Epizod 41
Al Grande Tempio
(W Wielkiej Świątyni)
Seiya, Atena, Hyoga i Stalowi Patroni wciąż stoją przy samolocie i bynajmniej szczególnie zadowoleni nie są. Shun powinien się już dawno pojawić, tymczasem nadal go nie ma, a wyjazd zaczyna nieznośnie się opóźniać... Stalowi Patroni delikatnie sugerują, żeby to oni wyruszyli w zastępstwie Shuna, ale Seiya kategorycznie się nie zgadza. Patron Pegaza oznajmia, że ufa Shunowi, że wierzy, iż ów przybędzie na czas. Przecież Patroni muszą w siebie wierzyć i wzajemnie sobie ufać, jeśli chcą wygrać tą decydującą walkę w Sanktuarium...
***
Tymczasem Shun wciąż jest wzięty "w dwa ognie", z jednej strony przytrzymuje go łańcuch Spicy, zaś z drugiej atakuje Leda. Shun nie widzi już żadnej nadziei, aby umknąć swojemu Przeznaczeniu... urodził się pod gwiazdami Andromedy i tym samym przejął jej Przeznaczenie - zostać poświęconym na ofiarę... Leda i Spica cieszą się, że wszystko tak łatwo im idzie, że Shun zdecydował się poddać Przeznaczeniu i dzielnie umrzeć - wszystko wygląda na to, że ich misja zostanie wypełniona w całości. June wyciąga rękę ku Shunowi, ale nie może go dosięgnąć, nie może mu pomóc. Jest zbyt osłabiona i powoli traci przytomność... Patron Andromedy musi poradzić sobie sam... Dziewczyna jeszcze przez chwilę spogląda na Shuna... w jej oczach nie widać wyrzutu, tylko bezgraniczny smutek... Shun czuje się coraz bardziej słabo, łańcuchy dwójki atakujących go Patronów wciąż mocno zaciskają się na szyi Patrona. Przeznaczenie wojownika...? Przeznaczenie... aby umrzeć... I kiedy Shun właśnie rozmyśla o swoim Przeznaczeniu, słyszy czyjś głos... Zna ten głos, wie, kto do niego przemówił! Przecież to może być jedynie Ikki, jego starszy brat! Telepatia? Na to wygląda. Ikki mówi Shunowi, że Przeznaczenie Andromedy może jeszcze zostać zmienione... że jeszcze nie wszystko przesądzone. Shun przywołuje wspomnienia...
***
Czerwone blaski zachodzącego słońca, plaża... zarówno cały skalisty krajobraz, jak i postacie odpoczywających na brzegu Ikkiego i Shuna utrzymane są w odcieniach czerwieni... Shun siedzi na piasku i wpatruje się daleko, aż za horyzont, kiedy tymczasem jego brat zaczyna mówić. Mówi o tym, że Przeznaczenie nie jest zdecydowane... że owszem, każdy człowiek ma przeznaczony mu los, ale jest wystarczająco silny, aby ów los zmienić. Można zmienić Przeznaczenie... to nie jest łatwe, ale można to uczynić, jeśli posiada się wiarę i nadzieję... Shun z uśmiechem słucha lekcji dawanej mu przez starszego brata - jest młody, pełen wiary w przyszłość... jest świeżo po treningach, jest już posiadaczem Materii Andromedy... wydaje mu się, że wszystko jest proste i łatwe, że jego Przeznaczenie jest naprawdę piękne...
***
Shun wciąż pamięta tamtą lekcję - wówczas nawet do głowy mu nie przyszło, że jego Przeznaczeniem może być Śmierć. Dopiero teraz widzi, że Ikki mógł przewidzieć, co się stało, i dlatego zawczasu udzielił mu tak ważną lekcję. Shun może zmienić swoje Przeznaczenie... jeśli tylko będzie się starał z całych sił, jeśli będzie w to wierzył! Chłopak klęka, przymyka oczy i zaczyna gromadzić wokół siebie różową energię Andromedy... jest coraz silniejszy i silniejszy, jego potęga wzrasta z każdą chwilą... Leda i Spica są zaskoczeni, już się im zdawało, że zwycięstwo leży w ich dłoniach, kiedy nagle taka zmiana okoliczności... Shun dzięki swojej kosmicznej energii przyciąga do siebie duszące go łańcuchy, a razem z łańcuchami - prześladowców. Obaj Srebrni Patroni nie są w stanie się bronić, kosmos Shuna jest zbyt potężny, nawet dla Srebrnych Patronów. Po chwili łańcuchy pękają - Shun zwyciężył...
***
Seiya i spółka wciąż oczekują na przyjaciela, nie mając przy okazji zielonego pojęcia, w jakich tarapatach był Shun. Czekają i czekają, kiedy nagle na horyzoncie pojawia się widok, który od pewnego czasu stanowi małe marzenie Ateny i pozostałych - na horyzoncie pojawia się Shun. Chłopak niesie na plecach Materię Andromedy, a w jego ramionach spoczywa bezwładne ciało June. Patroni są zaskoczeni - kim jest ta dziewczyna? Czy jest ranna? Shun z czułością spogląda na przyjaciółkę i uspokaja towarzyszy, że June nie jest ranna, że tylko zemdlała... Czemu zaś jest razem z nim? Bo nie ma gdzie pójść... Andromeda może liczyć na swoich przyjaciół - najwyraźniej to właśnie Stalowi Patroni zaopiekują się dziewczyną i Shun wie, że może ze spokojnym sumieniem pozostawić im najdroższą jego sercu istotę. Teraz, kiedy wszyscy są już w komplecie, samolot może wreszcie wyruszyć. Nadeszła godzina, kiedy Siły Sprawiedliwości wreszcie zmierzą się z Siłami Sanktuarium.
***
Samolot szybuje w powietrzu. Atena, Seiya, Shun i Hyoga siedzą niespokojnie na miejscach i zabijają czas pogawędką. Okazuje się, że Shun opowiedział im już o swojej przygodzie dodając, że Wyspa Andromedy została zniszczona. A więc gdzie teraz podzieje się on i June? Shun ma całkiem ambitne plany... wie, że jeśli wróci z Sanktuarium żywy, to zamieszka z June na jakiejś wyspie w pobliżu miejsca, gdzie kiedyś znajdowała się Wyspa Andromedy. Shun uśmiecha się... ma świadomość, że June nie będzie miała nic przeciwko temu, aby z nim zamieszkać, a co za tym idzie... no, to już pozostawiam domysłom czytelników tego tekstu... ^_- Kiedy Shun snuje plany odnoście przyszłości swojej i June, Saori rozmyśla nad nieco poważniejszymi sprawami. A o czym konkretnie? Ano o Sanktuarium. Skoro jeden Złoty Patron był w stanie zmieść z powierzchni ziemi całą wyspę, to świadczy to o niesamowitej sile, której będą musieli stawić czoła Patroni. Rzecz druga - Saori kojarzy fakty. Wszyscy Złoci Patroni, z którymi Bronze Saints dotąd się spotkali - Scorpio Milo, Sagittarious Aiolos i Leo Aiolia... wszyscy posiadali zbroje należące do jakiegoś ze Znaków Zodiaku... Jak powszechnie wiadomo - Znaków Zodiaku jest dwanaście. Czyli najprawdopodobniej jest dwanaście Złotych Patronów... Ponieważ Złoci Patroni są najpotężniejszymi istotami w całym Uniwersum a Papież nie jest bynajmniej od nich słabszy... znaczy to, że Papież również jest Złotym Patronem. Tutaj Seiya nie zgadza się z przemyśleniami Ateny - Złoci Patroni chronią porządku na świecie, zaś Papież jest tyranem. W wyniku dyskusji Atena dochodzi do wniosku, że ponieważ w Sanktuarium jest tylko jeden Papież, a jego poprzednik prawdopodobnie wcale nie zginął (nowym Papieżem został starszy brat Shiona)... jest tylko jedno wyjście. Pod maską Papieża kryją się dwie dusze - ta dobra i zła. Seiya wie, że to prawda...
***
Seiya właśnie co otrzymał Materię Pegaza. Chłopiec jest niezwykle szczęśliwy - szczerze mówiąc, to po prostu wariuje ze szczęścia i obskakuje Materię ze wszystkich możliwych stron. Wtedy głos zabiera Papież. Papież mówi, że Patroni od zarania dziejów zawsze chronili Atenę - i to dlatego właśnie posiadali swoje Materie. Seiyowi nie wolno użyć Materii do osobistych celów - Pegasus może ją przywdziać tylko wtedy, kiedy w grę będzie wchodził albo honor bogini Ateny, albo też dobro świata. Seiya przytakuje ze skupieniem...
***
Wspomnienia Seiya utwierdzają Pegasusa w przekonaniu, że miał do czynienia z tą "dobrą" stroną Papieża. A strona "zła"? No, niewątpliwie przykładem na jej istnienie jest postawa tyrana, jaką obecnie przyjął Papież. Dwie twarze... cóż, nie da się ukryć, że są to ciekawe przemyślenia... Saori sumuje fakty - skoro Papież pewnie również należy do Złotych Patronów, skoro ma dwie twarze... Atena wie, że tylko jeden Znak Zodiaku posiada dwa oblicza. Tym znakiem są Gemini, Bliźnięta...
***
W czasie, kiedy nasi Patroni i Atena lecą do Sanktuarium i po drodze rozwiązują co niektóre zagadki związane z Sanktuarium, w Sanktuarium zaczyna się robić gorąco. Otóż przez korytarz prowadzący do papieskiej komnaty idzie właśnie Aiolia. Patron za wszelką cenę chce spotkać się z Papieżem, mimo że wie, iż jest to zakazane, że do papieskiej komnaty nie wolno wchodzić nawet Złotym Patronom... Na drodze Aiolii stają wojownicy i tłumaczą Patronowi oczywisty fakt, że komnata może być widziana tylko przez Papieża, ale Aiolia ma to w naprawdę niewielkim poważaniu. Patron w pośpiechu rozprawia się z wojownikami, a przed jego twarzą otwierają się drzwi do Świętej Komnaty... Aiolia zdecydowanym krokiem idzie naprzód - tuż przed nim ukazuje się tron i siedzący na tronie Papież. Leo zatrzymuje się przed obliczem Papieża i oznajmia, że chce się widzieć z Ateną. Na te słowa Papież wybucha śmiechem - przecież Aiolia nie dość, że wrócił tutaj nie zabiwszy Patronów z Brązu i nie odebrawszy im Złotej Materii Strzelca, to jeszcze śmie stawać tutaj, w tej komnacie, i prosić o spotkanie z Ateną. Ale czegóż można innego oczekiwać po bracie zdrajcy (zdrajcy - w mniemaniu Papieża, oczywiście)... Papież oznajmia, że jeśli Aiolia chce jej coś przekazać, to może to uczynić za jego pośrednictwem. Ale Leo bynajmniej nie ma ochoty na takie załatwienie sprawy i oskarżycielsko wysuwa wskazujący palec w stronę Papieża. Mówi, że Papież wie równie dobrze, jak i on, że Ateny w Sanktuarium po prostu nie ma, od szesnastu laty nikt jej nie widział! Została zabrana szesnaście lat temu przez Aiolosa, uratowana przez Papieżem, który chciał ją zabić... a schronienie znalazła nie w greckim Sanktuarium, ale w Japonii, w posiadłości Mitsumasy Kiddo. Aiolos wcale nie był zdrajcą, to Papież zdradził Atenę! Papież w milczeniu wysłuchuje wszystkich zarzutów i po chwili zabiera głos. Oznajmia, że najwyraźniej Aiolia odkrył prawdę... a teraz Papież nie ma innego wyjścia, jak go zabić. Papież zstępuje z tronu i zaczyna gromadzić swoją moc, jego włosy unoszą się w powietrzu rozwiane niezwykle potężną mocą... to jest najwyższa moc galaktyki, moc najpotężniejszego Złotego Patrona... Aiolia również atakuje i moce obydwu przeciwników zaczynają walczyć o przewagę... Papież oznajmia Złotemu Patronowi Lwa, że Aiolia długo nie wytrzyma, ale Aiolia nie daje się zastraszyć i wciąż walczy. Po paru chwilach przepychanki za pomocą kosmosów walka ustaje - w drzwiach komnaty pojawia się Złoty Patron Panny, Shaka. Shaka mówi Aiolii, iż Leo popełnił ogromny błąd - podnieść rękę na Papieża to tak samo, jakby podnieść dłoń na Atenę. Złoty Patron Panny rozkazuje "zdrajcy" opuścić komnatę, inaczej Shaka będzie zmuszony go zabić. Aiolia bynajmniej nie zamierza ustąpić... wie, że nie ustąpi nawet wtedy, jeśli przyjdzie mu walczyć z kolegą. Po chwili pięść Aiolii zostaje zatrzymana przez dłoń Shaki, a atak Shaki powstrzymuje druga dłoń Patrona Lwa. Rozpoczyna się pojedynek... Papież przygląda się temu w milczeniu... Z jego rozmyślań dowiadujemy się, że jeśli dwaj Złoci Patroni zaczynają ze sobą walczyć, czas i przestrzeń znika, obaj mogą zginąć. Jeśli tak się nie stanie, to walka będzie trwała tysiąc dni i tysiąc nocy... Papież uznaje, że Aiolia i Shaka to głupcy - nawet, jeśli żaden z nich się nie podda, oboje wyczerpią swoją kosmiczną energię i zginą... Nagle Shaka przerywa atak i składa dłonie w bogobojnym geście. Oznajmia, że nie chce walczyć z Aiolią, ale będzie do tego zmuszony, aby zmyć hańbę, która spadła przez Aiolię na Zakon Złotych Patronów. Jednak zanim zacznie walkę, chce oczyścić swoją duszę ze wszystkich wątpliwości... Złoty Patron Panny prosi Buddę, aby go oświecił... Shaka układa dłonie w geście hinduistycznej modlitwy i przez chwilę medytuje... zaś po chwili raz jeszcze składa bogobojnie dłoni i rozchyla je lekko, w jego dłoniach ukazuje się złote światło... To dopiero teraz walka rozpoczyna się naprawdę...
***
Samolot Fundacji Graude ląduje na kamiennej posadce, Patroni i Atena wysiadają. Jako, że Seiya bardzo dobrze zna te okolice, to do niego zwracają się Patroni z pytaniem, gdzie się znajdują. Okazuje się, że to miejsce to arena Koloseum, miejsce, gdzie Seiya walczył z wojownikiem o imieniu Cassios, miejsce, gdzie Seiya zdobył swoją Materię. A Sanktuarium? No, znajduje się "trochę" wyżej... Wtedy to po schodach biegnących w stronę Świątyni schodzi zamaskowany człowiek w pelerynie... Brązowi Patroni są nieco zaskoczeni pojawieniem się nieznajomego, ale... przecież to może właśnie on okaże się kimś, kto im pomoże. No i częściowo mają rację... Nieznajomy prowadzi Patronów pod wysoką skałę, czym powoduje oburzenie Seiya i pozostałych. Przecież Patroni nie przyszli tu po to, aby się wspinać! Wtedy jednak na szczycie góry majaczy się ludzki kształt z Materią na plecach... Seiya ma już radosne przeczucie, które sprawdza się w chwili, kiedy kształt zeskakuje na ziemię. Tak, to jest Shiryuu, który powrócił do towarzyszy, aby dopomóc im w decydującej walce! Kochany chłopak! ^_^ Shiryuu oznajmia, że mimo tego, iż Patronom może się to wydać dziwne, kalectwo Patrona Smoka przyczyniło się do tego, że Materia Dragona stała się jeszcze silniejsza. Shiryuu nie będzie zbyteczny w walce... może okazać się naprawdę pomocny... Nieznajomy człowiek oznajmia Patronom, że nie dostaną się do Sanktuarium inaczej, niż przechodząc przez dwanaście Domów Zodiaku, które to świątynie są strzeżone przez dwunastu Złotych Patronów. Domysły Saori okazują się słuszne - każdy Znak Zodiaku posiada swój odpowiednik w postaci Złotego Patrona... Nieznajomy tłumaczy Patronom, że dotąd nikomu nie udało się przejść przez świątynie... ale nawet to nie psuje Brązowym Patronom humoru, gdyż Seiya oznajmia optymistycznie, że wobec tego to właśnie oni będą pierwsi. Atena i jej czterech wojowników już kierują się na schody do Świątyni Barana, kiedy nagle nieznajomy każe im się zatrzymać... Cała piątka odwraca się posłusznie i wtedy to nieznajomy zrzuca z siebie płachtę i przedstawia się jako Arrow Tramy. Jego zadaniem jest zabić Patronów, zanim w ogóle zabiorą się do swojej wędrówki... Ku zaskoczeniu Ateny i jej towarzyszy, Tramy wypuszcza ku nim grad strzał. Złote strzały pędzące z niezwykłą szybkością... W pewnym momencie Seiya odkrywa, że to tylko iluzja, i postanawia zaatakować przeciwnika swoim może nie najpotężniejszym, ale w każdym razie skutecznym atakiem - "Meteorami Pegaza". Atak bez problemu powala przeciwnika... okazuje się atakiem śmiertelnym... Seiya jest nieco zaskoczony, choć na jego twarzy widać smutek - spodziewał się nieco więcej po przeciwnikach z Sanktuarium, kiedy tymczasem wystarczył jeden słaby cios, aby pokonać pierwszego z nich... Jednak okazuje się, że mimo tego, iż Tramy poświęcił swoje życie... jednak wypełnił swoją misję, choćby częściowo... Za Shunem, Hyogą, Shiryuu i Seiyem stoi Atena, teraz skulona nieco, z wymalowanym na twarzy cierpieniem... W jej pierś wbiła się złota strzała... Seiya zupełnie nie może tego zrozumieć - jak to możliwe, przecież wszystkie strzały były złudzeniem! Okazuje się, że wszystkie, oprócz tej jednej... Tramy śmieje się cicho, choć z jego ust spływa krew... zaś Brązowi Patroni z największym przerażeniem spoglądają na swoją księżniczkę, która ugodzona została śmiertelną strzałą prosto w serce...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk