Epizod 70
La rosa nera
(Czarna róża)
Walka Shuna i Aphrodyte nadal trwa - Shun właśnie w myślach przysięga mistrzowi, że w imię Ateny pokona swojego przeciwnika i wyruszy Seiyowi na pomoc. Na dowód swych słów chłopak inicjuje "Fale Grzmotu" - jeden ze swoich niewątpliwie najpotężniejszych i najlepszych ataków. Atak ów jednak... zostaje odparty przez różę! Nie jest to jednak kolejna czerwona różyczka Aphrodyte, nie, jest to nieznana dotąd Shunowi róża czarna. Aphrodyte zdaje się być całkiem zadowolony ze swojej różyczki - bez wątpienia spełniła ona powierzone jej zadanie i powstrzymała Shuna przed zadaniem kolejnego ciosu. Teraz Złoty Patron Ryb postanawia raz jeszcze uciec się do pomocy swojej czarnej róży i po chwili ku Shunowi szybuje cały zastęp ciemnych róż określanych przez Aphrodyte różami-piraniami. Aphrodyte z lekkim uśmieszkiem oznajmia, że róże owe posiadają jedną podstawową zaletę - niszczą wszystko, co spotkają na drodze, nieważne, jak potężne jest to coś, co mają zlikwidować. Pożerają jakąkolwiek materię, którą spotkają na drodze... Shun po chwili przekonuje się, że słowa Aphrodyte to nie blef - otóż łańcuch z Materii Andromedy, ogarnięty przez tłum złośliwych różyczek, naprawdę zaczyna się rozpadać! Shun z przerażeniem patrzy, jak kolejne ogniwa zostają rozkruszone przez potężny atak przeciwnika... czyżby to już miał być koniec? Chłopak dobrze wie, że jego łańcuch jest bronią niezastąpioną... i właściwie jedyną, która potrafi inicjować tak potężne ciosy. Co się stanie, kiedy łańcuch zostanie zniszczony? Shun woli nawet o tym nie myśleć i, widząc kolejny atak róż, postanawia się bronić tworząc wokół siebie "tarczę" za pomocą łańcucha obronnego. Kolejne czarne róże zbliżają się w zastraszającym tempie... Shun nie wie, czy jego plan się powiedzie, czy łańcuch będzie w stanie go ochronić... ale trzeba spróbować, kto wie, czy nie jest to jedna z owych "jedynych desek ratunku". Tu jednak Shuna spotyka gorzkie i bolesne rozczarowanie - łańcuch obronny zostaje zniszczony tak samo, jak łańcuch służący do ataku. Mało tego - róże nie poprzestają na zniszczeniu łańcucha i oto właśnie zabierają się za zbroję! Patron Andromedy nie może nic zrobić - może tylko z wypisanym w oczach przerażeniem patrzeć, jak jego Materia rozpada się na kawałki... Z Materii zostaje już tylko hełm - ale i on pęka, kiedy Shun pada na ziemię. Ciało chłopaka pokryte jest mniejszymi i większymi skaleczeniami wywołanymi na skutek ataku czarnych róż... ale rany zewnętrzne zdają się być niczym w porównaniu z tym, co stało się z kosmosem Shuna. Kosmos Shuna jest obecnie słabiutką, delikatną energią... i, jak sam Aphrodyte oznajmia, Shun po utracie Materii, a przede wszystkim łańcucha, jest "słaby jak niemowlę" i absolutnie zdany na łaskę przeciwnika. Złoty Patron Ryb wciąż się uśmiecha - rozumuje, że wykończenie Shuna jest już kwestią czasu. Wtedy jednak, ku pewnemu zdumieniu Aphrodyte, Shun podnosi się z posadzki. Zdumienie Złotego Patrona sięga jednak zenitu, kiedy Aphrodyte zauważa, iż kosmos Shuna wzrasta! Czyżby Shun potrafił walczyć z tak potężnym przeciwnikiem bez Materii?
