Epizod 40
Preparativi a Nuova Luxor
(Przygotowania do Nowego Luxoru)
Pogodne, przyjemne popołudnie. Na placyku przed podmiejskim kościółkiem wychowankowie Miho-san pogrywają sobie radośnie w piłkę nożną. Miho oznajmia, że dzieciaki powoli mają kończyć, ale mówi to bez większego przekonania, co daje dzieciom do zrozumienia, że i tak mogą sobie jeszcze pograć. Wesołą zabawę dzieci z sierocińca obserwują zza pobliskiej barierki Seiya, Shun, Hyoga i Saori-san. Seiya z rozczuleniem przypomina sobie swoje szczenięce lata podczas pobytu w Kiddo Mansion... tam też grano sobie dla rozrywki w piłkę nożną. No i oto w oczach Pegasusa trójka wychowanków Miho przemienia się w...
***
... trójkę małoletnich Patronów. Shiryuu, Hyoga, Shun i pozostali mieszkańcy posiadłości Mitsumasy Kiddo grają właśnie w piłkę nożną. Piłka zostaje wykopnięta do góry, Shiryuu, Hyoga i Shun wyskakują po nią do góry i... zderzają się głowami. -_-!!
***
Seiya wspominając przedstawioną powyżej przygodę uświadamia sobie, że co prawda podczas tych paru lat spędzonych w Kiddo Mansion ciężko trenowali, ich życie nie było łatwe... ale miało i swoje uroki. Bez wątpienia pozostali Patroni muszą przyznać przyjacielowi rację... oj, to były czasy... ^_- Patroni wiedzą, że muszą walczyć choćby dla tych dzieci... aby one miały miejsce, w którym mogłyby się rozwijać, w którym mogłyby żyć i przeżywać różne uczucia jak wszyscy inni ludzie... Seiya i jego towarzysze nie mogą pozwolić, aby świat tych dzieci padł w gruzach... Wtedy Saori oznajmia, że ona też wybierze się na tę wyprawę jako Atena... i tutaj zdanie bogini spotyka się ze stanowczym sprzeciwem - Patroni panicznie się boją, aby ich księżniczce nie stało się nic złego. Saori interpretuje takie zachowanie przyjaciół inaczej... myśli, że będzie im niepotrzebna, że będzie dla nich tylko ciężarem... Patroni kompletnie się załamują i kapitulują... Dobra, niech Saori już sobie z nimi jedzie... Seiyowi i jego towarzyszom jest już właściwie wszystko jedno - i tak będą musieli chronić boginię, więc może nawet lepiej, że Atena będzie blisko nich... aby oni mogli jej pomóc, kiedy zbliży się zagrożenie... Gdyby tylko wiedzieli, ile ta decyzja przysporzy im kłopotów... Tymczasem Miho gwiżdże w zawieszony na jej szyi gwizdek i przywołuje dzieci do siebie. Seiya przez chwilkę obserwuje, jak Miho coś tłumaczy swoim żywiołowym wychowankom... i podejmuje pewną decyzję. A co zamierza? No, czemu nie przypomnieć sobie dawne czasy i nie zagrać z dzieciakami w piłeczkę? Dzieciaki są wniebowzięte, a i Shun z Hyogą wydają się nie mieć nic przeciwko temu. Poważna i ułożona Saori oczywiście zostaje na miejscu... i dobrze, raczej trudno ją sobie wyobrazić pogrywającą w piłeczkę. ^_- Gra się rozpoczyna. Seiya wyprowadza atak, za nim biegną Shun i Hyoga. Po chwili Pegasus zaczyna... ehm... nazwijmy to "akrobacjami z piłką nożną"... Piłka dostaje się pod nogi dzieciaków, a Seiya woła: "Hej, a kto mi poda?!". Kiedy Seiya ponownie dostaje piłkę, zaczyna kontynuować swoje manewry i piłka szybuje do góry. Pegasus usiłuje ją wybić, ale nie trafia i ląduje na buźce na asfalcie... oj, to musiało boleć... Miho i dzieciaki wybuchają śmiechem; "Jaki on zabawny..." - myśli dziewczyna spoglądając na ukochanego chłopaka...
***
Zachodzi już słońce... minęło dobre parę godzin... Saori i Patroni muszą już się zbierać, gra zostaje zakończona. Seiya jak zwykle cieszy się ogromnym powodzeniem wśród dzieci, które wprost nie mogą się doczekać, kiedy Patron Pegaza ponownie z nimi zagra. Tymczasem Saori spogląda na Miho... patrzy na jej twarz i dostrzega pewien smutek... Czy to tęsknota za Seiyem? Miho... dziewczyna, która wychowywała się z Seiyem już od dzieciństwa... Saori nie wie, co istnieje pomiędzy tymi dwoma, może się tylko domyślać... i wie, że każda dodatkowa chwila, którą Miho spędzi z ukochanym, będzie dla opiekunki sierocińca ogromną radością.. Atena mimochodem głośno zauważa, że nie spieszy się, że Seiya może tu jeszcze trochę zostać, a ona z Hyogą i Shunem pójdą już do domu. Z początku Seiya zaskoczony jest decyzją bogini, ale po chwili na jego twarzy pojawia się uśmiech. Następuje parę rutynowych słów pożegnania i Saori z dwoma Patronami znikają z pola widzenia...
***
Noc. Granatowe, rozgwieżdżone niebo... cisza panująca w porcie... Na kamiennych zabudowaniach nad brzegiem morza siedzą Miho i Seiya. Miho melancholijnie spogląda na złoty księżyc odbijający się łagodnym blaskiem w wodzie... ten wieczór... ten krótki, za krótki wieczór... ostatni wieczór przed wyprawą Patronów do Sanktuarium... Seiya zauważa smutny nastrój najdroższej mu dziewczyny i powoduje zwierzenia ze strony Miho... dziewczyna przypomina sobie ten dzień z dzieciństwa - ostatni dzień przed wyjazdem Seiya na dalsze treningi...
***
Wspomnienia w odcieniach zieleni, czerni i bieli... Śmieciarze wyjmują właśnie ze śmieciarki pojemniki i ustawiają je na terenie posiadłości Mitsumasy Kiddo. Na chwilę wóz zostaje bez opieki i wtedy wieczko jednego z pojemników podnosi się... ukazuje się główka małej Miho. Dziewczynka rozgląda się uważnie i po chwili przemieszcza się na teren budynków treningowych. W jednym z budynków trwa właśnie intensywny trening, w którym uczestniczy między innymi nasz Pegasus Seiya. Miho cichutko nawołuje Seiya i już po chwili oboje znajdują się wśród drzew, na przyjacielskim spacerku - pogawędce. Okazało się, że pretekstem dla wizyty Miho jest fakt, że dziewczynka chciała poinformować Seiya o stanie zdrowotnym jego siostry, Seiki... otóż Seika czuje się już lepiej. Pegasus jest ucieszony tą dobrą nowiną i po chwili rozmowa schodzi na tematy zgoła inne... Seiya ma już nazajutrz wyjechać na dalsze treningi... i, jak sama Miho to określa, traktuje to tak, jakby miał to być wyjazd na wakacje. Dziewczynka jest oburzona... przecież takie treningi to nie przelewki! Można zostać rannym... a nawet zginąć! Dzieci zaczynają się kłócić i Seiya oznajmia, że Miho jest dziewczynką, więc nigdy nie zrozumie, dlaczego Pegasus chce walczyć... Oboje są na siebie nawzajem obrażeni i stają tyłem do siebie po dwóch różnych stronach ogromnego, starego drzewa. Nic nie mówią, są poważnie skłóceni... akurat na dzień przed wyjazdem, kiedy ta dwójka, wychowująca się razem już od wczesnego dzieciństwa, powinna się nawzajem duchowo wesprzeć...
***
Dzień po opisanych powyżej wspomnieniach, zielono-czarno-białych wspomnień ciąg dalszy. Seiya obciążony pokaźnym plecakiem staje przed samochodem, którym ma stąd odjechać, i rozgląda się wokół siebie. Czegoś mu brakuje... i już wie, w czym problem. To Miho nie przyszła, aby go pożegnać... nie chciała być obecna przy jego wyjeździe. Dlaczego? Czy to... z powodu wczorajszej kłótni? Seiya wsiada do samochodu, jest mu smutno... wyjeżdża nie pożegnawszy się z najdroższą przyjaciółką dziecięcych zabaw... Kiedy samochód oddala się na wystarczająco bezpieczną odległość, z pobliskich krzaków wychodzi Miho i ze smutkiem spogląda za oddalającym się Seiyem. Jej również jest ciężko... z powodu tej jednej, małej, głupiutkiej kłótni...
***
Miho kończy wspominać, przez chwilę dwójka zakochanych siedzi w milczeniu. Seiya również pamięta tamten dzień... mówi dziewczynie, że było mu naprawdę smutno, kiedy Miho nie przyszła się z nim pożegnać. Nie wiedział, że była tam w krzakach... i że jednak nie mogła się przemóc, aby nie przyjść i choćby z ukrycia po raz ostatni na wiele, wiele lat spojrzeć na przyjaciela. Okazuje się, że Miho teraz również jest ciężko... dziewczyna wie, że Seiya jeszcze nie raz ją opuści... a ona nie wytrzymuje tego niepokoju, tego niepokoju, że pewnego dnia Pegasus zostawi ją na zawsze... Miho gwałtownie mruga powiekami... i Seiya wie, że jego ukochana prawdopodobnie za chwilę się rozpłacze... Miho tak bardzo niepokoi się o Pegasusa... że ów zostanie ranny, że ktoś zrobi mu jakąś krzywdę... a nawet zabije... Ten niepokój... jest tak nieznośny! Miho błaga Pegasusa, aby ów nie narażał w walce życia... i tutaj Patron Pegaza ma rozterkę. Wie, że jego Przeznaczeniem jest walczyć. Mówi, że każdy jest urodzony pod jakąś gwiazdą, pod gwiazdą przeznaczenia... Niektórzy są urodzeni pod gwiazdami dobra, niektórzy - pod gwiazdami zła, a niektórzy dopiero szukają swojej gwiazdy... Przeznaczeniem Seiya jest walka - Pegasus musi walczyć, aby Miho i inni wciąż mogli żyć na tym pięknym świecie. I nagle Patron Pegaza wstaje... przysięga dziewczynie, że wróci, że pewnego dnia wróci i już nigdy od niej nie odejdzie... Romantyczna chwila ostatniego wieczoru przed decydującą wyprawą trwa nadal... zakochani idą na teren placyku przy kościele i stają pod rozłożystym drzewem. Przez chwilę patrzą na siebie w milczeniu... i pewnie doszłoby do pocałunku, gdyby nie incydent spowodowany przez kochaniutkich wychowanków Miho-san. Otóż nagle z drzewa spada trójka dzieciaków... nie ma wątpliwości, że podsłuchiwali. Miho jest wściekła, cała romantyczna chwila została zepsuta! Dzieciaki widząc, że w tej chwili z ich opiekunką bynajmniej nie ma żartów, zmykają w popłochu oznajmiając... że tylko chcieli sobie posłuchać... _-_
***
Poranek. Promienie słońca oświetlają port - zabudowania, molo, statki... Wśród tego wszystkiego spaceruje sobie Shun mając zamiar zgoła inny od reszty swoich towarzyszy... otóż chłopak ma zamiar wyruszyć na Wyspę Andromedy. Shun idzie przed siebie w milczeniu... i nagle zauważa wiotką, zwinną postać. To dziewczyna, wojowniczka... Możliwe, że Shun jest zaskoczony pojawieniem się nieznajomej, jednakże zna jej imię...
***
Ten sam poranek dostrzega również Seiya, Saori i Hyogę stojących przy samolocie Fundacji Graude, przygotowujących się do wielkiej wyprawy do Sanktuarium. Okazuje się, że przybył również Tatsumi ubrany... w strój wojownika kendo... Okazuje się, że wierny sługa Ateny ma także zamiar walczyć przeciwko Papieżowi... i w tym momencie Patroni wybuchają śmiechem. Przecież oczywistym jest, że bambusowy kij Tatsumi'ego nie stanowi żadnej obrony przeciwko niesamowitej sile Złotych Patronów i pozostałych ludzi z Sanktuarium! Tatsumi czuje się urażony, jego odważne wystąpienie zostało odebrane po prostu jako dobry żart... Tymczasem Seiya zaczyna się zastanawiać, co z Shunem... przecież chłopak powinien już się tutaj zjawić! Hyoga w przeciwieństwie do towarzysza nie niepokoi się o Shuna - Andromeda z pewnością nie zaspał (oznajmiając o tym fakcie Cygnus spogląda wymownie na Pegasusa...) i zjawi się najwyżej za parę minut. Nie pozostaje nic innego, jak czekać...
***
Kontynuacja wydarzeń z portu. Nieznajoma dziewczyna nazywa się June - trenowała z Shunem i innymi młodzieńcami na Wyspie Andromedy. Teraz przybyła do Shuna wiedząc o tym, że ów zamierza powziąć wyprawę na ich rodzinną wyspę... i oznajmia chłopakowi, że Wyspy Andromedy już nie ma... Shun traci względny spokój, jaki z początku zachowywał... nie ma pojęcia, co jest grane! Wtedy June z opanowaniem, ale i smutkiem wyjaśnia, co zaszło na wyspie... otóż okazuje się, że została ona odwiedzona przez Złotego Patrona Skorpiona, Milo. Milo zamierzał zawładnąć nad całą wyspą i zamordować wszystkich jej mieszkańców - a wszystko na rozkaz Papieża... Zginął Albireo, mistrz Shuna i pozostałych... zginęli i inni wojownicy... June udało się uratować i przyszła tutaj, aby ostrzec drogiego jej przyjaciela. Wiadomość wstrząsa Shunem, ale nie powstrzymuje go od wyjazdu - przeciwnie, umacnia Andromedę w jego przekonaniu! Teraz Shun czuje pragnienie zemsty... chce za wszelką cenę tam pojechać i raz na zawsze rozprawić się z Milo... za Albireo! Zdesperowana June widzi, że słowa nic nie dadzą - dziewczyna postanawia uciec się do czynów. Ściska mocno trzymany w ręku bat... i atakuje. Uderzenia następują szybko po sobie... bez wątpienia nie należą do najprzyjemniejszych doznań... jednak Shun wciąż tylko zasłania się ręką - nie chce zrobić June krzywdy. June w przypływie rozpaczy woła, że nie pozwoli Shunowi tam jechać - choćby miała go zranić! Padają kolejne uderzenia... i nagle Shun pozwala, aby bat owinął się wokół jego ręki. Teraz ma kontrolę nad bronią Patronki Kameleona, udaje mu się wywrócić dziewczynę na ziemię. Upadek powoduje silniejszy wstrząs, niż Patron Andromedy by chciał, nie dość, że June jest dosyć mocno poturbowana, to jeszcze z jej twarzy spada maska... Shun natychmiast podbiega do przyjaciółki i chwyta ją w ramiona... nerwy Patronki puszczają i dziewczyna zaczyna płakać na ramieniu Shuna... Mówi, że za bardzo Andromedę ceni, aby pozwolić mu zginąć... i że musi go powstrzymać przed tą nierozważną i głupią decyzją! No i oto w tym momencie sprawy zaczynają się komplikować jeszcze bardziej - pojawiają się kolejni dwaj nieznajomi. Leda i Spica... kolejni przybysze z Wyspy Andromedy, którym udało się przeżyć masakrę urządzoną przez Milo... Shun jest zaskoczony, że Leda i Spica przeżyli... ale co mają w zamiarach?! Dowiadujemy się tego już po chwili... June zostaje odtrącona od Shuna i pada w miejsce w pobliżu skrzyni z Materią Andromedy, zaś Shun zostaje pochwycony łańcuchami obojga wojowników. "Zwiążemy cię jak baleron" - oznajmia z uśmieszkiem Spica... Zaskoczenie i strach paraliżują wszelkie ruchy Shuna... czemu jego dawni towarzysze z lat treningów teraz stanęli przeciwko niemu?! Leda i Spica nie mają bynajmniej zamiaru odpowiedzieć na to pytanie i jeszcze mocniej zaciskają łańcuch wokół ciała swojej ofiary...
***
Saori, Seiya i Hyoga siedzą już w samolocie, wciąż oczekując na Shuna... W umysłach całej trójki tworzy się z coraz większą siłą przekonanie, że Shunowi coś się stało... Wtedy właśnie stojący dotąd "na drugim planie" Stalowi Patroni oferują swoją pomoc - mają zamiar rozejrzeć się po mieście... może ich poszukiwania przyniosą sukces? Saori zgadza się na pomoc Sho i jego towarzyszy, Stalowi Patroni już po chwili wyruszają w drogę. Wszędzie jest ich pełno, poruszają się z niezwykłą szybkością - widzimy Daichi'ego na "mechanicznej deskorolce" gnającego poprzez miejskie ulice, widzimy Ushio'ego latającego ze skupioną miną wśród wieżowców... Wydawałoby się, że spojrzeniu tak wyćwiczonych i spostrzegawczych wojowników nie umknie żaden szczegół, kiedy tymczasem cała trójka wraca do samolotu z niczym. Shun przepadł jak kamień w wodę...
***
June odzyskuje jako tako siły i z przerażeniem śledzi rozwój akcji - przecież musi coś zrobić inaczej Shuna spotka... nie, Patronka Kameleona nawet nie chce o tym myśleć... Dziewczynie udaje się doczołgać do skrzyni z Materią Andromedy, lecz na nieszczęście June po chwili opada na skrzynię bezwładnie... Ostatnia deska ratunku dla Shuna została stracona... Tymczasem Leda i Spica kontynuują swoją "zabawę", z uśmiechem, powoli zaciskając łańcuch... coraz mocniej i mocniej... Shunem motywuje zarówno przestrach, jak i ból... ale mimo to Patron nie może się wyrwać z rąk oprawców! I wtedy wojownicy oznajmiają, że to jednak jest ironia losu... Przecież mitologiczna Andromeda została poświęcona w ofierze Posejdonowi, aby ułagodzić gniew boga... a Shun? Jest Patronem Andromedy i zostanie złożony w ofierze Papieżowi, także po to, aby ułagodzić jego gniew... Złożyć w ofierze Papieżowi? W głowie Shuna coś zaczyna się powoli układać... a więc wnioskując z wypowiedzi Ledy i Spicy, oboje pracują dla Sanktuarium... zdradzili mistrza, kolegów, przyjaciół... Shun jest oburzony, ale z każdą chwilą coraz bardziej traci siły... Czy rzeczywiście Przeznaczenie Shuna jest takie samo jak Przeznaczenie starożytnej etiopskiej księżniczki...? Czy rzeczywiście pisana jest mu Śmierć...?

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk