|
Epizod 45
L'altra dimensione
(Inny wymiar)
Odcinek rozpoczyna się wbiegnięciem jednego z wojowników Sanktuarium do
korytarza odgradzającego poszczególne sale świątyni od komnaty Papieża.
Wojownik jest przerażony, za wszelką cenę chce się widzieć z Papieżem,
jednakże strażnik strzegący komnaty zabrania mu wchodzić. Okazuje się,
że Papież właśnie medytuje i nikt nie może mu przeszkadzać. Strażnik tłumaczy
wojownikowi, że jeśli wojownik zostanie wpuszczony do sali, zarówno strażnik,
jak i wojownik zapłacą za to głową. Jednakże te argumenty zdawają się nie
przemawiać do przybyłego wojownika, który wciąż usiłuje spotkać się z Papieżem.
Wszak Sanktuarium jest w niebezpieczeństwie, Brązowi Patroni przeszli już
przez dwie świątynie! W końcu strażnikowi udaje się wyperswadować koledze
pomysł widzenia się z Papieżem, lecz wojownik wciąż nie może zrozumieć,
dlaczego Papież nie interweniuje, skoro całemu Sanktuarium zagraża niebezpieczeństwo
ze strony buntowników. Jednakże nie ma innego wyjścia, jak czekać... "na
pocieszenie" strażnik oznajmia wojownikowi, że medytacja Papieża może trwać
nawet sto dni...
***
W tym samym czasie Shun i Hyoga stoją jak wmurowani w ziemię, wciąż przyglądając
się z zaskoczeniem Złotemu Patronowi Bliźniąt, który właśnie przed chwilą
powrócił do swojej świątyni. Złoty Patron nic nie mówi, zachowuje się tak,
jakby w ogóle tu go nie było... a łańcuch Andromedy również nie wyczuwa
żadnej aury. A więc co jest grane? Czy Gemini naprawdę istnieje...? Hyoga
nie ma zamiaru czekać, aż ich przeciwnik poczyni pierwszy ruch... tak więc
już po chwili zainicjowany zostaje "Diamentowy Pył". Atak sunie ku Gemini
z olbrzymią prędkością... i ku zdumieniu Cygnusa zostaje wchłonięty! Shun
i Hyoga przez chwilę nie mogą zrozumieć, co zaszło, ale po tej jednej chwili
spod hełmu Sagi zaczynają wypływać lodowe okruchy, które dzięki mocy Złotego
Patrona Bliźniąt zwróciły się przeciwko Hyodze i Shunowi! Zarówno Cygnus
jak i Andromeda zostają odrzuceni ogromną lodową potęgą i mija chwila,
zanim odzyskują siły. Hyoga wciąż nie rezygnuje i postanawia raz jeszcze
zaatakować, pomimo ostrzeżeń Shuna przeczuwającego, iż atak raz jeszcze
zwróci się przeciwko właścicielowi. Cygnus jakby zupełnie nie słyszał słów
towarzysza i inicjuje swój najpotężniejszy atak... który zgodnie z przewidywaniami
Shuna rzeczywiście zwraca się przeciwko Patronom Łabędzia i Andromedy.
Shun na chwilę przed wylądowaniem na twardej posadce utwierdza się w przekonaniu,
że Gemini tak naprawdę to nie istnieje... że to wszystko tylko złudzenie...
iluzja...
***
W czasie, kiedy Shun i Hyoga pechowo poczynają sobie w jednym z przejść
labiryntu drugiego Domu Zodiaku, w owym labiryncie biegną również Seiya
i Shiryuu. Shiryuu wciąż rozważa owe zakrzywienia czasoprzestrzeni, jakie
uniemożliwiały Brązowym Patronom wydostanie się ze świątyni... były to
zakrzywienia spowodowane przez niewątpliwie ogromną moc, przez moc, która
zagrażała Atenie od samego początku walk... Shiryuu i Seiya biegnąc przed
siebie nagle zauważają przed sobą... Złotego Patrona Bliźniąt! Seiya zatrzymuje
się każe to samo uczynić Shiryuu. Przez chwilę Pegasus wpatruje się w nieznajomego...
Złoty Patron Bliźniąt w ogóle się nie porusza, jakby nie istniał... jakby
to wszystko było... złudzeniem...? Mimo wszystko Seiya postanawia zaatakować
i inicjuje "Meteory Pegaza", jednak w chwili, kiedy atak ma już zostać
wykonany, dłoń Seiya zostaje powstrzymana przez rękę Shiryuu. Shiryuu trzyma
mocno... nie pozwalając Seiyowi, aby zaatakował... Patron Smoka wyjaśnia,
że jeśli Pegasus zaatakuje, atak obróci się przeciwko niemu samemu. Jednak
Seiya nie słucha... wszak wciąż przed sobą widzi Złotego Patrona! Jeśli
Seiya nie zaatakuje, to zrobi to Gemini... a wtedy Brązowi Patroni zostaną
zgubieni! Shiryuu jednak błaga Seiya, aby ów mu zaufał... Pegasus wciąż
ma rozterki - przecież WIDZI przed sobą przeciwnika, przeciwnika, który
w każdej chwili może zaatakować! Jednak Dragon wciąż usiłuje udowodnić
Seiyowi, iż wie, gdzie znajduje się wyjście, że jeśli Seiya mu zaufa -
będą wolni. Seiya nadal ma wątpliwości... ale Shiryuu nie usiłuje już sprzeczać
się z towarzyszem i chwyta go mocno za rękę, rozkazując mu, aby Seiya pod
żadnym pozorem nie puszczał jego dłoni. Seiya z początku jest zaskoczony,
ale kiedy spostrzega, że Shiryuu gotuje się do biegu prosto na Złotego
Patrona... Pegasusowi puszczają nerwy. Chłopak zaczyna wrzeszczeć, woła,
że kierowanie się w stronę Gemini to samobójstwo, pewna śmierć! Jednak
Shiryuu wie swoje... i nic nie mówi... Wojownicy wciąż biegną... biegną...
od Złotego Patrona dzieli ich już tylko niecały krok... Zrozpaczony Seiya
przymyka oczy przygotowując się na śmierć... i nagle wszystko znika. Kiedy
Patron Pegaza otwiera oczy, zauważa, iż znajduje się w zupełnie innym otoczeniu.
Wokół widać skały, kolumny... i wyjście ze Świątyni Bliźniąt! Shiryuu tłumaczy
zaskoczonemu towarzyszowi, że jego ślepota pomogła mu odkryć to wyjście...
Gemini wcale nie istniał, zaś Materia Bliźniąt służyła tylko do tego, aby
zasłonić wyjście... To wszystko było złudzeniem... Seiya przez chwilę słucha
uważnie... zaś po chwili z głupią minką drapie się w swoją czuprynę oznajmiając
z raczej średnim optymizmem, iż i tak nic nie rozumie z tłumaczeń Shiryuu.
Nawet jeśli ta uwaga spowodowała u Patrona Smoka totalną załamkę, Shiryuu
wcale tego po sobie nie okazał. Właściwie powód "nieobecności duchowej"
Shiryuu jest jeszcze jeden... otóż Patron nie koncentruje się teraz na
towarzyszu, lecz na aurze, która zaczyna go otaczać. Owa aura mówi, że
walka jeszcze nie została zakończona... że walka dopiero się zaczęła...
Dragon przyjmuje do wiadomości to, co przekazała mu aura, ale nie ma zamiaru
się tym przejmować i po chwili kieruje się w stronę Świątyni Raka. Co z
Shunem i Hyogą...? Otóż są zdani na własne siły... muszą radzić sobie sami...
Shiryuu żywi nadzieję, że Patronom Cygnusa i Andromedy uda się znaleźć
wyjście z tego labiryntu... że uda się im pokonać iluzje Gemini...
***
Tymczasem Papież wciąż gorliwie medytuje. Ma świadomość, że już dwójka
wojowników wymknęła mu się z rąk... i ma świadomość, że stało się to tylko
dlatego, że Shiryuu był niewidomy, a co za tym idzie, Patron Smoka nie
dostrzegł w ogóle iluzji wywołanej przez Gemini. Papież wie, że nie docenił
Brązowych Patronów... i dlatego chce dołożyć wszelkich starań, aby pokonać
Shuna i Hyogę... jedynych buntowników przebywających obecnie w jego świątyni...
***
I znowu w Świątyni Bliźniąt... Shun podnosi się z ziemi i nieszczęśliwym
wzrokiem rozgląda się wokół siebie - pierwszą rzeczą, którą Andromeda-chan
dostrzega, to nieprzytomny Hyoga leżący tuż obok na posadce. Ano tak...
cóż to za ironia - Hyoga został wykończony swoim własnym atakiem... Wokół
rozlega się cichy, złowrogi śmiech. To śmieje się Gemini... Shun wciąż
nie może zrozumieć, czy Saga rzeczywiście istnieje, czy też nie. Jednak
teraz nie ma czasu, aby zastanawiać się nad takimi sprawami... trzeba coś
zrobić dla Hyogi... Przeszkodą w zamiarach Shuna okazuje się być interwencja
Gemini, który nagle woła: "Niech powstanie inny wymiar!". Zaklęcie powoduje
zakrzywienia czasoprzestrzeni... rzeczywiście zaczyna się tworzyć inny
świat! Nieprzytomny Hyoga zostaje uniesiony ku bramie międzywymiarowej
i po chwili znika w otchłaniach wymiaru galaktycznego... Ciało Shuna również
staje się bezwładne i chłopak unosi się tą samą drogą, co Hyoga... jednakże
Andromeda jest na tyle inteligentny, że w ostatniej chwili udaje mu się
obwiązać łańcuch o dwie kolumny... i to właśnie te dwie kolumny łączą go
teraz z rzeczywistym światem... Łańcuch już ledwo-ledwo trzyma, na dłoni
Shuna, który za wszelką cenę usiłuje utrzymać się łańcucha, zaczyna pojawiać
się krew... ale Shun nie rezygnuje z prób wydostania z tego wymiaru zarówno
siebie, jak i przyjaciela. Chłopak woła do Hyogi, aby ów chwycił jego dłoń...
ale Hyoga jest nieprzytomny i nie słyszy rozpaczliwego wołania towarzysza...
Po chwili wymiar zamyka się odcinając zarazem Hyodze szansę na powrót do
normalnego świata, zaś wciąż trzymający się łańcuchów Shun upada na posadzkę.
Może jest obolały i zmęczony, ale ma prawo cieszyć się z choć jednej rzeczy
- jej przynajmniej w świecie rzeczywistym, a nie w jakimś tam wymiarze
stworzonym przez potężną moc Sagi. Saga "pociesza" Shuna, że przeniesienie
do innego wymiaru będzie dla Hyogi czymś gorszym niż śmierć... Patron Łabędzia
będzie bowiem zmuszony dryfować w tamtym wymiarze aż do końca świata...
Shun już nic nie mówi, jest zarazem wściekły, jak i lekko zniechęcony.
I wtedy właśnie Saga raz jeszcze woła: "Niech powstanie inny wymiar!"...
przestrzeń ponownie zaczyna się zakrzywiać, a Shun raz jeszcze próbuje
swojej sztuczki z przywiązaniem łańcuchów do kolumn. Tym razem też Andromeda
zdąża ze swoją sztuczką na czas, ale Saga wspomnianą sztuczkę już zna...
Otóż okazuje się, że sprytny Gemini zerwał jeden z końców łańcucha trzymających
Shuna w realnym świecie, a co za tym idzie, Shun trzyma się już tylko na
"ostatnim włosku", czyli na paru ostatnich ogniwach, które powoli zaczynają
się kruszyć... Na domiar złego Saga nadal stoi nad łańcuchem, ma możliwość
skruszyć go w każdej chwili. A jeśli to rzeczywiście by się stało... no,
wtedy Shun podobnie jak Hyoga zostałby uwięziony w wymiarze, z którego
nie ma powrotu...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|