***
Myśli Shuna krążą wokół ostatnich wspomnień z Wyspy Andromedy... Widzimy Shuna, który ze Świętą Skrzynią na plecach przybył do mistrza, aby pożegnać się z nim przed odjazdem. Chłopiec wyraża Albireo cały swój podziw, całą swoją wdzięczność za to, że Albireo umożliwił mu stanie się Patronem. Mistrz jednak nie odpowiada... kiedy zaś po chwili milczenia przemawia, jego słowa nie mają nic wspólnego z chwilą rozstania. Albireo nurtuje jedno pytanie... jakim cudem Shunowi udało się przeżyć Ceremonię Poświęcenia? Nie udałoby się to zwykłemu uczniakowi - Shun musiał już wtedy mieć w sobie COŚ, czego nie mieli inni kandydaci do Materii Andromedy, COŚ, nad czym świetnie zapanował i co umożliwiło mu zwycięstwo w tak straszliwej próbie. Mistrz oznajmia, że tylko jedna rzecz pozwoliłaby Shunowi przeżyć Ceremonię Poświęcenia, Albireo jest pewien, że już podczas treningów Shun odkrył Siódmy Zmysł. Treningi pozwoliły mu nad Siódmym Zmysłem zapanować i dzięki temu Shun osiągnął wymarzoną Materię. Albireo przerywa swoje wywody - ciekawi go, co ma na ten temat do powiedzenia sam Shun. Shun jednak uśmiecha się tylko tym swoim lekkim, słodkim, delikatnym uśmiechem... słowa padają dopiero po chwili. "Świeżo upieczony" Patron Andromedy oznajmia, że od początku wiedział, iż posiada energię większą, niż trenujący z nim towarzysze (cóż za skromność...), ale nie był pewien, czy to jest właśnie Siódmy Zmysł. Odpowiedź mogła mu przynieść jedynie Ceremonia Poświęcenia - i to dlatego Shun tak bardzo dążył do tego, aby w niej uczestniczyć. Shun wiedział, że jeśli ową ceremonię przeżyje, znaczyć to będzie, iż rzeczywiście posiadł Najwyższy Kosmos... Raz jeszcze zapanowuje milczenie. W pewnym momencie Shun ponownie się uśmiecha i oznajmia, że na pożegnanie chciałby mistrzowi coś pokazać. Chłopak każe Albireo stać nieruchomo... i zaczyna gromadzić w sobie swój kosmos. Energia zwiększa się i zwiększa, na niebie zaczynają się pojawiać różowe błyskawice, zaczyna się ujawniać tajemna moc... Albireo nieodgadnionym spojrzeniem spogląda na wychowanka - nie wiemy, co w owej chwili myśli o kosmosie Shuna. Nie ma jednak wątpliwości, że mistrz chłopaka musiał w myślach przyznać, że jest to kosmos naprawdę potężny... Atak Shuna przerywa pojawienie się June. Patronka jest zaniepokojona długą nieobecnością Shuna i tłumaczy przyjacielowi, że jeśli Shun się nie pospieszy, to nie zdąży wrócić do Japonii. Chcąc nie chcąc Shun musi usłuchać i po chwili zarówno on, jak i jego towarzyszka, zaczynają się oddalać. "Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy" - oznajmia dosyć wesoło Shun. "Żegnaj" - uśmiecha się lekko Albireo. "Do zobaczenia, mistrzu!". Kiedy Shun i June znikają z pola widzenia Srebrnego Patrona Cepheusa, twarz Albireo diametralnie się zmienia. Teraz widać na niej powagę i zamyślenie... W tej właśnie chwili pęka metalowy "rękaw" na prawej ręce Patrona - zaś w oddali kruszy się przeogromna skała. Taki był efekt przerwanego ataku Shuna, ataku zainicjowanego za pomocą Siódmego Zmysłu...
***
Shun podnosi się z posadzki powoli, ale konsekwentnie. Jego kosmos gwałtownie wzrasta, wzrasta ku zdumieniu Aphrodyte, który wciąż nie może uwierzyć w to, co się obecnie dzieje. Chce zaatakować - ale jego atak zostaje powstrzymany przez niezwykle potężny wiatr. Shun inicjuje "Niebiańskie Tornado". Dowiadujemy się, że "Niebiańskie Tornado" jest sekretną bronią Shuna, bronią, którą dotąd starał się nie używać z dwóch przyczyn. Nie dość, że "Niebiańskie Tornado" jest przejawem posiadania Siódmego Zmysłu, którego póki co Shun nie miał zamiaru ujawniać, to jeszcze użycie tej broni nie jest całkowicie bezpieczne dla tego, kto ją inicjuje... Tornado przemienia się w prawdziwą, rozszalałą burzę - atak ten rzeczywiście nie jest całkowicie bezpieczny dla jego posiadacza, gdyż na świątynną posadzkę upada nie tylko Aphrodyte, ale i Shun. Tornado słabnie, wycisza się... wycisza się, jakby jego moc zależała tylko od tego, czy Shun ma akuratnie siły... Aphrodyte wstaje i otrząsa się z zaskoczenia. Cieszy się widząc Shuna raz jeszcze bezsilnego... ale tym razem nie jest to radość pełna - w końcu kto wie, czy Shun nie ma w zanadrzu kolejnej niezupełnie miłej niespodzianki? Ano ma - i Aphrodyte już po chwili się o tym przekonuje. Otóż u jego stóp zaczyna się pojawiać mała trąba powietrzna, która po chwili wzrasta i wzrasta stając się już nie trąbą małą, ale trąbą ogromną. Złotego Patrona ponownie ogarnia zaskoczenie - jak to możliwe, że ledwo trzymający się na nogach chłopak może mieć aż tak ogromną moc? Shun wstaje i oznajmia, że dzięki tej trąbie powietrznej Aphrodyte został sparaliżowany i teraz jego los leży tylko i wyłącznie w rękach Shuna. Shun postanawia jednak darować przeciwnikowi życie pod następującymi warunkami: Aphrodyte przyłączy się do Patronów z Brązu, wyrzeknie się Papieża i będzie chronił Atenę. Jeżeli Aphrodyte tych warunków nie spełni - zginie. Aphrodyte uśmiecha się jednak ironicznie. Sparaliżowany, tak? Aby udowodnić Shunowi bezsens jego ataku, Złoty Patron unosi dłoń. Shun wygląda na zaskoczonego - w końcu to niezupełnie przyjemne wrażenie zobaczyć, jak własny atak nie przynosi najmniejszego skutku. Chłopak nie ma jednak więcej czasu na zastanawianie się nad niepowodzeniami trąby powietrznej, gdyż oto właśnie w dłoni Aphrodyte pojawia się kolejna róża... Nie jest to jednak ani róża czerwona przynosząca słodką śmierć każdemu, kto ją powąchał lub ukłuł się jej kolcem... nie jest to też niszczycielska czarna róża-pirania. Barwa róży, którą trzyma w dłoni Aphrodyte, to biel, czysta biel. Wygląda niewinnie... ale wcale tak nie jest. Aphrodyte wyjaśnia przeciwnikowi, że pomimo tak słodkiego wyglądu, różyczka ta jest najpotężniejszą bronią Złotego Patrona Ryb. Jest biała, ale zyskała przydomek "krwistej". Dlaczego? Otóż właściwości białej róży są następujące: po rzucie w stronę ofiary róża wbija się w jej serce i, żywiąc się krwią, powoli zmienia swoją barwę na szkarłatną. Jeśli stanie się szkarłatna w całości - znaczyć to będzie, że pobrała od swojej ofiary całą krew, całą energię życiową. Aphrodyte oznajmia Shunowi, że powinien być dumny, że Złoty Patron Ryb jest zmuszony użyć wobec niego swego najpotężniejszego ataku - wszak ów atak jeszcze nigdy nie został przeciw komuś użyty i Shun będzie pierwszą jego ofiarą. Jednak Shun nie wygląda na dumnego i zadowolonego z tego faktu - wszystko wskazuje na to, że chłopak pragnie żyć za wszelką cenę. Kosmos Patrona Andromedy wzrasta - wokół ponownie rozpętuje się tornado. Shun raz jeszcze próbuje załatwić sprawę dyplomatycznie i raz jeszcze stawia przed Aphrodyte warunki. Aphrodyte jednak ponownie uśmiecha się uśmiechem pełnym ironii oznajmiając Shunowi, aby go nie rozśmieszał. Nawiązuje się dyskusja o tym, co jest sprawiedliwe, a co nie... czy Aphrodyte robi słusznie służąc Wielkiemu Mistrzowi, czy jest to jego wielki błąd. Patron Ryb mówi, że Shun i tak za chwilę umrze, więc może poznać "sekret" sprawiedliwości. Otóż wedle powszechnego mniemania sprawiedliwość ma taką siłę, iż zwycięża, zawsze i bez względu na okoliczności. Skoro Papieżowi udało się zwyciężyć "zdrajców" i zaprowadzić w świątyni spokój i harmonię, znaczy to, że działał sprawiedliwie. Shun wciąż broni swoich racji - jeśli poglądy Aphrodyte przedstawiają się tak, jak Patron Ryb to powiedział, to co z ludźmi słabymi? Czy będą musieli już zawsze klękać i uznawać nad sobą władzę? Czy nie mogą się wyzwolić i ukazać, że oni również są sprawiedliwi, choć niekoniecznie posiadają siłę? Wzniosłe argumenty Shuna zostają przerwane przez znudzonego całą sprawą Aphrodyte - Złoty Patron Ryb nie ma ochoty na dalszą dyskusję i postanawia skończyć z Shunem raz na zawsze (znowu? -_-!!). Aphrodyte ściska mocniej w dłoni swoją białą różę, przymierza się do ciosu... i rzuca. Oczy Patrona Andromedy rozszerzają się w przerażeniu - biała róża pędzi ku niemu jak złowrogie widmo, pędzi szybko, nieubłaganie... niosąc ze sobą śmierć... Sparaliżowany strachem chłopak nie jest w stanie się obronić - ma zresztą świadomość, że NIE BYŁBY w stanie się obronić. Róża wbija się w jego pierś... w okolicach serca Shuna zaczynają spływać strużki krwi... Ostatkami sił chłopak inicjuje "Niebiańską Burzę", atak zawierający w sobie cały kosmos Patrona Andromedy. Tym razem jest to broń potężniejsza, niż wszystkie dotychczasowe, gdyż zawiera w sobie całą rozpacz z powodu porażki i ostatki nadziei na zwycięstwo... Atak płynie z zawrotną szybkością - a Aphrodyte nie może już go powstrzymać. "Niebiańska Burza" uderza w Złotego Patrona z całą swoją siłą, bezsilny Aphrodyte ląduje na posadzce. Jego oczy są rozszerzone w przedśmiertnej wizji... z jego ust spływa krew... Aphrodyte umiera. Wokół niego stopniowo zaczynają pojawiać się róże, róże czerwone, czarne i białe... wszystkie róże, które chroniły i wspomagały Złotego Patrona Ryb. Aphrodyte umiera pięknie - w grobowcu z róż. Śmierć potrafi być słodka... Shun przygląda się nieżywemu przeciwnikowi ze smutnym uśmiechem - przecież i tak wiedział, że Aphrodyte nie zgodzi się na postawione warunki. Aphrodyte nie żyje - nie żyje ostatni przeciwnik Brązowych Patronów, ostatni Patron, który stał na drodze do Świętej Komnaty. Ale i Shun nie czuje się najlepiej, róża na jego piersiach jest już niemal do połowy szkarłatna. W oczach chłopaka pojawiają się łzy. Seiya pewnie nie przeżył, pogrzebany w grobowcu z róż. Pozostali Patroni również zginęli... i teraz ginie on, Shun. Już nikt nie jest w stanie pomóc Atenie... wszystkie szanse przepadły... Na twarzy Shuna pojawia się lekki uśmiech - Shunowi udało się chociaż pomścić śmierć mistrza. Wypełnił swoje zadanie... i wcale nie złamał przysięgi, którą złożył Ikkiemu. Obiecał Ikkiemu, że będzie walczył jak prawdziwy mężczyzna. I rzeczywiście - walczył mężnie aż do samego końca. Biała róża zamieniła się już w różę szkarłatną - cały kosmos Shuna wchłonięty został przez piękny, niewinnie wyglądający kwiat. Wokół pojawia się tęczowa aura - ostatnia wizja Shuna przed śmiercią. "Mogę wreszcie umrzeć w spokoju..." - szepcze Patron Andromedy z bohaterskim uśmiechem. "Żegnaj, Seiya...".
***
Tymczasem w Sanktuarium Papież po raz pierwszy od dłuższego czasu ma powody do zadowolenia. Cieszy się, że udało się pokonać wszystkich buntowników... (jasne, i co z tego, że zginęło tyle potężnych Złotych Patronów, Patronów wierzących w swoje ideały, swojego pana i w słuszność sprawy, o którą walczyli...) i cieszy się, że wreszcie udało mu się pokonać PRAWDZIWĄ ATENĘ. W komnacie rozbrzmiewa cichy śmiech...
***
Dobrze, zginęli wszyscy Brązowi Patroni... ale przy życiu zostały jeszcze Patronki! Marin bynajmniej nie marnuje czasu i oto właśnie skrada się ku świątyniom. Jej pech, że świątynie są strzeżone. Po chwili przed Marin pojawia się rudowłosy Phaeton i jego armia - widać, że Phaeton nie żartuje i pała żądzą mordu. Oznajmia on wojowniczce, że od pewnego czasu popadł u Papieża w niełaski i łaskę przywrócić mu może jedynie zabicie kolejnych paru buntowników. Walka staje się nieunikniona, ale Marin wcale się tego nie obawia. Niestety, przeliczyła się... W mur, na tle którego stała, wbite zostają dziesiątki oszczepów. Kiedy dziewczynie udaje wyswobodzić się z gradu oszczepów, nie szczęści się jej w walce "na pięści". Po krótkiej chwili Marin zostaje powalona na kolana. Jest osłabiona, nie może walczyć... Phaeton chwyta dziewczynę za włosy i unosi lekko do góry, aby zadać jej ostateczny cios. I wtedy właśnie pojawia się tajemniczy cień. Cień okazuje się być całkiem niezły w walce i już po chwili Marin zostaje oswobodzona. Kiedy cień zręcznie opada na ziemię, Marin ogarnia zaskoczenie. To... to przecież Shaina! Ale dlaczego pomaga akurat Marin, tej Marin, której z całych sił nienawidziła za to, że to właśnie Seiya (uczeń Marin), a nie Cassios (uczeń Shainy) zdobył Materię Pegaza? Shaina tłumaczy to faktem, że musi pomóc Marin choćby dlatego, że sama nie pokona Papieża, który jest odpowiedzialny za śmierć jej ukochanego Cassiosa. Marin wciąż jest zaskoczona - czyżby Shaina chciała uratować Seiya? To przecież niemożliwe... przecież Shaina tak bardzo chciała go zabić! I nagle Marin doznaje oświecenia: wedle Kodeksu Patronów w przypadku, kiedy jakiś mężczyzna ujrzy twarz Patronki, ta musi go albo zabić, albo się w nim zakochać. Przywołana zostaje wizja - wspomnienie z odcinku, w którym odbyła się walka Aiolii z Seiyem i kiedy to Shaina wyznała Seiyowi swoją miłość własnym ciałem ochraniając go przed ciosem Aiolii. Seiya zobaczył twarz Shainy... i Shaina do końca nie mogła zdecydować się na zabicie Pegasusa, do końca miotały nią sprzeczne uczucia... Marin nie ma jednak więcej czasu na "rozgryzanie" motywów postępowania towarzyszki - oto właśnie oddział Phaetona otrząsa się ze zdezorientowania i następuje walki ciąg dalszy. Tym razem Marin wspomagana jest przez Shainę, co zdecydowanie wychodzi Srebrnej Patronce Aquila na zdrowie. Przeciwnicy szybko zostają pokonani, pokonany zostaje również Phaeton, który, wpółżywy, leży właśnie na ziemi. Shaina oznajmia, że jeśli Marin chce jeszcze coś zdziałać, musi się pospieszyć. Patronka proponuje Aquilii wziąć ze sobą Phaetona - jest pewna, że naczelny dowódca oddziałów Papieża musi znać wszystkie przejścia w świątyniach i może okazać się bardzo pomocny w wędrówce. Marin jest niezdecydowana... czy może zostawić tu Shainę? Dziewczyna zauważa, że spod maski Shainy płynie szerokim strumieniem krew... Czy Shaina sobie poradzi w przypadku kolejnego natarcia? Jednak rzeczywiście nie ma czasu do stracenia, od strony miasta nadbiegają kolejne oddziały... Marin musi zakończyć swoje rozmyślania. Dziewczyna brutalnie chwyta ciało Phaetona i zaczyna biec ku pierwszej świątyni, kiedy tymczasem Shaina rozpoczyna kolejną walkę.
***
Przed Świątynią Ariesa nad ciałem Ateny wciąż zebrani są Tatsumi, Jabu i pozostali. Wszyscy z niepokojem wpatrują się w błyszczący w ciemnościach zielony Płomień Ryb... płomień dogasa... ostatnia godzina już się kończy... Czy jednak ktoś zdoła uratować Atenę?
***
Nieprzytomny, powoli umierający Seiya leży na kobiercu z róż. Choć jest tak blisko celu, nie może nic zrobić, aby dostać się do Świętej Komnaty - moc Aphrodyte jest stanowczo zbyt silna. Wtem chłopak słyszy wołanie Ateny... rozpaczliwe, błagalne wołanie przekazywane przez boginię telepatycznie... wołanie wzywające imię Pegasusa z nadzieją, że to właśnie Seiya będzie tym, który Atenę ocali.
***
Podczas, kiedy rozgrywa się ostateczna, rozpaczliwa walka o życie Ateny, Shun nie musi już o nic się martwić. Umarł... ale umarł szczęśliwie. Teraz leży w Świątyni Ryb obok swojego ostatniego przeciwnika... tutaj panuje spokój, tutaj nic nie jest w stanie zakłócić ostatniego spoczynku Patrona Andromedy. Shun zapadł w sen wieczny... Nad jego bezwładnym ciałem pojawia się wizja - wizja, w którą Seiya nie chciał uwierzyć, choć wszystko wskazywało na to, iż jest ona prawdą. Nad ciałem Shuna pojawia się wizja etiopskiej księżniczki Andromedy poświęconej bóstwom mórz - księżniczki, która umarła, aby inni mogli żyć. Choć Brązowi Patroni za wszelką cenę starali się w to nie wierzyć, Shun rzeczywiście przejął Przeznaczenie nadane Andromedzie przez grecką mitologię...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk