Epizod 20
Missione in Grecia
(Posłannictwo w Grecji)
Patroni i Saori-chan oglądają telewizję i bynajmniej zachwyceni nie są. Facet z wiadomości oznajmia bowiem, że w Koloseum (założonym jeszcze przez Mitsumasę Kiddo i należącym do Fundacji Graude) wybuchł pożar i strażacy z trudem gaszą ogień. Snute są domysły, że ogień został podłożony umyślnie... Cała grupka Patronów dobrze wie, że pożar nie ułatwi im zadania... a przecież trzeba się jakoś dowiedzieć, kto zaatakuje jako następny... Kto mógłby pomóc, udzielić rady?... Saori nie wciąga się w pogadankę Patronów i rozmyśla, opuściwszy głowę w dół. "O czym myślisz?" - rozlega się pytanie i Saori szybko udziela na nie odpowiedzi - myśli o dziadku... chce kontynuować jego dzieło... Wtedy Seiya uśmiecha się czule i mówi, że Saori o nic nie musi się martwić. Patroni przysięgli, że ich misja zakończy się sukcesem... Po pocieszeniu biednej Ateny sprawa wraca do punktu wyjścia - kto mógłby udzielić Patronom informacji, powiedzieć coś o wrogu... Hyoga wpada nagle na pomysł, że jego mistrz, Crystal Saint, mógłby udzielić mu jakieś rady. No właśnie, że też wojownicy wcześniej na to nie wpadli! Przecież mistrzowie są najlepiej poinformowani o wszystkim, co dzieje się w świątyni! Seiya uznaje, że będzie najlepiej, jak Hyoga uda się do swojego mistrza, a on, Pegasus, do swojej mistrzyni (Srebrnej Patronki Orła - czyli po prostu Marin). Pomysł spotyka się z milczącą akceptacją. Pozostaje jeszcze tylko problem zapewnienia bezpieczeństwa Saori i Złotemu Hełmowi... i tym decyduje się zająć Shun. Patroni, Saori, a nawet Tatsumi, nie udzielający się dotąd w rozmówce, są choć trochę zadowoleni - krok po kroku kierują się na pewniejsze pozycje...
***
Greckie Sanktuarium, szczyt góry, siedziba Papieża. Gigas właśnie nieudolnie tłumaczy się przed Papieżem z kolejnej porażki. Ech, Papież wyraźnie nie jest w dobrym humorze... i to całkowicie tłumaczy niepokój, a nawet przerażenie starego sługi. Przecież oczywistym jest, że jeśli Papież nie zlituje się nad nieudolnym pomocnikiem, to Gigas will be dead... Ale Papież, mimo narastającej w nim złości, opanowuje się i postanawia dać Gigasowi jeszcze jedną, jedyną szansę (dużo się już zbiera tych "jednych, jedynych szans" danych Gigasowi...). Gigas wie, że tym razem nie może zawieść. Sprawa toczy się o jego życie.
***
Minęło już trochę czasu i helikopter Fundacji Graude przygotowuje się właśnie do startu. Śmigło już się kręci, nadchodzi chwila, aby wymienić ostatnie słowa pożegnania... Saori, w wiśniowym kostiumiku, wchodzi do środka jako pierwsza; za dziewczyną wsuwa się Shun, trzymając w ramionach Złoty Hełm. Andromeda-chan nie ma na sobie Materii - wszak nic nie wskazuje na to, że helikopter mógłby zostać zaatakowany... przecież już niemal po chwili Shun z Ateną mają się znaleźć w bezpiecznej kryjówce. Seiya przestrzega Shuna, żeby ów uważał na Złoty Hełm i Saori... i helikopter startuje. Shiryuu, Seiya i Hyoga przyglądają się helikopterowi nieodgadnionym wzrokiem... jeszcze żaden z nich nie jest w stanie przewidzieć, co niesie im Przeznaczenie... że Przeznaczenie pokrzyżuje ich plany związane z uzyskaniem pomocy u mistrzów...
***
Grecja. Sanktuarium. Cisza bynajmniej tu nie panuje - ludzie Papieża gorączkowo trenują, muszą być przecież gotowi do ostatecznej walki. Wszędzie rozlegają się okrzyki bojowe i odgłosy zadawanych ciosów... Papież szkoli kolejne maszyny do zabijania... Marin z pozornym spokojem przechadza się właśnie niedaleko miejsca treningów i przygląda się trenującym wojownikom. Wojowniczka nie wygląda na szczególnie szczęśliwą, sprawia wrażenie raczej obojętnej i równie obojętnym krokiem schodzi po schodkach w dół. Nagle kryje się za załomem - słyszy czyjeś głosy. Kto to może być? Po chwili rozmowy okazuje się, że rozmowa toczy się pomiędzy Rycerzem Płomieni, Gigasem i Crystal Saintem. Marin ostrożnie wygląda zza skały... co ci trzej knują?... Otóż Rycerz Płomieni właściwie nie liczy się w dyskusji i biernie przysłuchuje się toczącej się rozmowie. Za to Gigas i Crystal Saint wykłócają się z całą właściwą wojownikowi energią. Gigas za wszelką cenę stara się przeciągnąć Crystal Sainta na swoją stronę, ale dzielny wojownik nie daje się tak łatwo przekonać i, również za wszelką cenę, dąży do spotkania z Papieżem. Padają takie słowa jak "zdrada", "fałszywy Wielki Mistrz" i tym podobne... wreszcie Gigasowi puszczają nerwy i stary sługa zwołuje trenujących wojowników, aby zajęli się Crystal Saintem. Wciąż ukryta Marin przysłuchuje się rozmowie i działaniom wojowników, a w jej sercu narasta niepokój... Na placu, na którym toczyła się dyskusja, pojawiają się setki wojowników i Crystal Saint wygląda na odrobinę zaniepokojonego... lecz w jednej chwili przybiera ostry i zdeterminowany wyraz twarzy. Przystępuje do walki. Ciosy sypią się jeden po drugim, walka toczy się w zabójczym tempie... Crystal Saint zwinnie i szybko usuwa się spod ciosów i równie szybko atakuje... Po chwili na ziemi leży już całkiem sporo wojowników, a reszta cofa się kawałek, trochę zaniepokojona... Ale Gigas nakłania wojowników do walki oznajmiając, że Crystal Saint chce zobaczyć się z Papieżem... a to może świadczyć tylko o jednym... Wojownikom nie trzeba dwa razy powtarzać i po chwili atakują ze zdwojonym zapałem. Crystal Saint widzi, że to już nie żarty, że trzeba walczyć na poważnie, że trzeba się bronić... "Diamentowy Pył" zostaje zainicjowany. Wszystko wokół pokrywa się lodem, w powietrzu zaczyna panować przeraźliwy chłód... wojownicy zamarzają, zamieniają się w lodowe posągi... Po paru chwilach powraca właściwa Sanktuarium cisza, spokój i wyniosłość. Cisza - gdyż wszyscy przeciwnicy leżą już u stóp potężnego Crystal Sainta... I kto wie, może wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie... Papież, a właściwie nagłe pojawienie się owego na jednych ze schodów prowadzących na plac. Crystal Saint natychmiast przyklęka na jedno kolano i pozdrawia Papieża, a następnie zaczyna mówić. Z tego, co Patron oznajmia, Papież wnioskuje tylko jedno - bunt wisi w powietrzu. A Crystal Saint jest nadzwyczaj potężny... o czym świadczą setki ciał walających się na placu, skutych lodem... Nie, stanowczo nie byłoby warto walczyć przeciwko Crystal Saintowi - może i wreszcie zostałby pokonany, ale zniszczenia, jakich by dokonał. Nie, nie warto. Lepiej jest mieć potężnego Patrona jako sprzymierzeńca. Papież, mimo całej swojej przewrotności, dobrze o tym wie i woli nie rozpoczynać walki. W czerwonych oczach na jego masce pojawia się niezwykły blask... czerwone, krwiste poletka zaczynają emanować ogromną mocą... Marin przygląda się temu z zaskoczeniem - co też Papież znów knuje? Ciekawość dziewczyny po chwili zostaje zaspokojona - otóż Papież wykonuje swój popisowy numer, hipnozę... Wmawia Crystal Saintowi, że ma być posłuszny Świątyni i jemu, Papieżowi... że Crystal Saint ma przejść na tą stronę, po której stoją wszyscy dla "dobra" świata... Crystal Saint musi poddać się hipnozie i po chwili cała jego twarz zmienia się... Dla Marin ta scenka wystarcza w zupełności. Dziewczyna odsuwa się od bezpiecznego schronienia z jednym tylko zamiarem - ostrzec ucznia. Ostrzec Seiya, że nie można już ufać Crystal Saintowi...
***
Marin siedzi na skale, na terenie Sanktuarium. Jest zamyślona... nie podnosi głowy nawet w chwili, kiedy w pobliżu pojawia się Aiolia. Aiolia pyta się Marin, co się stało, wszak nigdy nie widział jej w takiej zadumie... Marin próbuje się jakoś wykręcić od odpowiedzi, ale w końcu wyjawia, że martwi się o Seiya... Patronka wie, że może Aiolii powiedzieć wszystko... przecież wszystko wskazuje na to, że Aiolia już od dłuższego czasu też jest przeciwko Sanktuarium. Marin ma właśnie zamiar rozpocząć zwierzenia, kiedy na pobliskim, kamiennym wzniesieniu pojawia się Shaina. I nici z planów Marin... oczywistym jest to, że Marin nie może nic powiedzieć przy Shainie... przecież zginęłaby, gdyby Papież dowiedział się, że ktoś oprócz starego sługi podglądał go podczas hipnozy... Shaina, widząc razem Aiolię i Marin, zaczyna coś podejrzewać... "Co wy knujecie?" - pyta się, ale nie uzyskuje takiej odpowiedzi, jaką by chciała uzyskać... Marin odpowiada jej bowiem tym samym pytaniem. Rozmowa staje w martwym punkcie... a w powietrzu wisi niezdrowa atmosfera... Nie, co jak co, ale nie można powiedzieć, aby Shaina i Marin się przyjaźniły (na szczęście tak sprawa wygląda tylko chwilowo...)...
***
Noc. Granatowe niebo otula swoją opiekuńczą ciemnością góry, las i drewnianą chatkę... W chatce pali się światełko, a na małym "balkoniku" stoją Shun i Saori, wpatrując się w nieprzeniknioną ciemność... Zarysy majestatycznych gór, spokój... Dla Shuna ten krajobraz nie jest tylko zwykłym krajobrazem, o czym po chwili dowiadujemy się z rozmowy Andromedy i Ateny... Saori przeprasza Shuna, że zabrała go w to miejsce... przecież to właśnie tutaj zginął Ikki... Ale Shun uśmiecha się lekko i pociesza Saori, że nic się nie stało, że ważnym jest, że to miejsce jest dobrą kryjówką. A śmierć brata?... Ta śmierć... przejaw odwagi i determinacji... to wszystko pozwala uzyskać Shunowi podobne cechy... Shun chce stać się taki, jak jego brat... i opowiada przyjaciółce, że z każdą chwilą czuje, jak się zmienia... Jednakże teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo Złotego Hełmu, wszystkie inne poświęcenia i wydarzenia bledną wobec tej konieczności... Złoty Hełm... dla którego przelano już tyle krwi...
***
Grecja. Typowe, śródziemnomorskie miasteczko. Targi, domki, weseli turyści i mieszkańcy miasta. Słoneczko przygrzewa, ptaszki śpiewają... czego więcej od życia chcieć? W tej oto pięknej scenerii niejaki Pegasus Seiya, ze Świętą Skrzynią Pegaza na plecach, przechadza się bez szczególnego pośpiechu. Nie jest zestresowany czy zmartwiony... czuje się po prostu dobrze (kompletny brak jakichkolwiek nerwów...). Spokojnym krokiem chłopak zmierza w stronę wielkiego wzgórza, na którym stoi Sanktuarium - jego postanowienie spotkania się z trenerką jest wyjątkowo stanowcze. Tylko ona może mu pomóc. Pegasus idzie sobie bez zachowania jakiejkolwiek ostrożności przez miasteczko... nawet nie wie, że jest podglądany przez jednego z rzekomych mieszkańców miasta... Ów wyciąga prostokątny kawałek szybki i kieruje go w stronę wzgórza... w szybce odbija się światło i błysk kieruje się w stronę wzgórza... gdzie na chwilę pojawia się biała plamka, znak... Oczywiście Seiya nie ma o wszystkim zieloniutkiego pojęcia i zaczyna wchodzić na wzgórze...
***
Tymczasem okazuje się, że Shaina otrzymała znak od jednego ze swoich ludzi. Teraz właśnie piękna wojowniczka poucza swoich wojowników, że mają załatwić Seiya poza granicami Dwunastu Świątyń, aby nikt nigdy się nie dowiedział, jak zginął Pegasus... Wojownicy przyrzekają sumiennie wypełnić rozkaz...
***
Seiya idzie sobie po skałach, wszystko mu idzie jak z płatka, więc absolutnie niczym się nie martwi. Smutek czy niepokój nie ogarniają go nawet w chwili, kiedy zostaje osaczony przez doprawdy niemałą ilość wojowników. Pegasus uśmiecha się nawet - przecież kojarzy tych wojowników, walczył z nimi kiedyś... i wówczas przegrali. Tak więc co stoi na przeszkodzie, aby miał ich pokonać i teraz? Jeden z dryblasów oznajmia, że Seiya ich nie docenia, że przez ten długi czas ciężko trenowali i są o wiele silniejsi niż poprzednio... Wszelakie uwagi w tym stylu, nawet jeśli są słuszne, nie robią żadnego wrażenia na Pegasusie. Chłopak z uśmiechem na twarzy wykańcza poszczególnych wojowników - jest tak, jak przypuszczał. Nic się nie zmieniło, wszyscy walczą... eee... raczej słabo. Kiedy walkę można już uznać za niemal zakończoną, na skale pojawia się Shaina. I dopiero teraz uśmiech znika z twarzy Seiya. Wszak wspomnienia... Walka z Shainą nigdy nie była łatwa - ta dziewczyna miała wprost niesamowity styl... Mimo, że Seiya wówczas ją pokonał... kto wie, czy tym razem również będzie miał tyle szczęścia... Shaina oznajmia, że ma zamiar zabić Seiya i przywłaszczyć sobie jego Materię - aby pomścić Geist. Pegasus odpowiada, że jego przewidywania sprawdziły się - Shaina rzeczywiście ma coś wspólnego z Geist. A to oznacza, że obie dziewczyny znały się, i to bardzo dobrze... Ta sama technika, nadzwyczaj skuteczny atak za pomocą szponów... Jednak nie ma już czasu na kolejne dyskusje - walka musi się rozpocząć. Seiya zdejmuje z pleców Świętą Skrzynię Pegaza i pociąga za łańcuch - skrzynia się otwiera i Seiya dokonuje swojej transformacji (jest to raczej rzadkość - Patroni, w perspektywie stu czternastu odcinków transformują się bardzo rzadko...). Pegasus wie, że jedynie Materia jest mu w stanie zapewnić ochronę przed morderczymi atakami... Walka się rozpoczyna. Seiya atakuje "Meteorami Pegaza", lecz każdy z jego nadzwyczaj szybkich ciosów zostaje odparowany przez niesamowitą siłę Shainy. Wojowniczka skutecznie się zasłania, unika ciosów... i wreszcie przychodzi czas, aby to ona wyprowadziła atak, "Śmiertelny Szpon" (według oryginały atak ten to "Thunder Clow"...). Tutaj Seiya raczej nie ma pola do popisu i cios go dosięga... Walka trwa nadal. Ciosy Seiya i Shainy zaczynają się mieszać, każdy atak jest silniejszy od poprzedniego, bardziej wyszukany... Wszystko wskazuje, że to Shaina wygra pojedynek - Seiya jest już bardzo zmęczony, upada nawet na ziemię... a potężna wojowniczka wciąż jest w pełni sił... Shaina bez żadnego ostrzeżenia chwyta Seiya za szyję i ściska go mocno, jedną ręką inicjując swój śmiertelny atak... i nagle, zupełnie jak wybawienie, pojawia się Marin. Shaina puszcza Seiya i, w wyjątkowo złym humorze, staje naprzeciwko rywalki. Obie dziewczyny zaczynają się kłócić, ale nagle Marin dostrzega ucznia. "A ty tu co? Zmykaj stąd, ale już!" - woła do zaskoczonego Seiya. Seiya odpowiada, że chciał się spotkać z Marin, ale jego słowa nie wywołują na trenerce absolutnie żadnego wrażenia. Marin zaczyna okładać Seiya ciosami i cofającego się ucznia sprowadza na dalszą pozycję... I tutaj okazuje się, że aroganckie zachowanie i ciosy są tylko przykrywką, gdyż tak naprawdę to Marin ma zupełnie inne intencje... Pomiędzy jednym a drugim ciosem Marin szepcze Seiyowi, że Crystal Saint został zahipnotyzowany przez Papieża, że zmienił się całkowicie i nie można już mu ufać... Seiya jest zaskoczony, a przerażenie ogarnia go w chwili, kiedy przypomina sobie, że Hyoga udał się właśnie do Crystal Sainta, swojego mistrza! Pewnie Cygnus jest już na miejscu... trzeba go ostrzec! Marin zaczyna ponownie obrzucać Seiya nieszczególnie miłymi odzywkami, ale Seiya już wie, o co chodzi. Pegasus zrywa się do biegu i zaczyna umykać... Shaina chce biec za chłopakiem, ale Marin zasłania jej drogę. Wtedy Shainę ogarnia szał i oznajmia, że Marin zostanie oskarżona o zdradę przed obliczem Papieża, że zostanie zabita... Wtedy Marin odpłaca się szantażem za szantaż - przecież wojownikom nie wolno wychodzić poza teren Sanktuarium bez rozkazu, a Shaina i jej ludzie ten rozkaz złamali... "Pójdziemy do mistrza obie" - mówi zupełnie spokojnie Srebrna Patronka Orła. Shaina milczy... bo cóż ma powiedzieć?... Oczywiste jest, że sprawa musi zostać tylko pomiędzy oboma wojowniczkami... Nagle zza skał wyłaniają się ludzie Shainy, a wojowniczka rzuca im rozkaz, aby gonili Seiya. Jednak wiadomo już, że to na nic - Seiya jest bezpieczny poza terenem Sanktuarium.
***
Tymczasem Hyoga, zgodnie z przewidywaniami Seiya, znajduje się już w krainie lodów, czyli na Syberii. Wszędzie jest pełno śniegu, lecz na horyzoncie majaczy się mała wioska... Hyoga uśmiecha się lekko i zmierza w tamtą stronę. Nagle ogarnia go niepokój... jest bardzo cicho... jakby nikogo tu nie było... Cygnus zaczyna nawoływać, ale nadaremnie. Mieszkańców wioski po prostu nie ma... Hyoga wciąż nie może w to uwierzyć - rzuca się naprzód, zagląda do chatek, lecz widzi w nich tylko śnieg... w jednym zwłaszcza, w domku, w którym zostało wybite okno... Co tu się stało?... To pytanie prześladuje Hyogę już od dłuższego czasu... ale Patron nie ma zamiaru poddać się takiej przeciwności losu i bez słowa, poważnie zaniepokojony, wyrusza z wioski, by rozejrzeć się po okolicach. Jego wysiłki zostają nagrodzone - chłopak już po paru minutach wędrówki dostrzega w oddali niewyraźny zarys... to ludzka sylwetka, to dziecko! Hyoga rozpoznaje w chłopcu swojego małego przyjaciela, jest uszczęśliwiony widokiem jakiejś żywej duszy, i to w dodatku duszy bliskiej. Ale mały jest dziwnie roztrzęsiony, zdenerwowany, zszokowany... i już po paru krokach  upada... Cygnus szybko podbiega do chłopca, aby zabrać go w jakieś bezpieczne miejsce... Patron dobrze wie, że mały może być jedyną osobą zdolną mu opowiedzieć o tym, co tutaj zaszło...
***
Drewniana chatka. Na kominku buzuje ogienek, jest cieplutko i przytulnie. W kącie, w łóżku, odpoczywa mały przyjaciel Hyogi. W pewnym momencie Cygnus podchodzi do małego i nakazuje mu wypić coś ciepłego... Zaczyna się rozmowa. Mały, pełen ufności dla znajomka, opowiada Cygnusowi przerażającą historię... Wojownicy, bijatyka, zagłada... Hyoga jest zaskoczony, że przebywający akuratnie w okolicach Crystal Saint nie pomógł wieśniakom. Wtedy Patron dowiaduje się o zmianach, jakie zaszły w zachowaniu jego sensei... Stanowczo zagadek jest jeszcze dużo, ale Patron Cygnusa postanawia je sobie wyjaśnić. Osobą, która ma mu w tym pomóc, ma być Crystal Saint...
***
No i w końcu odbywa się spotkanie ucznia z mistrzem. Crystal Saint nie pała zbytnim optymizmem, jego wyraz twarzy jest... raczej dziwny... Hyoga zauważa to i, z początku przemawiając dość miło, zaczyna się niepokoić. Co rzeczywiście zaszło podczas nieobecności Patrona Cygnusa? Czy mały chłopiec powiedział mu o wszystkim? Rozmowa mistrza i ucznia schodzi na niebezpieczne tory... Hyoga, ku swojemu zdumieniu, zostaje brutalnie odepchnięty i ląduje na ziemi. Crystal Saint rzeczywiście się zmienił... i to bardzo... Alternatywa, której Hyoga tak się obawia, może być jedynym wyjściem... wszystko wskazuje na to, że uczeń będzie musiał się zmierzyć z własnym mistrzem.

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk