zabiec daleko. Po chwili zatrzymuje ich dosyć niecodzienny widok - przed
nimi rozpętuje się coś, co Shun próbuje określić (zresztą całkiem słusznie)
trąbą powietrzną. Nie jest to jednak trąba powietrzna, tylko ogromne zawirowanie
powietrza wywołane przez dwa pędzące z zawrotną prędkością topory. Naprzeciwko
wojowników pojawia się Tor, potężny Święty Wojownik przywdziewający Materię
Gamma. Z początku Tor proponuje Patronom, że jeśli się wycofają, to da
im spokój, ale to działa na Seiya i jego towarzyszy tylko i wyłącznie jako
dodatkowy bodziec do walki. Zaczyna się pojedynek. Walkę rozpoczynają Shun
i Hyoga, ale zarówno łańcuchy Patrona Andromedy, jak i "Diamentowy Pył"
okazują się być bezskuteczne... Tor oznajmia, że "Diamentowy Pył" i ogólna
lodowa moc Patrona Cygnusa nie robią na nim żadnego wrażenia... czyżby
Hyoga zapomniał, że Patron Gamma i pozostali Święci Wojownicy wychowali
się wśród wiecznych lodów? Patron Gamma nie pozostaje wojownikom dłużny
i, rozpalając swój kosmos, atakuje toporami. Topory trafiają Shuna, który
po chwili niezbyt przyjemnych doznań upada na ziemię. Do leżącego Andromedy
szybko podbiega przestraszony Seiya. W głowie Pegasusa tkwi tylko jedna
myśl, tylko jedno pytanie: czy Shun jest ranny? Na szczęście złe przeczucia
Patrona Pegaza pozostają tylko przeczuciami - Shun jest obolały, ale może
dalej walczyć. Seiya, chcąc zyskać na czasie, atakuje "Meteorami Pegaza",
jednakże ów atak zostaje szybko odparty. Tor ponownie sięga po swoje topory
i zamierza się na Seiya... Seiya staje w pozie bojowej, przygotowuje się
jakby do skoku... czy uda mu się odeprzeć tak potężny cios? I wtedy nagle
następuje niespodziewany zwrot akcji - topory, zamiast atakować Seiya,
uderzają w nieświadomych niebezpieczeństwa Hyogę i Shuna! Obaj zaatakowani
nawet nie próbują się bronić i szybko zostają przewróceni na ziemię. Tracą
przytomność, a Seiya, widząc zaistniałą sytuację, też traci, ale nie przytomność,
lecz głowę (w przenośni, ma się rozumieć ^_-). Nie podoba mu się, że Hyoga
i Shun tak szybko zostali pokonani... nie podoba mu się również spryt Patrona
Gamma. Tor udawał, że celuje w Seiya, a tak naprawdę to od początku chciał
zaatakować właśnie Hyogę i Shuna... Do Pegasusa powoli dociera, że już
tylko on został na placu boju - i jeśli on nie zwycięży przeciwnika, prawdopodobnie
już nikt tego nie zrobi. Pegasus nie ma jednak zbyt wiele czasu na myślenie
- oto właśnie Tor atakuje. Seiya nie ma najmniejszego zamiaru narażać się
na cios toporem i szybko wykonuje unik, wówczas Tor inicjuje "Pięść Tytana",
której zaskoczony Seiya nie jest już w stanie ominąć... Potężny cios trafia
Patrona Pegaza w twarz - chłopak, poniesiony potężną siłą ciosu, stacza
się z ośnieżonego zbocza i upada twarzą w śnieg. Nie porusza się... czyżby
"Pięść Tytana" była dla niego śmiertelna?
***
Asgard, zamek Hildy. Hilda, zachowując absolutną obojętność, rozmawia z
klęczącym przez nią Siegfriedem o walce, jaką toczą Brązowi Patroni ze
Świętymi Wojownikami. Władczyni uśmiecha się lekko ni to z ironią, ni to
triumfująco... Oznajmia, że to wielki wstyd dla "biednej Ateny" (to określenie
Saori to własne słowa Hildy...) - wszak w całej dolinie słychać jęki przegrywających
Bronze Saints. Hilda jest absolutnie pewna swojego zwycięstwa - i zdaje
się mieć rację. Czy Seiyowi uda się nieco zepsuć jej humor?
***
Tymczasem Atena wciąż bohatersko powstrzymuje topnienie wiecznych lodów
- wiadomo jednak, że nie potrwa to dłużej, jak do zachodu słońca. Kiki
jest poważnie zaniepokojony - i przynagla nieobecnego tu ciałem Seiya,
aby się pospieszył...
***
Śniegi, tereny niedaleko pierwszych stopni prowadzących do zamku Hildy.
Seiya nadal leży z twarzą w śniegu - wszystko wskazuje na to, że albo jest
ciężko ranny, albo... już nie żyje. Cóż, przynajmniej zadowolony i pewny
siebie Tor ma taką nadzieję... Patron Gamma właśnie schodzi w dół zbocza,
aby trochę się jeszcze "zabawić". Owa zabawa polega na uderzaniu Seiya
ciężkim butem w głowę - i to uderzanie nie raz, lecz tak długo, jak się
Torowi będzie podobać... biedny Seiya... Pod ciosami Tora zaczyna kruszyć
się otaczający ciało Seiya lód - można sobie więc wyobrazić, co dzieje
się z ciałem samego Seiya. Pegasus wciąż nie wykazuje żadnych oznak życia,
jednakże - do czasu, bowiem w pewnym momencie, ku zdziwieniu Tora, chłopak
unosi przygniatającą go stopę do góry! Tor chce dobić swojego odważnego
przeciwnika, ale Seiya nie zamierza narażać się na pewną śmierć i wybiera
unik zamiast prób powstrzymania ataku. Cios Tora, zamiast rozbić głowę
Seiya, rozbija kolejną lodową skałę - ale Tor nie zamierza dać Seiyowi
uciec i wykonuje cios nogą. Przestraszony Pegasus cofa się gwałtownie i
wykonuje "Meteory Pegaza" - te jednak zostają powstrzymane przez Tora.
Patron Gamma uśmiecha się lekko - postanawia Seiyowi zademonstrować jeszcze
jedną sztuczkę... Do akcji rusza atak zwany "Tytanem Herkulesa" - ów atak
jest na tyle potężny, że spycha Seiya w dół kolejnego zbocza jak piórko.
Pegasus ląduje na ziemi w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do tego,
że dane jest mu stracić na pewien czas przytomność. Z ust chłopaka zaczyna
płynąć krew... Tor jeszcze na chwilę zbliża się do swojego przeciwnika,
przez moment mu się przypatruje... i odchodzi. Uznał, że wypełnił swój
rycerski obowiązek - pokonał Seiya, i to wcale bez żadnego większego trudu.
Gdyby wiedział, jak bardzo się myli...
***
Na skalnym wzniesieniu wciąż stoi Atena i wciąż wyrzuca z siebie swoją
cenną energię, aby powstrzymać topnienie lodu... Ale jeśli nawet Atenie
uda się powstrzymać przez jakiś czas nieuchronną katastrofę - to czy jej
wojownicy zdążą na czas jej pomóc?
***
Nieprzytomny Seiya wiruje w krainie snów... wokół niego znajduje się tylko
czerń, czerń, która w pewnej chwili zostaje rozjaśniona wizją twarzy rudowłosej
Patronki. To Marin, która telepatycznie skontaktowała się z uczniem, aby
dodać mu otuchy... Patronka mówi Seiyowi o tych wszystkich stoczonych w
Świątyni walkach, o wszystkich przeszkodach, jakie dotąd Patroni z Brązu
musieli pokonać... mówi o mocy Złotych Patronów - mocy, która według Marin
znacznie przewyższa moce Świętych Wojowników... Dziewczyna mówi o determinacji
i wierze w zwycięstwo - dwóch rzeczach, które są w walce równie ważne,
jak siła... czy Seiya już o tym zapomniał? Aquila powtarza uczniowi, że
Seiya POTRAFI pokonać swojego przeciwnika... ale aby zwyciężyć, musi zajrzeć
w głąb siebie... i to tam poszukać odpowiedniego rozwiązania. To walka
Pegasusa... walka, w której tylko on może decydować o swoich postępowaniach...
w której tylko on może decydować o tym, czy chce wygrać i JAK chce wygrać...
Pegasus musi w sobie znaleźć siłę - musi wzmóc swój Siódmy Zmysł wystarczająco,
aby uzyskać moc potrzebną do zwycięstwa. Marin cicho wzdycha - oznajmia,
że uczeń już dawno przerósł mistrza i Marin nie może Seiyowi w żaden sposób
pomóc... nie może przekazać mu mocy, nie może nauczyć go żadnej nowej techniki...
obecnie jej rolą jest tylko i wyłącznie dodawanie Seiyowi otuchy. Przemowa
Patronki wywołuje u Seiya wspomnienia - przypomina mu się jego walka z
Aldebaranem, w której zwyciężył tylko dzięki temu, że odrąbał Aldebaranowi
jeden z jego rogów na hełmie. Ale zwyciężył... zwyciężył również w pojedynku
z potężnym Aiolią, Patronem setki razy od Seiya silniejszym. Pegasus JEST
w stanie zwyciężyć, potrafi to zrobić... i przysięga Marin, że zwycięży
za wszelką cenę.
***
W czasie, kiedy Seiya zbiera w sobie siłę, aby powrócić do walki, Tor kieruje
się właśnie ku ciałom Hyogi i Shuna. Patron Gamma wie, że Shun i Hyoga
jeszcze żyją, wszak jego cios wykonany za pomocą toporów nie był śmiertelny...
i dlatego Tor postanawia obu wojowników dobić, póki są jeszcze nieprzytomni.
Przykra sprawa - jego plan spala na panewce, gdyż całkiem niedaleko od
niedoszłego miejsca "egzekucji" pojawia się Seiya. Tor wygląda na wściekłego
- zdawało mu się, że Seiya ma już z głowy. Ale cóż - Patron Gamma bynajmniej
nie zamierza się zrażać niespodziewanym powrotem przeciwnika i postanawia
dobić go raz na zawsze. "Sam tego chciałeś!" - oznajmia buńczucznie i inicjuje
"Pięść Tytana". Seiya znów ogarnia przestrach, ale chłopak szybko się opanowuje
- przypomina mu się jego pojedynek z Aiolią i Pegasus już wie, że nie ma
żadnych szans, jeśli nie dokona analizy ataku. Seiya wytęża wszystkie swoje
siły, starając się dostrzec atak "w zwolnieniu"... i udaje mu się! "Pięść
Tytana" to szybująca z niezwykłą prędkością, gruba wiązka fioletowej energii
otoczona przez wirujące, jaśniejsze od tamtej energii, małe wiązki przypominające
błyskawice. Pegasus jest z siebie bardzo zadowolony - no proszę, udało
mu się zanalizować tak trudny i potężny atak! Mając w głowie ową analizę
Seiya szybko wymyśla, jak atak można powstrzymać - i kiedy pięść Tora już
ma Seiya uderzyć, Pegasus błyskawicznie chwyta Tora za rękę i przerzuca
olbrzyma za siebie! Tor upada na lód - jest naprawdę wściekły, nie spodziewał
się, że Seiyowi uda się powstrzymać jego atak. A wściekłość Patrona Gamma
oznacza tylko jedno - Tor będzie się mścić. Chwilowo jednak zemsta Tora
jest udaremniona - Patron jest zbyt osłabiony, a Seiya bynajmniej czasu
nie marnuje i inicjuje "Meteory Pegaza". Tor, nie będąc w stanie się obronić,
pada na lód i zostaje przysypany pokruszonymi odłamkami tegoż to lodu.
Pegasus niewątpliwie jest z siebie zadowolony - Tor jest pokonany, przynajmniej
na jakiś czas. A ów czas Seiya postanawia wykorzystać, aby pomóc przyjaciołom.
Chłopak właśnie zaczyna biec w ich kierunku, kiedy nagle zostaje powstrzymany
- Tor powrócił. Patron Gamma nie wygląda w owej chwili na osobę, która
żartuje, o nie! Wojownik pała do Seiya nienawiścią - i, mimo że niechętnie
musi Seiyowi pogratulować i przyznać, że zadufanie w sobie przyczyniło
się do Tora porażki (Pegasus był pierwszą osobą, której udało się naszego
olbrzyma powalić), Patron Gamma postanawia zmyć tę hańbę ze swojego honoru.
Jest pewien, że ma niezniszczalną zbroję i aurę stokroć potężniejszą od
aury Pegasusa - ale czy to jest gwarancja zwycięstwa? Seiya oznajmia, że
pomimo słabszej aury potrafi być godnym dla Tora przeciwnikiem, ale Tor
śmieje się tylko z ironią. Patron Gamma tłumaczy Seiyowi, że życie było
dla Pegasusa łaskawe - Patron Pegaza wychował się w krainie pełnej słońca
i ciepła. Co innego on, Tor - Tor musiał od dzieciństwa znosić trudne warunki
panujące w Asgardzie. Wojownik oznajmia, że bardzo długo on i jego towarzysze
godzili się na swój los - ale wreszcie przyszedł czas na zmianę. Z przemowy
Tora dowiadujemy się, że Tor traktuje Hildę jak bóstwo - jest zachwycony
tym, że Patronka Polaris ma zamiar poprowadzić swój lud ku ciepłu i łatwiejszemu
życiu. W czasie jego opowieści pojawia się wizja Hildy przywołującej Materię
Tora, Materię Albericha, Shido i Mime... po chwili wizja przemienia się
w obraz Hildy stojącej w otoczeniu tak bardzo oddanych jej wojowników...
Tor mówi Seiyowi o słuszności sprawy, dla której walczy - i wcale nie obchodzą
go argumenty Seiya mówiącego o złej mocy Pierścienia Nibelungów. Tor nie
wierzy, że Hilda byłaby się w stanie pomylić - on wierzy, że Hilda nie
pragnie zniszczenia, tylko dobra dla swoich poddanych. Ufa jej... i dzięki
tej ufności jego kosmos gwałtownie wzrasta...
***
W jednej z głównych komnat Asgardu wciąż przebywa Hilda - jest uśmiechnięta,
a jej energia emanuje niezwykłym aż blaskiem... Na skale w pobliżu roztapiających
się lodów wciąż stoi Atena - bogini przeżywa niewątpliwie ciężkie chwile,
nie dość, że jej wojownicy przegrywają, to Saori jeszcze musi znosić mróz
i uderzający ją o twarz deszcz płatków śniegu... Shun i Hyoga nadal pozostają
nieprzytomni, ich ciała powoli zaczyna pokrywać śniegowe płatki...
***
Tor i Seiya wciąż kontynuują swoją walkę - Patron Gamma inicjuje "Pięść
Tytana". Seiya również nie pozostaje dłużny i odwołuje się do swoich ciosów,
ale jego moc zostaje brutalnie przyduszona mocą Tora - Pegasus nie jest
w stanie uniknąć kolejnego druzgocącego ataku...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|