Epizod 54
I discepoli di Virgo
(Uczniowie Virgo)
Jest już po wszystkim... Ciało Cassiosa przykryte zostaje białą peleryną Aiolii, zaś Shun, Shiryuu i Seiya nie widzą innego wyjścia, jak pożegnać się ze Złotym Patronem Lwa i opuścić miejsce, gdzie zginął człowiek. Następuje krótka, raczej koleżeńska wymiana zdań i trójka Brązowych Patronów kieruje się w stronę wyjścia... kiedy nagle Seiya z tłumionym krzykiem upada na posadzkę. Zaskoczeni Shiryuu i Shun podchodzą do przyjaciela bliżej i wtedy okazuje się, że Seiya nie może iść z powodu złamanej nogi. Tak... część Materii mająca za zadanie chronić prawą nogę Seiya, jest już mocno popękana... Aiolia kątem oka dostrzega problem Brązowych Patronów i bez większych ociągań podchodzi do Pegasusa przykładając do jego nogi dłoń. Po chwili wokół dłoni Leo zaczyna emanować delikatna, słabiutka, złota aura... Aiolia oznajmia, że uśmierzył ból, teraz Seiya już nic nie będzie czuł. Pegasus z uśmiechem dziękuje przyjacielowi... nie ma już wątpliwości, że Aiolia z powrotem stał się tym szlachetnym Patronem, który pewnego dnia złożył w lesie przysięgę Atenie... Złoty Patron Lwa uważa za swój święty obowiązek raz jeszcze przestrzec Seiya i jego towarzyszy przed grożącymi im niebezpieczeństwami... Według słów Aiolii kolejną świątynią ma być Świątynia Panny, którą włada Patron dorównujący kosmosem samemu Wielkiemu Mistrzowi... Shaka... Leo instruuje kolegów, aby pod żadnym pozorem nie pozwolili Shace otworzyć oczu, gdyż wzrok Shaki niszczy wszelkie życie znajdujące się w jego zasięgu. Shun, Seiya i Shiryuu z powagą przyrzekają Aiolii uważać na tę broń Shaki i dosyć szybko opuszczają Świątynię Lwa. Teraz czeka ich pojedynek z tym wszechpotężnym Shaką, przed którym tak ostrzegał ich Aiolia...
***
Teraz przenosimy się na Wyspę Królowej Śmierci, a raczej na to, co po niej zostało. Z krateru wielkiego wulkanu unosi się dym, w szarych kłębach regeneruje swe ciało Ikki. Phoenix rozmyśla... wie, że teraz jego Materia jest potężniejsza, niż kiedykolwiek przedtem, że teraz jego kosmos jest wystarczająco potężny, aby Ikki stanął do walki z Sanktuarium. Nadszedł czas, aby Ikki wyszedł z ukrycia i pokazał swoje prawdziwe oblicze... tymczasem jednak Phoenix postanawia jeszcze chwilkę spędzić w kraterze. Chłopak wyczuwa drgania kosmosu Shuna... wie, że Shun walczył już z jakimś wojownikiem Sanktuarium. Ikki postanawia, że jak najwcześniej musi stanąć u boku młodszego brata...
***
Wyspa Królowej Śmierci nie jest już przerażającą i siejącą grozę wyspą, teraz jest to wysepka, na której możliwe jest życie. Tak więc u zboczy wulkanu wybudowana została mała wioska. Wioska, dotąd zapewne spokojna, tego dnia przypomina istne piekło. Pojawili się w niej wojownicy z Sanktuarium żądający od mieszkańców zdradzenia położenia miejsca odpoczynku Phoenixa. Mieszkańcy albo nie wiedzą, gdzie odpoczywa Ikki, albo też nie chcą o tym powiedzieć... faktem jest, że następuje seria działań brutalnych, wśród których podpalanie domów stanowi tylko nieznaczny ułamek... Wreszcie żyjący jeszcze po tym wszystkim mieszkańcy tłoczą się przy sobie na placu, otoczeni zewsząd przez wrogich wojowników... Pewnie nastąpiłby rzezi ciąg dalszy, gdyby nie to, że jednemu z wojowników udało się znaleźć przywódcę wieśniaczej gromadki. Przywódcą owym okazuje się być siwy, ogorzały staruszek, który pojawia się na oczach zebranych tuląc do siebie wnuczkę. Turkusowe oczy dziecka rozszerzone są w przerażeniu...
***
Tereny gorące, pełne dymów i lawy - czyli tereny znajdujące się daleko od wioski, a będące fragmentem skupiska wokół "regeneracyjnego wulkanu" Ikkiego. Wśród tego wszystkiego znajduje się wąska przełęcz, po której idzie właśnie ów staruszek wciąż tuląc do siebie dziewczynkę. Za staruszkiem podążają uzbrojeni wojownicy... W pewnym momencie staruszek pada na ziemię mówiąc, że nie ma prawa zdradzać miejsca spoczynku Patronów, że sen Patrona jest święty... i nie wolno snu tego zakłócać! Wojownicy nie znają jednak litości ani sentymentu dla praw, jakie w wiosce uznano za święte... po chwili jeden z wojaków oznajmia, że wobec tego będzie zmuszony użyć przemocy, aby dowiedzieć się o miejscu odpoczynku Ikkiego... i przymierza się do ciosu... Wtedy nagle w dali pojawia się cień człowieka... tak, to Ikki, który przyszedł na pomoc niewinnym i bezbronnym wieśniakom! Phoenix wie, że co jak co, ale nie ma prawa narażać życia innych ludzi tylko po to, aby samemu odzyskać siły. Nadszedł czas, aby Ikki stanął do walki. Walka walką, a okazuje się, że siły Ikkiego naprawdę się powiększyły. Już po krótkiej chwili armia wrogów zostaje rozgromiona i teraz wojownicy konają u stóp potężnego Patrona... Nagle jeden z wojowników oznajmia, że jego misja została już wypełniona pomimo tego, iż przypłacił to Śmiercią... Zaskoczony Ikki spogląda podejrzliwie na twarz umierającego i dowiaduje się, że wojownicy rzeczywiście mieli na celu tylko i wyłącznie zwiady, zaś prawdziwymi wrogami Phoenixa są...
***
W chwilę później staruszek, dziewczynka i Ikki znajdują się na nieco mniej burzliwym terenie. Wśród jest tutaj mnóstwo skał i przepaści, jednak - zdecydowanie mniej tu lawy, a i to jest ważne. Phoenix wciąż ma w pamięci słowa umierającego przeciwnika i ma się na baczności. Zupełnie słusznie zresztą... gdyż po paru chwilach na skałach pojawiają się nieznane Phoenixowi indywidua... Nieznajomi przedstawiają się jako Pavot Shiva i Lotus Argora, uczniowie Shaki. Ikki jest kompletnie zdezorientowany i nie ma pojęcia, kim jest ów Shaka, o którym mówi dwójka przybyłych. Shiva jest bez wątpienia lekko zaskoczony niewiedzą Ikkiego, ale wyjaśnia owemu, że Shaka dzięki długoletnim praktykom posiadł moc o wiele, wiele większą od zwykłego Złotego Patrona, a nawet od Papieża... W głowie Phoenixa zaczyna się coś przejaśniać... Złoci Patroni? A więc Shaka jest pewnie jednym ze Złotych Patronów... Niezbyt kojące wieści ze strony Shivy nie są bynajmniej w stanie powstrzymać Phoenixa od walki. Ikki odważnie oznajmia, że jeśli istnieje taka potrzeba, to on będzie walczył jako jeden przeciwko dwóm. Shiva uśmiecha się na te słowa... i mówi, że nie jest to potrzebne. Jeden uczeń Shaki w zupełności wystarczy, aby pokonać Ikkiego... Phoenix przygotowuje się do walki i z zaskoczeniem zauważa, jak Argora siada na skale i powoli unosząc się w powietrze zaczyna medytować. Okazuje się, że medytacje Argory mają zapewnić Phoenixowi spokojną i bezbolesną Śmierć... Ikki nie ma szczególnie dobrych perspektyw na przyszłość - widać, że jego przeciwnicy są niezwykle śmiali, a ich odwaga graniczy niemal z bezczelnością... w dodatku Shiva i Argora bez wątpienia zaplanowali Śmierć Ikkiego z najdrobniejszymi nawet szczegółami... Patron Feniksa nie zastanawia się już więcej i postanawia atakować. Shiva również przystępuje do walki i po chwili obaj przeciwnicy spotykają się w powietrzu... za Shivą widnieje znak pawia, zaś Ikkiego ochrania wizja legendarnego feniksa... Ikki inicjuje swój atak, jednak jego pięść odbija się o zielone pole energii... jakby to pole było barierą chroniącą ciało Shivy... Phoenix nie rezygnuje jednak z walki i nadal atakuje... jednak niestety są to ataki bezskuteczne... Ikki ląduje na ziemi... Wtedy to nagle cała trójka zwraca uwagę na znajdujących się nieopodal staruszka i dziewczynkę. Dziewczynka z łzami w oczach błaga dziadka, aby nadal żył... jednak wyraz twarzy staruszka wskazuje na to, że wódz wioski poddał się swojemu Przeznaczeniu... Dziecko niespodziewanie podbiega do Shivy i składa błagalnie ręce. Dziewczynka mówi, że jej dziadek zawsze jej opowiadał o wszechmocnych Patronach... wojownikach walczących w imię sprawiedliwości. Dziadek opowiadał dziewczynce, że jeśli o coś tych Patronów się poprosi, oni zawsze pomogą, nigdy nie zostawią nikogo w potrzebie. Dziewczynka prosi więc Shivę, aby ów uratował jej dziadkowi życie... Shiva nie komentuje słów dziecka i wtedy dziewczynka zwraca się do Ikkiego z prośbą o potwierdzenie prawdziwości opowieści jej dziadka. Czy Patroni zawsze pomagają, kiedy widzą kogoś innego w potrzebie? Ikki nic nie mówi... dziewczynka przed nim stojąca to jeszcze dziecko, nie można jej tak po prostu powiedzieć, jaka jest różnica pomiędzy dobrem a złem... i dlaczego nie wszyscy Patroni wykorzystują swą moc w dobrej sprawie... Dziewczynka widząc wymowne milczenie Ikkiego, raz jeszcze zwraca się z prośbą do Shivy... i wtedy ten zrzuca ją w dół, do przepaści. Shiva oznajmia, że tak będzie dla dziewczynki lepiej, że jego postępek jest postępkiem wynikającym z litości. "Ty to nazywasz litością?" - oburza się Ikki. Phoenix oznajmia, że żaden człowiek, nieważne, czy jest Patronem czy też nie... żaden człowiek nie ma prawa zabić innego człowieka, a zabójcę zawsze spotyka okrutna kara... Teraz to Ikki ma zamiar wymierzyć Shivie sprawiedliwość... i inicjuje "Złudzenie Feniksa". Tym razem Ikkiemu udaje się przebić ochronną barierę Shivy, nieważne, czy Shiva umyślnie na to pozwolił, czy też to kosmos Ikkiego aż tak bardzo wzrósł. W każdym razie bariera jest przebita, a do umysłu Shivy wprowadzone zostały koszmary. Ikki jest z siebie zadowolony, aczkolwiek lekko zaskoczony, że aż tak łatwo mu poszło. Jednak Shiva stoi bez ruchu... wszystko wskazuje na to, że złudzenie działa. "No i jak podoba ci się piekło?" - pyta Ikki z uśmiechem, zaś po chwili sam sobie tłumaczy, że słowa te były bez sensu, przecież Shiva i tak go nie słyszy. Wtedy właśnie ku ogromnemu zaskoczeniu Ikkiego Shiva wybucha śmiechem. Ikki zauważa, że jego atak nie spowodował w umyśle Shivy absolutnie żadnych szkód... jak to możliwe?! Shiva wyjaśnia oniemiałemu przeciwnikowi, że "Złudzenie Feniksa" działa jedynie na ludzi, którzy czegoś się boją. Uczniowie Shaki posiedli jednak taką moc, że nie boją się niczego... i stąd niepowodzenie ataku Ikkiego.
***
Shaka nie przywdziewa jeszcze Złotej Materii i razem z grupką swoich uczniów siedzi pod drzewem. Wszyscy medytują... widzimy tu zarówno Argorę, jak i Shivę i wielu innych nie znanych nam Patronów. Wokół Shaki błyszczy jasność, niezwykle potężny kosmos... kosmos, który zrozumiał, czym jest Natura, strach i ból... Ku medytującym wojownikom skrada się całkiem groźnie wyglądający tygrys. Tygrys szczerzy niebezpiecznie kły, powarkuje... ale wojownicy nie reagują i wciąż medytują... Wreszcie tygrys podkula pod siebie ogon i zmyka w popłochu...
***
Bez wątpienia Shivie, Argorze i pozostałym uczniom Shaki udało się zlikwidować w swojej duszy strach i ból, więc Ikki może sobie darować jakiekolwiek ataki na ludzką psychikę. Zapowiada się ciężki pojedynek... Argora traci cierpliwość słuchając przemyśleń Ikkiego na temat Shaki i oznajmia, że nie pozwoli tak znieważać swojego mistrza. Patron Lotusa przerywa swoją medytację tłumacząc to faktem, iż Ikki nie zasługuje na spokojną Śmierć, że Phoenix zasługuje na Śmierć godną nie Patrona, lecz zdrajcy. Ikki nie może się ruszyć, jest sparaliżowany jakąś niezwykle potężną mocą! Shiva nie marnuje żadnej chwili i natychmiast zaczyna wymierzać Ikkiemu ciosy. Ciosy są szybkie... i skuteczne...
***
Przenosimy się na chwilę do Grecji - Seiya, Shiryuu i Shun wciąż biegną ku Świątyni Panny. W pewnym momencie Shun zatrzymuje się... czuje kosmos Ikkiego, słyszy jego krzyk... Andromeda jest niezdecydowany - wie, że Ikki ma problemy, ale nie może przyjść mu z pomocą. Przecież każda chwila się liczy, Atena umrze już za siedem godzin... trzeba ją ratować! Tymczasem Shiryuu i Seiya również się zatrzymują i pytają Shuna, co takiego przeszkadza mu w biegu. "Nie mogę im przecież powiedzieć..." - zamyśla się Shun i po chwili rzuca się biegiem w stronę towarzyszy. Na jego twarzy pojawia się uśmiech, jest prawie do końca pewien, że Ikki poradzi sobie sam.
***
Wiara Shuna chyba raczej nie przyczynia się do poprawy sytuacji na Wyspie Królowej Śmierci - kiedy ponownie widzimy Ikkiego, ów ogląda świat z perspektywy... odwrotnej. Phoenix leży właśnie na skałach z podbródkiem skierowanym ku niebu... z trudem udaje mu się zachować resztki przytomności... Shiva jest z siebie zadowolony, wszystko wskazuje na to, że Phoenix nie będzie już dłużej zagrażał Sanktuarium... Ikki ma przed oczyma (co prawda "do góry nogami"...) krawędź przepaści... panuje tu cisza, cisza aż dzwoniąca w uszach... I wtedy nagle czyjaś ręka chwyta się krawędzi... czy to możliwe? Ikki z zaskoczeniem pomieszanym z podziwem patrzy, jak brązowowłosa wnuczka przywódcy wioski wydostaje się na brzeg przepaści. Dziewczynka wciąż nie rezygnuje z prób nakłonienia Patronów do uratowania jej dziadka... jej wołania są tak rozpaczliwe, tak pełne bólu i strachu... że Ikki nagle odzyskuje siły. Czuje, że musi jakoś pomóc tej dziewczynce, to dziecko tak bardzo wierzy w sprawiedliwość, że świętokradztwem byłoby złamać tę wiarę. Ale aby pomóc dziewczynce, Ikki musi wpierw pokonać Shivę i Argorę. A ci bynajmniej nie mają zamiaru się poddać - są przecież górą. Ku zaskoczeniu Shivy Ikki podnosi się z ziemi. Shivę ogarnia naprawdę ogromne zdumienie - jak to możliwe, że komuś udało się przeżyć jego najpotężniejsze ciosy? Jednak Ikki żyje pomimo tego, iż jego kosmos znacznie osłabł. Argora przypomina sobie legendy o mitologicznym feniksie odradzającym się z własnych popiołów i oznajmia towarzyszowi, że jeśli teraz nie uda im się złamać przeciwnika, to mogą już nigdy nie mieć takiej szansy. Patron Lotusa raz jeszcze siada w pozie medytacji, a nad nim pojawia się kwiat... delikatny, jasny lotus. Argora oznajmia, że kiedy lotus rozchyli swe płatki, moc Argory osiągnie swoje apogeum. Wtedy Ikki nie będzie miał żadnych szans na przeżycie, a tym bardziej - na odrodzenie. Ikki raz jeszcze zostaje sparaliżowany ogromną mocą... nie jest w stanie się wyswobodzić, choć tak bardzo, tak bardzo stara się pokonać swoich przeciwników... dla tej małej dziewczynki, która tak mocno wierzy... Shiva unosi obie ręce, a w ślad za rękoma pojawiają się pawie pióra tworzące wokół Patrona okrąg. Patron Pawia trzyma dłonie w geście medytacji i mruczy pod nosem sutrę... Ikki jest zaskoczony niezwykłą mocą i spokojem, jakie biją od obojga uczniów Shaki... to jest naprawdę potężny kosmos, i to kosmos o zupełnie innym wydźwięku niż w przypadku innych Patronów. Wyspa Królowej Śmierci staje się coraz mniejsza i mniejsza i po chwili pojawia się na dłoni złotego posągu Buddy...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk