Epizod 35
L'acqua della vita
(Woda życia)
Fundacja Graude. Ushio gorączkowo szuka czegoś na ogromnych komputerach... widać, że sprawa przedstawia się poważnie, choć nie mamy jeszcze wyjawionej tajemnicy, o co właściwie chodzi. Po chwili poszukiwań chłopak zostawia komputery nadal pracujące i udaje się do oczekującej nań Saori. Spojrzenia zarówno Saori, jak i Shuna i Hyogi kierują się na wchodzącego do sali Ushio. Teraz dopiero okazuje się, że z Fundacji Graude zniknął Złoty Hełm Materii Sagittariousa i Fundacja dokłada wszelkich starań, aby Hełm odnaleźć... Komputery pracują non-stop, wszyscy są gotowi do natychmiastowej wyprawy w różne zakątki świata, jeśli zajdzie taka potrzeba... lecz Hełmu wciąż nie można zlokalizować. Saori żywi podejrzenia, że Hełm został zabrany przez jej wielkiego "przyjaciela", a mianowicie Papieża. Dziewczyna popatruje na twarze przyjaciół, aby zobaczyć, jak oni odbierają jej teorię... i ani Shun, ani Hyoga, ani Ushio nie sprzeciwiają się przemyśleniom Saori. Zabranie Złotego Hełmu przez Papieża i resztę elity z Sanktuarium... to wydaje się całkiem możliwe...
***
Sanktuarium. Papież właśnie daje porządną naganę dowódcy Srebrnych Patronów... i ów jak zwykle pokornie ją znosi. Tutaj okazuje się, że również zaszło coś ważnego... i jak na ironię losu chodzi o to, że zostały skradzione te części Złotej Materii  Sagittariousa, jakie były akuratnie w posiadaniu Papieża! Dowódca delikatnie sugeruje, żeby uciec się do pomocy Ateny... tylko ona może wiedzieć, gdzie podziała się wzmiankowana Materia... (tu należy dodać, że wśród ludzi z Sanktuarium chodzą rozsiane przez Papieża pogłoski, iż Saori nie jest prawdziwym wcieleniem Ateny...) Ale Papież (z wiadomych względów) przyzwać Ateny nie może i tłumaczy to swojemu podwładnemu tym, że nie chce zakłócać spokoju bogini... Na nic zdają się perswazje dowódcy - Papież jest nieugięty... Jednak problem jest naprawdę poważny... przecież Święta Materia jest nieocenionym skarbem i trzeba ją jakoś odnaleźć! Papież snuje domysły, że to Saori i Brązowi Patroni skradli Materię...
***
Chiny. Uprawne pola, zieleń, kanały nawadniające... i przede wszystkim pogoda, której można naprawdę pozazdrościć. W takich oto warunkach pracuje Shiryuu. Patron Smoka właśnie zamierza się motyką na poletko ziemi... i jeszcze raz, i jeszcze raz... Shiryuu uśmiecha się, praca na roli pozwala mu zapomnieć o jego kalectwie... o tym, że nie widzi... Praca sprawia, że Shiryuu mimo wszystko czuje się jakoś doceniony, wie, że jest w stanie coś robić dla wspólnego dobra Shunrei i Rochiego... Chłopak na chwilę przerywa pracę, ociera pot z czoła i kieruje twarz w stronę słońca. Nie widzi... ale mimo to jest szczęśliwy. Życie nie zmieniło się... jest niemal tak samo piękne, jak kiedyś... Nagle na terenie poletek pojawia się Shunrei, niosąc ze sobą jakiś koszyczek czy też zawiniątko i już z daleka wołając Shiryuu. Po chwili dziewczyna staje przy ukochanym i wręcza mu wspomniane zawiniątko mówiąc, że przygotowała mu śniadanko, które na pewno będzie mu smakowało. Przez chwilę dwójka zakochanych stoi razem, Shiryuu pyta się przyjaciółkę, czy Rochi już wrócił. Jednak Shunrei nie ma pojęcia, co stało się ze Złotym Patronem Wagi... gdzie zniknął i dlaczego... Ale mimo wszystko dziewczyna pociesza ukochanego, że Rochi nigdy nie znikał na długo, czyli prawdopodobnie wróci już wkrótce... Shunrei siada na trawie, Shiryuu zaś wciąż stoi... na chwilę zapomina o miejscu, w którym się znajduje... i myślami przenosi się do Japonii, do swoich przyjaciół. Seiya, Shun, Hyoga... a może nawet Ikki... oni wszyscy go potrzebują... Shiryuu musi wrócić do walki... musi wspomóc towarzyszy za wszelką cenę! Shunrei spogląda na ukochanego chłopaka i schyla głowę zasmucona... domyśla się, o czym myśli Shiryuu... "Wiedziałam, że znowu mnie opuścisz..." - myśli dziewczyna...
***
Dno morza... błękitna, spokojna woda... wodorosty i inne milutkie wodne roślinki... rybki... Wśród tego wszystkiego stoi skompletowana Złota Materia Sagittariousa, połyskująca tajemniczo w nielicznych blaskach docierających tutaj... tak głęboko...
***
Jamir. Seiya jest po prostu wściekły, lecz stara się to uczucie w sobie stłumić. Mu akuratnie nie ma w Jamirze... i trzeba się z tym pogodzić, wściekłość do niczego nie doprowadzi. Patron Pegaza pyta się Kikiego, czy może Kiki wie, gdzie mógł się podziać Mu i na jak długo... ale Kiki wie tyle samo, ile Seiya. Jedyne, co Appendix dodaje Seiyowi do wiadomości, to fakt, że jak Mu znika, to na kilka tygodni. Seiya wybucha - przecież nie mogą czekać tu aż kilka tygodni! Pomoc dla Shiryuu jest konieczna - i to natychmiast! Jedynym wyjściem wydaje się wybranie na poszukiwania... albo... i tutaj Kiki napomyka Seiyowi o magicznym źródle położonym daleko, wysoko w górach... o źródle z wodą życia... Seiya jest zadowolony z takiego obrotu spraw, bynajmniej nie zamierza stracić tej ostatniej deski ratunku. Już po chwili Pegasus chwyta Kikiego, lecz ten za pomocą teleportacji wyślizguje mu się z rąk i nagle pojawia się na dolnych kondygnacjach pałacu Mu. Seiya, nieco zdezorientowany, zeskakuje w dół i chwyta brutalnie Kikiego - tym razem dzieciak nie ma szans mu się wyślizgnąć. Oboje w nieco lepszych humorach (nie ma to jak zabawa, choćby był to nawet głupi dowcip w wykonaniu Kikiego... ^_-) ruszają w drogę...
***
Jeden błysk i zarówno Kiki, jak i Seiya pojawiają się na skałach naprzeciw ogromnej góry. Góra przedstawia się dosyć dziwnie - jest to niezwykle wysokie wzniesienie o dwóch szczytach, jednym wyższym, zaś drugim - niższym. Kiki wie, że nie może się już dalej teleportować i mówi o tym Seiyowi. Kiedy Pegasus pyta o przyczynę, Appendix mówi, że w tych górach czai się ogromna moc... nieznana moc, która utrudnia mu koncentrację. Ponieważ Kiki nie może się skoncentrować - niemożliwa jest teleportacja. Trudno, Seiya dalszą drogę pokonać musi o własnych siłach. Kiki wręcza Patronowi Pegaza skórzany worek na wodę, uprzedzając niezbyt optymistycznie Pegasusa, że nawet Mu nie udało się wejść na sam szczyt góry, gdzie znajduje się magiczne źródło z wodą życia (Pegasus jest większym optymistą i poczynania Mu interpretuje sobie faktem, że może Mu nie miał takiej potrzeby, aby wchodzić na piekielną górkę); Seiya wyrusza naprzód...
***
Pierwszy odcinek drogi Pegasus pokonuje wielkimi susami (czasem niemal kilkumetrowymi), dzięki którym już po paru chwilach udaje mu się znaleźć na prawie w połowie drogi. Jednak tutaj zaczynają się problemy... dalszą drogę trzeba pokonać idąc po niesamowicie wąskim brzegu skalnym... tuż nad przepaścią... Seiya sam stwierdza, że taki spacerek do najmilszych należeć nie będzie, ale cóż robić... mus to mus... Pegasus chce w jakiś sposób przysłużyć się przyjacielowi, jakoś mu pomóc... W dodatku złożył obietnicę, że nie powróci z pustymi rękoma... a więc nie może zawieść, choćby droga była nie wiadomo jak trudna. Jednak wszystko wskazuje na to, że wcale nie takie łatwe do przebycia ukształtowanie terenu nie będzie jedynym niebezpieczeństwem... jak zapowiedź złego nad Seiyem krążą orły, a w ślepiach ptaków migotają złowrogie błyski... Pegasus rusza naprzód, idąc bokiem po wrednym "mostku"... idzie powoli, ostrożnie... ale nagle w pewnej chwili "mostek" zaczyna się kruszyć! Patron Pegaza jest zaskoczony, ucieczka jest niemożliwa, jeśli chce się przeżyć i w dodatku pomóc przyjacielowi, można tylko iść naprzód! Seiya zaczyna biec, a z każdym jego krokiem rozpada się za nim kolejny kawałek skały... Seiya biegnie naprzód i biegnie... już zdaje się, że za chwilę spadnie i przepaść go pochłonie... skały kruszą się w naprawdę szybkim tempie... i wreszcie staje się nieuniknione - Seiya spada w przepaść. Z tego oto wynika, że Patron Pegaza ma więcej szczęścia niż rozumu, gdyż w ostatniej chwili udaje mu się chwycić za kawałek "mostku", który jeszcze się nie ukruszył... Pegasus jest uratowany... Mimo powagi sytuacji Seiya oddycha z ulgą i, wytężając wszystkie siły, w pocie czoła wchodzi z powrotem na mostek. Idzie naprzód... staje pod wielkim wzniesieniem... I nagle rozlegają się wstrząsy, a po wzniesieniu zaczyna się staczać ogromna, kolista skała! Strach paraliżuje wszystkie ruchy biednego Seiya i po chwili chłopak zostaje przygnieciony... czy to już koniec...? Przez chwilę rzeczywiście może tak się wydawać, gdyż zapanowuje cisza, nic się nie porusza... Ale wtem od środka skały zaczyna błyszczeć turkusowa energia... i po chwili cała skała zostaje rozkruszona na drobne cząsteczki! Pegasus raz jeszcze wymknął się ze szponów Śmierci! Dalsza droga jest już łatwiejsza, ale Seiya nie pokonuje ją susami, tak jak na samym początku... jest już zmęczony... Daleko, wysoko... majaczy się szczyt... rozdwojony szczyt, miejsce, dokąd Seiya musi dotrzeć... Patron wciąż jest zdeterminowany, wciąż przed oczyma ma wizję niewidomego Shiryuu... ale jego zapał jakby trochę osłabł. Wyprawa jest naprawdę męcząca... Przez zmęczenie Seiya nieco traci na uwadze i koncentracji, dlatego też jego wzrokowi umykają nieregularne rozbłyski, migotanie energii wśród skał... które za to dostrzega zaniepokojony Kiki, oczekujący na kolegę u stóp góry...
***
Wreszcie Seiyowi udaje się dotrzeć na szczyt - ale, o ironio losu, trafił prosto w orle gniazdo! Pegasus jest przestraszony, wszędzie obok niego gromadzą się orły, spoglądające na intruza złowrogo... Wreszcie ptaki atakują... i Seiya nie widzi innego wyjścia, jak z nimi walczyć. Wystarczy parę błyskawicznych, mocnych ciosów, aby wystraszone ptaki odleciały... ale na pobliskich skałach wciąż gromadziły się kolejne orły, wrogo popatrujące na Seiya... Wtem Pegasus zauważa u swoich stóp maleńkiego, kwilącego żałośnie ptaszka... Patron klęka i bierze ptaka w ramiona. "Jesteś ranny" - szepcze. Po chwili Seiya dodaje, że nie chciał zranić jakiegokolwiek ptaka... że chciał tylko je wystraszyć... Na dowód swoich słów Patron wstaje i podnosi rannego ptaszka ku niebu, pozwalając mu ulecieć w przestworza... Wtedy orły rozstępują się, dając przejście Seiyowi. Wprost naprzeciwko chłopaka ukazuje się niesamowity blask... kryształowe, tęczowe światła... i maleńkie źródełko, i maleńka skalna studzienka... Seiya uśmiecha się szeroko, pomimo zmęczenia jest naprawdę szczęśliwy... jego misja się powiodła, miał przed sobą wodę życia...
***
Tymczasem Kiki wciąż czeka na kolegę. Martwi się nieco tymi dziwnymi rozbłyskami energii, które jak błyskawice przecinają czasem skały... ma nadzieję, że Seiyowi nic się nie stało... I wtedy za Appendixem pojawia się Arachne, Patron Tarantuli. Mężczyzna uśmiecha się lekko złośliwie... "O, błazen Mu!" - oznajmia przyglądając się uważnie malcowi. Kiki cofa się z przestrachem... wie, że wojownik prawdopodobnie będzie chciał z nim walczyć... Kiedy Arachne wykonuje pierwsze ataki, nagle pojawia się Seiya, krytykując Arachne za to, że śmiał podnieść rękę na młodszego i słabszego od siebie! Kiki jest uszczęśliwiony pojawieniem się przyjaciela i Seiya szybko rzuca woreczek z magiczną wodą Kikiemu, gotów stoczyć z przybyszem walkę. Materia Tarantuli jest dziwna... ma kolor przybrudzonego złota... Arachne nie można więc zaliczyć ani do Srebrnych Patronów, ani do Złotych Patronów. Kim on jest...? Seiya zaś w ogóle nie ma na sobie Materii, a w dodatku jest osłabiony po wyprawie w góry... tak więc sprawa zwycięstwa jest aż nader pewna... to Arachne zwycięży... Na dowód tego Seiya zostaje odrzucony pod skały już pierwszym atakiem potężnego przeciwnika. Arachne nie marnuje okazji, aby trochę podocinać wojownikowi - aż nie chce mu się wierzyć, że ten słabiutki Seiya pokonał Misty i pozostałych... Pegasus również wie, że jego szanse są malutkie... gdyby choćby miał przy sobie Materię... Ale Materii nie ma... i wszystko wskazuje na to, że nieprędko się tu zjawi. Tymczasem Arachne staje (ku zaskoczeniu Appendixa i Pegasusa) w dziwnej pozie bojowej... z brzuchem prawie przy ziemi, oparty na dłoniach i stopach... Okazuje się, że dziwna poza ma pomóc Tarantuli w upleceniu pajęczej sieci, sieci, która ma ostatecznie pogrążyć przeciwnika. Seiya nie ma szans bronić się bez Materii i każdy cios jest w stanie go dosięgnąć... W chwili, kiedy zdaje się, że Seiya zginie, pojawia się Materia Pegaza. Chłopak nie traci ani chwili i natychmiast przywdziewa zbroję, lecz niemal dokładnie w chwilę po tym zostaje schwytany przez Arachne w pajęczą sieć... Sieć, oprócz faktu, że unieruchamia przeciwnika, ma jeszcze tę właściwość, że pozbawia przeciwnika energii... Powoli każda cząstka energii... każda moc tkwiąca w Seiyu zaczyna ulatywać... Seiya słabnie, słabnie... jego życiowa energia maleje... i w tej chwili akcja ponownie przybiera zaskakujący obrót, a mianowicie pojawia się Sho, wysłany przez Atenę, aby zabrać Seiya z powrotem do Fundacji Graude. Stalowy Patron Niebios przechwytuje atak Tarantuli dzięki swojej Materii... i Arachne cofa się zaskoczony. Seiya zostaje oswobodzony i najpotężniejszym obecnie znanym mu ciosem zabija Arachne. Arachne jeszcze przez chwilę stoi na skale... lecz wtem jego źrenice zwężają się i zanikają... wojownik spada w przepaść... jest martwy... To już koniec - Seiyowi raz jeszcze (ten to ma szczęście! ^_^) udało się cało wyjść z opresji. Sho opowiada Seiyowi o problemach, o tym, co zaszło w Fundacji Graude, o tym, że podejrzenia padają na Papieża i jego ludzi... i Seiya już wie, że nie może sam zanieść magicznej wody Shiryuu. Misja ta zostaje powierzona Kikiemu, który wydaje się bardzo przejęty swoim nowym zadaniem, zaś Sho i Seiya, wciąż mający w pamięci nieszczęście Shiryuu, udają się do Fundacji Graude...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk