|
Epizod 21
Lotta fra i ghiacci
(Walka wśród lodów)
Wszyscy Brązowi Patroni postanowili się udać do swoich mistrzów - sensei
w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące ich misji, jednak ja myślę,
że bardziej potrzebowali od nich słów otuchy. Seiya wyruszył do Marin,
która pomogła mu pokonać (na razie) Shainę, dowiaduje się przy tym o niebezpieczeństwie
grożącemu Hyodze ze strony Crystal Sainta. Shiryuu i Hyoga w tym epizodzie
przybywają wreszcie do swoich mistrzów. Hyoga napotyka tu duże przeciwności,
gdyż jego mistrz, Kryształowy Patron, nie jest tym samym człowiekiem, co
kiedyś...
***
Hyoga stoi na lodowej pustyni bez Materii lub jakieś innej ochrony, przed
nim przygotowuje się do ataku Crystal Saint. Hyoga ma ciągle skrupuły -
podnieść rękę na człowieka, który nauczył go tylu rzeczy, czy nie. Rozpoczynają
walkę. Hyoga unika ciosów, ale nie jest tak potężny, jak jego własny trener.
Na razie może się tylko bronić, nie może się przemienić w wojownika za
pomocą Materii i atakować. Wtem Kryształowy Patron pada na ziemię chwytając
się za głowę. Hyoga stoi chwilę zaskoczony, ale w tej samej chwili Crystal
Saintowi udaje się już odzyskać równowagę fizyczną i psychiczną. Cygnus
nie widzi innego wyjścia, jak nawiać, póki czas. Nie może przecież walczyć
bez Materii. Ściga go szyderczy śmiech trenera oznajmiającego mu, że kiedyś
rachunki zostaną jeszcze wyrównane.
***
Na lodowej pustyni Syberyjskiej odbywają się właśnie prace nad ogromną
lodową piramidą. Do pracy są zaprzęgnięci ludzie z wioski Hyogi, tacy,
jak stary dziadek małego kolegi Rycerza Łabędzia. Nie muszę chyba tłumaczyć,
jak to wszystko wygląda... Oczywiście na placu budowy nie braknie żołnierzy
pilnujących solidności roboty. Każdy, kto uczył się kiedyś na historii
o piramidach i niewolnikach wie, jak kończyło się nieposłuszeństwo. Ale
co zywkli ludzie mogli zrobić? Jedynym ratunkiem dla nich byli Rycerze
Zodiaku. Zwłaszcza, że Hyoga już wiedział o ich nieszczęściu...
***
Z zimnych terenów górskich na Syberii przenosimy się przy chińskiej melodii
w tereny górskie, ale w Chinach. Shiryuu stoi z Shunrei naprzeciwko swojego
mistrza, Rochiego (znanego też jako Dohko). Rochi udziela uczniowi odpowiednich
wyjaśnień, a następnie proponuje mu, aby został trochę w centralnych Chinach.
W końcu to tu się wychował, a tak często opuszcza te tereny... Shiryuu
z początku oponuje, ale później się zgadza, ale na dosyć krótki pobyt.
Następnie zamierza wyruszyć do Sanktuarium, obiecał to Saori i Shunowi
jeszcze przed wyjazdem wspomnianej dwójki. Rochi słysząc te zapewnienia
wychowanka informuje go, że dawny władca w Sanktuarium, którego tak wszyscy
ukochali, już nie żyje. Jego miejsce zajął zły i okrutny Arles (innymi
słowy Ares). Złoty Patron Wagi ma właśnie zamiar odejść, ale Shiryuu zatrzymuje
go. Wygląda to tak, jakby Rycerz Smoka nie był do końca przekonany, że
mistrz powiedział mu wszystko. Przez dłuższą chwilę obaj patrzą na siebie
twardo, lecz w końcu Shiryuu uśmiecha się mówiąc: "Dziękuję mistrzu, że
mnie ostrzegłeś.". Dohko odwzajemnia uśmiech i wchodzi do swojej pagody.
Z oddala słyszy rozmowę Shunrei i Shiryuu. Shunrei obiecuje właśnie gorąco,
że przygotuje Shiryuu pyszny posiłek, zaś Shiryuu dziękuje za troskę. Rochi
uśmiecha się pod nosem wsłuchując się w melodię dwójki nastolatków, mruczy
do siebie pod nosem: "Ach, ta młodość. Zawsze mnie wzrusza.".
***
Gigas jest wyjątkowo szczęśliwy, z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy gapi
się na portret Aresa, Gemini Sagi. Mówi do stojącego niedaleko wojownika,
że wszystko idzie jak po maśle. Nawet, jeżeli Crystal Saint po praniu mózgu
urządzonego mu przez Aresa zawiedzie, udobrucha się obecnego Papieża Sanktuarium
budując mu piękną lodową piramidę - pałac.
***
Wracamy na Syberię. Drewniany, prymitywny domek, ogrzewanymałym ognikiem
na kominku, przy kominku siedzący na krześle i otulony w koce zielonooki
pięcioletni maluch. Do domku wchodzi Hyoga. Poprawia koce chłopczyka i
wysłuchując jego skarg obiecuje raz jeszcze, że sprowadzi wszystkich mieszkańców
z powrotem do wioski, zwłaszcza dziadka malca. Na twarzy dziecka pojawia
się uśmiech zadowolenia... Zapada w niespokojny sen, w czasie gdy Hyoga
przywdziawszy już swoją Materię wybiera się z powrotem na dwór.
***
Seiya brnie przez syberyjskie śniegi, panuje tu śnieżna burza. Rycerz Pegaza
jest przemarznięty, ale idzie naprzód. Dociera do chaty chłopczyka. Wchodzi
i budzi go poklepując delikatnie po policzku. Malec jest trochę przestraszony,
ale uspokaja się, kiedy Seiya wyjaśnia mu, że jest przyjacielem Hyogi.
Wówczas rezolutny dzieciak rozumuje, że Seiya to musi być ten zachwalany
prze Rycerza Łabędzia Pegasus Saint. Chłopczyk opowiada Pegasusowi o niewolniczej
pracy mieszkańców wioski i o tym, że Hyoga wybrał się tam na pomoc ludziom.
Seiya jest zaniepokojony o los przyjaciela, który samodzielnie wybrał się
walczyć przeciw dziesiątkom żołnierzy; pyta się malca, czy wie o coś o
położeniu placu budowy. Chłopczyk zrzuca szybko z siebie koc i obiecuje,
że zaprowadzi tam Seiya. Seiya bierze więc na plecy malca i obaj wyruszają
w podróż... Wiedzą, że od ich pośpiechu zależy los Hyogi i mieszkańców
wioski...
***
Tymczasem na terenie budowy nie zmienia się nic, jeżeli chodzi o warunki
pracy. Jakaś młoda dziewczyna nie ma sił, aby pracować ciężej, i upada
na lód. W tej samej chwili staje nad nią żołnierz z batem i przymierza
się do ciosu. Wówczas na dziewczynę rzuca się jej starsza siostra, może
nawet matka. Mówi, że nastolatka ma gorączkę i prosi, aby żołnierz jej
nie bił. Żołnierz odpowiada, że nic go to nie obchodzi i zamierza się na
obrończynię. Dziewczyna przymyka oczy, ale uderzenie jej nie dotyka. Zdziwiona
otwiera oczy i spostrzega Hyogę sunącego jak błyskawica po lodzie wymierzywszy
uprzednio cios żołnierzowi. Na wezwanie rannego wojownika zjawiają się
następne dziesiątki żołnierzy i ostrzegają, żeby Hyoga się zatrzymał, inaczej
zaczną strzelać. Hyoga nic sobie nie robi z pogróżek żołnierzy i atakuje.
Strzały żołnierzy nie wyrządzają mu najmniejszej krzywdy, wymija je po
prostu. Za to większość żołnierzy ląduje na lodzie z rozkrwawionymi szczękami
i podbitymi oczyma, a ci, którzy jakimś cudem uniknęli ciosów Rycerza Łabędzia,
uciekają w popłochu do piramidy. Mieszkańcy wioski zaczynają wiwatować
na cześć Hyogi, ale to bynajmniej nie koniec przygody tego Rycerza Zodiaku...
Na jednym z bloków piramidy pojawia się bowiem Kryształowy Patron. Rozpoczyna
się walka pomiędzy mistrzem a uczniem. Hyoga zaczyna mieć problemy. Rozkazuje
ludziom, aby nie czekali na niego i sami uciekali do wioski. Ci, co prawda
z pewnymi problemami, ale wykonują polecenie. Hyoga rozpoczyna walkę. Wie,
że mistrz przewidzi, wszystkie jego posunięcia, przecież sam go uczył wszystkich
taktyk bojowych. Hyodze przypomina się pewna historyjka z dzieciństwa...
***
Hyoga stoi przed lodową ścianą z dosyć niewyraźną miną... Jego trener,
Kryształowy Patron, każe mu rozkruszyć ścianę. Hyoga nie jest jeszcze zdecydowany,
ale postanawia spróbować, kiedy Crystal Saint oznajmia: "To rozkaz.". Nie
próbując nawet zebrać energii wycelowuje pięścią w lód... i natychmiast
odskakuje powstrzymując się od krzyku. Zbił nie skałę, ale własną pięść...
Wówczas Kryształowy Patron każe mu się odsunąć, chce pokazać uczniowi,
jak należy rozkruszać lodowe góry. Koncentruje się, zbiera energię, wokół
niego zaczynają latać płatki śniegu. Po chwili kompletnego skupienia wycelowuje
pięścią w górę. Ta natychmiast się rozkrusza, przytłoczona energią Patrona.
Crystal Saint wyjaśnia Hyodze, że to, co on zrobił, to tylko kwestia maksymalnej
koncentracji i wprawy. Mówi mu, że Hyoga też kiedyś będzie w stanie rozkruszyć
ogromną lodową skałę. Następnie, w postaci przewijających się obrazów są
pokazane treningi Hyogi, który wciąż bezskutecznie próbuje wykonać dawne
zadanie. Jego mistrz obserwuje go z pobliskiego wzniesienia z założonymi
rękoma. Wreszcie, za którymś tam razem z kolei, wokół Hyogi poczyna emanować
energia i cios wreszcie odnosi skutek. Hyoga jest szczęśliwy, cieszy się
głośno ze zwycięstwa: "Widziałeś, mistrzu, widziałeś? Wreszcie mi się udało!".
Crystal Saint patrzy na wychowanka z dumą. Tak trzymaj, Hyoga, a z siedmioletniego
chłopczyka przeistoczysz się w dzielnego i wspaniałego wojownika...
***
Hyoga świetnie pamiętał te dzieje. Tymczasem nastąpiło następne starcie:
zarówno Hyoga jak i jego trener wysłali przeciwko sobie "Diamentowy Pył",
tym razem w postaci łabędzi - białego (Hyogi) i kryształowego (Crystal
Sainta). Przeważająca siła Kryształowego Patrona odpycha Cygnusa. Hyoga
szybko podnosi się na nogi, ale Crystal Saint już do niego przyskakuje
i powoli, ale skutecznie, zamraża mu nogi. Następnie Kryształowy Patron
oznajmia nie mogącemu się ruszyć ani na krok Hyodze: "Jesteś teraz na mojej
łasce. Lepiej przygotuj się na śmierć.". Cygnus rozpaczliwie próbuje się
wyrwać z lodowego obkucia, ale nic z tego. Tymczasem Kryształowy
Patron zaczyna zadawać ciosy Hyodze, który nawet nie próbuje się bronić.
Zza załomu piramidy wychyla się jeden z żołnierzy trzymając wycelowany
w głowę Hyogi karabin maszynowy, myśli, że go dobije własnoręcznie wyręczając
przy tym Kryształowego Patrona. Wystrzeliwuje dobre kilkanaście naboi,
ale nie trafiają one bynajmniej w głowę Hyogi (wiadomo, że jeden z głównych
bohaterów nie może zginąć, no nie?), lecz zostają zatrzymane poprzez Seiya.
Crystal Saint zostawia w spokoju obolałego Hyogę i zwraca swe oblicze w
stronę Pegasusa. Lód wokół nóg Hyogi roztapia się i Cygnus przewraca się
prosto w ramiona Seiya. Seiya upewniwszy się, że jego przyjaciel nie jest
ranny, przygotowuje się do ataku na Crystal Sainta. Jednak Hyoga wstaje
i powstrzymuje Pegasusa od wykonania ataku mówiąc, że jest to sprawa tylko
między nim, a jego mistrzem. Po chwili atakuje skutecznie, jednak mu też
się dostaje i Rycerz Łabędzia leci (w przenośni) na śnieg. Seiya podbiega
do niego pytając, jak się czuje. Wówczas Hyoga odpowiada mu: "Tak, jakbym
podniósł rękę na ojca.". Seiya usłyszawszy wypowiedź Hyogi zabrania mu
myśleć o Crystal Saintsie jak o wspaniałym trenerze, każe mu myśleć o nim
jak o wrogu. Cygnus starając się iść za radą Seiya ponownie atakuje swojego
mistrza. Jednak nie tyle atak, ile wewnętrzny ból w Kryształowym Patronie
powoduje, że Patron znów pada na kolana i zaczyna trzymać się za głowę.
Po chwili przewraca się na plecy. Hyoga i Seiya podbiegają do niego. Okazuje
się, że hipnoza Aresa przestała działać i Crystal Saint znów stał się sobą.
Niestety jest już za późno... Hyoga chwyta obrącz swojego mistrza i podtrzymuje
mu głowę. Wówczas Patron czując zbliżającą się śmierć każe Hyodze być zawsze
uczciwym i dbać o innych ludzi. Dodaje, że skoro on sam musi pogodzić się
z nadchodzącą śmiercią, to tym bardziej powinien pogodzić się z tym Hyoga.
Jednak wyraźnie Cygnus nie może tego uczynić, napływają mu do oczu łzy.
Kryształowy Patron prosi Hyogę, aby mógł chociaż przez chwilę potrzymać
dłoń swojego wychowanka. Hyoga płacząc podaje mu ją. Crystal Saint uśmiecha
się lekko i przymyka oczy. Spod jego powiek także zaczynają spływać łzy...
Hyoga prosi mistrza, aby nie umierał, zabierze go do domu, będzie pielęgnował...
Niestety, nic to nie daje... Kryształowym Patronem coś jakby przez chwilę
wstrząsa, otwiera on szeroko oczy, aby po chwili zamknąć je na zawsze...
Hyoga wybucha płaczem prosząc bezskutecznie mistrza, aby go nie opuszczał.
Seiya chcąc uszanować ból przyjaciela i jego pragnienie bycia z ukochanym
mistrzem sam na sam oddala się. Zdejmuje hełm. Patrząc na zrozpaczonego
Hyogę pochylonego nad ciałem zmarłego Patrona Seiya zastanawia się nad
sensem życia Patronów. Crystal Saint jest już drugim ważnym Patronem, który
zginął... Czemu nie mogą być nieśmiertelni? Przecież ich misja i zło wyrządzane
na Ziemi też jest nieśmiertelne...
Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk
|