Epizod 67
Battaglia senza vincitori
(Walka bez zwycięzców)
Spadająca gwiazda zniknęła. Zrozpaczeni Seiya, Hyoga i Shun zostają w połowie swojej drogi spoglądając w niemym bólu na mroczne niebo. To koniec... Już dwóch z nich zginęło na zawsze...
***
Rozpaczają także Rochi i Shunrei, Shurei klęczy na skale modląc się za duszę Shiryuu. Rochi spogląda w niebo, w jego oczach wciąż jeszcze widać łzy.
***
Tymczasem trzej Patroni stoją nadal w oniemieniu w połowie schodów do Świątyni Aquariusa. Shun pada na kolana. Przez dłuższą chwilę panuje milczenie, trzej Patroni pragną uczcić nim śmierć swojego przyjaciela. Pierwszy z rozpaczy i szoku budzi się Seiya. Słyszy szelest i spogląda w górę. Tak, strażnik jedenastej świątyni, Camus, już na nich czeka. Delikatnie podnosi Shuna. "Chodź." - mówi ciepło. Wie, że teraz muszą trzymać się razem, jeżeli nie chcą zostać na dnie otchłani rozpaczy. Hyoga także podnosi głowę i od razu napotyka wzrok Camusa. Camus patrzy na niego trochę z żalem, a trochę z surowością i gniewem. Wzrok Hyogi wyraża zaś tylko jedno: determinację. Patron Cygnusa oznajmia przyjacielom, żeby ruszyli do następnego i zarazem ostatniego Domu Zodiaku, on sam zmierzy się ze swoim mistrzem. Shun i Seiya z niepokojem spoglądają po sobie. Ich przeczucie umacnia się, wiedzą, że Hyoga może mieć poważne kłopoty... Jednak wzrok Patrona Łabędzia, kiedy Hyoga patrzy na towarzyszy, wyraża taką wolę walki, że pozostała dwójka posłusznie kieruje się w stronę wejścia. Seiya i Shun przystają coś z metr od Camusa. Dziwi ich to, że Camus nie atakuje, że pozwala im przejść spokojnie. Nie wiedzą jednak, że Złoty Patron Wodnika ma do wyrównania z Hyogą jeszcze stare rachunki i chce to zrobić będąc z uczniem sam na sam. Kiedy Hyoga ponagla ich - przechodzą obok Camusa z pozornym spokojem, nie oglądając się na twarze pozostałych wojowników. Camus znów kieruje wzrok na Hyogę. "Czemu, głupcze, powróciłeś do świata żywych?" - myśli. Myśli też, że tym razem pozbędzie się w pewien sposób ukochanego, ale niebezpiecznego ucznia. Po chwili wystarczającej Pegasusowi i Andromedzie na przejście przez świątynię, Camus i Hyoga wyruszają do jedenastego Domu Zodiaku na ich ostatni pojedynek...
***
Camus wchodzi do świątyni pierwszy, parę metrów za nim idzie Hyoga. W pewnym momencie obaj przystają. Hyoga oznajmia, że zawdzięcza Camusowi wiele nauk, ale nie ma zamiaru odwdzięczyć się słowami, tylko czynem. Mówi, że będzie walczył przeciw mistrzowi wykorzystując jego własną technikę i nauki, jakie zostały mu przekazane przez sensei. Camus przez chwilę milczy, ale po chwili odwracając się ku Hyodze oznajmia: "Przyjmuję twoje wyzwanie.". Obaj Patroni stoją naprzeciw siebie. Który z nich zwycięży?... Pierwszy atakuje Hyoga za pomocą "Diamentowego Pyłu". Atak zostaje w błyskawicznym tempie przechwycony przez Camusa, który kieruje lodowy pył przeciw uczniowi. Hyoga zostaje odparty swoim własnym atakiem, który odpycha go na jedną z kolumn świątyni. Materia Hyogi jest już i tak poniszczona po wizycie w Świątyni Scorpio, a teraz jeszcze roztrzaskuje się o mury następnej świątyni. Hyoga wie, że jego Materia nie wytrzyma już długo, a wówczas... Lepiej o tym nie myśleć... Cygnus upada na posadzkę, drgając na całym ciele leży przed Camusem. Wówczas Camus podchodzi bliżej ucznia i pyta się go, czy wie, co to jest zero absolutne. Hyoga nie zna celu pytania Camusa, ale przypomina mu się, co mu mówił na ten temat jego stary sensei z dzieciństwa, Crystal Saint.
***
Lodowa kraina, Syberia. Pięcioletni Hyoga stoi przed swoim ówczesnym mistrzem, Crystal Saintem. Crystal Saint właśnie z pewnymi problemami usiłuje wytłumaczyć wychowankowi teorię zera absolutnego. Pyta się wychowanka, czy wie, co to są atomy. Wówczas Hyoga odpowiada, że tak, że wszystko na świecie "...kwiatek, a nawet ja..." jest zbudowane z atomów. Wtedy Kryształowy Patron tłumaczy Hyodze, że atomy poruszają się z szybkością zależną od temperatury (im mniejsza temperatura, tym wolniejszy ruch atomów. Dodaje, że zero absolutne jest to temperatura, w której zamarza wszelka materia. Wyjaśnia, że podmuch lodowych ataków Patronów nie ma na celu spowodowanie eksplozji, tylko spowolnienia ruchu atomów, w wyniku czego obiekt ataku zamarza. Dla przykładu pokazuje Hyodze działanie ataku zera absolutnego na skale: skała pod wpływem niesamowicie zimnej lodowej energii - zamarza...
***
Tymczasem pod wpływem następnego ataku Hyoga leci znowu na kolumnę i znowu z wielkim wysiłkiem powstaje na nogi. Jednak Camus ma już dość walki, postanawia skończyć z tym raz na zawsze. Szybko staje w odpowiedniej pozie i inicjuje "Spełnienie Poranka". Ten atak wykonywany za pomocą dzbana wodnika powala Hyogę z nóg, zdaje się, że Cygnus jest już nieprzytomny, a nawet martwy. Mimo wszystko jednak Hyoga znowu wstaje. Camus jest zaskoczony, przecież to właśnie "Spełnienie Poranka" pozbawiło Hyogę życia w Świątyni Libry. Hyoga uśmiecha się kącikiem ust i oznajmia, że Camus sam kiedyś mu mówił, że jeden atak nie może być wykorzystany w pełni skutecznie kilka razy przeciw temu samemu Patronowi. No cóż, Aquarius został zagięty przez własnego ucznia... Ale nie ma mowy, aby jeden z nich się poddał. Z niesamowitą szybkością i refleksem obaj wycelowują w siebie lodową energię. Wówczas Samus pojmuje ogrom głupstwa swojego czynu. Przecież jeżeli jego lodowa energia dotknie Hyogi, nastąpi eksplozja ich kosmosów! Za wszelką cenę stara się sprawić, aby jego energia nie dotarła do Hyogi. Oznajmia przy tym wychowankowi, że Hyoga nie ma z nim żadnych szans. Prawu zera absolutnego podlegają bowiem wszystkie rzeczy na tym świecie, w tym i Materie Patronów. Materia Brązowego Patrona zamarza w temperaturze -150°C, Materia Srebrnego Patrona - poniżej -250°C, zaś Złotego Patrona - poniżej zera absolutnego, czyli w temperaturze niższej niż -273°C. Wtem jednak Cygnus chwyta w dłonie energię Camusa (ku przerażeniu właściciela świątyni) i czyni z niej ogromną, białawą kulę. Camus jest zaskoczony, nie może się pogodzić z myślą, że jego własny uczeń był zdolny do wykorzystania kosmosu ich obu nie zostając przy tym unicestwiony. Jedyne wytłumaczenie dla Camusa to fakt, że Hyoga odkrył już siódmy zmysł (co rzeczywiście stało się podczas pojedynku Hyogi i Milo). Jeżeli tak rzeczywiście jest... to walka będzie bardzo wyrównana... Ale nie... Camus słusznie przypuszcza, że Hyoga zna siódmy zmysł od niedawna i nie potrafi jeszcze dobrze kontrolować swojej mocy. Nie ma jednak czasu na zastanawianie się, gdyż kosmos obu przeciwników zebrany w lodowej kuli wystrzeliwuje w Camusa. Energia kosmiczna jest na tyle potężna, że przewraca Złotego Patrona. Ale Camus bynajmniej nie poddaje się. Postanawia wykorzystać swojego asa w rękawie: "Spełnienie Poranka". Bez namysłu staje w odpowiedniej pozie i zdumiewa się. Dokładnie w chwili, kiedy staje do ataku Camus, Hyoga przybiera identyczną postawę. Oczy Cygnusa są przesłonięte przez grzywę złotych włosów, ale i tak można się domyślić, że Hyoga-san jest na wpół przytomny. A mimo to emanuje prawie równie potężną energią, jak Camus. Camus jest wściekły, "Spełnienie Poranka" jest jego sekretnym atakiem, a tu Hyoga próbuje mu go podkraść! Mimo wszystko jest prawie pewien, że kosmos Hyogi nie wytworzy tak potężnego lodowego podmuchu, jak kosmos Camusa. Obaj jednocześnie atakują, kolumny świątyni zamarzają. Rozlega się eksplozja dwóch kosmosów, w świątyni powoli zapanowuje temperatura zera absolutnego...
***
Tymczasem Shun i Seiya biegną w stronę Świątyni Ryb. W pewnej chwili obaj przystają, czują, że kosmos Hyogi jest coraz słabszy... Wtem z wieczornego nieba spada coś małego i białego. Shun wyciąga dłoń przed siebie i po chwili na jego ręce ląduje maleńki płatek śniegu, który szybko topnieje pod wpływem panującego tu ciepła. Obaj Patroni są zaskoczeni. Skąd tutaj śnieg latem? Shun marszczy brwi przygryzając wargi, coś mu się przypomina... Ma już świadomość, że ta śnieżynka jest wyrazem pożegnania przesłanego przyjacielom przez Hyogę...
***
W chwili, kiedy Seiya i Shun pojmują okrutną prawdę, Hyoga i Camus umierają w Świątyni Aquariusa. Eksplozja ich kosmosów, osiągnięcie zera absolutnego - to wszystko sprawiło, że teraz obaj Patroni są posągami z błyszczącego lodu. Camus nie opuszczając rąk po ataku, spogląda na dzielnego wojownika, z którym przyszło mu się zmierzyć. Rozumie, że Hyoga nie jest już tym Patronem, którego z taką łatwością pokonał w Świątyni Libry... Wie, że to teraz właśnie Cygnus zasługuje na Złotą Materię, nie on, Camus. "Rycerzu, twoja moc przerosła moją, nie mam już nic, czego mógłbym cię nauczyć... Żegnaj..." - szepcze Złoty Patron Aquariusa z trudem poruszając zlodowaciałymi wargami. Po chwili słabnie, opuszcza ręce i upada na lodową posadzkę świątyni... Cygnus także zamarznął w pozie ataku. Oczy Hyogi nadal przykryte są bujną grzywką, spod której po lodowej twarzy spływają łzy. Patron Cygnusa nie może poruszać wargami, ale w jego myślach krąży wdzięczność, bezgraniczna wdzięczność dla Camusa, że tuż przed śmiercią kosmos Patrona Łabędzia wzrósł o taką energię... Po chwili także opuszcza ręce i upada, dokładnie naprzeciwko swojego mistrza...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk