Epizod 36
Il Cavaliere d'Oro
(Złoci Patroni)
No i nareszcie akcja posuwa się trochę naprzód. Chodzi mi o to, że w tym epizodzie pojawiają już się Złoci Patroni. Ale zacznijmy od samego początku. A więc w budynku Fundacji Graude Seiya ma problemy ze zdrowiem po walce. Mimo wszystko decyduje się jednak iść razem z Shunem i Hyogą po wodę życia. Problem jest w tym, że po paru krokach zaczyna się chwiać i upada. Przestraszona Saori od razu do niego podbiega i podtrzymuje klęczącego Pegasusa. Seiya mówi, że nic mu się nie stało, że zaraz mu przejdzie. Ale kiedy Saori przykłada mu dłoń do czoła, okazuje się, że wojownik ma wysoką gorączkę. Atena rozkazuje Sho zabrać Seiya do szpitala Fundacji, na co Sho przystaje z wrodzonym dystansem. Seiya nie może wstać i Saori musi mu w tym pomóc. Rozkazuje Sho, aby się pospieszył, z Seiyem jest coraz gorzej...
***
Nasze znajome Sanktuarium, pada deszcz. Gemini Saga bierze prysznic, nie widzimy jego twarzy. Rozmyśla o wydarzeniach, które miały miejsce, rozważa swoje położenie. Myśli o "natręctwie" Brązowych Patronów, nie wie, jak sobie z nimi poradzić. A to przecież oni są przyczyną całego zamieszania i Papież Sanktuarium ma za zadanie ich zlikwidować. Wtem Sadze świta w głowie pewien pomysł. Przegrali Czarni Patroni, przegrali Srebrni Patroni, jedyna nadzieja w wojownikach posiadających najwyższy stopień wtajemniczenia - Zakonie Złotych Patronów. A przecież Saga ma prawo ich wezwać...
***
Saga siedzi już na tronie, ma już na twarzy maskę Papieża. Po czerwonym suknie podchodzi do Papieża wojownik o pięknych, błękitnych oczach i fioletowych włosach, noszący na sobie Złotą Materię. Jest to Scorpio Milo. Milo składa hołd władcy i rozpoczyna rozmowę. Papież zaczyna od pytania, czy Milo wie już o zamieszaniu, jakie Brązowi Patroni wywołali. Kiedy Milo przytakuje, Saga kontynuuje swoją wypowiedź. Opowiada, że wysłał Phoenixa Ikkiego, aby ich poskromił i dał nauczkę, ale Feniks zamiast spełnić sumiennie swoje zadanie przyłączył się do Brązowych Patronów. Później przyszła kolej na rozmowę o Srebrnych Patronach. Papież opowiadał, jak to Seiya pokonał Misty, jak Hyoga załatwił Babela, jak Shun walczył z Dante... Przykładów było mnóstwo, ale każda walka kończyła się zwycięstwem teoretycznie słabszych przeciwników, Bronze Saints. Milo słucha uważnie, nie ma pojęcia, do czego zdąża Papież. Ale wkrótce dowiaduje się o celu, z powodu którego Saga wezwał go na posłuchanie. Złoty Patron Gemini wreszcie wytacza najważniejsze - przyzwał Milo do Sanktuarium, aby ten zniszczył wreszcie Brązowych Patronów i "dziewczynę podszywającą się pod Atenę" (wiadomo, że Saga mówi o Saori). Milo jest zdziwiony słowami Papieża, protestuje. Mówi, że jego misja wygląda tak, jakby lew rzucił się na mrówki, że piątka jego przeciwników nie ma w walce z nim żadnych szans. Saga oznajmia nieubłaganie: "To rozkaz!". Milo zagryza wargi. Nie bardzo chce mu się walczyć ze słabszym przeciwnikiem, nie przyniesie mu to przecież sławy i dumy, a nawet gorzej... Poza tym żal mu się zrobiło piątki wojowników, których nakazano mu pokonać. Saga widząc niezdecydowaną minę Złotego Patrona Skorpiona odsłania zakryty dotąd obszar przy tronie. Oczom zdumionego Milo ukazuje się dziewięć Złotych Materii. Każda przykuwa wzrok swoim niebiańskim blaskiem i pięknem. Wokół Świętych Skrzyń roztacza się aura, aura blasku i przepychu. Saga oznajmia, że znajduje tu się dziewięć Materii członków Zakonu Złotych Patronów. Trzy brakujące to Materie, które zabrali ze sobą trzej wojownicy, którzy zdradzili Sanktuarium zza rządów nowego Papieża. Chodzi tu o Sagittariousa Aiolosa (został on zabity podczas jego ucieczki z maleńką Ateną), Librę Rochiego (przebywającego obecnie wraz ze swoją Materią w Dolinie Pięciu Wzgórz), a także Ariesa Mu (zamieszkałego na pograniczu Chin i Indii). Papież tłumaczy Milo, że próbował już wielokrotnie wezwać Rochiego i Mu do Sanktuarium, ale ci "z niewiadomych przyczyn" nie odpowiadali na łaskawe listy władcy. Chcąc ostatecznie rozproszyć wyrzuty sumienia swojego wojownika Saga dodaje, że Brązowi Patroni mają już posiadaniu jedną Złotą Materię i jeżeli nie zdepcze się ich wcześnie, to Sanktuarium może tego później gorzko pożałować. Ten argument ostatecznie przekonuje Milo do jego misji, ale akurat w tym momencie na salę wchodzi młodzieniec bardzo podobny do Aiolosa, z tym, że ma lekko kasztanowe włosy. Jest to Leo Aiolia, młodszy brat Aiolosa. Słyszał on uprzednie protesty Milo i prosi Papieża, aby on pozwolił mu się zająć tą sprawą. Ku zdumieniu Milo Saga przyznaje pierwszeństwo Aiolii. Milo ma żal do Sagi, ale on nie mówi ani słowa do wojownika, któremu poprzednio przyznał tą ważną misję. Ale kiedy Aiolia opuszcza salę, Saga spieszy z wytłumaczeniami Skorpionowi. Mówi, że chyba Milo wie, iż Aiolia wstydzi się za zdradę brata i za wszelką cenę (nawet cenę życia) stara się zdjąć tą plamę ze swego honoru. Milo rozumie już poczynania Sagi, ale pyta się jeszcze, skąd Złoty Patron Bliźniąt wie, że Aiolia spełni swoją misję sumiennie i z efektem. Saga odwraca się od niego i przez chwilę jak gdyby się namyśla. Po chwili namysłu oświadcza, że Milo ma częściowo rację, że dla świętej pewności i spokojnego sumienia lepiej będzie wysłać jeszcze paru Srebrnych Patronów, aby śledzili jego poczynania. Saga jest zadowolony, jego plan zdaje się odnosić efekty...
***
Aiolia stoi na wzniesieniu. Blaski zachodzącego słońca odbijają się na skrzyni z jego Materią, którą niesie na plecach. Jest trochę wzruszony, sam nie wie, z jakich przyczyn. Na różowo-złotawym niebie pojawia się wizja twarzy Aiolosa trzymającego w ramionach becik z maleńką Ateną. Głęboko w sercu kryje mu się żal, ma ogromny żal do nieżyjącego już brata. To osoba Aiolosa jako zdrajcy była przyczyną niesmacznych żartów innych Patronów wypominających to Aiolii. Dlatego Aiolia musi się zemścić, musi wymazać tą skazę ze swojego honoru najświętszego kapłana. Przysięga sobie, że zrobi to za wszelką cenę.
***
Tymczasem nad Tokyo świeci słońce na tle idealnie błękitnego nieba. Pogoda jest śliczna, wokół wszystko zaczyna się już zielenić. Takie piękne niebo wisi nad szpitalem Fundacji Graude i przynależnymi do niego ogrodami i parkami. Przez korytarz szpitalny idzie do pokoiku Seiya Miho z wiązanką czerwonych róż. Miho podśpiewuje sobie cichutko, jest zadowolona, że za chwilę rozpogodzi oblicze chorego chłopaka. Mina rzednie jej w chwili, kiedy wchodzi do pokoiku szpitalnego. Odkrywając kołdrę zauważa pod nią tylko poduszkę, nic więcej. Seiya znowu uciekł ze szpitala!
***
Tymczasem Seiya idzie o kulach poprzez park oglądając się z zadowoleniem na budynek szpitala. Cieszy się, że udało mu się uciec nie wywołując większego zamieszania. W myślach ma pretensje do Saori i przyjaciół, że ciągle wpychają go do szpitalnego łóżka. "Jestem przecież prawie zdrowy!" - myśli. Na dowód tego odrzuca swoją podpórkę i zdejmuje bandaż z ręki, ale po chwili omal nie przewraca się. Sytuacja wygląda rzeczywiście komicznie, a Seiya ma taką fajną minę w tym momencie! W każdym razie Miho zorientowawszy się, że Seiya po prostu zwiał, wygląda za okno i spostrzega delikwenta oddalającego się szybkimi krokami od budynku. Miho wścieka się, odkłada kwiaty do wazdonu stojącego przy łóżku Seiya, a następnie zbiega ze schodów i rzuca się w pogoń za bezczelnym uciekinierem. Seiya kierując się w stronę parku słyszy nagle za sobą wołanie Miho. Nadal jest zadowolony, ale radość psuje mu troszkę fakt pogoni. Wzdycha zabawnie: "Jeszcze jej tutaj brakowało" i rzuca się do ucieczki. Oboje (i Miho, i Seiya) biegną w kierunku małego lasku służącego równie dobrze jako park szpitalny. Zaczynają się gonić, Seiya świetnie się przy tym bawi, gorzej jednak z samopoczuciem Miho. Miho woła, że nie będzie tak gonić Pegasusa przez cały las. Na to Seiya odrzeka jej, że po co wobec tego za nim goni? Niech się odczepi i pozwoli mu przyłączyć się do przyjaciół, kiedy ci są w potrzebie. W pewnej chwili Miho traci z widoku Seiya i staje zdezorientowana wśród drzew. W tym samym czasie Seiya odsapuje lekko za jednym z grubszych pniów. Kiedy Miho zaczyna użalać się nad swoim losem, Seiya woła: "A kuku!" i wyskakuje zza drzewa. Pogoń rozpoczyna się na nowo. Szczęśliwych przyjaciół obserwuje z gałęzi wysokiego drzewa Shaina, sama przy tym pozostaje w ukryciu. Do Sanktuarium nie mogła wrócić po porażce, jaką zaznała, a więc postanawia ułagodzić Papieża trofeum w postaci głowy Seiya. Jest zadowolona, szepcze: "Jeszcze dzisiaj wyślę cię do piekła!".
***
Seiya śpi w swoim szpitalnym pokoiku, kiedy nagle na jego spokojną twarz pada cień. Po chwili Seiya otwierając przezornie oczy z trudem unika ciosu, jaki Shaina wycelowuje pazurkami w jego twarz. Cios rozpruwa poduszkę, Seiya jest zaskoczony i zgaszony. Pyta się Shainy: "Skąd tu się wzięłaś?". Shaina oznajmia, że chce walczyć z Seiyem, że właśnie po to tu przybyła. Seiya wzrusza ramionami, mówi niedoszłej przeciwniczce, że przyrzekł sobie, iż nigdy nie podniesie dłoni na kobietę. Nigdy, choćby nawet ta kobieta była od niego silniejsza. Shaina wścieka się tym rozumowaniem: "Przestań wreszcie widzieć we mnie kobietę!". Seiya mówi, że nie może, że to niemożliwe. Wówczas Shaina zdejmuje z twarzy swoją maskę. Widać, że w oczach już kręcą jej się łzy. Mówi, że Seiya ją doskonale zna, przecież spotkali już się we wczesnym wieku, podczas treningów w Sanktuarium. Pegasus zobaczył wówczas po raz pierwszy Shainę bez maski. Shaina wie, że Seiya wówczas zajrzał także w głąb jej serca... Po chwili Srebrna Patronka uśmiecha się widząc minę Seiya, który zupełnie nic nie rozumie. Shaina mówi, że Pegasus już pewnie nic nie pamięta...
***
Siedmioletni, może ośmioletni Seiya biegnie z kamykiem za króliczkiem wesoło uciekającym przed zdenerwowanym Pegasusem. Seiya jest jednak zdeterminowany i nie zaprzestaje pogoni. "Nie uciekaj! I tak trafisz na mój talerz!" - woła. Jednak królik nic sobie z tych zapewnień nie robi (i słusznie) zmykając przed Seiyem. Seiya zapuszcza się na tereny obozu treningowego wojowniczek odbywających szkolenie w obrębie Sanktuarium...
***
W tym samym czasie dziesięcioletnia Shaina stoi w lnianej, skromnej sukience wśród innych wojowniczek. Wszystkie są ubrane podobnie do Shainy, podobnie jak i ona mają na twarzach obowiązkowe maski. Wtem Shaina zaczyna atakować. W ciągu paru sekund kładzie pokotem wszystkie wojowniczki, które nie mają nawet sił się ruszyć. Shaina mówi chłodno: "Potraktujcie to jako lekcję.". Następnie lekkim krokiem udaje się w stronę bramy. Nagle dostrzega królika, którego ścigał Seiya. Nie widząc Seiya stojącego w cieniu zdejmuje maskę i chwyta króliczka w objęcia. Zaczyna się śmiać przytulając do siebie zwierzątko. Radość zastyga jej na twarzy w chwili, gdy dostrzega Seiya. Po chwili Shaina zaczyna odczuwać wściekłość, wie, że Seiya już zobaczył jej twarz. Według kodeksu Patronek wiadomo bowiem było, iż odkrycie przy mężczyźnie twarzy to gorszy wstyd dla Świętej Kapłanki, niż odkrycie kobiecych genitalii. Shaina puszczając niedoszły obiad Seiya staje naprzeciwko chłopca. Pyta się go, czy Seiya nie wie, że chłopakom nie wolno wchodzić na teren obozu kobiet. Pegasus odpowiada, że zapomniał, ale Shaina postanawia go przykładnie ukarać. Nie udaje jej się to jednak, gdyż Seiya dostrzega krew na ręce Shainy, krew płynącą z rany zadanej dziewczynie przez jakąś wojowniczkę podczas treningów. Nie namyślając się wiele Pegasus zdziera ze swoich materiałowych ochron na nadgarstek kawałek sukna i obwiązuje szybko ranę. Podczas tego zabiegu mówi Shainie, że zawsze myślał, iż Shaina jest chłodna, oziębła i gwałtowna, ale zmienił zdanie, gdy zobaczył ją z królikiem. Po chwili uśmiecha się i woła: "To ja już uciekam, zanim pokroisz mnie w plasterki!". Odbiega śmiejąc się, pozostawia Shainę pogrążoną w rozmyślaniach...
***
Seiya patrzy na Shainę zdumiony. "A więc to ty byłaś tą dziewczyną!" - mówi. Shaina nie wytrzymuje już tego wszystkiego, opowiadając o wydarzeniu z dzieciństwa rozdrapała sobie na nowo ranę w sercu. Myśl o zemście zaczyna nie dawać jej spokoju, a jednak nie chce zabić Seiya... Łzy zaczynają płynąć dwoma strumyczkami po jej policzkach... Seiya nic nie mówi, cały czas patrzy na Shainę jakby próbując coś sobie przypomnieć. Tajemnica przeszłości Shainy wreszcie zostaje wyjawiona...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk