|
Epizod 51
La quinta casa
(Piąta świątynia)
Seiya dostał się właśnie do świątyni niejakiego Leo Aiolii. Obecnie wylewnie
się z nim wita, zadaje pytania na temat samopoczucia, najnowszych zdarzeń,
itp. Jednak Aiolia nie odpowiada na żadne z tych pytań. Seiya jest trochę
zaskoczony, nie rozumie dziwnego zachowania przyjaciela. Mówi, że chętnie
zostałby tu dłużej, ale obowiązki go naglą. Zgodnie ze swoimi słowy Patron
Pegaza kieruje się w stronę korytarzy prowadzących do wyjścia ze świątyni.
Jednak Aiolia każe mu się zatrzymać. Seiya nie rozumie, przecież Aiolia
stoi po ich stronie, jak więc może się zachowywać w ten sposób. Aiolia
odpowiada chłopakowi, że to jest jego dom i nie pozwoli nikomu przejść
przez świątynię. Aby wprowadzić swe słowa w czyn, Aiolia zbiera w dłoniach
złotą energię, którą następnie kieruje w stronę Seiya. Seiya nie ma nawet
szansy przyjrzeć się ciosowi, dostrzega tylko złoty błysk na ramieniu Aiolii.
Nie uchyla się także, cios jest za szybki, przecież Złoci Patroni mają
szansę atakować z szybkością światła. W związku z powyższym pada na ziemię
z zakrwawioną twarzą. Nie może się poruszyć, jest jakby sparaliżowany.
Rozmyśla gorączkowo - przed atakiem zobaczył błysk, a następnie zaległy
ciemności, Seiya przypuszcza więc, że Aiolia poraził do silnym wyładowaniem
elektrycznym. Aiolia podchodzi do niego spokojnie i nachyla twarz w stronę
leżącego. "No i jak? Bolało?" - pyta z ironicznym uśmieszkiem. Seiya zupełnie
nie rozumie, co mogło się stać Złotemu Patronowi Lwa. Przypomina sobie,
że przecież Aiolia składał przysięgę Atenie, że się poprawi i będzie walczył
po stronie sprawiedliwości, czyli razem z Bronze Saints. Wzrok Aiolii jest
jakiś dziwny, wygląda, jakby był zahipnotyzowany. Seiya rozumie, że to
nie sam Patron, który składał przysięgę pięknej bogini, wie, że coś musiało
się wydarzyć podczas pobytu Aiolii w złowieszczym Wielkim Sanktuarium.
Tylko co? Seiya z trudem odzyskuje możliwości ruchu i podnosi się,
spogląda w oczy Aiolii. Pyta się go ciepłym tonem, czy miał jakieś nieprzyjemności
z powodu "zdrady", czy Wielki Mistrz ukarał go w jakikolwiek sposób. Aiolia
nie wdaje się w dalsze dyskusje z Patronem, oznajmia, że to nie sprawa
Seiya. Ostrzega również Brązowego Patrona, że jeżeli nie wyniesie się natychmiast
z tej świątyni, to Aiolia będzie musiał go zabić. Seiya mimo wszystko postanawia
zostać. Jest roztrzęsiony, nie chce walczyć z Aiolią, a jeżeli walczyć
nie będzie, to Aiolia bez wyrzutów sumienia zabije go. Jednak Seiya zastanawia
jeszcze jedna rzecz... Wzrok Aiolii jest pusty, bez wyrazu. Teraz Patron
Pegaza nie ma wątpliwości, że w obecnym zachowaniu Aiolii maczał palce
sam Papież. Postanawia spytać jeszcze o coś: czy Aiolia pamięta o przysiędze
złożonej Atenie? Czy Aiolia pamięta, iż obiecał chronić Saori Kiddo i oddawać
jej cześć należną Atenie? Aiolia odrzeka, że wie tylko, iż przyrzekał bronić
wejścia do swojej świątyni. Seiya nie widzi innego wyjścia poza walką.
Z ciężkim sercem inicjuje swój cios, "Pegasus Meteor Punch!". Atak odbija
się od Materii Złotego Patrona, a Aiolia nie pozostaje dłużny przeciwnikowi.
Swoim wyładowaniem znów poraża Seiya, tym razem brutalniej. Seiya pod wpływem
mocy ciosu Złotego Patrona przelatuje przez parę kolumn łamiąc je po kolei,
a na końcu robi dziurę w ścianie i wreszcie upada na podłogę. Jego twarz
krwawi mocno, Seiya wie, że nie ma żadnych szans, jeżeli nie dokona analizy
ataku Aiolii. Jednak ataki tego Złotego Patrona pędzą z szybkością światła...
Pegasus jest zdesperowany, gorączkowo próbuje w sobie odkryć tajemniczy
siódmy zmysł...
***
Wielki zegar przedstawiający Znaki Zodiaku ukazuje się za mgiełką. Płomyczek
znaku Raka już zgasł, pali się za to jeszcze płomyczek Lwa...
***
W tym samym czasie okryta ciemną płachtą, zwinna postać przemyka się chyłkiem
po skałach dążąc ku pierwszej świątyni. W pewnej chwili zza skał wychodzą
strażnicy i rozkazują zatrzymać się przybyszowi. Jednak ów nie ma najmniejszego
zamiaru wypełnić polecenia i rozpoczyna walkę w zawrotnym tempie. Powala
kolejno większość przeciwników, a tych, których nie wykończył, przegania
z miejsca walki sam strach. Postać zrzuca z siebie płachtę, po jej plecach
rozsypują się lśniące, rude włosy. Twarz zakrywa stalowa maska, którą zmuszone
są nosić Patronki walczące w roli kapłanek o wyższym wykształceniu bojowym.
Nie ma wątpliwości, iż piękna Patronka to Aquila Marin, Srebrna Patronka
konstelacji Orła. Dziewczyna rozgląda się bacznie wokoło, ale nie widzi
już żadnych przeciwników. Rusza naprzód. W pewnej chwili zza skał wyłaniają
się następni wojownicy, ale i tych Marin pokonuje bez wahania popisując
się znakomitym refleksem i zręcznością godną wspaniale wytrenowanej Patronki.
Przed śmiercią jeden z przeciwników wyznaje, że muszą bronić świątyni przed
zdrajcami mającymi na celu pomoc Brązowym Patronom. Marin zastanawia się
nad czymś, "A jednak to prawda..." - szepcze.
***
Jest noc. Marin wskakuje przez okno do pokoju, w którym śpi ranna June.
June przebudza się szybko, nie jest wcale zdziwiona widokiem przybyłej
kapłanki. Prosi Marin, aby zaczekała, chce jej o czymś opowiedzieć. Marin
zgadza się i June zaczyna swą opowieść o zdradzie w Sanktuarium, o tym,
że Brązowi Patroni wyruszyli ku Wielkiej Świątyni, aby walczyć w imię sprawiedliwości
i broniąc czci bogini Ateny. Marin z miejsca postanawia wyruszyć do świątyni.
Wie, że wśród Brązowych Patronów znalazł się także jej wychowanek, Pegasus
Seiya. Dlatego nie ma czasu do stracenia. Z prędkością dźwięku wyskakuje
za okno i zaczyna biec przez las w kierunku Wiecznego Światła, Wielkiego
Sanktuarium.
***
Marin teraz wie, że podczas owej nocy June, Patronka (konstelacji) Kameleona
wyjawiła jej całą prawdę. Wie także, iż Patroni nie mają czasu do stracenia
i teraz pewnie znajdują się dalej, niż w trzeciej świątyni. Przyspiesza
i teraz biegnie naprawdę z zawrotną szybkością. Stara się za wszelką cenę
dotrzeć do świątyni, zanim Seiyowi przydarzy się coś złego. Naprawdę martwi
się o swojego wychowanka. Co z tego, że została niezupełnie legalną trenerką
(była za młoda, ma dopiero szesnaście lat), trenowała przecież z Seiyem
latami, nie może go teraz pozostawić samego losowi. Wtem spostrzega, że
z wysokiej skały stacza się na nią ogromny głaz zepchnięty czyimś potężnym
ramieniem. Marin z przerażeniem odskakuje na bok, głaz roztrzaskuje się
niebezpiecznie blisko rudowłosej panny. Pojawia się nieznany osobnik o
baaardzo kiepskiej urodzie (a raczej jej braku), jest spokojnie trzy razy
większy i potężniejszy od Marin. Ale Marin nie przejmuje się wyglądem nieznanego
przeciwnika i atakuje. Jednak jej cios zagłębia się tylko lekko w brzuch
wojownika nie czyniąc owemu żadnego bólu i krzywdy. Facet uśmiecha się
i chwyta jedną dłonią Marin za talię, a następnie rzuca ją w przepaść.
Marin jest przerażona. W jej oczach widać tylko determinację, rządzę przeżycia.
Ostatnim wysiłkiem chwyta palcami za skałę i wdrapuje się na górę. Spod
jej maski spływa powoli krew. Oddycha z ulgą (przeżyła!), ale jej radość
trwa krótko. Wojownik nie ma dla niej litości. Oznajmia Marin, że Papież
obiecał mu Materię za zabicie Srebrnej Patronki Aquila, ale wojownik nie
zamierza zdobyć Materii, już mu to dawno przeszło. Wówczas Marin pyta się,
czy wobec tego może puści ją wolno, lecz wojownik tylko się śmieje. Oznajmia,
że zabije Marin dlatego, że już dawno nie miał okazji kogoś pozbawić główki,
że zabije ją dla treningu. Marin zagryza wargi, czuje, że czeka ją ciężka
walka. Wojownik dodaje, że Marin może umrzeć w spokoju, że Seiya i tak
zostanie zabity przez Aiolię, który jest jednym z najpotężniejszych Złotych
Patronów. Marin zastyga w bezruchu. Jak to? Aiolia miałby zabić Seiya?
Przypomina jej się pewne zdarzenie z dzieciństwa Seiya, które utwierdza
ją w przekonaniu, iż Aiolia nie byłby zdolny do takowego czynu.
***
Jest piękny zachód słońca, widać lśniące kremową bielą kolumny. To pole
treningowe Sanktuarium. Ośmioletni Seiya biegnie przed siebie zaciskając
mocno powieki. W pewnej chwili dopada do niego Marin i uderza go w twarz.
Seiya chwyta się za policzek, ale staje na miejscu. Marin pyta się chłopca,
czemu nie chce już więcej trenować. Seiya wybucha płaczem i mówi, że słyszał
w Sanktuarium, że Japończyk nie jest godny przywdziewać Materię, że zaszczyt
ten jest przeznaczony tylko rodowitym mieszkańcom kraju Sanktuarium, Grecji.
W tej chwili do dwójki wojowników podchodzi Aiolia. Nie ma na sobie Materii,
wygląda jak zwykły śmiertelnik. Podchodzi do Seiya i patrzy mu prosto w
oczy. Zabrania chłopcowi słuchać plotek z Sanktuarium. Mówi, że jedyną
rzeczą, jaka wymagana jest od Patrona, to odwaga i siła woli. Dodaje, że
jeżeli tego Japończykom brakuje, to Seiya rzeczywiście nie ma szans zostać
Patronem. Jednak Seiya gwałtownie zaprzecza i mówi, że Japończycy są tak
samo odważni i silni psychicznie, jak każdy inny naród świata, zwłaszcza
Grecy. Wówczas Aiolia kładzie dłoń na ramieniu Seiya i oznajmia mu, że
wobec tego Pegasus nie ma się czym przejmować, że może trenować dalej,
aby wreszcie przywdziać upragnioną Materię. Seiya uśmiecha się przez łzy.
Dziękuje Aiolii, że przywrócił mu wiarę we własne siły. Marin także jest
wdzięczna Aiolii za pomoc, wie, że bez interwencji tego prostodusznego,
szlachetnego i sprawiedliwego Patrona nie poradziłaby sobie z Seiyem. Aiolia
był dla Seiya tym, czym jest prawdziwy ojciec dla własnego syna, zaś Marin
zastępowała Seiyowi matkę. Marin wiedziała, że Aiolia ponoć zdradził Sanktuarium,
ale nie przejmowała się tym. Wierzyła w Aiolię, wierzyła, że on nie jest
w stanie uczynić coś złego.
***
Marin oznajmia wojownikowi, że nie wierzy w jego sprawozdanie, że Aiolia
zawsze kochał Seiya jak syna, nie byłby więc w stanie go uderzyć do krwi,
a co dopiero zabić. Wtem powietrze przeszywa głośny krzyk Seiya słyszalny
z piątej świątyni aż tutaj. Marin opuszcza głowę. Może jednak nieznajomy
ma rację, może jednak Aiolia zaatakował jej wychowanka? Ale Marin zawsze
tak wierzyła Aiolii, jak on mógł... Wojownik patrząc na zrezygnowaną minę
rudowłosej piękności oznajmia Marin, że ma litość i sprawi, że Srebrna
Patronka Orła dołączy do Seiya, ale w piekle. Nie czekając na reakcję Marin
chwyta ją wpół i znów zrzuca w przepaść. Marin wykrzykuje kilkakrotnie
imię Seiya, głosem rozpaczliwym, lecz pełnym uczucia.
***
Zakrwawiony Seiya leży na posadce, z trudem chwyta oddech. Wtem słyszy
krzyk Marin, krzyk wzywający jego imię. Seiya wie, że jego trenerka wierzy
w niego, wie, że Marin jest gotowa poświęcić dla Pegasusa nawet własne
życie, jeżeli to byłoby konieczne. Wiedziony niezwykłą energią Patronki
Seiya powstaje i zaczyna emanować energią.
***
Marin w ostatniej chwili znów udało się pochwycić brzeżek skalny, ale tym
razem nie było jej dane zaznać tyle szczęścia, ile ostatnio. Wojownik przewiduje
jej posunięcie i, zanim Marin ma szansę wdrapać się na górę, rozkrusza
skały, na których opierają się ręce Aquila. Przerażona Marin widząc w dole
zionące pustką przepaście przesuwa się w bok, kiedy wojownik po kolei niszczy
butem wszystkie występy skalne. Wtem nieznajomy chwyta Marin i podnosi
ją z występu przyciskając ramionami do siebie. "Dasz mi buziaka, ślicznotko?"
- pyta szczerząc zęby. Marin wyrywa się. Zapomina jednak, ze nadal stoją
na występie skalnym... Gwałtowny ruch Marin powoduje zachwianie równowagi
wojownika i po chwili obaj trzymając się w objęciach spadają w dół w zawrotnym
tempie... Po paru minutach w przepaści nie można usłyszeć żadnego odgłosu,
panuje dzwoniąca cisza. Nic nie wskazuje na dramatyczne wydarzenia, jakie
rozegrały się tu przed chwilą...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|