Epizod 68
La dodicesima casa
(Dwunasta świątynia)
Na początku przedstawione są nam "wspomnienia" z końcówki poprzedniego epizodu. Camus i Hyoga zamarzli w pozie potrzebnej do wykonania "Spełnienia Poranka" - teraz oboje są już skrajnie osłabieni i wyczerpani, wszystko wskazuje na to, że tym razem nie uda im się umknąć śmierci... Camus opuszcza ręce i, z wzrokiem utkwionym w postaci Hyogi, bezwładnie osuwa się na ziemię. Wie, że nauczył już Hyogę wszystkiego, co sam umiał - i w efekcie Patron Łabędzia stał się potężniejszy od mistrza swojego mistrza. Camus chciałby oszczędzić Hyodze życie - ale jest to już niemożliwe... Złoty Patron Wodnika przymyka oczy na zawsze... Hyoga wciąż jeszcze trzyma się na nogach; zamarznięte włosy zasłaniają mu oczy, ale i tak widzimy łzy, które spływają po policzkach Patrona. "Żegnaj..." - szepcze w myślach Hyoga i również pada na posadzkę Świątyni Wodnika, która to świątynia miała się odtąd stać jego grobowcem...
***
Tymczasem u podnóża Świątyni Barana wciąż przesiadują strzegący Ateny Patroni. Na dłoń Jabu spada płatek śniegu... Patronom nie trzeba tłumaczyć, co to oznacza - nie dość, że śnieg o tej porze roku nie pada, to w dodatku zgasła kosmiczna energia Hyogi. Płatek śniegu jest pożegnaniem ze strony Hyogi... Patroni stoją w milczeniu patrząc, jak płatek śniegu zamienia się w wodę... Po chwili głos zabiera Tatsumi, który oznajmia ze smutkiem, że ta wojna, ta masakra zabrała już za dużo ludzkich istnień... najwyższy czas, aby się zakończyła. W Świątyni Panny zginął Ikki, w Świątyni Koziorożca - Shiryuu, zaś w Świątyni Wodnika - Hyoga... trzej z pięciu "buntowników" rozpoczęli już swoją wędrówkę do Krainy Cieni... Kto będzie następny? Na Zegarze Zodiaku dogasa Płomień Wodnika... i wtedy Tatsumi postanawia, że nie może tu siedzieć bezczynnie, z założonymi rękami! Trzeba działać! Już tylko Seiya i Shun mogą ocalić Atenę... trzeba im pomóc! Wierny sługa Mitsumasy Kiddo wymownie spogląda wokół siebie - jego propozycja wyruszenia Seiyowi i Shunowi na pomoc spotyka się z aprobatą wszystkich tu zebranych... nie, jest jednak jeden wyjątek. Z Tatsumi'm nie zgadza się Jabu. Ledwo tylko Patron Jednorożca wypowiada swoje zdanie, Tatsumi rzuca w jego stronę opinię, że Jabu nie powinien się uważać za strażnika Ateny, skoro nie chce jej pomóc! Jabu jednak wciąż broni swojego przekonania tłumacząc towarzyszom, że podczas tylu okrutnych walk, w ciągu których na domiar złego zginęli Ikki, Shiryuu i Hyoga... podczas tych wszystkich walk Seiya i Shun zdobyli kosmos znacznie przewyższający potęgę pozostałych Brązowych Patronów. Seiya i Shun nie byli już Brązowymi Patronami, chociaż wciąż posiadali Materie z Brązu... nie, Patron Pegaza i Patron Andromedy dzięki odkryciu Siódmego Zmysłu osiągnęli moc równającą się mocy Złotych Patronów, a może nawet ją przewyższającą. Znaczy to, że jeśli Tatsumi wraz z Geki'm, Nachi'm, Ichi'm i pozostałymi wyruszy im na pomoc, to owa pomoc może się okazać nie pomocą, lecz przeszkodą. Na zakończenie Jabu dodaje, że ich miejsce jest tutaj, u boku Ateny, i to właśnie tutaj powinni ją chronić. Chcąc nie chcąc Tatsumi i pozostali kapitulują...
***
Nad Sanktuarium zapadł już zmrok. Spośród pobliskich kolumn wylatuje mała sówka, na razie chociaż tu jest cicho i spokojnie. W Świętej Komnacie Papież właśnie zasiada na tronie, jego umysł zaprzątnięty jest coraz mniej wesołymi myślami... "Bądź przeklęty, Camusie!" - gwałtownie oznajmia Wielki Mistrz. Jakby w odpowiedzi na jego klątwę z nicości odzywa się głos; "Czego się boisz?" - pyta ukryta siła. Papież w milczeniu staje przed lustrem - wie, że przerywający jego rozmyślania głos dobiega właśnie stamtąd. Chwilowo postanawia owego głosu wysłuchać... Głos mówi o tym, że Papież doskonale wie, czego się boi. Przed Shunem i Seiyem został już tylko jeden dom, kiedy i on zostanie zniszczony, obaj wojownicy staną już tylko przed Papieżem. A Papież może być pewien, że Shun i Seiya dołożą wszelkich starań, aby go pokonać - tutaj nie będzie bowiem chodziło tylko i wyłącznie o uratowanie Ateny, nie, obaj Patroni będą zapewne chcieli pomścić swoich towarzyszy. Tajemniczy głos nakazuje Papieżowi spojrzeć prawdzie w oczy - Deathmask (Złoty Patron Raka), Shaka (Złoty Patron Panny) i Camus (Złoty Patron Wodnika)... wszyscy trzej zginęli pokonani przez Brązowych Patronów. Mu (Złoty Patron Barana), Aldebaran (Złoty Patron Byka), Aiolia (Złoty Patron Lwa), Rochi (Złoty Patron Wagi) i Milo (Złoty Patron Skorpiona) zdradzili Sanktuarium pozwalając Brązowym Patronom przejść przez swoje świątynie, zaś w Świątyni Bliźniąt stoi pusta Złota Materia. A Aiolos, Złoty Patron Strzelca? Jego Materia stoi przed Świątynią Strzelca wymierzając Złotą Strzałę w stronę Papieża... Został już tylko Aphrodyte (Złoty Patron Ryb)... skąd Papież może być pewien, że i on go nie zawiedzie? Tajemniczy głos oznajmia, że niemal absolutnie pewnym jest fakt, że już niedługo Seiya i Shun staną w progach Świętej Komnaty. Po tych słowach Papież traci cierpliwość i rozbija lustro, powoli zaczyna się śmiać, coraz głośniej i głośniej... Nabiera pewności siebie... Oznajmia, że jest panem osiemdziesięciu ośmiu Patronów, że Seiya i Shun nie mają w walce z nim żadnych szans, gdyż są zwykłymi śmiertelnikami, podczas gdy on... podczas gdy on jest bogiem! Papież, wciąż śmiejąc się szaleńczo, niszczy całe lustro co do jednego okruchu. Pomimo wszystkich wydarzeń, które jak dotąd zaszły, ufa Aphrodyte, ufa, że ten najpiękniejszy z wszystkich Patronów zwycięży "buntowników", którzy ośmielili się wystąpić przeciwko bogu wojny. Według Papieża piękne ciało Aphrodyte jest jedynie "przykrywką", która była w stanie zmylić już wielu przeciwników Złotego Patrona Ryb. Według Papieża Aphrodyte jest bowiem niezwykle uzdolnionym i zarazem okrutnym Patronem, który jeszcze nigdy nie zawiódł swego pana i zawsze bez problemów wykonywał nadane mu rozkazy...
***
W czasie, kiedy Papież dzieli przysłowiową skórę na niedźwiedziu, Shun i Seiya wchodzą po schodach prowadzących ku Świątyni Ryb. W pewnym momencie obraz przed oczyma Shuna staje się mglisty, chłopak upada. Seiya natychmiast podbiega do towarzysza i pomaga mu wstać, Shun rozwiewa jego zaniepokojenie wytłumaczeniem, iż tylko się poślizgnął. Pegasus wierzy w słowa Shuna... kiedy tymczasem Shun doskonale wie, że nie powiedział całej prawdy. W pewnym momencie Patron Andromedy wysuwa dosyć niespodziewaną propozycję - otóż prosi on Seiya, aby ów pozwolił mu walczyć z Aphrodyte sam na sam, a sam szedł naprzód, do Komnaty Wielkiego Mistrza. Seiya jest nieco zaskoczony prośbą Shuna i wtedy... zaczyna kojarzyć. Przypomina mu się stara chińska legenda, którą po wejściu do Świątyni Skorpiona opowiedział mu nieżyjący już Shiryuu... legenda o wędrowcu, lisie, niedźwiedziu i króliku. Według tej legendy konającemu ze zmęczenia wędrowcowi lis przyniósł winogrona, niedźwiedź - rybę, zaś królik, nie mogąc ani łowić ryb, ani zrywać owoców, ofiarował wędrowcowi swoje życie. Shiryuu przytoczył Seiyowi tę legendę wtedy, kiedy rozmawiali o Shunie, którego energia prawie zgasła podczas prób przywrócenia zamarzniętego Hyogi do życia. Teraz Seiya przypomina sobie jeszcze jedną rzecz... przypomina mu się legenda o przeznaczeniu mitologicznej Andromedy. Ona też poświęciła życie, aby ratować innych... Czy przeznaczeniem Shuna jest również oddać życie za innych? Shun widząc niezdecydowaną minę Seiya oznajmia, że złożył umierającemu w Świątyni Panny Ikkiemu przysięgę, że będzie walczył jak prawdziwy mężczyzna, że nigdy się nie podda... w imieniu Ateny... Nagle twarz Patrona Andromedy rozjaśnia się uśmiechem, chłopak oznajmia, że przypomniała mu się opowieść Albireo z czasów, kiedy Shun trenował jeszcze na Wyspie Andromedy... Shun prosi Seiya, aby wysłuchał tej opowieści, gdyż jest ona bardzo ciekawa i może się okazać im pomocna...
***
We wspomnieniach Shuna trafiamy na Wyspę Andromedy - akuratnie pogoda pozostawia raczej wiele do życzenia, ale młodym kandydatom do Materii Andromedy nie przeszkadza to w treningach. Teraz widocznie mają małą przerwę - nie walczą. Albireo stoi przy jednej z licznych w tych okolicach skał, naprzeciwko niego znajdują się Shun, Leda, Spica i June. Albireo właśnie opowiada swoim wychowankom o kosmicznej energii - w swym "wykładzie" przyrównuje kosmos wojownika do kosmosu prawdziwego. Kosmos wojownika jest wieczny tak samo, jak kosmos "galaktyka", i on również może rozszerzać się w nieskończoność. Nie ma granic - zawsze wojownicy będą mogli bardziej zwiększyć swój kosmos. Shun i jego trzej pozostali towarzysze słuchają opowieści Albireo w milczeniu - sam Shun jeszcze nie wie, że ta opowieść pomoże mu podczas późniejszych walk utrzymać wiarę w siebie i we własne możliwości.
***
Shun uśmiecha się patrząc, jakie wrażenie wywołała jego opowieść. Seiya ma minę raczej niezdecydowaną... i wtedy Shun dodatkowo tłumaczy Seiyowi, że nieważne, jak wojownik będzie osłabiony i na ile utraci władzę nad własnym ciałem... zwycięstwo może osiągnąć nawet wtedy, pod warunkiem, że zachowa jasność umysłu. W tym samym czasie ostatecznie gaśnie Płomień Wodnika i obaj Patroni w milczeniu uznają, że nie mogą tracić więcej czasu i muszą biec naprzód. Podczas biegu Seiya przez chwilę zerka na patrzącego przed siebie Shuna i uśmiecha się lekko. Przypomina sobie, że kiedyś myślał o Shunie jako o wrażliwym i delikatnym chłopczyku, który właściwie nie miał większych szans w byciu Patronem. Ale teraz... na skutek tylu przebytych walk, na skutek tylu przebytych trudności... Shun jakby zmężniał. Seiya wie, że może Shunowi zaufać... że może zaufać, iż Shun nie zawiedzie swoich towarzyszy i zawsze będzie walczył do końca. Wtedy nagle ku wojownikom zaczynają szybować dwie czerwone kule... Seiya i Shun błyskawicznie odskakują na bok pozwalając, aby kule "ulokowały się" zaraz przy nich. Kiedy czerwone światło powodujące, iż atak wyglądał jak kula, znika... wtedy Seiya i Shun z zaskoczeniem stwierdzają, że to były dwie czerwone róże. Ale skąd tu się wzięły róże? Odpowiedzi Patroni nie muszą szukać daleko - w wejściu do Świątyni Ryb stoi okryta przez mrok postać. Nie ma wątpliwości, że to strażnik tego domu, Złoty Patron Ryb. Aphrodyte dopełnia formalności przedstawiając się swoim przyszłym oponentom - i kiedy tylko do świątyni napływa trochę więcej światła, słowa Papieża okazują się być prawdą. Aphrodyte ma naprawdę ładną buźkę, a ślicznych oczu o kolorze turkusu mogłaby mu pozazdrościć niejedna mangowa postać. ^_^ Czy jednak jest tak potężny i okrutny, jak sądził Papież? O tym Seiya i Shun przekonać się muszą na własnej skórze... Patroni tylko pobieżnie zerkają na czerwoną różę, którą Aphrodyte trzyma w pomalowanych (sic!) na fiołkowo ustach... Zgodnie z prośbą Shuna Seiya postanawia szybko przebiec przez Świątynię Ryb i równie szybko dotrzeć do Świętej Komnaty - teraz zaczyna biec po schodach, mija Aphrodyte i wtedy... Aphrodyte wypuszcza różę z ust i kieruje ją prosto na Seiya! Pegasus jednak widocznie był już przygotowany i na taką ewentualność, gdyż błyskawicznie się odwraca i niszczy różę praktycznie jednym ciosem. Aphrodyte szykuje się do wypuszczenia kolejnej róży, ale tym razem jego dłoń zostaje powstrzymana przez łańcuch Shuna. Andromeda-chan mężnie oznajmia, że nie puści Złotego Patrona Ryb aż do chwili, kiedy Seiya bezpiecznie opuści świątynię. Przedtem - no way! Aphrodyte nie widzi potrzeby "stawiania się" zdeterminowanemu Shunowi w takiej sytuacji, postanawia spokojnie poczekać, aż Seiya opuści świątynię. Patron ostrzega jednak Shuna, że nawet jeśli Seiyowi uda się przebiec przez Świątynię Ryb, na drodze do Wielkiego Sanktuarium czekać go będzie słodka śmierć w trumnie z róż... Teraz dopiero Shun pojmuje, w jakim niebezpieczeństwie rzeczywiście znajdować się może Seiya...
***
... a tymczasem nasz nieświadomy knowań Aphrodyte Pegasus wychodzi ze Świątyni Ryb cały i zdrów. Kiedy jednak Seiya kieruje spojrzenie na trasę mającą go zaprowadzić do Świętej Komnaty, ogarnia go zdziwienie - schody wysłane są kobiercem z róż. Cóż to może znaczyć? Patron Pegaza z podejrzliwością wkracza na pierwsze stopnie... a po chwili zaczyna biec, jak tylko szybko może, obiecując sobie, że jakieś zwykłe kolce nie przeszkodzą mu w osiągnięciu celu! Jednak ku zdumieniu chłopaka w powietrzu zaczynają wirować płatki róż, a wokół zaczyna się rozchodzić słodka, lekko mdląca woń... Seiya czuje, jak jego ciało drętwieje, po chwili zaczyna również odczuwać ogólną słabość włączywszy w to wszystko zamglony wzrok. Patron Pegaza nieco zwalnia, zaczyna iść coraz wolniej, aż wreszcie staje w miejscu. Nogi uginają się pod nim, jakby nie mogły znieść ciężaru spoczywającego na nich ciała... i wtedy owe ciało zostaje zupełnie obezwładnione. Seiya upada na twarz prosto w kobierzec czerwonych róż...
***
Shun wciąż trzyma mocno łańcuch krępujący dłoń Aphrodyte, w jego duszy został zasiany poważny niepokój o Seiya. Jeżeli Aphrodyte mówił prawdę... znaczy to, że Seiya albo już pożegnał się z życiem, albo zrobi to w każdej najbliższej chwili... Po twarzy Złotego Patrona Ryb błąka się lekki, triumfujący uśmiech... odcinek kończy wizja Shuna i Aphrodyte na tle wypełnionym czerwonymi różami...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk