|
Epizod 69
Belleza fatale
(Pechowa piękność)
Seiya właśnie opuścił Świątynię Ryb i kieruje się w stronę Wielkiego Sanktuarium.
Dziwi go trochę, że droga do ostatniego miejsca, w którym musi stoczyć
walkę, usłana jest czerwonymi różami. Ale nikt go nie atakuje, Seiya idzie
spokojnie. Wtem, mimo, iż wcale nie jest ranny, zaczyna mu się kręcić w
głowie i słabnie. Coś upaja go, jakiś słodki zapach powoduje powolne omdlenie.
Seiya idzie już bardzo wolno. Obraz przed oczyma zamazuje mu się, słodki
zapach staje się coraz silniejszy. Pegasus pada na róże, na jego twarzy
widnieje lekki uśmiech. Traci przytomność...
***
Tymczasem Pisces Aphrodite i Andromeda Shun walczą ze sobą w świątyni tego
pierwszego. Aphrodyte oznajmia Shunowi, że Seiya mimo wszystko nie dojdzie
do Wielkiego Sanktuarium, gdyż zapobiegawczy Aphrodyte wysłał drogę zatrutymi
różami. Róże sprawiają, że jeżeli ktokolwiek je powącha, albo ukłuje się
ich kolcami - powoli traci wszystkie pięć zmysłów i zapada w wieczny sen...
Shun jest przerażony. Przecież Ikki zginął w Świątyni Virgo, Shiryuu -
w Świątyni Capricorna, Hyoga - w Świątyni Aquariusa, a teraz Seiya - na
drodze do Wielkiego Sanktuarium! Teraz już tylko on może dojść do Wielkiego
Sanktuarium i uratować Atenę! Mając tą świadomość zaciska jeszcze mocniej
łańcuch na szyi Aphrodyte, ale ten oznajmia, że zabije Shuna tak samo,
jak zabił jego mistrza. Shun puszcza łańcuch, przeżywa nowy wstrząs. Jak
to? Przecież to Scorpio Milo zruinował Wyspę Andromedy i zabił Albireo!
Ale wtem przypomina sobie czerwoną różę leżącą obok zwłok jego trenera.
Czy to możliwe?... Aphrodyte widząc zakłopotaną minę Shuna oznajmia, że
wiedział, iż Milo nie poradzi sobie sam z tyloma wojownikami i postanowił
mu pomóc. Udał się więc na przeklętą wyspę, zdążył akurat na pojedynek
kolegi po fachu z Cepheusem...
***
Milo z zaciętością i determinacją walczy z Albireo. Na występie skalnym,
sporo nad głowami walczących, stoi Aphrodyte i założonymi rękoma przygląda
się walce. W ustach trzyma czerwoną różę. Widząc, że Milo zaczyna mieć
kłopoty, postanawia coś zrobić. Tymczasem wojownicy dostrzegają go, ale
nie ma to już większego znaczenia. Aphrodyte wypuszcza z ust różę, która
zaczyna błyskawicznie pędzić ku twarzy zaskoczonego Srebrnego Patrona.
Albireo nie ma szansy zaaregować na atak, kiedy róża z rozpędem wbija się
w jego ciało... W bardzo krótkim czasie Albireo mdleje... Kiedy róża wysuwa
się lekko z ciała przeciwnika, na szyi Cepheusa pojawia się kropelka krwi.
Róża była zatruta...
***
"Podpisałem się pod tą zbrodnią." - oznajmia spokojnie Aphrodyte z zadowoleniem
patrząc, jakie ogromne wrażenie wywarła jego opowieść na Shunie. Shun jest
przerażony, ale po chwili jego twarz przybiera zdeterminowany wyraz. Mówi,
że pomści mistrza za wszelką cenę, choćby zabijając Złotego Patrona miał
sam zginąć. Aphrodyte uśmiecha się z ironią. "Jakie to wzruszające, uczeń
chce pomścić mistrza!" - oznajmia bawiąc się trzymaną w dłoni różą. Jednak
Shunowi wcale nie jest do śmiechu. Uznaje, że to przeznaczenie daje mu
szansę pomszczenia mistrza i nie zamierza zmarnować owej możliwości. Jako
bodziec do walki służą mun wspomnienia z dzieciństwa, kiedy jeszcze trenował
razem z innymi, aby zdobyć Świętą Materię Andromedy...
***
Shun walczy z Ledą. Żaden z nich nie posiada jeszcze Materii, jest to
tylko trening, ale jakże zawzięty. Shun nawet nie próbuje atakować, broni
się tylko. Niedaleko walczących stoją Albireo i June. Albireo jest zaniepokojony.
"Dlaczego nie walczy?! Przecież już dawno rozpracował taktykę Ledy!" -
zastanawia się tak głośno, że słyszy go jedynie stojąca obok wojowniczka.
Jednak Shun nie ma najmniejszego zamiaru atakować, postanawia pozostać
na obronie. Ale Leda ma dość takiej walki i postanawia ją skrócić. W błyskawicznym
tempie unieruchamia Shuna i teraz wykonuje ciosy wiedząc, że tym razem
Shun nie może się nawet obronić. Albireo i June z wzrastającym niepokojem
przyglądają się walce. W pewnej chwili June błaga Albireo, aby przerwał
walkę, przecież Shun może zginąć z wyczerpania. Jednak jej prośby nie docierają
do sensei. Zresztą Albireo słusznie pozwala przeciwnikom nadal walczyć,
gdyż to po chwili Shun przejmuje główną pozycję i zwycięża. Jest bardzo
wycieńczony, ale szczęśliwy z odniesionego zwycięstwa.
***
Noc, Wyspa Andromedy. Nasza wyspa ma to do siebie, że w dnie panuje
na niej temperatura iście afrykańska, zaś w nocy - temperatura spada aż
do stu stopni poniżej zera. Jednak Shun bynajmniej nie pakuje się tej nocy
na dwór, ale spędza czas w prostej, drewnianej chatce razem z przyjaciółką.
Leży już w łóżku, ale June przyszła go odwiedzić nie dbając o to, że jest
już noc. Ich swobodna, pełna młodzieńczej radości rozmowa schodzi po chwili
na tematy treningów. Shun jest najpotężniejszy z całej swojej grupki, ale
aby otrzymać Materię Andromedy - musi przejść przez ceremonię poświęcenia.
Teraz gra toczy się o to, czy Shun zdecyduje się na ceremonię. June za
wszelką cenę, z czystej i bezinteresownej przyjaźni wobec Shuna, stara
się powstrzymać przyjaciela przed tym krokiem. "Przecież to barbarzyński
obyczaj!" - wykrzykuje. Ale Shun uśmiecha się i wstaje z łóżka. Podchodzi
do drzwi i otwiera je na oścież przyglądając się pięknu nocy na Wyspie
Andromedy. Za nim staje June. Shun oznajmia, że lata treningów nie mogą
pójść na marne, że zostanie Patronem, choćby miał przy tym poświęcić swoje
życie. June nie próbuje już perswadować. Wie, że jej uwagi nie odniosą
skutku, ale jednak postanawia przedyskutować poczynania Shuna z jego mistrzem...
***
Nastał już ranek, a zarazem czas wielkiej próby. June i Albireo siedzą
na skale rozmawiając. June oznajmia, że Shun nie podoła wyzwaniu, czemu
więc ma ginąć na próżno? Jednak Albireo nie jest takiego zdania co wojowniczka.
"Od początku byłem dla niego surowy, ale to dlatego, że widziałem w nim
utalentowanego młodzieńca." - oznajmia. Mówi, że Shun jest w stanie pokonać
przeciwności losu, jeżeli tylko zdecyduje się, aby walczyć. Dodaje, że
Shun ma jedną podstawową wadę - jest uczuciowy. A to prowadzi Patrona często
do zguby... Albireo przyznaje, że Patron powinien mieć czyste serce, ale
zbytnia uczuciowość może mu jedynie przeszkadzać. Dodaje przy tym, że jest
to jedyna rzecz, która niepokoi go u Shuna, za to o nic innego go nie martwi
w postaci wychowanka. June jednak nie wydaje się być do końca przekonana...
Wtedy Albireo oznajmia wojowniczce, że w wypadku, kiedy Shun się na coś
zdecyduje, nie można go już odwieść od takiego postanowienia.
***
No i wreszcie próba. Rytuał poświęcenia ma na celu zobrazowanie sceny,
kiedy Andromeda miała zostać poświęcona oceanom. W związku z tym Shun zostaje
przykuty niezniszczalnymi łańcuchami do skał, a parę metrów od niego zostaje
ustawiona Materia. Kończy się odpływ. Shun na wykonanie swojego zadania
ma mało czasu, bo kiedy nadejdzie przypływ, woda zaleje niedoszłego wojownika,
a co za tym idzie, Shunnie się utopi. Shun próbuje się mocować z przeklętymi
łańcuszkami, które miały być w przyszłości jego podstawową bronią. Ale
jego próby na nic się nie zdają. Wojownik czuje, że nie podoła próbie,
jest mu żal, że lata treningów poszły na marne... Powoli zaczynają go zalewać
wezbrane fale oceanu. June i Albireo obserwują próbę Shuna z wysokiego
klifu; kiedy woda całkowicie zalewa Shuna, June z rozpaczą zrywa się ze
skał. Jednak Albireo nie reaguje. Bezgranicznie ufa w to, że wewnętrzna
siła Shuna odniesie zwycięstwo. Jego wiara zdaje się być zupełnie niezachwiana
i to owa wiara staje się m. in. podstawą, na której opiera się Shun walcząc
z żywiołem. Z trudem łapie oddech pod wodą, odczuwa bliskość "swojej" Materii
jak nigdy wcześniej. Przypominają mu się wszystkie trudy treningów, przez
które przeszedł, aby uczestniczyć w rytuale. Nie może teraz przegrać! Nie
może! Z całych sił napiera na łańcuch, który pod wpływem ciepłej, różowej
energii Shuna roztapia się. Wody oceanu rozstępują się i dwaj wojownicy
stojący na klifie z zaskoczeniem obserwują, jak kosmos Shuna wzrasta do
rozmiarów kosmosu Brązowego Patrona. Materia Andromedy bez niczyjej pomocy
wyzwala się i błyskawicznie otacza ciało swojego nowego właściciela. June
jest szczególnie zdziwiona. Przecież przez rytuał poświęcenia nie udało
się przejść dosłownie nikomu od dwustu lat! Jednak zdziwienie Albireo nie
jest aż tak ogromne, jak zaskoczenie Patronki Cameleona. Jego wiara i nadzieja
już od początku umacniała go w przekonaniu, że Shun poradzi sobie w tej
decydującej chwili. Zdziwienie Albireo powoduje tylko niesamowita energia
kosmosu Shuna, którą czuć wokoło... Shun chwyta w dłonie naprawione jakąś
niezwykłą mocą łańcuchy Andromedy. Jest uradowany, teraz może wreszcie
wrócić do rodzinnej Japonii. Wygrał...
***
Wspomnienia są dla Shuna jakby balsamem, który działa na obolałą duszę.
Wewnętrzna rana Shuna po stracie Albireo znowu się zabliźnia. Andromeda
postanawia walczyć i wyzywa Aphrodyte na pojedynek. Kiedy Pisces uśmiechając
się kpiąco staje do walki, Shun atakuje swoim "Nebula Thunder" (wówczas
jego łańcuszki zygzakowatym torem dążą do przeciwnika). Błyskawice powodują,
że Aphrodyte odnosi uszczerbek na zdrowiu. Atakuje różami, jego asem w
rękawie. Shun wspominając los Seiya, który umierał teraz na drodze do Wielkiego
Sanktuarium z powodu owych Demonicznych Róż, postanawia strzec się ich
zapachu i kolców. Ale po chwili burza różanych płatków zaczyna rozsiewać
wokół słodziutki zapach, mdląco słodki zapach... Shun powoli słabnie, poważnie
niepokoi się tym, że może skończyć tak, jak Seiya. A kto wówczas pomoże
Atenie?... To dziwne, nie czuje wcale bólu... Jakby śmierć przychodziła
jako dobry przyjaciel... Ale wtem kosmos Andromedy rozbłyskuje niesamowicie
jasnym światłem. "Nie umrę na kobiercu z róż, kiedy moi towarzysze cierpią."
- szepcze chłopak powstając. Aphrodyte jest zaskoczony. Przecież jedna
głupia różyczka spowodowała śmierć Albireo, a prawdziwe tornado róż nie
wyrządziło najmniejszej krzywdy uczniowi Albireo! Tymczasem Shun postanawia
zaatakować błyskawicami raz jeszcze. Jednak w chwili, kiedy błyskawice
już mają dosięgnąć pięknego przeciwnika Andromedy, Aphrodyte znika i łańcuch
mija się z celem. Shun jest zaskoczony. Nie może zrozumieć, jak to możliwe,
że Złoty Patron Ryb po prostu rozpłynął się w powietrzu! Nie ma jednak
ochoty na zabawę w chowanego. Czuje kosmos Aphrodyte, co świadczy o tym,
że przeciwnik Shuna jest nadal w świątyni. A więc Nebula Chain powinien
go odnaleźć! Olśniony tą myślą Shun wypuszcza swój łańcuszek na poszukiwania.
Jednak w pewnej chwili Nebula Chain upada na ziemię. Shunnie jest zdumiony.
Jak to? Po raz pierwszy jego łańcuszek minął się z celem. Wtem Aphrodyte
pojawia się ponownie przygotowując swoją różę do ataku. Widać wyraźnie,
że ma dość droczenia się z Shunem i postanawia zmierzyć się z nim na serio.
Shun wie, że nie może zaatakować teraz skutecznie przeciwnika, gdyż róże
Aphrodyte (podobnie jak łańcuch Shuna) służą nie tylko do ataku, ale i
do obrony. Uhm, zaczynają się kłopoty...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|