Epizod 61
Un aiuto inatteso
(Nieoczekiwana pomoc)
Hyoga po przełknięciu łez dalej kontynuuje swoją wypowiedź. Oznajmia, że myślał, iż jego łzy przestały istnieć już dawno. Dodaje, że skoro Shun był gotów do tak wielkiego poświęcenia, to Hyoga nie powinien był gorszy. Mówi Milo, że będzie z nim walczył, aby dotrzeć do Wielkiego Mistrza i poprosić go o uratowanie Shuna. Seiya i Shiryuu są zaskoczeni tak silną wolą Hyogi. Wtedu Patron Cygnusa zwraca się do nich. Rozkazuje im wstać i walczyć, przecież nie są śmiertelnie ranni. Pegasus i Dragon posłusznie podnoszą się, choć przychodzi im to z wielkim trudem. Tymczasem Patron Skorpiona nie marnuje czasu i postanawia sparaliżować Hyogę, wysyła ku niemu swój straszliwy atak. Hyoga dostrzegając cios osłania swoim ciałem Shuna nie odnosząc przy tym żadnego uszczerbku. Po chwili Hyoga składa Shuna na posadce i staje do walki razem z Milo. Milo jest zdumiony, przecież dotąd każdy jego cios zadawał okropny ból Patronom. Jednak Hyoga jest inny, chroni go niesamowita aura... Patron Cygnusa oznajmia przyjacielom, że będzie walczył sam. Seiya i Shiryuu próbują protestować, ale Hyoga rozkazuje Seiyowi zaopiekować się Shunem. Dodaje z uśmiechem, że teraz mogą mu tylko więcej przeszkodzić, niż pomóc. Pegasus i Dragon wiedzą, że dalsza zwłoka równa się śmierci Ateny i nie protestują już dalej. Seiya bierze Patrona Andromedy "na barana" i razem z Shiryuu wybiega ze Świątyni Skorpiona. Następne wyzwanie - Świątynia Strzelca. Hyoga i Milo zostają sami. Obaj mierzą się wzrokiem, żaden nie chce pierwszy zaatakować... Nad Domem Zodiaku Skorpiona pojawiają się wizje łabędzia i skorpiona. Który z nich wygra?...
***
Tymczasem Mu i Kiki nadal stróżują przy Atenie ugodzonej złotą strzałą prosto w serce. Nic nie mówią, bo cóż mają mówić widząc, jak cierpi bogini. Kiki trzyma hełm Mu, Aries schyla głowę ku Saori Kiddo. Wtem zupełnie niespodziewanie nadbiega Tatsumi dzierżąc w dłoni miecz samurajski. Mu jest zdziwiony, kiedy zasapany Tatsumi oznajmia, że przybył tu, aby w dalszym ciągu chronić Księżniczkę (mowa o Atence). Złoty Patron Ariesa nie wiedział bowiem, że Saori ma ochroniarza... Jednak po paru sekundach na horyzoncie pojawia się kilkunastoosobowa banda wojowników z Wielkiego Sanktuarium. Dostrzejąc Tatsumi jeden z wojowników wysuwa się naprzód i oznajmia, że tereny Dwunastu Świątyń Zodiaku są święte i nikt poza Złotymi Patronami nie może na nich przebywać. Dodaje przy tym, że Tatsumi zbeszcześcił święte miejsce, za co musi zostać przykładnie ukarany. Tatsumi zdaje się nie obawiać wrogów i zasłoniwszy Atenę ściska w obu dłoniach swój miecz. Kiki podaje starszemu bratu hełm, ale Aries pokazuje ręką, że nie zamierza go przywdziać. Kiki jest zdziwiony, myślał, że Mu chce pomóc Tatsumi. Jednak Mu oznajmia, że ma zamiar wrócić do swojej świątyni. Kiki nie rozumie brata, przecież Tatsumi i Atena mogą zginąć, wrogich wojowników jest naprawdę dużo. Jednak Mu nadal obstaje przy swojej decyzji i po chwili znika. Kiki chcąc nie chcąc musi podążyć w ślady Złotego Patrona Ariesa i po chwili także znika. Tatsumi i bogini zostają sami (nie licząc oczywiście zgrai barbarzyńskich wojowników). Rozpoczyna się walka. Tatsumi bez skrupułów używa swojego miecza i powala większość wojowników. Jednak nie jest w stanie pokonać wszystkich, a nieprzytomna Atena nie może przyjść mu z pomocą... Żywi wojownicy obskakują Tatsumi, ochroniarz zdaje się nie mieć już żadnych szans.
***
Tymczasem na górnych stopniach schodów prowadzących do Świątyni Ariesa siedzą Mu i Kiki. Mają stąd piękny widok na rozgrywającą się kilkanaście metrów stąd walkę. Kiki jest przestraszony, błaga Mu, aby pomógł Tatsumi. Jednak Mu kręci przecząco pochyloną głową. Ma przymknięte oczy, odgłosy dochodzące z pola walki aż nazbyt informują go, co się dzieje na dole...
***
Tatsumi jest otoczony przez wrogów jak przez sforę psów myśliwskich - nie ma zupełnie żadnych szans. Część wojowników odłącza się od tych, którzy trzymają Tatsumi. Owa część ma zamiar zająć się Ateną, uśmiechają się. Oznajmiają kolegom, że "dziewczyna podająca się za Atenę" jest ranna i nie ma się czego obawiać. Kiedy podchodzą do bogini, jeden z nich chwyta w garść włócznię i przygotowuje się do zainicjowania ciosu. Tatsumi widząc, na co się kroi, wykrzykuje z całej siły, aby zostawili Atenę w spokoju. Jednak wrogowie ani myślą słuchać jego zakazów. Włócznia jednego z wojowników prawie dosięga szyi Ateny, kiedy... jakby znikąd pojawiają się Ichi, Jabu, Geki, Ban i jeszcze jeden z Brązowych Patronów (chyba Nachi). Szczerze mówiąc można być zaskoczonym, gdyż przecież cała piątka ponoć już zginęła, ale... daruję sobie wywody na ten temat. No więc dobra, piątka Brązowych Patronów atakuje wojowników ochraniając przy okazji Atenę. Zaczyna się robić drobne zamieszanie, na które z góry gapi się z rozwartymi ustami Kiki, a nawet Mu spojrzał z zaskoczeniem na pole walki. Jabu zdaje się być liderem całej piątki, zawsze pierwszy atakuje. Po parunastu sekundach zażartej walki wojownicy z Sanktuarium zostają pokonani, a Tatsumi - oswobodzony. Tatsumi jest obrażony na Jabu, kiedy ten oddaje mu miecz samurajski, który ochroniarz upuścił, gdy został schwytany. Tatsumi oznajmia, że sam by sobie poradził i piątka wojowników Ateny niepotrzebnie się wtreniła. Jabu nic na to nie mówi, ale kiedy Tatsumi oddala się o kawałek, na twarzy Patrona Jednorożca pojawia się uśmiech. "Na pewno!" - szepcze z żartobliwą ironią na tyle cicho, aby Tatsumi nie mógł go usłyszeć. Ale nie ma co, wreszcie wojownicy Ateny i ochroniarz bogini przestają się na siebie boczyć, przecież wszyscy mają ten sam cel - chronić swoją jedyną panią i księżniczkę, Atenę, narodzoną ponownie trzynaście lat temu jako Saori Kiddo.
***
W czasie, kiedy Atena zdobywa swoją potężną eskortę, Hyoga i Milo kontynuują pojedynek. Hyoga atakuje swoim "Diamentowym Pyłem" ("Diamond Dust!") ale jego atak jest dla Złotego Patrona Skorpiona niczym. Tak samo jak lodowa aura, którą wytwarza Hyoga wokół Milo. Aura przedstawia się jako obręcz z kawałków lodu, ale niedługo możemy się cieszyć jej pięknem, gdyż zostaje w pewnej chwili rozwalona dzięki wysiłkom Złotego Patrona Skorpiona. Milo znów usiłuje sparaliżować Hyogę, ale znów mu się to nie udaje. Ale tym razem przekonuje się, że Brązowego Patrona Cygnusa chroni niewidzialna lodowa aura, która odbija ten jego atak. Scorpio uśmiecha się. Oznajmia, że niepotrzebnie marnuje energię, że lepiej będzie, jeżeli zaatakuje swoim najpotężniejszym atakiem. Hyoga staje w pozycji bojowej, kiedy Milo wywołuje za pomocą swojego czerwonego pazurka "Purpurowy Szpon". Mimo potężnej energii Hyogi nie udaje mu się uniknąć ataku Milo i szpon wpija się w jego ciało. Milo uśmiechając się oznajmia przeciwnikowi, że nie ma żadnych szans. "Purpurowy Szpon" wpije się piętnaście razy (bo piętnaście gwiazd znajduje się w gwiazdozbiorze Skorpiona) w ciało Patrona Cygnusa, przy czym ostatni cios będzie śmiertelny. Wyjaśnia, że stanie się tak, gdyż atak Milo paraliżuje cały system nerwowy wybranego przeciwnika zadając mu okropny ból, na skutek czego ów Patron umiera tak, jak przy ukąszeniu skorpiona. Hyoga rzeczywiście czuje, że jakiś kolec przeszywa jego pierś. Czyżby więc Milo miał rację?... Scorpio korzysta z chwili, kiedy Hyoga gorączkowo analizuje swoją sytuację, i wysyła następne cztery kolce. Owe kolce potrafią przebić nawet Materię Cygnusa wpijając się w ciało i powodując wstrzyknięcie trucizny. Hyoga przez chwilę stoi nieruchomo, z trudem wytrzymuje ból zadany mu przez przeciwnika. A jest to dopiero piąte ukłucie. Milo jest zaskoczony, że Hyoga jeszcze żyje. Pyta się go, czy woli poddać się i ocalić życie, czy umrzeć. Hyoga odpowiada mu na to: "Ani jedno, ani drugie. Będę walczył do końca i zwyciężę!". Scorpio każe mu się jeszcze zastanowić nad swoimi poczynaniami, ponieważ zazwyczaj po pięciu ukłuciach byli przeciwnicy Patrona Skorpiona albo umierali, albo błagali o litość. Jednak Hyoga nie ma najmniejszego zamiaru zmienić swoje postanowienie. Patronowi Skorpiona jest to szczerze obojętne i w związku z tym inicjuje następne ukłucia. Już dziewięć kolców wbiło się w różne miejsca ciała Hyogi, który jest już poważnie osłabiony i w skutek wyczerpania zwala się na posadzkę. Milo wprost czuje, że zwycięży, Hyoga w ogóle się nie porusza. Jednak w pewnej chwili Patron Cygnusa zbiera w sobie energię swojej konstelacji i ku zakoczeniu Patrona Skorpiona podnosi się na równe nogi. Milo jest zdumiony niezwykłą siłą przetrwania Hyogi, ale nie przeszkadza mu to przed wypuszczeniem następnych pięciu kolców. Został już tylko jeden atak, aby Hyoga zginął... (ale nie zginie, bo nie byłoby filmu) Scorpio oznajmia, że Hyoga wobec swojej energii zasługuje na to, aby dostąpić zaszczytu, jakim jest śmierć poprzez atak za pomocą najsilniejszej gwiazdy z gwiazdozbioru Skorpiona - Antares. (Gwoli wyjaśnienia - Antares to gwiazda znajdująca się w umownym tułowiu skorpiona z omawianego Znaku Zodiaku, a dokładniej w samym środeczku) Hyoga, który przed chwilą był ledwie żywy, zbiera w sobie całą energię i podnosi się. Oznajmia Milo, że zbyt zależy mu na wygranej, aby dać się zabić. W tym momencie Milo zauważa, że nie czuje nóg. Spogląda w dół i doznaje szoku. Otóż Hyoga korzystając z nieuwagi Milo spowodował zamarznięcie nóg Patrona Skorpiona. Po chwili lód postępuje w coraz wyższe partie ciała Milo zamieniając Patrona w lodową bryłę. Hyoga jest już pewny swojej wygranej, ale przejeżdża się na tym jak Zabłocki na mydle... Otóż Milo jest na tyle potężny, że rozwalenie lodowego okucia stworzonego przez Hyogę nie przedstawia przed nim większych trudności. Hyoga zmierzający ku wyjściu, z zaskoczeniem obraca się... Jednak nie daje się ponieść nerwom i atakuje za pomocą swojego najpotężniejszego ataku przetłumaczonego w naszej wersji jako "Grzmot Poranka"...
***
W tym samym czasie Seiya niosąc ostrożnie omdlałego Shuna, a także Shiryuu nie niosący nikogo znajdują się w połowie schodów do Świątyni Strzelca. Seiya zatrzymuje się. Wie dobrze, że kosmiczna energia Hyogi uległa właśnie zachwianiu...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk