Epizod 24
Il segreto di Castalia
(Tajemnica Castalii)
Początek epizodu bynajmniej nie nawiązuje do odliczania rozpoczętego przez Misty w poprzednim odcinku, ale i do tego dojdziemy. A więc wszystko zaczyna się od przedstawienia pokrótce wydarzeń, które dotąd miały miejsce. Mamy więc przedstawioną (w olbrzymim skrócie) historię związaną z pojedynkami w Koloseum, marzeniami dwunastu Brązowych Patronów o Złotej Materii... widzimy fragment związany z kradzieżą Świętej Materii Strzelca, fragment, w którym rozgrywał się brutalny pojedynek pomiędzy Seiyem, Shunem, Shiryuu i Hyogą, a Ikkim i Czarnymi Patronami... widzimy historię z Docratesem, śmierć Ikkiego... i początek walki z Misty. Wszystkie wydarzenia, jakie zainicjowało Przeznaczenie pragnąc doprowadzić wszystko do obecnego stanu rzeczy...
***
A stan rzeczy przedstawia się średnio. Misty oznajmia, że jest wspaniałomyślny, i to dlatego daje Seiyowi jeszcze dziesięć sekund życia... które dzielą go od spotkania z Marin... w niebie... Seiya jest zaskoczony, lecz Misty przemienia to zaskoczenie w przerażenie oznajmiając Pegasusowi, że jedyną karą za zdradę Marin wobec Sanktuarium jest... śmierć... Odliczanie zostaje rozpoczęte... Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć... Misty zrzuca pelerynę i szybko kieruje dwa swoje palce w stronę Seiya. Kula kosmosu zbiera swoją energię i pędzi na Pegasusa... coraz szybciej i szybciej... Jedna chwila wystarczała, aby Seiya został zmieciony (dosłownie) z powierzchni ziemi i efektownie wylądował w morzu... Po chwili na plaży zapanowuje cisza... i już nic nie wskazuje na krótką, lecz brutalną walkę, jaka przed chwilą została rozegrana... Słońce świeci, niebo jest błękitne i bezchmurne... woda cieplutka... Misty z przykrością zauważa, że walka z Seiyem splamiła jego dłonie i wojownik postanawia zażyć kąpieli. Tak więc wszystkie części Materii i ubrania Lacerty już po chwili lądują na ziemi i Misty wchodzi do wody. W spokoju rozmyśla nad tym, że Seiya był jednak bardzo odważny i szkoda, że taki wojownik musiał zginąć... razem mogli by dużo zdziałać... Jednakże rzeczywistość jest rzeczywistością - Seiya nie wykazuje żadnych oznak życia. Prawdopodobnie jego ciało zatonęło w odmętach... i Misty ma nadzieję, że zatonęło na zawsze. Niestety jest takie przysłowie "Nadzieja jest matką głupich" i Lacerta ma się właśnie o tym przekonać... Po chwili bowiem, ku zdumieniu biednego Misty-chan, z wody wyłania się Pegasus. I na domiar złego - Pegasus w pełni sił. Seiya rozkazuje przeciwnikowi ubrać się i zakończyć wreszcie pojedynek. Pomimo nieszczególnie sympatycznego tonu Pegasusa, Misty postanawia podjąć wyzwanie. Jest absolutnie pewien, że to Seiya zginie. Z jego ręki. "Pospiesz się!" - niecierpliwi się Pegasus, więc nagusieńki Misty przyspiesza odrobinę swoje kroki i kieruje się na plażę, w stronę swoich ciuszków.
***
I oto już po chwili zarówno Lacerta-chan, jak i Pegasus, są gotowi do walki. Rozpoczyna się pojedynek - pojedynek, który może zakończyć tylko śmierć jednego z oponentów. Seiya atakuje, lecz jego ataki ponownie zostają powstrzymane przez wyciągnięte dłonie Misty'ego, przez niezwykle potężne pole magnetyczne... Lacerta uśmiecha się leciutko, jest pewien wygranej... i wtedy to właśnie Seiya zwiększa poziom swojej energii. Ciosy stają się coraz szybsze, oddech Seiya - przyspieszony... Pegasus atakuje niestrudzenie... W pewnej chwili Misty ma już dość nieszczególnie interesującej walki, więc odpycha Seiya do wody. I wtedy właśnie Misty czuje ból... piekący ból w boku... Srebrny Patron spogląda w tamtą stronę i dostrzega ranę. Ranę?... Lacerta jest zdezorientowany... przecież jeszcze nikt, ale to nikt go nie ranił... z każdej walki wychodził bez szwanku, bez ani jednej kropli krwi, nie mówiąc już o ranach i bliznach... Kiedy zszokowany Patron popatruje na swoje draśnięcie, z morza wychodzi Seiya. Pegasus oznajmia, że siła Lacerty nie może wzrastać. Nie może wzrastać dlatego, ponieważ Lacerta nigdy nie przegrał... nigdy nie czuł chęci rewanżu, z czym wiązał się przypływ mocy... Seiya oznajmia, że czerpie potęgę z porażek. I mimo tego, że przegrywa, że czasem zdaje się, że nie ma zupełnie sił do dalszych walk, że nie jest w stanie stawić czoła silniejszym... mimo to walczy. A jego potęga wzrasta... Seiya ponownie atakuje, ale Misty już się w sobie pozbierał i szybko wysuwa dłonie, tworząc swoją niezastąpioną barierę magnetyczną. Lecz nagle co to?... Bariera zaczyna się łamać... Misty czuje to i ogarnia go przerażenie... Przecież jeśli bariera zostanie złamana... Seiya na chwilę zaprzestaje swojego ataku i wyskakuje wysoko w powietrze. Po chwili pruje ku ziemi, a jego postać przybiera kształt... komety!... Siła Pegasusa wzrasta i wzrasta... aby wreszcie dorównać, a nawet przewyższyć moc Srebrnego Patrona! Misty dobrze o tym wie... i boi się. Strach... uczucie dotąd Misty'emu nie znane... Seiya wyczuwa, że w umyśle Lacerty wirują różne myśli... odczucia... wszystko, co Misty czuje po raz pierwszy. Siła pochodząca z porażek... Seiya w błyskawicznym tempie staje za Lacertą i pyta się przeciwnika, czy ów odczuwa strach, że odwraca się tyłem do oponenta... ale Misty nie odpowiada, jego niebieskie oczy rozszerzone są w przerażeniu... Seiya oznajmia, że to naturalne, iż Misty się boi... gdyż za chwilę zginie. Pegasus chwyta Misty'ego pod ramiona i po chwili oboje ulatują ku niebu... Misty jest rzeczywiście śmiertelnie przerażony, a wręcz sparaliżowany wizją śmierci... jego piękna twarz zmienia się gwałtownie. Srebrny Patron usiłuje perswadować Seiyowi... przecież zginą obaj... Ale na Seiyu nie robi to absolutnie żadnego wrażenia... jego odwaga, rzecz godna najwyższego podziwu... I nagle plusk... obu przeciwników pochłaniają odmęty...
***
Chiny. Shiryuu przebywa przy wodospadzie... spływająca po skałach woda szumi cichutko... tu panuje idealny spokój i harmonia... harmonia natury... Wtem zostaje ona zakłócona przez niezwykłą energię. Patron Smoka wyczuwa nieznane niebezpieczeństwo... niebezpieczeństwo grożące jakiemuś Patronowi... Niestety - Shiryuu jeszcze nie wie, komu...
***
Cmentarz. Cisza i spokój, w pewnym sensie podobna do harmonii wśród chińskich gór i wodospadów... Przed jedną z mogił klęczą Ikki i Shun. Oboje mają przymknięte oczy i złożone ręce... modlą się... Lecz wtem spokój zostaje przerwany przez maleńkie cząsteczki energii wirujące wokół wojowników... Shun jest zaniepokojony, wpatruje się w brata, oczekuje, że Ikki będzie znał wytłumaczenie tego dziwnego zjawiska... Jednakże okazuje się, że i Phoenix nie ma najmniejszego pojęcia o tym, co się stało...
***
Zoo miejskie. Hyoga stoi sobie przy poręczy wybiegu dla niedźwiedzi polarnych (wiadomo! władca wiecznych lodów! ^_^). Tutaj panuje gwar i wszechobecna radość - pełno jest tu roześmianych dzieci, a słoneczko świecące na błękitnym niebie dopełnia atmosfery szczęścia. Lecz nagle Patron coś wyczuwa... coś, co czuli pozostali jego przyjaciele... i coś, co wywołuje u niego podobny niepokój, jak i u Shuna, Ikkiego i Shiryuu...
***
Saori-chan gra na pianinie. Jej palce szybko przesuwają się po klawiszach w rytm znanej tylko dziewczynie melodii... Atena przymyka oczy, wczuwa się w melodię, którą tworzy z każdą sekundą... Wokół niej widnieją zgliszcza. Na wpół spalony portret dziadka, zburzone ściany... to, co pozostało z budynku Fundacji Graude. Ale Saori nie myśli o zniszczonych pomieszczeniach - wszak wokół wciąż unosi się stara, piękna aura... aura Mitsumasy Kiddo... Dziewczyna wie, że budynek Fundacji trzeba będzie odbudować, że trzeba się zająć setkami ważnych spraw... ale na razie o niczym innym nie myśli, jak tylko o grze. Wtedy do zrujnowanego pokoju wchodzi Hyoga. Saori przerywa grę, wstaje i kieruje się w stronę przyjaciela. Oznajmia, że Seiya jest w niebezpieczeństwie... że walczy z czymś, co przerasta jego siły... i że Hyoga musi, musi mu pomóc! Walka toczy się na plaży za miastem... Hyogę zastanawia tylko jedno - gdzie są pozostali wojownicy? Saori odwraca się... jej głos drży... okazuje się, że Atena zdołała przywołać tylko Hyogę... W oczach Ateny pojawiają się łzy, które dzielna bogini stara się ukryć przed przyjacielem... Hyoga już o nic więcej nie pyta - przyrzeka Saori, że pomoże Seiyowi...
***
Tymczasem na plaży panuje cisza... czy walka rzeczywiście zakończyła się śmiercią obojga przeciwników? Czy nikt nie ocalał?... Po chwili z wody wyłania się Misty... idzie krokiem powolnym, zmęczonym... Po jego pięknej, dziewczęcej twarzy spływa krew... Misty jest zrezygnowany... rozmyśla nad Seiyem... Myśli o jego odwadze... niezwykłej, wprost nierealnej odwadze... odwadze, która poprowadziła go do zwycięstwa... Seiya niczego się nie obawiał... i to stanowiło jego siłę... "Zwyciężyłeś..." - szepcze Misty... i upada twarzą na piasek. Po chwili z wody wyłania się milczący Seiya. Nie jest ranny, nie jest nawet draśnięty... jednak jego twarz wyraża smutek. "Szkoda... mógłby zostać bohaterem" - oznajmia Seiya spoglądając na Misty'ego. Walka jest zakończona...
***
Zachodzi słońce... morze wzbiera się i opada... fale szumią cichutko, rozlewając się po piasku i cofając się z niego... na piasku nie zostaje nawet najmniejszy ślad... Na plaży nie ma już Seiya... widzimy natomiast Marin, Mosesa i Asteriona, Greyhound podtrzymuje bezwładne ciało Misty'ego. Wszyscy milczą... Misty, ich przywódca... nie żyje... Jedynie Marin i Seiya wiedzą, jak przebiegała walka... Marin jest pewna, że Seiya zwyciężył... któż inny mógłby zabić Misty'ego na odludziu? W czasie, kiedy Asterion i Marin trwają przy nieżywym Lacercie, Moses rozkopuje dłońmi piasek w grobie Seiya, szuka ciała... Jednakże nie może nic znaleźć... i to wydaje się podejrzane zarówno Mosesowi, jak i Asterionowi. Tylko Marin nie wykazuje zdziwienia... Wojownicy mają podstawę przypuszczać, że dziewczyna coś wie. W pewnej chwili nawiązuje się dyskusja, w czasie której Marin dowiaduje się, że Asterion potrafi czytać w ludzkich myślach jak w otwartej księdze. Sprawa jest jasna... teraz Patron Greyhounda już o wszystkim wie. Marin zdradziła Sanktuarium i Papieża... zostawiła bowiem Seiya przy życiu. Wszyscy obecni na plaży wiedzą, że jedyną karą za takie przewinienie jest... śmierć... Marin odruchowo cofa się do tyłu, ale Asterion ostrzega ją, aby nawet nie próbowała uciekać. Rozpoczyna się walka - Marin musi walczyć o życie. Pierwszym przeciwnikiem jest Moses, który rzuca się na Marin z niezwykłą szybkością, jednakże Aquila w porę znika z pola ataku Patrona Whale'a. Asterion ostrzega Mosesa, że Marin jest bardzo potężna... i nie będzie ją łatwo pokonać. Jednak męska ambicja obojga Patronów jest silniejsza od rozsądku - żaden z nich nie chce zostać pokonany przez dziewczynę! Walka jest zażarta, lecz krótka - po chwili Mosesowi udaje się unieruchomić rudowłosą wojowniczkę. Z początku Patroni rozważają możliwość, aby od razu ją zabić... ale po chwili odkładają tą myśl na bok. Wszak w Sanktuarium, wśród bardziej wtajemniczonych Patronów, krążyła pewna wiadomość... Wiadomość o tym, że Marin jest siostrą Seiya... Tak więc sprawa przedstawia się jasno - Moses i Asterion zamierzają wziąć Marin jako przynętę. Po chwili dziewczyna zostaje przymocowana do drewnianego krzyża, zaś krzyż zostaje ustawiony w wodzie tak, że głowa Marin skierowana jest ku dołowi. Niedługo ma rozpocząć się przypływ... jeżeli do tego czasu nie zjawi się Seiya, Marin zginie w morskich falach...
***
W czasie, kiedy Marin zostają niemal minuty życia, Hyoga zgodnie z rozkazem Saori pędzi na plażę... nie ma czasu do stracenia... Mimo wszystko Hyoga nie wie jednego... że owszem, na plaży zostało jeszcze niebezpieczeństwo... lecz tym razem zagraża ono nie tylko Seiyowi...
***
Tymczasem Seiya, chwilowo jeszcze nieświadomy grożącego jego trenerce niebezpieczeństwa, wyleguje się na swoim poddaszu. Miękkie łóżeczko, śpiew mew za oknem... tak, to jest to... Jednakże Seiya nie rozmyśla o śliczniutkim nadmorskim krajobrazie, w którym przyszło mu żyć... myśli o walkach. W pewnym momencie Patron wyczuwa nieznaną moc... energię, która stara się coś mu przekazać... i wtedy to pojawia się Kiki. Seiya dowiaduje się rzeczy, która bez wątpienia wstrząsa nim do głębi - Marin jest o krok od śmierci.
***
Zachód słońca w dalszym ciągu... Krwawa łuna zalewa niebiosa, czerwone promienie odbijają się w wodzie... jak zapowiedź krwi, która ma zostać przelana w tym pięknym miejscu... Marin oddycha szybko i nierówno... nie ma najmniejszych szans na samodzielne wyswobodzenie się z pętających ją łańcuchów... A Asterion i Moses czekają... i ich cierpliwość zostaje nagrodzona. Okazuje się, że pułapka działa bez zarzutów - oto na horyzoncie pojawia się Seiya. Pegasusowi wystarcza tylko jedno spojrzenie na krzyż... i Seiya bez namysłu rzuca się w stronę najdroższej trenerki. Wtedy to droga Pegaza zostaje zagrodzona przez Mosesa i Asteriona, którzy bynajmniej nie zamierzają przepuścić Seiya, który z równą determinacją usiłuje przedrzeć się przez barierę wroga. Srebrni Patroni oznajmiają, że aby dojść do Marin, Seiya musi wpierw rozprawić się z nimi. A to bynajmniej nie będzie łatwe... Rozpoczyna się pojedynek. Seiya z rozpaczliwą niemal siłą walczy z Mosesem - przecież każda sekunda się liczy! Każda sekunda przybliża Marin do śmierci! Ciosy sypią się w błyskawicznym tempie... podczas pojedynku Seiya dowiaduje się, że według Silver Saint, Marin jest jego siostrą... Seiya na chwilę przystaje w szoku. Czy to możliwe? Czy przeciwnicy nie robią sobie przypadkiem z niego żartów? Pegasus przywołuje wspomnienia...
***
Wspomnienie w odcieniach czerwieni... delikatnej czerwieni zachodzącego słońca... Jakiś budynek, wyruszający spod niego samochód... w samochodzie siedzi mały Seiya. Chłopiec, nieco zdezorientowany, spogląda w tylną szybę... za samochodem biegnie dziewczynka. Seika... jego siostra... Dziewczynka rozpaczliwie woła za bratem, nie chce, żeby Seiya od niej odchodził... Ale Przeznaczenie nie zna litości i po chwili Seika wywraca się o mały kamyczek na drodze... Samochód znika z horyzontu... rodzeństwo zostaje rozdzielone...
***
Seiya nie ma zbyt wielu wspomnień o siostrze... został z nią rozdzielony jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Czy Marin naprawdę jest jego siostrą? Ten kolor włosów... Seika też miała rude włosy... Ale... czy to jednak naprawdę możliwe?... Nawet, jeśli to tylko kłamstwo, Seiya nie ma zamiaru pozwolić Marin zginąć. Paroma ciosami powala Mosesa i zaczyna szybko, jak tylko szybko może, biec... biec w stronę ukochanej trenerki... a być może ukochanej siostry... "Siostrzyczko!" - wykrzykuje Seiya, ale wtem przed wojownikiem staje Asterion. Srebrny Patron Greyhounda oznajmia, że Pegasus może pokonał Mosesa, ale on jeszcze pozostał żywy... Aby dostać się do Marin i uratować ją, Seiya musi się jeszcze zmierzyć z potężnym Asterionem, posiadającym niezwykłą moc czytania w ludzkich myślach... Czy walka zakończy się zwycięstwem Seiya? Czy Seiya zwycięży na czas i zdąży uratować Marin? Epizod kończy się widokiem zaciętych twarzy obojga przeciwników... twarzy na tle zachodzącego słońca...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk