|
Epizod 53
Il nobile Cassios
(Szlachetny Cassios)
Shiryuu i Shun wciąż biegną ku Świątyni Lwa. Nagle zatrzymują się, słyszą
serię gwałtownych wybuchów. Nie są to jednak wybuchy spowodowane dzięki
kosmosowi Seiya, lecz wybuchy kosmosu Aiolii. A to może oznaczać tylko
jedno - kłopoty Seiya stają się coraz większe... Shiryuu i Shun nie mają
chwili do stracenia i wznawiają swój bieg w stronę świątyni. Wtedy jednak
na ich drodze pojawia się Cassios i wszystko wskazuje na to, że olbrzym
nie żywi pokojowych zamiarów. Kiedy Cassios zdradza swoje imię, Shiryuu
i Shun pojmują, że mają przed sobą osobę żywiącą do Seiya tylko i wyłącznie
płonącą silnie nienawiść. Shiryuu i Shun wiedzą bowiem o pojedynku, w wyniku
którego Seiya zdobył swoją Materię... i wiedzą, że ów pojedynek odbył się
właśnie z Cassiosem. Oj, bez wątpienia Cassios ma powody, aby szczerze
nienawidzić Seiya, jednak Shiryuu i Shun nie wiedzą jeszcze o wszystkich
przyczynach tej nienawiści... Tymczasem jednak Cassios oznajmia, że ani
Shun, ani Shiryuu tędy nie przejdą. Oczywiście żaden z wymienionej dwójki
Brązowych Patronów nie ma zamiaru przejmować się pogróżkami przeciwnika
i rozpoczyna się walka. Nagle cała trójka przeciwników staje nieruchomo
- z Świątyni Lwa nadal dobiegają odgłosy walki. Biedny Seiya... Cassios
z zawistnym uśmiechem tłumaczy obojgu przeciwnikom, że Seiya nie ma najmniejszych
szans, a Aiolia nie będzie miał najmniejszych skrupułów go zabijając. Niedoszły
Patron Pegaza dodaje, że Aiolia nie jest sobą - umysłem Złotego Patrona
Lwa zawładnął bowiem Papież używając starej techniki zwanej "Diabelską
Falą". Shiryuu i Shun aż nie dowierzają słowom przeciwnika... jak ten silny,
szlachetny Aiolia mógł się poddać Papieżowi?! Świadomość tego, że Aiolia
nie zawaha się zabić Seiya, ponagla Brązowych Patronów do walki. Pierwszy
atakuje Shiryuu, lecz Cassios wykonuje łokciem cios w brzuch Patrona Smoka
i Shiryuu odrzucony potężną siłą Cassiosa leci w dół po schodach. Następny
atakuje Shun - oczywiście przy pomocy swojego niezawodnego łańcuszka. Jednak
Shun podczas swojego ataku nie przewidział jednego... Cassios chwyta bowiem
łańcuch i bez większych problemów zaczyna nim kręcić w powietrzu. Po chwili
Nebula Chain razem z Shunem zostaje odrzucony na schody i Shun boleśnie
ląduje na twarzy. Obaj Patroni są nieprzytomni... i Cassios w poczuciu
dobrze spełnionego obowiązku rusza schodami do Świątyni Lwa...
***
Na Zegarze Zodiaku dogasł kolejny płomień... Płomień Lwa... Złota Strzała
coraz mocniej zagłębia się w serce leżącej u stóp Świątyni Barana Ateny...
***
Tymczasem Cassios stoi już przy wejściu do Świątyni Lwa. Nie przestąpił
jednak jeszcze progu, wciąż rozmyśla... Rozmyśla nad techniką "Diabelskiej
Fali", przez którą Aiolia zatracił swoją dawną osobowość, rozmyśla nad
tym, iż Aiolia z powrotem stanie się człowiekiem dopiero wtedy, kiedy ktoś
umrze na jego oczach... Wspomina Shainę. Wszystko wiąże się w całość, w
silne, mocne uczucia pomiędzy Shainą a Seiyem... I mimo, że Cassios wie,
iż go nie dotyczą te więzy... mimo tego wciąż pragnie chronić osobę, którą
ukochał. Po chwili wojownik przechodzi przez próg...
