Epizod 17
Lady Isabel e in pericolo
(Saori w niebezpieczeństwie)
Saori wciąż jest więziona w dłoni Docratesa, który przedstawia Brązowym Patronom szczegóły swojego okrutnego szantażu... Seiya jest zdeterminowany - co robić? Czy można poświęcić życie Ateny, aby tylko zatrzymać Złoty Hełm?... Docrates ściska mocno w swojej dłoni wiotką postać Saori, która z trudem wytrzymuje zadawany jej ból... I wtedy Seiya podejmuje już decyzję - musi ocalić Atenę, nieważne za jaką cenę. Saori, walcząc z cierpieniem, zabrania Pegasusowi poddania się szantażowi, ale Seiya jest już pewien, że jego decyzja jest słuszna. Decyduje się postąpić wbrew słowom pięknej bogini... Docrates, widząc minę przeciwnika, jest już pewien zwycięstwa - na miejsce oddania Hełmu wyznacza Koloseum, a następnie odchodzi. Seiya już ma zamiar rzucić się za okrutnym przeciwnikiem, kiedy drogę zagradzają mu oddziały wojowników Docratesa. Patron Pegaza zmuszony jest się zatrzymać i bezsilnie patrzeć na to, jak Atena znika z jego oczu...
***
Minęło już trochę czasu i Patroni bez słowa siedzą w Planetarium, miejscu, które tak ukochała Saori Kiddo. Myślą... Nie ulega już wątpliwości, że trzeba będzie stawić się na spotkanie z Docratesem, ale jeśli Docrates dostanie w ręce Złoty Hełm, to jak zostanie skompletowana reszta Świętej Materii? Ten właśnie problem stawiają sobie do przemyślenia Patroni. W pewnym momencie Kiki, opierający się o Świętą Skrzynię, zabiera głos. Pyta się towarzyszy, czy pamiętają tą skałę, pod którą po raz pierwszy zaatakował ich Docrates, pod którą zginął Ikki. "Ta w kształcie lwa?" - upewnia się Shiryuu. Trudno by było tą skałę zapomnieć - przecież to pod nią rozegrał się pojedynek zakończony śmiercią brata Shuna! Patronom zaczyna coś świtać w głowie... czy to możliwe, że tam została ukryta reszta Złotej Materii Strzelca? Kiki oznajmia, że to tylko intuicja, że nie ma dowodów na to, że Materia rzeczywiście się tam znajduje... jednakże Patroni, znając niezwykłe umiejętności psychiczne malca, postanawiają mu zaufać. Bo czyż mają inny wybór? Seiya myśli nad sprawą i nagle do głowy wpada mu pewien plan, którym postanawia podzielić się z towarzyszami...
***
Noc. Koloseum. Shun i trzymający Hełm w ramionach Seiya ostrożnie posuwają się naprzód. Jest ciemno i cicho. Zbyt cicho. Seiya odważnie i zaczepnie nawołuje Docratesa, ale odpowiada mu tylko cisza. Jednak po którymś tam zawołaniu z rzędu, nagle rozbłyskują światła. Dwójka Patronów wie, że to sygnał od Docratesa. "Wiedziałem, że się pojawicie" - oznajmia z uśmiechem Docrates i Seiya natychmiast spogląda w stronę, z której dochodził głos. Jego wzrok spotyka się prosto z wzrokiem przerażonej Saori... Atena bezskutecznie błaga go, żeby nie oddawał Hełmu... bo jak wtedy ocali ludzkość przed bezlitosnym, (chwilowo)anonimowym przeciwnikiem? Seiya oznajmia, że nie ocali ludzkość, jeśli nie potrafi uratować własnej przyjaciółki. Jego decyzja jest niezachwiana - Atena musi odzyskać wolność. Zaczyna się wymiana. Seiya i Shun stają na ringu naprzeciwko Saori i wojowników Docratesa. Pegasus, wciąż trzymając Hełm, zaczyna powoli posuwać się naprzód... i po chwili Hełm ląduje w rękach przeciwnika. W tej samej chwili w oku Docratesa pojawia się błysk... i jeden z wojowników chwyta związaną Atenę na ręce i zaczyna z nią uciekać. Parę wojowników podąża za nim... A więc to wszystko to podstęp, nieuczciwa gra! Seiya nie może sobie wybaczyć i postanawia ruszyć za wrogiem, jednakże jest to niemożliwe. Wszak "na scenie" pozostał jeszcze Docrates i paru z jego wojowników... walka jest nieunikniona... Seiya wykonuje kopniak, ale Docrates szybko się usuwa. Kolejne ciosy Pegasusa również mijają się z celem, ale Seiya nie rezygnuje. I jeszcze jeden cios, i jeszcze... W pewnym momencie przebiera się miarka i Docrates decyduje się z obrony przejść do ataku... Minuty Pegasusa zdają się być policzone... biedny chłopak... Shun też usiłuje walczyć, ale bez podziału ról nie przynosi to większego skutku i po paru ciosach Andromeda ląduje na ziemi. "Nic ci nie jest?" - pyta zaniepokojony Seiya, ale Shun podnosi się, z wymuszonym uśmiechem na twarzy. Wygląda na to, że na razie wszystko jest we względnym porządku... Jednak jak dwóch Patronów może pokonać czterech przeciwników, w tym ogromnego i okrutnego Docratesa, którego Pegasus określił jako maszynę do zabijania? Shun podejmuje prędką decyzję - on zajmie się wojownikami Docratesa, a Seiya skoncentruje się na samym olbrzymie. Walka jest kontynuowana... a Patroni podczas walki zdobyli świadomość, że Docrates jest starszym bratem Cassiosa i najwyraźniej pragnie również zemsty...
***
Przenosimy się na chwilę w okryte śniegiem góry. Cisza, śliczniutki krajobraz... i oto nagle po skale ześlizguje się Shiryuu i w zabójczym tempie zaczyna gnać naprzód. Za Patronem Smoka z trudem nadąża nieszczęsny Kiki, poganiany jeszcze przez Shiryuu. "Robię, co mogę!" - wykrzykuje Kiki, starając się wytłumaczyć swój "powolny" (przynajmniej zdaniem Shiryuu...) bieg. Ale Dragon nie ma zamiaru zwalniać tylko ze względu na Kikiego - przecież każda chwila się liczy! Kto wie, kiedy przybędą tu wojownicy Docratesa albo nawet sam Docrates... aby zdobyć ukryte w skałach pozostałe części Świętej Materii...
***
Tymczasem wojownicy Docratesa z Ateną umykają aż miło poprzez tokijskie ulice. Między jadącymi samochodami, po dachach... wszędzie pełno jest czarnych cieni. Jednakże w pewnej chwili Patroni zatrzymują się - zaczyna padać bielutki, czysty śnieg... Jak to możliwe? Możliwe, możliwe... otóż na latarni siedzi sobie Hyoga, władca lodów i śniegów. No i na dodatek Cygnus bynajmniej nie żywi pokojowych zamiarów... Hyoga uśmiecha się, jest pewien siebie, pewien swojego zwycięstwa. Walka o życie Saori właśnie się rozpoczyna...
***
W czasie, kiedy Hyoga stara się wykończyć przeciwnika na ulicy, Shun i Seiya kontynuują swoją walkę w Koloseum. Ich szanse są niewielkie... Shunowi co prawda walka jakoś-jakoś idzie, ale Seiya... Żaden z ciosów Pegasusa nie robi większego wrażenia na Docratesie, który zdaje się być niemal bogiem... I kolejny kopniak ze strony Seiya... Docrates chwyta Pegasusa za stopę i przez chwilę wiruje nim w powietrzu, następnie rzucając chłopaka o metalowy kołek na ringu... Seiya nieszczęśliwie upada głową na kołek, jego kask spada mu z głowy, a Pegasus osuwa się na ring. Jest wpół przytomny... Shun kończy swoją walkę z wojownikami Docratesa, którzy bynajmniej nie byli silniejsi od Andromedy. Nie to, co Docrates... Teraz walka toczy się już tylko pomiędzy Shunem i Seiyem, a Docratesem...
***
Hyoga nie mylił się w swoich perspektywach zwycięstwa - rzeczywiście, nie przyszło mu ono z problemami. Atena jest wolna, ale co z Shunem i Seiyem? Hyoga wie, że teraz w Koloseum toczy się ciężka walka... wie też, że jeśli nie pomoże towarzyszom... Uuu, aż strach myśleć, co wtedy mogłoby się stać... Patron Łabędzia biegnie szybko w stronę Koloseum...
***
Rzeczywiście, Shun i Seiya mają duże problemy. Ale na szczęście pojawiają się Hyoga i Atena. Cygnus szybko orientuje się w sytuacji... czy istnieje jakaś broń przeciwko straszliwemu wrogowi? Hyoga uśmiecha się leciutko i oznajmia towarzyszom, że przecież piętą achillesową każdego olbrzyma są nogi... I jeśli ktoś może pokonać Docratesa, tym kimś jest tylko Hyoga...
***
Hyoga jest jeszcze dzieckiem i razem z Crystal Saintem odbywa treningi wśród lodów i śniegów. Dzisiejszą lekcję Cygnusa można by zatytułować "Jak pokonać olbrzyma". Otóż niedaleko stoi sobie rozwścieczony niedźwiedź polarny - i Crystal Saint wysuwa się naprzód, aby pokazać uczniowi swoją sztuczkę. Zbliża się do niedźwiedzia... jak sam powiedział Hyodze, ma tylko parę sekund... i nagle przyskakuje do przednich łap zwierzęcia. Zaczyna się robić przeraźliwie zimno... wokół unosi się aura ogromnej mocy... a łapy niedźwiedzia zaczyna pokrywać warstwa lodu! Po paru chwilach Crystal Saint proponuje uczniowi, aby teraz to on zajął się niedźwiadkiem. Hyoga z chęcią przystaje na propozycję mistrza - spieszno mu wykorzystać nową technikę. Jest co prawda nieco zakrwawiony na twarzy (a to czemu? - czyżby RTL7 + wersja francuska znowu załatwili nam jakieś cięcia cenzorskie?), ale nie waha się rozpocząć ataku. Podbiega do oswobodzonego niedźwiedzia i atakuje... łapy zwierzęcia podczas paru sekund pokrywają się lodem... Hyoga patrząc na swoje dzieło wstaje, a Crystal Saint kładzie mu dłoń na ramieniu. Patron Cygnusa dobrze się spisał...
***
Hyoga, mając w pamięci tamten trening, postanawia więc włączyć się do akcji. Patroni, zaciekawieni nawet tym, co Hyoga chce im pokazać, przystają na jego propozycję. Zaczyna się walka... Hyoga inicjuje "Diamentowy Pył", zamieniając tym samym ring w "lodowisko". Mimo wszystko obawia się nieco o powodzenie swojej techniki, gdyż w takim klimacie jak tu... kto wie, czy będzie można przywołać tu wystarczające do ataku lody i śniegi... Jednakże nie ma czasu do stracenia - Docrates w każdej chwili może wznowić atak... Hyoga rzuca się naprzód, w oczach Cygnusa Docrates przybiera postać rozwścieczonego niedźwiedzia polarnego... wszystkie nauki Crystal Sainta powracają do umysłu Cygnusa ze zdwojoną siłą. Hyoga chwyta za nogi potężnego przeciwnika i, zanim ów zdoła wszystko zrozumieć, zaczyna swój atak. Wokół pojawia się lodowa aura... zaczyna się robić coraz zimniej i zimniej... a nogi Docratesa powoli pokrywają się kryształkami lodu... Dopiero teraz Docrates zaczyna rozumieć niebezpieczeństwo sytuacji i atakuje Hyogę rękoma. Kolejne ciosy dosięgają plecy Hyogi, ale ten znosi je cierpliwie... jeszcze tylko chwila... jeszcze tylko kawałek do zamrożenia... Docrates robi się coraz bardziej przerażony, zwłaszcza kiedy Patron Łabędzia wykrzykuje do towarzyszy, żeby to oni teraz dopełnili reszty... Seiyowi nie trzeba tego dwa razy powtarzać - chłopak błyskawicznie rzuca się naprzód i atakuje "Meteorami Pegaza". Shun również przyłącza się do ataku - łańcuszki jak zwykle wykazują się ogromną siłą. Docrates zostaje uwolniony, cofa się w tył, przygotowując się do kolejnego ataku... i nagle nieruchomieje, a z jego ust zaczyna płynąć strużka krwi... Walka jest zakończona...
***
No, Seiya, Shun i Hyoga osiągnęli zwycięstwo, jednakże misja Shiryuu i Kikiego jest kontynuowana. Oboje biegną szybko naprzód i już-już docierają do skały... kiedy nagle nad ową skałą wznosi się helikopter. Shiryuu nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest to helikopter ludzi Docratesa... Misja obojga Patronów zakończyła się niepowodzeniem...
***
Koloseum. Po paru godzinach panuje tu cisza i spokój... ale na jak długo? Patroni, stojący w komplecie obok Saori, mają świadomość, że walka nie została jeszcze zakończona. Kto wie, kim jest ten tajemniczy ktoś, który porusza Docratesem i innymi jak marionetkami... kto wie, kim jest ich główny wróg. Saori opiekuńczo trzyma w ramionach Złoty Hełm... jedyną część Świętej Zbroi, jaka im pozostała... to właśnie Hełm jest ich ostatnią nadzieją... Widoki na przyszłość Patronów nie są optymistyczne - oczywiste jest, że zjawią się kolejni wojownicy, aby Hełm im odebrać... a kto wie, czy również nie pozbyć się Patronów... Saori jest zmartwiona, stoi w milczeniu. Złoty Hełm lśni swoim niezwykłym blaskiem... a wokół Patronów i Ateny pojawia się tło - wzburzone morze...

Wróć do indeksu serii i epizodów
Wróć do strony głównej
***
(C) "Saint Seiya", 1986, Masami Kurumada
(C) 1999, Liliana Lemańczyk