***
Walka w świątyni trwa. Aiolia jest bezlitosny, inicjuje ciosy jeden po
drugim. Seiya jest już naprawdę wyczerpany i powoli rezygnuje, traci odwagę
i wiarę w to, że kiedykolwiek uda mu się zwyciężyć. Wtedy Aiolia proponuje
przeciwnikowi coś dziwnego... proponuje Seiyowi, że pokaże mu swój atak
w zwolnieniu, powoli, wystarczająco powoli, aby Seiya mógł ów atak raz
jeszcze prześledzić. Seiya jest zaskoczony tą propozycją, ale zgadza się...
ostatecznie kto wie, może to mogłoby stać się jego deską ratunku? Leo atakuje...
powietrze napełnione zostaje dosyć dużymi, złotymi "nasionkami". Seiya
błyskawicznie odsuwa się z toru lotu ataku, kuleczki trafiają w kolumny
i w ściany świątyni. A więc to jest ów potężny atak Aiolii... teraz wydaje
się tak nieskuteczny... Aiolia przestrzega jednak przeciwnika, aby nie
cieszył się zawczasu - wedle mniemania Złotego Patrona Lwa Seiya już długo
nie pożyje. A dlaczego Aiolia pokazał Seiyowi tajemnicę swojego ataku?
Aby utwierdzić przeciwnika w przekonaniu, że Pegasusowi mogącemu atakować
tylko sto razy na sekundę nie wypada się nawet mierzyć z przeciwnikiem,
który może atakować z prędkością światła... Tak z pewnością jest... i teraz
Seiya miał okazję porównać sobie atak pędzący z prędkością światła z atakiem
pędzącym jak klatki w zwolnionym milion razy filmie. Seiya gorączkowo usiłuje
analizować przedstawiony mu przed chwilą atak... przecież musi być jakiś
słaby punkt, Złoty Patron Lwa nie jest wszak idealny! Jednak Aiolia nie
ma najmniejszego zamiaru czekać, aż Pegasus zakończy swoje przemyślenia...
zostanie zainicjowana "Płonąca Grzywa". Atak nie mija się z celem... zakrwawiony
Seiya leży na posadce i Aiolia ma zupełnie słuszność stwierdzając, że wystarczy
już tylko jeden cios, aby Pegasusa dobić. Patron Pegaza wciąż czuje chaos,
nie może się poddać, ale zarazem nie ma już sił... wszystko wydaje mu się
monotonne, a Śmierć - nieunikniona. Aiolia z lekkim uśmiechem na twarzy
podchodzi do swojej ofiary i przymierza się do ciosu... cios zostaje zainicjowany,
mknie... i oto nagle pięść Leo zatrzymuje się dokładnie przed twarzą Seiya!
W świątyni pojawił się Cassios! Leo jest lekko zaskoczony pojawieniem się
kolejnego wojownika, zwłaszcza, że nie zna intencji przybysza. Czy to jeszcze
jeden buntownik? Aiolia szybko ustawia się w pozycji bojowej - jest gotów
w każdej chwili wykończyć olbrzyma. Jednak Cassios nie ma zamiaru walczyć
z Leo, swoje potężne cielsko kieruje zaś w stronę Seiya. Oznajmia przy
tym, że tylko on i nikt inny ma prawo go dobić... Aiolia wychyla się lekko
w stronę ramienia Cassiosa i mówi, że poznaje stojącego przed nim wojownika.
Cassios jest przecież człowiekiem, który owego pamiętnego dnia stoczył
z Seiyem ostateczną walkę o Materię Pegaza... "Tobie należała się Materia!"
- oznajmia Leo, mierząc pełnym podziwu wzrokiem imponujące muskuły Cassiosa.
Niedoszły Patron Pegaza ignoruje komplement Aiolii i z nienawistnym uśmiechem
staje nad Seiyem... chce go zabić, nie może opanować tego pragnienia...
nie potrafi tego w sobie stłumić... A jednak...
***
Cassios i Seiya walczą. Wszystkie spojrzenia obecnych w Koloseum wojowników
skierowane są właśnie w ich stronę, zaś najbardziej przejęte całą sprawą
są trenerki obojga walczących - Aquila Marin i Ophyucus Shaina. Akuratnie
to właśnie Cassios jest górą i miażdży wątłego, niemal bezbronnego Seiya
w swoim wielkim łapsku... miażdży powoli, spokojnie, z cierpliwością...
co chwilę nieznacznie zwiększając nacisk... Chce, aby Seiya miał męczeńską
Śmierć... Seiya rozpaczliwie usiłuje się wyrwać, ale nadaremnie. W rękach
potężnego Cassiosa jest tylko zabawką, którą wojownik może pozbawić życia
w każdej chwili... kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota...
***
Cassios w przypływie jakiegoś nieznanego impulsu odwraca się od Seiya i
w błyskawicznym tempie inicjuje cios w stronę Aiolii. Zaskoczonemu Patronowi
udaje się jednak zatrzymać niespodziewany cios i pięść Cassiosa zostaje
powoli ściskana, przez czarną rękawiczkę zaczyna płynąć krew... Seiya jest
równie zaskoczony, jak sam Aiolia - teraz Patron Pegaza już nic nie wie...
czy Cassios jest po jego stronie, czy też po stronie Aiolii? Wątpliwości
chłopaka rozwiewają się choć trochę w chwili, kiedy Cassios szybko tłumaczy
Seiyowi, jak ma się sprawa z "Diabelską Falą" i dlaczego Aiolia nie jest
teraz sobą. Cassios dodaje, aby Seiya uciekał, jak tylko szybko może...
wojownik ma świadomość, że nie uda mu się tu długo zatrzymać Aiolii...
Cassios chwyta Aiolię w pasie i unosi go do góry. Leo jest obezwładniony,
nie ma pod nogami ziemi... ale udaje mu się jeszcze zachować sprawność
rąk. Zdesperowany Złoty Patron atakuje Cassiosa w nadziei, że uda mu się
wydostać z mocnego uścisku olbrzyma... a trzeba tu dodać, że Aiolia ma
na dłoniach ochraniacze ze Złotej Materii, co jeszcze bardziej wzmacnia
siłę ciosu. Ciosy spadają na ramiona i głowę Cassiosa, który po chwili
spływa krwią... Tymczasem oszołomiony Seiya nadal stoi w miejscu - widok
człowieka, który poświęca samego siebie aby go chronić... człowieka, który
przecież darzył go śmiertelną nienawiścią... to wszystko wywołuje w Seiyu
co najmniej mieszane uczucia. Wtedy Cassios odwraca się i, wciąż ściskając
mocno przeciwnika, woła, żeby Seiya wreszcie uciekał, inaczej całe to poświęcenie
pójdzie na marne! Wojownik dodaje jeszcze, że nie robi tego dla Seiya,
tylko dla osoby, którą najbardziej ukochał... Seiya nic z tych słów nie
rozumie, Aiolia usiłuje się za wszelką cenę oswobodzić... a Cassios przywołuje
wspomnienia...
***
Cassios trenuje. Trening odbywa się w dosyć osobliwy sposób - Cassios
ćwiczy siłę poszczególnych mięśni ciała wlokąc za sobą ogromną metalową
kulę. W pewnym momencie Cassios nie wytrzymuje i upada, ale stojąca obok
Shaina ostrym tonem rozkazuje mu wstawać. Dziewczyna oznajmia, że jeśli
Cassios ma zamiar stać się wojownikiem, wpierw musi stać się mężczyzną.
Cassios posłusznie wstaje i kontynuuje trening, który tym razem polega
na podciąganiu się nogami na drążku z przyczepioną do ramion wzmiankowaną
wcześniej kulą. Trening jest bez wątpienia trudny i wymaga wiele, wiele
samozaparcia i siły... jednak Cassios z anielską cierpliwością nadal ćwiczy...
nie wiadomo, czy tylko dlatego, aby zostać wojownikiem...
***
Wspomnień ciąg dalszy. Widzimy leżącą w łóżku Shainę. Dziewczyna rzuca
się w sennych koszmarach, a na jej wargach co parę chwil pojawia się imię
- Seiya. Z tego, co majacząca Shaina woła, widać tylko jedno... widać,
że Shaina darzy Seiya bezgraniczną miłością, bezgranicznym zaufaniem...
i chce go chronić za wszelką cenę... Majaczeniom dziewczyny przysłuchuje
się przypadkowo Cassios i w chwili, kiedy padają słowa o miłości... wtedy
Cassios upuszcza na ziemię trzymaną w ramionach miskę z wodą...
***
Nasz olbrzym ma świadomość, że do tamtej chwili, kiedy Shaina została złożona
chorobą... do tamtej chwili darzył swoją trenerkę podziwem i uwielbieniem
godnym bogini. Wiedział, że Shaina jest najpotężniejszą z kobiet, które
przywdziały Materie... wiedział również, że umiejętności i technika Shainy
przewyższają nieraz umiejętności mężczyzn. Jednak w chwili, kiedy zobaczył
Shainę tak bezradną, tak słabą i potrzebującą opieki... wtedy do podziwu
dołączyła miłość. Cassios nigdy nie kochał kogoś innego, niż właśnie Shaina.
A Seiya, ten mały, ale silny chłopak... nieważne, jakie miał zalety, ale
skradł mu nie tylko upragnioną Materię, ale również coś stokrotnie cenniejszego...
Cassios ma świadomość, że pomaga znienawidzonemu wrogowi, ale wie, że gdyby
Seiya zginął, Shaina nie przestawałaby cierpieć. A to byłoby dla Cassiosa
nie do pomyślenia... I dlatego, aby Shaina była szczęśliwa... dlatego Cassios
postanowił złożyć swe życie w ofierze... Po chwili Aiolii udaje się oswobodzić
jednym kopniakiem w brzuch Cassiosa. Wojownik upada przy Seiyu, wygląda
na umierającego... Przejęty Pegasus podbiega do Cassiosa, dzięki swojemu
jeszcze w miarę niewinnemu sercu udaje mu się na chwilę zapomnieć o wszystkich
urazach i zachować tylko przyjaźń i wdzięczność za takie oddanie sprawie.
W oczach Cassiosa pojawiają się łzy... Cassios mówi Seiyowi, że domyśla
się, iż wygląda niemęsko płacząc, ale nie może się powstrzymać... Tymczasem
Aiolia spokojnym, wolnym krokiem zbliża się do obojga wojowników... mówi,
że wykończy ich obu jednym ciosem. Aiolia nie jest gołosłowny i na dowód
swoich słów inicjuje atak, niezwykle potężny, świetlny atak. Seiya z przerażeniem
obserwuje zbliżającą się energię, która złotymi blaskami rozświetla całe
powietrze... jak wizja Śmierci... I oto w chwili, kiedy atak miał już dotknąć
zarówno Cassiosa, jak i Seiya... wtedy Cassios błyskawicznie zebrał ostatki
sił i własnym ciałem zagrodził drogę ataku. Przez chwilę, przez jedną króciutką
chwilkę cios przemknął przez świątynię i pozostawił po sobie poorane energią
i zakrwawione ciało... Cassios pada na posadzkę, teraz już nic nie jest
w stanie go uratować... Seiya ogarnia wściekłość pomieszana z wewnętrznym
bólem i uczuciem wstydu, chłopak błaga Atenę, aby na czas jednego ataku
pomogła mu uzyskać kosmos równy kosmosowi Złotego Patrona. Pełen nienawiści
do okrutnego przeciwnika Seiya inicjuje cios, który jest tak potężny, że
udaje mu się odrzucić Aiolię na jedną z kolumn. Przez chwilę Leo nie otwiera
oczu, ale kiedy wreszcie to czyni... jego oczy okazują się być takie same,
jak dawniej... niebieskie, łagodne, lecz zarazem odważne... pozbawione
tego okrutnego, różowego blasku, jaki zawładnął Aiolią pod wpływem Papieża.
Tymczasem Seiya klęczy przy Cassiosie, na widok tak okrutnie poranionego
ciała... ciała, którym Cassios zasłonił Seiya pragnąc go chronić... na
widok tego ciała oczy Seiya napełniają się łzami... Pegasus mówi urywanymi
słowami, że zabierze Cassiosa do siebie, że go wyleczy, że mu pomoże...
jednak Cassios uśmiecha się tylko. Jego godzina wybiła... Nagle oczy Cassiosa
rozszerzają się w zdumieniu i niemym szczęściu - w przedśmiertnej wizji,
w bladoróżowej, delikatnej aurze Cassios dostrzega Shainę. Po chwili Patron
wyciąga ku niej dłoń i umiera... z uśmiechem na twarzy... Seiya milczy...
Wtedy właśnie do świątyni wbiegają Shiryuu i Shun, i stają oszołomieni,
zaskoczeni niespodziewanym wynikiem walki. Aiolia nie mający pojęcia, co
zrobił podczas swojego "transu", dowiaduje się o tym, że zabił Cassiosa
i to dzięki temu odzyskał swoją poprzednią osobowość. Patroni milczą spoglądając
na uśmiechniętą twarz szlachetnego wojownika...
***
W drewnianej chatce śpi Shaina... Nagle przez okno wpada do izby lekki,
ciepły wiaterek, a Shaina gwałtownie siada na łóżku. Błaga kogoś nieobecnego
tu duchem, aby powiedział jej, że to tylko sen, że to tylko złowieszcza
wizja... że to nieprawda... Błaga, aby Cassios nadal żył...
***
"Od początku wiedział, że musi poświęcić swoje życie" - oznajmia cicho
Aiolia okrywając pierś i głowę Cassiosa swoją białą peleryną. Patroni doskonale
zdają sobie sprawę, że pomimo wewnętrznych rozterek duchowych Cassios zdobył
się na siłę, która umożliwiła mu poświęcenie swego życia zarówno dla Aiolii,
który mógłby dzięki temu uzyskać poprzednią osobowość, jak i dla Seiya...
Jednak tylko Seiya wie, jaki był powód tego, iż Cassios go ochronił. Teraz
Pegasus już wie, co Cassios miał na myśli mówiąc o "najdroższej mu na świecie,
ukochanej osobie"... to przecież była Shaina...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|